Cena popcornu w kinie to definicja słowa absurd. Kiedy przestaniemy udawać, że to normalne?

Codzienne Gorące tematy dołącz do dyskusji (343) 21.08.2019
Cena popcornu w kinie to definicja słowa absurd. Kiedy przestaniemy udawać, że to normalne?

Tomasz Laba

Popcorn, cola czy nachosy już dawno temu stały się nieodłącznym towarzyszem niemal każdego seansu filmowego. Dlaczego jednak pozwoliliśmy sobie wmówić, że to normalne, żeby za popcorn płacić więcej, niż za bilet do kina?

W dzisiejszym cyklu Tomek Laba wybudził się ze śpiączki i poznaje problemy ludzi pierwszego świata, chciałbym poruszyć temat, który bulwersuje mnie od kilku dni ze zdwojoną siłą.

Popcorn w kinie jest zjawiskiem znanym od dziesiątek lat. Mniej więcej w latach 30. ubiegłego wieku w amerykańskich kinach zdobył popularność jako niezwykle tania przekąska podczas seansów. Początkowo właściciele przybytków niechętnie widzieli w swoich budynkach sprzedawców popcornu. Niewidzialna ręka rynku błyskawicznie zweryfikowała taką postawę jako skrajnie nieopłacalną. Już  niemal 90 lat temu kina, które nie sprzedawały popcornu, bankrutowały. Prażona kukurydza szybko zaczęła przynosić kinom większe zyski niż sprzedaż samych biletów. W tej kwestii niewiele się zmieniło do dziś. Amerykanie szacują, że tamtejsze kina aż 85% swoich zysków czerpią właśnie ze sprzedaży przekąsek i napojów. Patrząc na ceny tych artykułów w naszych kinach, nie mam wątpliwości, że w Polsce te liczby mogą wyglądać podobnie.

Niemniej jednak czy to normalne, żeby popcorn kosztował prawie dwa razy więcej, niż kosztuje bilet do kina? Odnoszę wrażenie, że pod tym względem właściciele kin traktują widzów jak te przysłowiowe żaby we wrzątku. Powoli, ale systematycznie przyzwyczajają nas do coraz wyższych cen. Niby wszyscy doskonale wiedzą, że wszelkiego rodzaju przekąski stanowią ogromne źródło dochodów kina i z przyzwyczajenia płacą więcej, niż nakazywałby to zdrowy rozsądek. Coś jednak musi być nie tak z tym zdrowym rozsądkiem w przypadku, kiedy za bilet do kina płacę 15 zł, a za najzwyklejszy w świecie zestaw, w którego skład wchodzi popcorn z napojem to koszt około 25 zł. Najlepsze w tym jest to, że koszt wyprodukowania takiego popcornu to zaledwie ułamek ceny, za którą zostaje potem sprzedany. To prawda, że różne kombinacje i promocje w kinach pozwolą nieco zmniejszyć cenę. W dalszym ciągu jednak jest to poziom absurdalny.

Cena popcornu w kinie to definicja słowa absurd

Oczywiście rację będą mieli wszyscy ci, którzy powiedzą, że nikt nikogo nie zmusza do kupowania czegokolwiek, poza biletem. Z drugiej strony nie oszukujmy się, że trzeba wykazać się całkiem sporą asertywnością, żeby odmówić tej przyjemności. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że chyba wszystkie kina połączyły kasy biletowe z kasami barowymi. Do tego liczne zestawy promocyjne czy kupony rabatowe, które pozwolą kupić zestaw przekąsek kilkanaście procent taniej. Pod tym względem współczuję rodzicom, którzy do kina wybierają się z dziećmi. W przypadku czteroosobowej rodziny takie weekendowe wyjście do kina to wydatek nawet kilkuset złotych. W przeciwnym wypadku gratuluję asertywności i umiejętności przekonania kilkulatka do tego, że kupno zestawu z figurką ulubionego bohatera kreskówki jest, lekko mówiąc, mało opłacalne.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego mechanizmu. Gdyby ceny przekąsek byłyby niższe, to z pewnością odbiłoby się na cenach samych biletów. Swoją drogą to bardzo źle świadczy o kondycji całej branży, skoro wielkie multipleksy zarabiają w zasadzie na świadczeniu usług gastronomicznych. Mogłoby się wydawać, że kino powinno zarabiać na wyświetlaniu filmów. Nie pozostaje jednak nic innego, jak każde wyjście do kina traktować jako okazję do trenowania asertywności.

343 odpowiedzi na “Cena popcornu w kinie to definicja słowa absurd. Kiedy przestaniemy udawać, że to normalne?”

  1. Kina to absurd.
    Czas się zdecydować: pieniądze ALBO reklamy. Skoro płacę za bilet to dlaczego zmuszany jestem do oglądania 30 minut ogłupiających reklam? A potem wielkie zdziwienie, że poza premierami głośnych produkcji sale kinowe świecą pustkami.

  2. Powodem jest obecny sposób dystrybucji filmów. To nie jest tak, że kina kupują licencję za określoną kwotę i mogą dalej dowolnie nią dysponować. Obecnie dystrybutorzy umawiają się na procentowe zyski ze sprzedaży biletów, a w przypadku takich filmów jak Avangers, potrafią nawet wziąć dla siebie 100% zysków z samych biletów. Kina i tak na to się godzą, bo dzięki emitowaniu popularnych filmów przyciągną do siebie tłumy gości, którzy wydadzą pieniądze właśnie na popcorn i colę.

  3. reklamy, drogie zarcie… to wszystko jest zwiazane z cena biletow, wole miec tani bilet kosztem cudzego drogiego jedzenia :P

    chociaz dla braku reklam bym doplacil, rozumiem 1-2 trailer ale nie 20 minut gdzie w koncu zastanawiam sie na co przyszedlem, a potem o „prosze zalozyc okulary 3d”

    no to chyba juz czas… a nie teraz drugie 30 min reklam tylko w 3d

      • Kolejny, który się godzi na „w…nie w rzyć”… Niedługo w kinach będzie jak w TV. Moze jeszcze dorzucą obowiązkowy abonament jak na rządową TV by móc się utrzymać…

        • Kto napisał, że się godzę na cokolwiek? Ja do kina nie chodzę prawie w ogóle. Może z jeden film na rok obejrzę w kinie, bo zazwyczaj nie grają w kinach prawie niczego co mnie interesuje i idę na niego 20min po ustalonej godzinie początkowej i nie kupuję żadnego jedzenia.

          • Filmy w TV tez ogladasz z poslizgiem lub nagrywasz i przewijasz reklamy? Skoro seans zaczyna sie o 12.00 to dlaczego mam przychodzic o 12.20. Wchodzić po ciemku, przeciskać się między nogami, kubłami z popcornem i colą i szukać po omacku swego miejsca?

          • Nie oglądam filmów w TV. :D W ogóle nie mam TV. Teraz to głównie Netflix, CDA, shinden i youtube, a i tak nie mam czasu na obejrzenie wszystkiego co chcę. Sam abonament na Netflixa kosztuje miesięcznie tyle co jedno wyjście w dwie osoby do kina.
            A dlaczego masz tak przychodzić, to nie wiem. Zwracasz się do złej osoby. Zamiast mnie, spytaj się najlepiej dyrekcji kina. Oni ci wytłumaczą dobitnie.
            Aktualny świat działa w prosty sposób. Jak coś ci się nie podoba, to po prostu tego nie używaj. Szczególnie banalne jest to w odniesieniu do kina. Po prostu do niego nie chodź i głosuj portfelem za zmianami. :D Tylko to też jest takie typowe, że wszyscy narzekają, ale wszyscy z tego korzystają i ostatecznie usługa nie ulega zmianie bo przynosi zyski.

          • Od dawna zrezygnowałem z radia i TV na rzecz mediów strumieniowych i podcastów. Zrezygnowałem też z kina (jedynie dzieciom ustąpię raz na ruski rok i zabiorę je tam). Tak. Glosuję portfelem, ale nadal nie zgadzam się z tezą, że skoro są reklamy w kinie to przyjdę 20 minut później. Dlaczego? Bo to nic nie da. Zbuntujemy się wszyscy i będziemy przychodzić do kina po reklamach? Będą przesuwać seanse. Reklamy nie znikną tylko dlatego, że ich nie obejrzymy na początku. Będą w polowie seansu. A „spóźnialscy” mogą nie być wpuszczeni na salę (np. nastąpi zmiana regulaminu kina) lub będą „ignorowani” przez obsługę na tyle długo, by seans stracił sens.
            Jedzenie w kinie? Spotkałem się z zasadą, że nie można wnosić jedzenie nie zakupionego w kinie na salę (Helios) – to akurat mi się spodobało, bo zmniejszyło hałas szeleszczących toreb i trzaskających puszek. A i jedzących było mniej, bo ceny w kasie z kosmosu.
            Nie mam zamiaru się godzić na dojenie i ogłupianie. Ale wiem, że jestem w mniejszości. Pokolenie „a co mi tam, to nie majątek” jest zbyt silne i zbyt głupie, by zauważyć, że mieć 20zł i nie mieć 20zł to już 40zł….
            Abonament tu, subskrypcja tam, „nie mam wydać” gdzie indziej i nagle wypłata nie starcza do 1-go…

          • Jakie rozwiązanie proponujesz? Ustawowo wymusić brak reklam? Jeżeli wszyscy będą przychodzić 20-30 minut po godzinie seansu, by nie oglądać reklam, to reklamodawcy będą płacić mniej za czas reklamowy. Kino może w takiej sytuacji albo zwiększyć ilość reklam albo zabronić wejścia po godzinie spektaklu. W drugim przypadku jest to strzał w stopę, bo albo klienci nie będą przychodzić w ogóle, albo przyjdą na salę „odbić się”, a potem wyjdą. Jak na razie nie ma zakazu wyjścia np. do kibla. Rynek sam się reguluje, nie trzeba srać do doskonale działających mechanizmów.

          • Nie. Nic na siłę. Większy młotek.
            A na poważnie. Jak sam stwierdziłeś gwałtowne zmiany się nie sprawdzają. W efekcie tracą wszyscy. Reklamodawcy, kina i widzowie. Jednak godzenie się na wciskanie coraz większej ilości reklam również ma zły koniec. Popatrz na telewizję i internet. Pierwsze to kloaka odmóżdżaczy, a drugie pole bitwy z adblokerami. Jeśli trend bedzie się nasilał, to czym się będą różniły kina od TV? Już tracą swój urok. Przez rozkapryszone towarzystwo bezmózgów, którzy przychodzą do kina jak do klubu lub knajpy. Bez kultury i szacunku dla innych widzów. Najpierw DVD a teraz BD i VOD spycha kina na margines. Ci co chcą obejrzeć film wybierają zacisze domowe z projektorem lub dużym ekranem TV, niż rozświetlone i rozgadane sale kinowe. Kina się ratują premierami oraz reklamami. A jeśli to nie wystarczy? Furda tam! Wciśniemy reklamy w trakcie seansu! Jak w TV… A może podprogowe? Że nielegalne? To co dziś jest nielegalne za jakiś czas stanie się normą…
            Nieliczni głosują portfelem (chodząc do kin studyjnych, nie dając się skusić na „popcorn w promocyjnej cenie”), lub stosują „life hack’i” z przychodzeniem w trakcie seansu i kupowaniem żarcia w Żabce (bo nie umieją oglądać bez jedzenia…). Reszta się godzi na bylejakość, syf, telefony i rozgadane towarzystwo…

          • Twoje argenty przeczą tobie. Przychodząc na określoną godzinę to właśnie ty i tylko ty godzisz się na oglądanie reklam. Inteligentni wiedzą że trwają one min 20 minut i to dlatego przychodzą później. Ale skoro ty musisz być na czas to oglądaj sobie reklamy do woli

          • Nie przeczą. Stawiam jedynie przykład. Dlaczego mam obchodzić system utrudniając sobie życie? To nie są life hack’i, tylko właśnie utrudnienia. Włączasz radio by posłuchać muzyki lub audycji – suchość pochwy, nietrzymanie moczu i tysiące pierdół… Włączasz TV by obejrzeć film, wiadomości lub jakiś odmóżdżacz – to samo… W dodatku w przerwie między reklamami kolejne reklamy… Idziesz do kina – reklamy, szelest papierków i torebek, głośne gadki małolatów, świecące telefony i wieczny las głów łażących tam i nazad bo szczać się zachciało. Jeszcze tylko cyganki co mi powróży brak przy wejściu…
            Gdy planuję wyjść do teatru czy kina studyjnego, to jakoś sztuka czy seans zaczyna się o czasie i bez reklam, ludzie mają dość kultury by się zachować i nikt mi nie proponuje przekąski w bandyckiej cenie.

          • A co jest niby trudnego w przyjściu 20 minut później? To tak bezsensowny argument że bardziej się nie da. To nawet nie jest argumemt

          • A co jest trudnego w byciu punktualnym? Rozumiem, że jak się spóźnia ktoś na spotkanie z Tobą, to spoko. Tak samo, jak Ci pociąg lub autobus przyjedzie 20 minut później. Spoko też jest, jak lekarz przyjdzie dwie godziny spóźniony a Ty czekasz w przychodni lub w szpitalu. Kelner lub sprzedawca omijający Cię 20 minut, też jest spoko. Przełóż to na inne miejsca i rzeczy a okaże się nagle, że to wcale nie bezsensowny argument. Po to są jakieś wcześniej ustalone godziny, by się ich trzymać. 20 minut w tę czy we w tę to czyjś stracony czas.

          • Chlopie, nie ma nic trudnego w byciu punktualnym ale skoro wiesz ze film jest 20 minut później to jaki masz problem z zaakceptowaniem tegoi przyjściem o rzeczywistej godzinie startu filmu? Nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu

          • Widzę, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem, a nie chce mi się tłumaczyć jak krowie na rowie, więc jedynie przekleję:

            Gdy planuję wyjść do teatru czy kina studyjnego, to jakoś sztuka czy seans zaczyna się o czasie i bez reklam, ludzie mają dość kultury by się zachować i nikt mi nie proponuje przekąski w bandyckiej cenie.

          • Już ci napisał co jest trudnego. Wchodzisz po ciemku, do pełnej sali, gdzie musisz przepraszać x osób (starając się nie wywalić o ich nogi, ani nie poprzewracać im ton żarcia) żeby dotrzeć do swojego miejsca. I przy odrobinie pecha jest jeszcze szansa, że ktoś tam siedzi, bo sobie zmienił fotel. Więc jak już wszyscy szykują się do oglądania, to zaczynasz sprzeczkę o miejsce, co wkurzy już wszystkich w promieniu 20 metrów.
            No chyba, że chodzisz na seanse z pustymi salami. Wtedy faktycznie żaden z tych problemów nie zaistnieje.

      • No to niech płacą. Dla mnie popcorn może kosztować i 100 złotych za porcję. Nawet bym poparł taki pomysł.

          • Prawie wszystko jest niezdrowe ale jedzone co jakiś czas nie zaszkodzi

          • Kupujesz dziecku wszystko co chce? Moje dzieci już zrozumiały, że bez sensu jest kupować jedzenie w kinie.

          • Bywam z 6-letnią córką w kinie kilka razy w roku od mniej więcej 2 lat. Nigdy nie kupiłem jej niczego do jedzenia. Rolą rodzica jest edukowanie swoich pociech – po pierwsze, staram się ją zabierać do kin studyjnych, gdzie popcornu nie ma w ogóle, a jeśli chodzę do multipleksów, to informuję, że możemy zjeść przed seansem albo po nim, ale do kina idziemy oglądać film. To nie jest takie trudne :).

    • Popieram w kinie ogląda się filmy, a nie wcina popcorn (i jeszcze rozrzuca po sali, glamie na głos, itp.)

  4. Tak samo jak na stacjach benzynowych – główny urobek, to alkohol, a nie paliwo. Choć jakby na to popatrzyć szerzej…

    Wynika to z tego, jak ktoś tu już napisał – model dystrybucji filmów i podziału zysków z biletów powoduje, że trzeba szukać innych źródeł przychodu.

    • Nie tyle alko, co hot-dogi oraz cala pozostala spożywcza otoczka sklepowa. W sezonie na małej stacji w 30-tysięcznym mieście, przejezdni klienci za paliwo zostawiają dziennie ok 10k a za zakupy 40k.

  5. A ktoś pistolet widzowi do głowy przystawia, że musi kupić popcorn?

    Najwięcej to się zarabia na dzieciakach, które naciągną rodzica – dlatego przestałem już dzieci zabierać do kina, musi im wystarczyć Netflix.

    • To krańcowe rozwiązanie. Ja wybrałem projektor. Oglądam filmy z 3 miesięcznym opóźnieniem a do kina idziemy tylko na najbardziej widowiskowe produkcję (Avatar, Alita czy Mad Max) cała resztę z przyjemnością oglądam w domu. Jak nic oszczędność na poziomie 200zł per seans, a chipsów i popcornu do woli ;-)

        • Czepiasz się, Alita była miesiąc temu. Poza dokładnie o tym jest mój post: od kiedy kupiłem projektor duuużo rzadziej chodzę do kina.

          Poza tym sama powiedz, co takiego ostatnio było w kinie, co wyraźnie straciło na obejrzeniu w domu? (tylko nie mówmy o atmosferze kina – bo artykuł był o popcornie :)

          Przy okazji – jest jedna rzecz, za którą się zraziłem do Kin – zielona lampka sygnalizująca wyjście awaryjne – potrafi w ciemnych scenach pół ekranu oświetlić na zielono. Nie denerwuje was to?

          • Chłopie. Alita w kinach była w lutym, nie miesiąc temu. Musisz naprawdę chodzić do kina raz na kilka lat

          • No i co z tego? Zamierzasz mnie przepytywać z repertuaru na wyrywki? Może i była w lutym – jakbym zajrzał na filmweb, tak jak Ty też bym się nie pomylił. Miesiąc/dwa temu wyszła na BR – więc pewnie dlatego się pomyliłem. Już się szykuję, żeby w domu zobaczyć po raz drugi :)

            Ale przyznaję – tak jak napisałem wyżej, kiedyś byłem w kinie 2-3 razy w tygodniu, teraz bywam 2-3 razy w roku. Co nie znaczy, że przestałem oglądać. Człowiek się robi wygodny/leniwy/wymyślaty…

  6. To właśnie przez popcorn wolę oglądać filmy na necie. To mlaskanie i chrupanie przez cały seans doprowadza mnie do szału.

  7. „Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że chyba wszystkie kina połączyły kasy biletowe z kasami barowymi.” jeszcze w życiu nie widziałem kina z połączonymi kasami. Zazwyczaj bilety się kupuje na wejściu, a jedzenie już w środku. Chociaż pewnie w niektórych kinach jest inaczej, ale byłem w całkiem wielu.

  8. I bardzo dobrze. Wystarczy tylko informować, że w cenie popcornu, coli itd itp jest koszt sprzątania sali po każdej wizycie stada żrących i syfiących świń zwanych widzami.

  9. W niedzielę byłem w Multikinie, bilet kosztował 16 zł, a jak zapytałem o cenę małego popcornu to o mało nie wyskoczyłem z butów. 22 zł za mały poprcorn. Absurd do potęgi n-tej.

  10. No jak kto lubi, ja wolę duży ekran w domu + 5.1. Przerwy kiedy chcesz, piwko można wypić i bez reklam. Do kina przestałem chodzić często, wyciągnie mnie rodzina raz na rok najwyżej. Na premiery poczekam.

  11. Oczywiście nikt nikomu nie każe kupować w kinie popcornu. Ale powiedzcie to dzieciom, dla których najwiękaszą frajdą w wyjściu do kina jest wlaśnie popcorn…
    Swoją drogą Ikea zarabia wcale nie na meblach tylko na hot-dogach za 1 pln…

  12. Dopóki ludzie tyle płacą, dopóty kina będą sobie tyle liczyć – bo dlaczego by miały obniżać cenę, skoro towar i tak się sprzedaje?

  13. Ja kupuję torebkę kukurydzy za 2 zł, robię sobie w domu popcorn w garnku, do tego herbata w termos lub woda gazowana z sokiem i za 4-5 zł mam jedzenia na dwie osoby!

  14. Cena popcornu spadnie gdy przestaniemy go kupować… serio! Zrobić akcje – przez miesiąc niech nikt nie kupuje… cena poleci. Płacąc za bilet nie chce reklam… tzn chce, ale filmów (te nawet lubie) a nie jakieś batony, podpaski czy inne gów…

  15. jedzenia żarcia na sali kinowej to zwyczajne chamstwo. owszem, promowane przez same kina, ale to nie zmienia postaci rzeczy. naprawdę jako dorosły człowiek nie jesteś w stanie wysiedzieć dwóch godzin bez chrupania jakieś shitu?

  16. Najpewniej jest tak, ze z filmow musza sie rozliczyc jakos z dystrybutorem, a z gastronomii wiecej zostanie w kieszeni kina.

  17. „fakt, że chyba wszystkie kina połączyły kasy biletowe z kasami barowymi.”
    Przepraszam co? Nie wiem z jakich kin autor korzysta ale w warszawie chyba w życiu takiego nie widziałem. Nie ma cinema city ani multikina gdzie bilety i przekąski są sprzedawane w tych samych kasach.

