Rosyjski turbodyskont Mere miał zwojować Europę. Wszystko wygląda jednak na klapę

Zakupy dołącz do dyskusji (25) 20.01.2022
Rosyjski turbodyskont Mere miał zwojować Europę. Wszystko wygląda jednak na klapę

Jerzy Wilczek

Rosjanie pomyśleli, że mogą stworzyć swoją konkurencję dla Aldi i Lidla. Ich pomysłem były „hard dyskonty” z najniższymi możliwymi cenami. Początki były obiecujące, ale teraz wygląda na to, że dyskonty Mere to jednak klapa. W Polsce również.

Sklepy Mere konkurowały niską ceną. Niby nic zaskakującego – w końcu każdy dyskont zapewnia, że jest najtańszy. Z tym że sklepy Mere są naprawdę tanie. Nie mają nawet półek, artykuły są sprzedawane bezpośrednio z palet. Firma też ogranicza liczbę pracowników, którym oczywiście płaci się mniej niż np. u konkurencji. Jednym słowem – to sieć, przy której w Lidlu można się poczuć niczym w Vitkacu.

Ponoć sieć radziła sobie nieźle w Rosji czy Kazachstanie. I przyszedł czas na Europę. Po trzech latach można już jednak powiedzieć, że wszystko wygląda na klapę.

W styczniu 2019 r. firma otworzyła bowiem sklep w Lipsku na wschodzie Niemiec. Początkowo media donosiły, że ludzie stali w gigantycznych kolejkach i wykupywali co się da. Ambitne plany Mere mówiły wówczas o podboju niemieckiego rynku, ale dziś działa tam raptem sześć marketów, jeśli wierzyć stronie internetowej.

Dyskonty Mere w Polsce

Pierwszy dyskont Mere w Polsce powstał w połowie 2020 r. w Częstochowie. Z dziennikarskich artykułów wynikało, że zakupy są tam niemal o połowę tańsze niż w Lidlu. To mogło się Polakom spodobać. Ale firma nie zwojowała naszego rynku. Według strony Mere, w Polsce działają obecnie tylko 4 sklepy. Chociaż sieć zapowiadała jeszcze niedawno, że będzie ich 105…

Portal dlahandlu.pl podawał, że pierwszy rok w Polsce firma zakończyła z ponad milionową stratą.

Również media w Wielkie Brytanii piszą o niewypale. Pierwszy dyskont został tam otwarty w mieście Preston. Okazało się jednak, że w sezonie przedświątecznym – czyli w okresie żniw – półki były tam puste i klienci nie mogli znaleźć nawet podstawowych artykułów. Nie było nawet… chleba czy mleka.

Firma zapewnia na razie, że to trudne początki i niebawem będzie lepiej. Jednak póki co debiut sieci w Belgii i Francji jest przesuwany.

Na zachodnioeuropejskich rynkach zwykle więc scenariusz jest podobny. Najpierw media ekscytują się nowym, ultratanim dyskontem. A potem okazuje się, że sieć nie może się rozwinąć. Może Europejczycy jednak wolą „dyskonty premium” od „dyskontów hard”?