Xanax i dyplomy znanych uczelni. Prześwietliliśmy internetowy czarny rynek i nie była to lekka lektura

Gorące tematy Zakupy Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (38) 15.01.2018
Xanax i dyplomy znanych uczelni. Prześwietliliśmy internetowy czarny rynek i nie była to lekka lektura

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Jeśli coś jest zabronione, to nie znaczy, że nie można tego dostać. Im bardziej władza próbuje danego produktu zakazać, tym mocniej jest on pożądany. Jednak w internecie można dostać wszystko… i nie trzeba nawet schodzić do TOR-a. Czarny rynek bowiem kwitnie wszędzie i nie ma absolutnie żadnej mocy, która go powstrzyma. 

O tym, że w sieci można znaleźć wszystko, wie chyba każdy. Okazuje się jednak, że odrobina sprytu plus umiejętne użycie przeglądarki… i nagle można dostać masę rzeczy, które nie pochodzą z legalnych źródeł. Weźmy na przykład benzodiazepiny, czyli silne leki oddziałujące na psychikę. Lekarz nie wypisał recepty? Nic nie szkodzi, można zajrzeć sobie na pewną stronę z ogłoszeniami, albo szukać w google pod hasłem „sprzedam [nazwa leku]”. Na własne ryzyko, rzecz jasna. Nikt nie powiedział, że dostaniemy dokładnie to, co chcemy kupić.

czarny rynek

Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby nie brać środków z niepewnego źródła (równie dobrze możemy dostać coś paskudnego w pakiecie), ale ci, którzy cierpią z powodu lekomanii i ani myślą udać się na odwyk, chwycą się każdego sposobu. Zresztą, praktyka pokazuje: jest popyt, jest podaż. Kto będzie chciał, dostanie lekarstwo. Nawet, jeśli potem wyląduje w szpitalu z uszkodzeniami nerek czy wątroby.

Czarny rynek: narkotyki sprzedam tanio

Zejdźmy jednak jeszcze niżej. Polityka antynarkotykowa jaka jest, każdy widzi, a jednak zawsze komuś uda się dostać to czy owo. Jeśli nie wyhoduje sobie sam w domu (nasiona marihuany można przecież kupić w celach, ekhm, kolekcjonerskich), to dostanie od kogoś, kto kupuje. Co jakiś czas policja wyłapie delikwenta, który szedł przez miasto z paroma gramami w kieszeni – może nie wziął ich z sieci, ale to, że prawo czegoś zakazuje, to nie oznacza z automatu, iż przestanie to istnieć. Susz też można zdobyć, jeśli się wie, gdzie. Grupki facebookowe, fora, konkretne ogłoszenia na pewnych stronach. Czasem pomaga znajomość aktualnego slangu.

Trochę cięższy „towar” również pojawia się tu i ówdzie. Amatorzy amfetaminy także znajdą coś dla siebie, jeśli poszukają pod odpowiednim hasłem. A wszystko to pod nosem służb, które zresztą i tak nie mogą nic z tym zrobić. Pewnie od czasu do czasu nasza policja próbuje złapać jakiegoś handlarza, ale bywa z tym różnie: doświadczenie nauczyło ich unikać sytuacji, w których da się ich przyłapać.

Świadectwo szanowny pan sobie życzy?

Rzecz jasna, kupno felernego świadectwa ukończenia szkoły średniej (ze zdaną maturą) także nie jest problemem. Chociaż jak grzyby po deszczu wyrosły szkoły dla dorosłych, które dość małym kosztem gwarantują upragniony „papier”, to jednak niektórzy wolą wydać kilkaset złotych na owe świadectwo i mieć problem z głowy. Minusem takiego rozwiązania jest to, iż stosunkowo łatwo przejrzeć takie oszustwo, wystarczy bowiem spróbować namierzyć szkołę, która ów dokument wydała. Kiedy sprawa się sypnie, nie tylko traci się pracę, ale można również zapłacić grzywnę lub pójść do więzienia.

czarny rynek

Sprawę szerzej nasz portal opisywał tutaj:

Proceder trwa dalej w najlepsze. Jest popyt? Jest podaż.

Czy coś z tym można zrobić?

Próby blokowania czarnego rynku – i szarej strefy w ogóle – kończą się zwykle źle. Nie dlatego, że drobni handlarze straszliwie się zemszczą – po prostu ich następcy będą bardziej cwani. Rozkwitać on będzie za każdym razem, kiedy pojawią się regulacje tego, na co ludzie mają ochotę. Można się tylko przyglądać – od czasu do czasu kogoś złapią, ale handel nielegalnym towarem będzie kwitł nadal. Taka już natura człowieka… nawet, jeśli zamknie się jedną stronę, w jej miejsce pojawią się trzy inne.