  18. 1) Ani autor artykułu, ani większość komentujących nie ma pojęcia jak działa podział zysków z filmów, co jest przerażające – bo zasada „nie znam się, ale się wypowiem” sprawia, że tracę wiarę w ludzkość.
    2) Tak, jest masa kin, w których bilet kosztuje 15 zł i to przez cały tydzień. Katowice (Multikino) są dobrym przykładem, podobnie Zabrze. Miasta, w których Cinema City podebrała innym sieciom klientów poprzez Unlimited ;) poza Warszawą – tam wiadomo, że nawet droższe bilety się sprzedadzą jeżeli ktoś ma zwyczajnie bliżej do innych kin niż CC.
    3) Połączenie kas i baru zależy od sieci: Multikina na Śląsku mają połączone kasy, CC nie. Do innych nie chodzę, więc nie wiem.
    4) Kina mają w Regulaminach zakaz wnoszenia własnego jedzenia. Ale nikt nie będzie sprawdzał waszych toreb czy plecaków. Choć koleś, który ostatnio wyjął BigMaca i Wrapa jednak moim zdaniem przegiął.
    5) Jak komuś przeszkadzają reklamy może przyjść 20 min później. Nie marnuje czasu: czy spedzi 2godz od 17 czy od 17:20 to dalej są 2 godziny xD

    • Ad.1 – Przerażające i powodujące dalszą utratę wiary w ludzkość, jest stwierdzenie „nie wiesz a mówisz” i… pozostawienie tematu bez odpowiedzi :/
      Ad.5 – Owszem marnuje. Najbliższe kino jest oddalone o 38km (nie wspomnę o studyjnym). Komunikacja jest jaka jest (a ja nie posiadam samochodu), więc jeśli przez durne reklamy spędzę w kinie o 20 minut więcej niż powinien trwać film, to czeka mnie siedzenie przez blisko godzinę na przystanku. a mógłbym już jechać do domu.

    • 1. No ja mam – 50/50 z wpływów za bilety. A jak popcorn w cenie biletu to 50% z popcornu też.
      4. Jeden przyniósł, uwaga, fasolkę po bretońsku (taką w słoiku ze sklepu) i wpierdzielił to na zimno. Nie wiem czym to jadł, i to w sumie ciekawe. Słoik zostawił, nakrętkę zabrał. Zdesperowany drań!
      5. Nie zawsze jest to 20 minut – przyjdzie 20 minut później i się okaże że film już leci 10 minut… ;) dranie od playlisty są podstępni i nieprzewidywalni…

  19. Wystarczyłoby stworzyć platformę na wzór netflixa, HBO GO itp. kosztującą nawet te 100pln miesięcznie, gdzie człowiek miałby w domu nowości kinowe na TV. Na zasadach z kina, czyli przez okras czasu wyświetlania (ta 2-6 tygodni czy jak kto tam woli), albo możliwości odtworzenia raz czy przez jakiś okres godzinowy. Coś czuje, że nagle kina by w jakiś 60% jak nie więcej upadły. 0 reklam, zero problemów z drogim jedzeniem, wygodny fotel czy własna kanapa i nikt by nie przeszkadzał w filmie..
    Problem w tym, że głupie wytwórnie nie dogadają się i nie stworzą takiego internetowego kina..

  20. mogłoby się wydawać, że stacje benzynowe zarabiają na paliwie a tu sporą cześć kokosów zbijają na kawie i bułkach z parówą

  21. U mnie w kinie film zaczyna się o tej godzinie która jest podana w repertuarze. Reklamy i zwiastuny są, ale wcześniej. Znaczy to tyle że na salę można wejść np. o 17:40 albo 17:59 – bo film i tak zaczyna się o 18:00.

    I uważam że kina powinny być wręcz zmuszone do podawania o której godzinie zacznie się film.

  22. Nie, przy cenie coli i popcornu w kinach akurat to NIE JEST Januszowanie tylko zdrowy rozsądek. Jesteś rozgrzeszony.
    :D

  23. Regulamin kina zabrania wnoszenia własnych napojów i jedzenia, ale obsługa przymyka na to oko dopóki przychód z baru się zgadza.

  24. Każdy robi jak chce. Ja oglądam filmy w sieci (HBO, Netfix itp.) + rzutnik. W kinie nie byłem już dawno z ww powodów i nie narzekam. Jak nie pasuje to jest pełno alternatyw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *