Każdy może sprawdzić, czy jego znajomy nie trafił na giełdę długów – RODO tu w niczym nie pomoże

Finanse Gorące tematy Prywatność i bezpieczeństwo dołącz do dyskusji (99) 08.05.2019
Każdy może sprawdzić, czy jego znajomy nie trafił na giełdę długów – RODO tu w niczym nie pomoże

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Giełdy wierzytelności, czyli tzw. giełdy dłużników, budziły wątpliwości. Chodziło przede wszystkim o to, że dane dłużnika stawały się przez to ogólnodostępne, a każdy zainteresowany mógł się dowiedzieć, czy dług kogoś z jego znajomych trafił na taką giełdę. UODO jednak podkreśla, że taka praktyka jest jak najbardziej zgodna z prawem.

Dłużnicy woleliby pozostać anonimowi

Chyba żaden dłużnik nie chciałby, by jego dane swobodnie krążyły po Internecie. Okazuje się jednak, że żadne prawo go przed tym nie chroni. Dane dłużnika są bowiem publikowane na giełdach wierzytelności, czyli po prostu – na giełdach długów. Jak takie giełdy działają? Firma, która jest wierzycielem danego dłużnika, może sprzedać dług. Na giełdzie podaje kwotę, jaką dłużnik powinien spłacić, a także podstawę roszczenia. Jeśli dłużnik jest osobą fizyczną, to dodatkowo na giełdzie publikowane jest również jego imię, nazwisko, miasto zamieszkania i kod pocztowy. W jeszcze gorszej sytuacji są zresztą osoby, które prowadzą działalność gospodarczą. W ich wypadku na giełdę długów mogą też trafić dane z CEIDG, czyli… m.in. dokładny adres zamieszkania.

Bardzo łatwo zresztą sprawdzić, jak takie giełdy działają – są ogólnodostępne, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę odpowiednie hasło. Już po wejściu na pierwszą stronę naszym oczom od razu ukazuje się tabela. Numer ogłoszenia, dłużnicy (tu imię i nazwisko lub nazwa firmy), miejscowość, podstawa roszczenia, wartość wierzytelności i „sprzedam za”. Ostatnia pozycja to kwota, za jaką wierzyciel jest w stanie sprzedać dług. Oczywiście jeśli chodzi o pozycję „podstawa roszczenia”, to znajduje się tam tylko ogólna informacja (np. nakaz zapłaty), a nie dokumenty. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy, kto jest ciekawy, czy jego znajomy nie trafił na giełdę długów, powinien móc go bez większego problemu wyszukać. Na stronach giełd umieszczone są odpowiednie wyszukiwarki.

Dane dłużnika w Internecie? RODO tym razem nikogo przed niczym nie chroni

Niektórzy dłużnicy pokładali swoje nadzieje na walkę z tym procederem w… RODO. Skoro bowiem unijne rozporządzenie ma chronić w większym stopniu dane osobowe obywateli, to może powołanie się na nie okaże się skuteczne? Jak się jednak okazało, nic z tego. UODO potwierdził, że obecna praktyka jest jednak legalna. Ponadto dostateczne oznaczenie wierzytelności jest po prostu konieczne, jeśli chodzi o rozporządzanie nią. Wszystko wskazuje więc na to, że jeśli chodzi o dane dłużnika na giełdzie wierzytelności, na razie nic nie zostanie poddane zmianom.

99 odpowiedzi na “Każdy może sprawdzić, czy jego znajomy nie trafił na giełdę długów – RODO tu w niczym nie pomoże”

  1. Zabrakło najważniejszej informacji – udostępnianie tych danych następuje na podstawie uzasadnionego interesu administratora (wierzyciela), natomiast giełda tylko dane przetwarza.

  2. A w czym pomaga RODO ? w żadnym realnym przypadku żaden urząd typu giodo -uodo nie pomógł i nie pomoże obywatelowi …
    bezcelowe
    szkolenia, konferencje, tony kwitów (dupochronów) które niczego nie zabezpieczają
    poza dostatnim utrzymaniem dla kolejnych urzędników za pieniądze podatników…
    Dlaczego
    w mediach „bezkarnie” reklamują chron pesel, bik itp. ? Przecież
    wszystkie budżetowe urzędy „odpowiedzialne” oraz instytucje finansowe
    powinny oskarżyć w/w naciągaczy o zniesławienie … czemu tego nie robią
    ?

    • Szkolenia nie mają niczego zabezpieczać. Mają uświadamiać administratorów o obowiązkach jakie na nich ciążą w zakresie ochrony danych osobowych. Nie generują też żadnych kwitów ani dupochronów. Uświadamiają za to jakie dokumenty zgodnie z prawem należy przechowywać aby dochować obowiązków jakie przepisy nakładają na administratora danych.
      Nie wiem o utrzymaniu jakich urzędników piszesz – bo z pewnością nie ludzi prowadzących szkolenia którzy urzędnikami nie są.

      Pytanie o „bezkarne” reklamowanie BIK, Chroń pesel – jest już zupełnie irracjonalne. To usługi prywatnych firm które mają pełne prawo do prowadzenia takich kampanii a wszelkie ograniczanie takich wolności jest niezgodne z prawem.

      Szczerze to mam wrażenie że nie masz pojęcia czym jest RODO ani kto i za co jest odpowidzialny.

      • Koto płaci za szkolenia z „RODO” pracowników budżetówki ?
        Urzędów wszelkiego szczebal , funduszy, komitetów, agencji, inspektoratów, instytutów, sądów, nadzorów spółek komunalnych itp. itd. szkół, przedszkoli, przychodni ile w skali kraju ? Ile „dokumentów” należy przechowywać aby dochować obowiązków w skali całej budżetówki ?
        i na koniec cytat : Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, dr Edyta Bielak – Jomaa zwróciła się do Szefa Służby Cywilnej z prośbą o zainicjowanie stosownych praclegislacyjnych, które pozwolą na zatrudnianie w strukturach Służby Cywilnej inspektora ochrony danych na odrębnym stanowisku.

      • „Szczerze to mam wrażenie że nie masz pojęcia czym jest RODO” w budżetowych realiach jedynie powielasz „szkoleniowo medialną” wersję dla bezmyślnej gawiedzi …

  3. Dane dłużników powinny być jawne za darmo, ponieważ w ten sposób potencjalni wierzyciele mogą sprawdzić wiarygodność kontrahenta. Dzięki temu ogranicza się liczbę sporów, a co za tym idzie spraw sądowych i bezskutecznych egzekucji, które stanowią przecież zdecydowaną większość tego rodzaju postępowań. Skoro już państwo chroni dłużników najmocniej jak tylko może, stwarzając wierzycielom jedynie iluzję praworządności to niech przynajmniej zapewni możliwość sprawdzenia wiarygodności kontrahentów. Nawiasem mówiąc rejestru upadłości ciągle jeszcze nie ma.

  4. Ale jak, że te dane nie są chronione? Czy w RODO jest jakieś wykluczenie? Jeśli nie ma to na jakiej podstawie dochodzi do ujawnienia tych danych? Gdyby moje dane w jakiś sposób nie były chronione np w tym przypadku dochodziłbym swoich praw w sądzie, bo sąd całe szczęście nie opiera się na logice ale na przepisach prawa.

    Jeśli UODO „twierdzi że praktyka jest legalna” to niech poda jakąś podstawę prawną do tego a nie uznaniowo wyrazi swoje zdanie, bo to nie ma żadnego związku z egzekucją prawa. Po co to prawo skoro każdy może sobie dowolnie uznać coś za legalne lub nielegalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *