Gdybym miał opisać mój rok z bankiem ING jednym słowem, byłoby to słowo: awaria

Finanse Firma dołącz do dyskusji (69) 26.09.2019
Gdybym miał opisać mój rok z bankiem ING jednym słowem, byłoby to słowo: awaria

Udostępnij

Jakub Kralka

Rok temu chwaliłem się na łamach Bezprawnika, że otworzyłem konto w banku ING urzeczony pięknym designem banku i aplikacji. Teraz jednak wiem już, że nie wszystko złoto, co się świeci. 

Już w okolicach stycznia narzekałem znajomemu na to, że przeniosłem część mojego finansowego życia do banku ING, choć do tej pory przez lata byłem wiernym fanem mBanku, z doświadczeniami też w PKO BP, Aliorze czy Volkswagen Bank. I że nie jestem do końca usatysfakcjonowany tym jak „pomarańczowy” bank działa. Generalnie po blisko roku spędzonym z ING muszę przyznać, że nie cieszy się on moim zaufaniem od strony technicznej.

Oczywiście może to stwierdzenie nieco na wyrost, ponieważ nie słyszy się o rażących problemach z bezpieczeństwem w ING, natomiast jego awaryjność urasta powoli do rangi symbolu. Gdybym miał mój rok z ING podsumować w jednym obrazku, to byłaby to ta grafika (zdjęcie zrobione dziś o godzinie 15.00):

Bank ING wybitnie awaryjny w internecie

„No to przecież ten, nie wiesz jak to z nimi jest?” – zagaił znajomy wysłuchując moich narzekań. Od razu zastrzegam, że to tylko plotka, którą znajomy też od kogoś usłyszał. „Podobno w całej Polsce jest dosłownie jeden gość, który umie obsługiwać ich system i mają związane ręce, póki nie przekręci symbolicznego kluczyka”. Szczerze mówiąc obu nam trudno jest uwierzyć w to, że tak to naprawdę wygląda. Jednakże sposób działania banku w znaczącym stopniu uwiarygadnia tę hipotezę.

Pamiętam jak dziś, skąd wzięła się decyzja o założeniu dodatkowego konta w innym banku. Akurat – tu trzeba im przyznać, że wyjątkowo – problemy z dostępnością miał mBank, nie mogłem od razu sfinalizować zakupu, przez co – jak bym nie kombinował – znacząco podrożały mi bilety lotnicze. Uznałem, że trzeba jakoś „zdywersyfikować” portfele, a padło na ING, bo byli najładniejsi.

Dziś ING jest moim bankiem drugiego wyboru, a i tak irytuje mnie swoją awaryjnością, problemami z dostępem do kanału internetowego czy przerwami w dostawie dość istotnej jednak usługi. Tego jest za dużo, za często, awarie trwają za długo i w związku z tym zaczynam sobie zadawać poważne pytania na temat zmiany banku na inny. Nie ukrywam jednak, że trzyma mnie przy obecnym biała lista podatników VAT i związane z nią formalności.

Może więc bank ING posłucha klientów

Bo wiem, że w gronie podirytowanych nie jestem osamotniony. I jeśli nawet nie ma jednego faceta z magicznym kluczykiem, to ten 4-5 największy bank w Polsce doinwestuje trochę swoją infrastrukturę technologiczną. Dlatego, że to generalnie dobry bank, z ciekawą ofertą, fajnym systemem transakcyjnym i irytującym, ale docenianym przeze mnie podejściem do bezpieczeństwa. Szkoda by to wszystko było przyćmiewane przez narastającą frustrację.

Szukasz konta osobistego dla siebie? Zobacz też, które konto firmowe wybrać