Jest tylko jeden zwycięzca niedzielnego zakazu handlu. No dobra, może dwóch

Biznes Zakupy dołącz do dyskusji (55) 20.03.2019
Jest tylko jeden zwycięzca niedzielnego zakazu handlu. No dobra, może dwóch

Jerzy Wilczek

Niedzielny zakaz handlu ma już rok i denerwuje wszystkich. Nie lubią go zarówno operatorzy wielkich marketów, jak i właściciele małych sklepików. Średnio zadowolony jest też rząd, a nawet… Kościół. Ale jest jeden bezapelacyjny zwycięzca. Handel na stacjach benzynowych rośnie jak na drożdżach.

Wymuszony przez „Solidarność” zakaz handlu chyba nikomu, poza oczywiście samą „Solidarnością” się niezbyt podoba. Nawet szef rządu w okrągłych słowach przyznaje, że to niewypał. Ponoć nawet księża często narzekają, że przez zakaz ludzie rzadziej wybierają się na niedzielne spacery – a przez to rzadziej trafiają do kościołów i dają na tacę.

Gdyby wskazać jednak głównego wygranego na nowym przepisie, to można odruchowo odpowiedzieć: sieć Żabka. W końcu jej punkty są często „placówkami pocztowymi”, więc zazwyczaj mogą być otwarte w ostatni dzień tygodnia. Ale jest większy wygrany.

Handel na stacjach kwitnie. Efekt zakazu

Wygranym są oczywiście stacje benzynowe. Niby można się było tego spodziewać, ale teraz zobaczyliśmy liczby – i one naprawdę robią wrażenie. Otóż z badania Nielsena dla „Rzeczpospolitej” wynika, że stacje sprzedały w 2018 r. niemal o 24 proc. więcej żywności i chemii gospodarczej niż rok wcześniej.

Z tego samego badania wynika, że nieźle z zakazem poradziły sobie też średnie sklepy spożywcze (wzrost o 12 proc.) oraz dyskonty (w górę o 7,4 proc.). Jednak już na minusie są zarówno małe sklepy, jak i kioski, supermarkety oraz hipermarkety.

Co ciekawe, Nielsen zapytał też, czy Polacy spędzają przez zakaz więcej czasu z rodziną. I aż 63 proc. odpowiedziało, że spędza z bliskimi dokładnie tyle samo czasu co wcześniej…

Liczby mówią jasno: zakaz nie ma sensu

To, że handel na stacjach kwitnie, było do przewidzenia. Chociaż trzeba przyznać, że przy stacjach nie zaczęły powstawać masowo małe supermarkety – a takie zapowiedzi rok temu się pojawiały.

Jednak najnowsze dane mówią wprost, że Polacy ciągle chcą kupować w niedziele. Ponieważ nie mogą tego robić w większości sklepów, wybierają znacznie droższe stacje benzynowe. Ich portfele zatem chudną, zyskują natomiast wielkie koncerny paliwowe, dla których sprzedaż produktów FMCG przecież wcale nie jest głównym biznesem. Tymczasem mali przedsiębiorcy cierpią – a i duzi zresztą też.

Widać więc doskonale, jak bardzo to wszystko jest postawione na głowie. Problem w tym, że w naszej rzeczywistości politycznej A.D. 2019 zdanie jednego związku zawodowego jest ważniejsze niż wola ludu. I niż zdrowy rozsądek.

55 odpowiedzi na “Jest tylko jeden zwycięzca niedzielnego zakazu handlu. No dobra, może dwóch”

  1. „zyskują natomiast wielkie koncerny paliwowe, dla których sprzedaż produktów FMCG przecież wcale nie jest głównym biznesem” – właściwie to jest zupełnie odwrotnie…

      • Trochę sprostuje – biznes sprzedaży paliwa jest do granic możliwości „zoptymalizowany” i nie ma potencjału jego zwiększenia (tylko wahania ceny ropy) w koncernach – inaczej już paliwa sprzedawać nie mogą. Natomiast biznes FMCG jest najbardziej „rozwojowy” i mający potencjał rozszerzenia oraz regulacji. Mówię z pozycji osoby która na pytanie do osoby decyzyjnej – „jakie są kluczowe odbiory na stacji które należy w pierwszej kolejności zabezpieczyć przy blackoucie” usłyszała odpowiedź „lodówki”…

  2. Nie żebym był wielkim zwolennikiem wolnych niedziel, ale nieco tendencyjnie napisany tekst. Odwróćmy liczby i napiszmy, „aż 37% osób zadeklarowało że dzięki wolnym niedzielą spędza więcej czasu z rodzina”.

  3. Małe sklepy rodzinne tylko wygrywają na tym zakazie. Raz, że mają w niedzielę otwarte, bo są właścicielami takie sklepu i ich zakaz nie dotyczy, a dwa że w większości te małe sklepy nie wystawiają paragonów, bo niby kto ze skarbówki chodzi i sprawdza paragony w niedziele nie handlowe. Zatem mają większy ruch bo są otwarci i większy dochód bez opodatkowania (brak paragonu, brak podatku do zapłaty przez sprzedającego)

    • skąd te bzdury wytrzasnąłeś? Małe rodzinne sklepy ucierpiały najbardziej, a najmniej duże sieci handlowe – liczby nie kłamią.

      • Widzę to u siebie na osiedlu (miasto około 35-40 tyś) dwa małe sklepy w niedzielę przeżywają prawdziwy najazd. Są dobrze zaopatrzone w alkohol, spożywkę i przemysłowe. I uwierz mi, że w trzeba swoje odstać w kolejce. Są jedynymi otwartymi sklepami, poza stacjami. Myślę, że utarg w te niedziele to przynajmniej tyle samo co przez cały tydzień.

      • Widzę to u siebie na osiedlu (miasto około 35-40 tyś) dwa małe sklepy w niedzielę przeżywają prawdziwy najazd. Są dobrze zaopatrzone w alkohol, spożywkę i przemysłowe. I uwierz mi, że w trzeba swoje odstać w kolejce. Są jedynymi otwartymi sklepami, poza stacjami. Myślę, że utarg w te niedziele to przynajmniej tyle samo co przez cały tydzień.

        • Tylko oczywiście mały sklepikarz Ci się nie przyzna do tych utargów, bo większość idzie bez paragonów. W żadne raporty, sprawozdania nie zaglądałem, ale wyglądam przez okno i widzę jak działają.

      • U mnie na wsi to samo. Obsługa siedzi i się nudzi, bo zakładają że w niedzielę nieczynne, więc do małego sklepu nikt nie idzie.

  4. koncerny paliwowe, dla których sprzedaż produktów FMCG przecież wcale nie jest głównym biznesem

    Się okazuje że jednak jest, bo na paliwie, wbrew pozorom, się mało zarabia (w stosunku do kosztów – a większość zysku zgarnia państwo).

  5. Hmm, dopiero co czytałem u was artykuł „Biuro Analiz Sejmowych opublikowało fake newsa? Zdaniem rzecznika MŚP BAS mocno minęło się z prawdą”, w którym krytykowaliście statystykę i że nie ma żadnych oficjalnych danych z GUS’u, które by wskazywały wzrost, albo spadek zarobków, podczas gry tu przytaczacie całkiem wiele statystyk w procentach. To jak to w końcu jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *