Czy słowo „jajco” jest wulgarne? BGŻ BNP Paribas musi się tłumaczyć za reklamę

Na wesoło dołącz do dyskusji (35) 30.09.2018
Czy słowo „jajco” jest wulgarne? BGŻ BNP Paribas musi się tłumaczyć za reklamę

Udostępnij

Emilia Wyciślak

BGŻ BNP Paribas użyło w swojej reklamie niecenzuralnego słowa? Do takich wniosków można dojść, kiedy przeczyta się rewelacyjną skargę skierowaną do Komisji Etyki Reklamy. Poszło o naprawdę przypadkowe słowo.

Żeby tradycji stało się zadość, wspomnę, jak w większości tekstów tego typu, że Komisja Etyki Reklamy musi mieć wspaniałą zabawę przy czytaniu tych wszystkich skarg. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie odpowiadał jakiś element reklamowego spotu. Problem w tym, że ludziom najczęściej przeszkadzają kolosalne bzdury i zawracają tym głowę innym. Tak jest w przypadku reklamy BGŻ BNP Paribas. Została zgłoszona do KER jako „niecenzuralna” i „promująca naganne stosunki w rodzinie”. Za co? Za jajco.

Nie, poważnie. Słowo „jajco” użyte w reklamie zostało przez skarżącego uznane za niecenzuralne.

BGŻ BNP Paribas skarga

Po kolei, oto reklama:

Sytuacja dość stereotypowa: mężczyzna, który poszedł na zakupy nie umie poradzić sobie z prostym zadaniem skompletowania produktów. Co chwila wydzwania więc do małżonki, pytając jakie masło, co zrobić jak nie będzie majonezu, jaki szampon kupić. I to właśnie o ten majonez chodzi, bo na pytanie co, żona odpowiada „jajco”. Wszystkiemu przysłuchuje się dziecko, co zdaniem skarżącego jest rzeczą niedopuszczalną.

Skarżony – czyli bank – odpowiedział, że słowo „jajco” nie jest uznane za niecenzuralne. W istocie, nie jest. To mowa potoczna, odpowiedzenie komuś w ten sposób może być lekko niegrzeczne, aczkolwiek w tym kontekście (majonez robi się przecież z jajek) nie jest jakoś przesadnie skandaliczne. Myli się jednak skarżony, kiedy mówi, że „jajco” oznacza figle i żarty – „jajca” owszem, zresztą, kto oglądał Studio Yayo i ich górnolotny humor, ten wie.

Trudno doszukać się też w samej reklamie propagowania negatywnych wzorców rodzinnych czy rynsztokowego słownictwa. Dziecko patrzy ze zdziwieniem na mamę, która użyła owego potocznego słowa, ale potem wesoło idzie popatrzeć, co tata robi przy komputerze. Ojciec nie okłada go za to po głowie pałką, nie każe mu odejść, więc wzorzec chyba zachowany.

Czy o to powinno chodzić?

Doszukiwanie się na siłę niecenzuralnych słów tam, gdzie ich nie ma, pachnie lekką dewocją i chęcią wprowadzenia nadmiernej cenzury. Oczywiście, „jajco” nie jest odpowiedzią, którą skierowalibyśmy do urzędnika czy dyrektora. Ale w mowie potocznej istnieje, nie ma też co ukrywać, że go nie ma. Jeśli już czegoś miałabym się czepiać w tej reklamie to przedstawienia mężczyzny jako nieporadnego, dużego dziecka, które nie umie zrobić zakupów, aczkolwiek na pewno nie składałabym na to skargi. Widocznie taka była wizja artystyczna, jakkolwiek niecelna, to zapewne ubawiła niejedną gospodynię domową.

Komisja Etyki Reklamy najwyraźniej nie dopatrzyła się niczego zdrożnego, bo skargę – oczywiście – odrzuciła.