Premier mówi, że nasza gospodarka nie zależy od funduszy UE. No to policzmy

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (284) 28.05.2018
Premier mówi, że nasza gospodarka nie zależy od funduszy UE. No to policzmy

Udostępnij

Mateusz Madejski

Unia pomogła zbudować wszystkie polskie autostrady, poza A6, którą zbudowała jeszcze III Rzesza. Pomogła wybudować warszawskie metro, założyć tysiące firm i wyremontować szpital, w którym leczył się mój kuzyn. Ale nie, dla Morawieckiego fundusze unijne to pestka. Poradzimy sobie bez nich – mówi. Bo najważniejsze jest, by Piotrowicz mógł dekomunizować sądy.

Jarosław Kaczyński to musi mieć charyzmę. Potrafi z mało charyzmatycznego prawnika zrobić pierwszą osobę w państwie i z jeszcze mniej charyzmatycznego ogrodnika – drugą. Potrafił też z euroentuzjastycznego bankiera, który wychwalał Angelę Merkel w restauracji u Sowy, nagle zrobić czołowego eurosceptyka w kraju.

Morawiecki najwyraźniej nie jest już euroentuzjastą, chyba nie jest też już bankierem, bo nagle przestał liczyć pieniądze. Oto co powiedział o środkach unijnych.

– Polska gospodarka w coraz mniejszym stopniu będzie zależała od środków z Unii Europejskiej – powiedział w RMF. To jeszcze nie jest wybitnie kontrowersyjne stwierdzenie. Tak, fundusze unijne będą dla nas coraz mniejsze, choć trudno oszacować czy bardziej z powodu problemów UE czy może jednak przez naszą politykę.

Co dalej powiedział w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem jest jednak dużo bardziej szokujące.

– Mamy błędne wyobrażenie, że nasza gospodarka zależy od środków unijnych – powiedział.

Serio? No to popatrzmy na liczby. W perspektywie budżetowej 2014-2020 Unia przeznaczy na Polskę 82,5 mld euro. Teraz spójrzmy na polski budżet na 2018 rok. Przychody 355,7 mld zł i wydatki 397,2 mld zł. Według obecnego kursu euro, fundusze unijne na te lata to zatem 354,93 mld zł. Mniej więcej tyle, co wszystko, co w rok trafia do polskiego budżetu. Czasem bankierzy i politycy, tak zresztą jak każdy z nas, nieco mijają się z prawdą. Ale mówienie, że polska gospodarka nie zależy od funduszy UE to, mówiąc i tak eufemistycznie, totalna bzdura.

Fundusze unijne. Weźcie je sobie, Piotrowicz ważniejszy

Był kiedyś taki mem „Poland cannot into space”. W skrócie, chodziło o to, że symbolizująca nasz kraj kula Polandball robiła wszystko, by tylko znaleźć się w kosmosie. Po co? Cóż, by pokazać światu jaka jest wielka. Jak nietrudno się domyślić po tytule, próba podboju kosmosu nigdy się nie udawała. Polandball się jednak nigdy nie poddawał – w końcu duma jest dla niego najważniejsza. I ciągle próbował podbić kosmos, co zawsze tak samo się kończyło – twardym lądowaniem i płaczem.

Memy nieraz potrafią trafić w sedno. Tak jest chyba i tym razem. Środków z Unii potrzebujemy, i to bardzo. Nie tylko dlatego, że przy Niemcach jesteśmy ciągle jak biedni kuzyni. Nasza infrastruktura wciąż jest w fatalnym stanie, zwłaszcza na prowincji. Podróżowałem ostatnio po Polsce nawet nie powiatowej, ale gminnej – tam naprawdę fundusze unijne by się przydały. Ale Morawiecki woli udawać, że wcale nie potrzebujemy od UE tych 80 miliardów euro. Pewnie trochę wynika to z dumy à la Polandball, trochę z tego, że ta Unia ciągle się czepia takich rzeczy, jak praworządność czy demokratyczne standardy.

Nonszalancja wobec funduszy, jak i całej UE, oczywiście skończy się źle. Będziemy się pewnie też gorzko śmiać, niczym z komiksów z Polandball. Jednak to nie Morawiecki zaliczy tu twarde lądowanie. Spokojnie, nawet jeśli jest byłym bankierem, to i tak jako były bankier wyląduje miękko, oni zawsze tak lądują. Cała reszta jednak niebawem za podejście Morawieckiego i spółki zapłaci. Ale najciekawsze jest to, co zyskamy w zamian za nonszalancję wobec eurofunduszy. No bo co? Chwilę dumy, że „Poland strong” i zreformowane przez Ziobrę i Piotrowicza sądy?