Do tej pory myślałem, że nikt nie zwraca uwagi na wzór podpisu w banku. Pracownica Santander wybiła mi to z głowy

Finanse Prywatność i bezpieczeństwo dołącz do dyskusji (27) 09.08.2019
Do tej pory myślałem, że nikt nie zwraca uwagi na wzór podpisu w banku. Pracownica Santander wybiła mi to z głowy

Udostępnij

Tomasz Laba

Wzór podpisu w banku to sprawa, którą niewielu z nas się przejmuje. W końcu zawsze podpis składamy osobiście, a fakt, że ten się z biegiem lat zmienia, jest dla nas zupełnie naturalne. Mocno się jednak zdziwiłem, kiedy podczas rutynowej wizyty w oddziale Santander musiałem podpisać się dwa razy, bo kasjerka nie była zadowolona z mojego pierwszego podpisu.

Mamy to szczęście, że żyjemy w czasach, kiedy bankowość elektroniczna jest na takim poziomie, że zdecydowaną większość spraw można załatwić nawet z poziomu aplikacji w telefonie. Z tego powodu osobiste wizyty w oddziałach banków należą do rzadkości, a już na pewno w moim przypadku. Prawdę mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio załatwiałem jakąś sprawę właśnie w ten sposób. Kilka dni temu musiałem jednak wypłacić większą ilość gotówki z konta. Nie była to kwota zwalająca z nóg, ale wystarczająca, abym zaczął zastanawiać się nad ustawionymi limitami wypłat. Nie chcąc tracić czasu, postanowiłem odwiedzić pobliski oddział.

Cała procedura jest oczywiście banalna, co nie powinno chyba być zaskoczeniem dla nikogo. Pani w okienku zgłaszam zlecenie wypłaty środków z konta, które ta musi wyjąć z bankowego sejfu. Wspominałem już, że wypłacana kwota nie była przesadnie duża. Nie musiałem nawet zamawiać wcześniej tej gotówki, jak bywa w przypadku większej wypłaty. Ta nie była również dla nikogo alarmująca, żeby kasjerka miała podejrzenia, że padam właśnie ofiarą jakiejś formy wyłudzenia na wnuczka. Słowem – klient przyszedł do banku, żeby wypłacić trochę gotówki.

Wzór podpisu w banku

Nieoczekiwana rzecz stała się w momencie podpisania zlecenia wypłaty. Oczywiście wcześniej pani sprawdziła moją tożsamość na podstawie dowodu osobistego. Wiedziała więc, że do banku przyszedł Tomasz Laba, właściciel rachunku. Nie przeszkodziło to jej jednak w poproszeniu mnie o złożenie ponownego podpisu. Okazało się, że ten obecny jest niezgodny ze wzorem mojego podpisu. To pierwsza taka sytuacja w mojej kilkunastoletniej przygodzie z bankami. Łatwo można się domyślić, że przypomnienie sobie tego, jak wyglądał swój podpis prawie 15 lat temu, to nie lada wyczyn. Postawiłem na wyjście „bardziej koślawe” i ostatecznie udało się.

Niezbyt często załatwiam sprawy bankowe w oddziałach, więc nie mam porównania, czy dokładne sprawdzanie podpisów klientów stało się nowym standardem. Nie uważam też, żeby mój podpis przez te lata zmienił się na tyle, żebym ten fakt zwracał jakąkolwiek uwagę. Wiem na pewno, że to pierwszy raz, kiedy pracownik banku porównywał mój podpis ze złożonym kilkanaście lat temu wzorem. Być może to nowe, lepsze praktyki. Być może pracownicy oddziału przeszli nowe szkolenie albo mieli do czynienia z próbami oszustw. Niemniej jednak jestem pozytywnie zaskoczony czujnością pracowników.