1. Bezprawnik -
  2. ecommerce -
  3. Zaznaczyłeś tę zgodę dla rabatu 5 zł lub pudełka próbek? To dlatego męczą cię telemarketerzy

Zaznaczyłeś tę zgodę dla rabatu 5 zł lub pudełka próbek? To dlatego męczą cię telemarketerzy

Myślisz, że chronisz swoje dane? Jesteś w błędzie. Dane marketingowe kosztują dziś mniej więcej tyle, ile pudełko próbek, miniatura kremu albo pięć złotych rabatu na abonamencie. Brzmi brutalnie, ale właśnie tak wygląda wiele współczesnych promocji. Firma daje drobny bonus, a klient z radością oddaje coś, co w praktyce ma realną wartość rynkową: swoje dane kontaktowe i zgodę na ich wykorzystywanie.

Joanna Świba28.04.2026 7:50
ecommerce

Gratis nie jest gratisem, skoro płacisz za niego danymi

Internetowe promocje ocieplają wizerunki firm i zachęcają do rejestrowania się za pomocą „bezpłatnego formularza". W praktyce nie dostaniesz za to prezentu, tylko wymienisz dane za określoną korzyść. Mechanizm jest zwykle bardzo prosty. Ktoś oferuje wyprawkę dla niemowlaka, zestaw karm dla psa, pudełko kosmetycznych próbek, kod rabatowy, darmowy miesiąc usługi albo symboliczne obniżenie abonamentu. W zamian trzeba podać imię, nazwisko, adres e-mail, numer telefonu, czasem adres zamieszkania, czasem dodatkowe informacje o sobie lub domownikach. Potem przychodzi moment najważniejszy, choć zwykle najmniej efektowny: zaznaczenie zgód.

I właśnie wtedy wiele osób przestaje czytać. Bo przecież chodzi tylko o kilka złotych rabatu albo mały prezent. Problem w tym, że z punktu widzenia firmy ten gratis bardzo rzadko jest celem samym w sobie. Celem jest pozyskanie danych i uzyskanie podstawy do wykorzystywania ich w celach marketingowych. Urząd Ochrony Danych Osobowych od lat przypomina, że konsumenci często udzielają zgód na wykorzystywanie danych w celach marketingowych nie tylko przez samego administratora, ale także przez jego partnerów biznesowych, a takie zgody powinny być dobrowolne i pozostawiać realny wybór. Co istotne, telemarketing bez zgody jest niezgodny z prawem już od ponad dekady, ale w praktyce niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę.

Dane marketingowe to dziś twarda waluta

Podając dane marketingowe, często liczymy, że otrzymamy maksymalnie jeden telefon rocznie, z propozycją przedłużenia oferty. No, w ostateczności do tego jeszcze kilka maili i może jakąś wiadomość SMS. W praktyce wygląda to jednak zupełnie inaczej. Najczęściej popełniamy błąd nie tylko nie czytając treści zgód marketingowych, ale również zakładając, że „wiążemy się" w ten sposób tylko z jedną, konkretną firmą. Tymczasem praktyka bywa dużo szersza. UODO zwracało uwagę na klauzule obejmujące zgodę na przekazanie danych osobowych spółkom z grupy kapitałowej albo towarzystwom ubezpieczeniowym dla celów marketingowych. To nie jest już zwykły kontakt od jednego podmiotu. To jest zgoda na wejście do obiegu marketingowego, który może obejmować więcej niż jedną markę.

Jedna zgoda, kilkadziesiąt firm w tle

Analizując treść 10 przypadkowych „cudownych ofert" (w tym przypadku proponowanych w formie materiałów sponsorowanych w mediach społecznościowych), każda z nich zawierała informacje o przetwarzaniu danych osobowych i udostępnianiu ich partnerom (tutaj wymieniano nawet kilkadziesiąt firm). Z prawnego punktu widzenia nie jest to detal. Zgoda na przetwarzanie danych musi być dobrowolna, konkretna, świadoma i jednoznaczna. Tak wynika z RODO. Jeżeli więc formularz wygląda tak, że za jedną zgodą kryje się marketing własny firmy, marketing partnerów, udostępnianie danych kolejnym administratorom i jeszcze profilowanie, to klient bardzo często nie dostaje prostego komunikatu „oddajesz nam swój e-mail". Dostaje coś dużo bardziej pojemnego, choć opakowanego w niewinny checkbox.

Czy to coś zmienia? W praktyce niewiele. Klient faktycznie był poinformowany o przetwarzaniu danych. Często nawet w sposób zrozumiały (to przecież nie wina firmy, że klient nie spojrzał nawet na nagłówek takiej zgody). Czy zgłoszenie incydentu z naruszeniem ochrony danych osobowych do UODO coś da? Tutaj zdania są podzielone, bo być może nawet nie doszło do nieprawidłowości (każda sytuacja jest badana indywidualnie), a za swoje problemy z notorycznymi telefonami i mailami od różnych firm odpowiada sam klient, który aż nazbyt chętnie dzielił się swoimi danymi.

Dane osobowe mają dziś realną wartość, ale klient zyskuje niewiele

Kiedyś adresy i numery telefonów były jawne (sporo osób jeszcze pamięta stare książki telefoniczne, które są najlepszym przykładem, że dawniej o ochronie danych nikt nie myślał). Dziś jednak swoje dane, w tym dane adresowe czy numery telefonów, traktujemy jako wrażliwe (swoją drogą, zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych numery telefonów to też dane osobowe). UODO wprost wskazuje, że dane osobowe są jedną z najcenniejszych wartości współczesnego świata i że to na nich rozwija się gospodarka oparta na danych. To bardzo celne ujęcie. Bo numer telefonu, adres e-mail, profil zakupowy, informacja o dziecku, zwierzęciu domowym albo zainteresowaniach konsumenta nie są dla biznesu neutralnym dodatkiem. To gotowy surowiec do kampanii marketingowych, targetowania ofert, budowania baz i sprzedaży usług. Warto pamiętać, że odpowiedzialność za wyciek danych spoczywa na administratorze – co oznacza, że im więcej zgód udzielamy, tym więcej podmiotów technicznie odpowiada za bezpieczeństwo naszych informacji.

Dlaczego firmom opłaca się rozdawać próbki

W praktyce oznacza to jedno: kiedy ktoś daje ci pudełko próbek albo obniża abonament o 5 zł miesięcznie, nie robi tego z czystej sympatii. Robi to dlatego, że dane marketingowe mają dla niego wartość. Czasem większą, niż klient chciałby przyznać. Bo nawet jeżeli firma nie „sprzedaje danych" w potocznym, brutalnym sensie, to może legalnie opierać na nich własny marketing, udostępniać je partnerom w granicach udzielonej zgody albo pozyskiwać dzięki nim kolejnych klientów i kolejne przychody.

I właśnie dlatego tak wiele takich ofert jest ekonomicznie opłacalnych. Dla klienta zysk wydaje się natychmiastowy i namacalny. Dostaje coś teraz, od razu, bez większego wysiłku. Dla firmy koszt takiej akcji jest stosunkowo niewielki, ale w zamian zyskuje dostęp do danych kontaktowych oraz zgód, które mogą być wykorzystywane dłużej niż sam moment odbioru gratisu. Tylko na dłuższą metę zawsze zyskuje firma. Klient za to zastanawia się, czemu aż tylu telemarketerów się na niego uwzięło – i szuka odpowiedzi na pytanie, co robić, gdy nękają nas telemarketerzy, albo jak uwolnić się od telemarketerów raz na zawsze.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi