Nikt, może poza niektórymi działaczami lewicowych partii, nie lubi płacić podatków. A co ma powiedzieć ktoś, którego obciążenia fiskalne mają wzrosnąć 80-krotnie? Ministerstwo Środowiska tak właśnie zamierza opodatkować bursztyn – a właściwie jego wydobycie. Czy to oznacza koniec bursztynowego biznesu w Polsce?

Bursztyn – „bałtyckie złoto” – to popularny surowiec wykorzystywany do produkcji m.in. biżuterii. Rocznie w Polsce oficjalnie wydobywa się, w różny sposób, kilka ton tego surowca, ale zapotrzebowanie na niego jest kilkudziesięciokrotnie wyższe. Cena bursztynu od lat wzrasta – dość powiedzieć, że niektóre jego rodzaje mogą być droższe od złota. W zależności od wielkości bryłek, cena kilograma bursztynu waha się w przedziale 1500 – 20 000 zł.

Bursztyn kusi nie tylko turystów

Wzrost cen bursztynu z jednej strony cieszy osoby legalnie trudniące się jego wydobyciem, z drugiej zaś – stanowi dodatkową motywację dla tych, którzy nielegalnie poszukują złotawych bryłek. Dodajmy, że wydobycie na czarno z reguły wiąże się z degradacją środowiska naturalnego – polega bowiem na wtłaczaniu do gruntu dużych ilości wody, która wypłukuje bursztynowe grudki na powierzchnię. Do tej pory takie działanie było traktowane jako wykroczenie, a przyłapanie na gorącym uczynku kończyło się co najwyżej mandatem.

Ale to się skończy. Rząd w ramach nowelizacji prawa geologicznego i górniczego – o niektórych zmianach pisaliśmy na Bezprawniku jakiś czas temu – planuje rewolucję, jeśli chodzi o wydobycie bursztynu. Zmiany po części dotyczą zasad przemysłowego wydobycia bursztynu. Po wejściu w życie projektu w proponowanej formie złoża bursztynu będą tzw. własnością górniczą – czyli de facto własnością Skarbu Państwa, a nie właściciela gruntu. A dobro państwa wymaga odpowiedniej ochrony, dlatego nielegalne wydobycie bursztynu będzie przestępstwem, a dodatkowo za naruszenie przepisów o jego wydobyciu możliwe będzie nałożenie grzywny w wysokości nawet 400 000 zł.

Ale – co równie istotne – w ślad za zmianą własności złóż bursztynu idzie również drastyczny wzrost opłat. Opłata eksploatacyjna – ustalana przez Ministra Środowiska – wynosi dla bursztynu 9,47 zł/kg, powiększone o wskaźnik inflacji (w 2015 r. stawka ta wynosi 10,39 zł/kg). Planuje się wzrost stawki bazowej do… 800 zł. Jak łatwo policzyć, oznacza to wzrost opodatkowania blisko 80-krotnie.

Bursztyn będzie nieopłacalny?

Jak łatwo również policzyć, w przypadku mało wartościowych kawałków bursztynu (czyli o wadze 2-5 gramów) opłata eksploatacyjna będzie wynosiła blisko połowę wartości rynkowej surowca. A to nie koniec – bursztyn występuje również w postaci tzw. sieczki, czyli bardzo drobnych elementów. Używa się go np. do produkcji nalewek. Taki bursztyn wart jest nawet kilkadziesiąt złotych za kilogram.

Oznacza to, że – przez brak zróżnicowania opłaty eksploatacyjnej z uwagi na gramaturę bursztynu – stawka podatku może wynosić wielokrotność wartości rynkowej przedmiotu opodatkowania. Łatwo sobie wyobrazić, że drastycznie zmniejszy to konkurencyjność legalnie działających wydobywców. Przyczyni się zapewne również do zwiększenia atrakcyjności bursztynu pochodzącego z nielegalnego wydobycia, albo pochodzenia zagranicznego (np. ukraińskiego).

Czy o to chodzi polskiemu rządowi?