Jak wygląda słabe prawo w praktyce. Deweloper bezprawnie wyciął 19 drzew i sam zgłosił się do magistratu prosząc o fakturkę

Nieruchomości dołącz do dyskusji (49) 08.12.2018
Jak wygląda słabe prawo w praktyce. Deweloper bezprawnie wyciął 19 drzew i sam zgłosił się do magistratu prosząc o fakturkę

Udostępnij

Jakub Kralka

Kornik drukarz najwyraźniej rozpierzchł się z Puszczy Białowieskiej na całą Polskę, gdyż giną kolejne drzewa, a na wszystko pozwoliło Lex Szyszko.

Niegdyś za nielegalną wycinkę drzew groziły poważne kary finansowe. Obecnie prawo dość mocno je zliberalizowało, co moim zdaniem pokazuje słabość tego prawa. Portal internetowy trojmiasto.pl opisuje wręcz scenariusz, w którym mimo świadomości bezprawności tego działania, deweloper Tree (sic!) Development Group zwrócił się do sopockiego magistratu z prośbą o fakturkę za te nieszczęsne 19 drzew, które wycięli z posesji przy al. Niepodległości 875, gdzie aktualnie budowany jest nowy apartamentowiec.

Prezes zarządu spółki sam poinformował nas, iż ma świadomość, że drzewa zostały wycięte bez wymaganych zgód i jest skłonny poddać się procedurze karnej. Po uzyskaniu tej informacji odbyła się wizja w terenie, która określić miała, czy faktycznie drzewa zostały wycięte, jakiego gatunku i w jakiej liczbie. Ustalono, że nielegalnie zostało wyciętych 19 drzew – informuje trojmiasto.pl Anna Dyksińska z sopockiego magistratu.

Deweloper nie chce komentować sytuacji. To może tytułem komentarza logo dewelopera:

Drzewny absurd i prawo własności

Od razu uprzedzę szanownych czytelników Bezprawnika, iż nie posiadam jednoznacznej opinii w temacie wycinki drzew. Z jednej strony niezwykle boli mnie fakt, iż życie straciły naprawdę dorodne i wiekowe drzewa. Jednocześnie jednak boli mnie obecne w polskim prawie od lat ograniczenie wolności w postaci prób ingerowania w prawo własności i dyktowanie komuś jakiego typu rośliny ma obowiązek trzymać na swoim gruncie. Prowadzi to od lat do absurdalnych sytuacji, w których ludzie nie są w stanie ze swojej własnej działki wyciąć utrudniającego życie drzewa. A urzędnicy, nawet przychylni sprawie, w swojej bezradności odpisują pisma o treści „obecnie nie jesteśmy w stanie wydać zgody na wycinkę, ale gdyby coś stało się temu drzewu i zaczęło obumierać podtrute przez mieszaninę x, y i z, z pewnością taką zgodę byśmy wydali”.

Absurd. Tak samo absurdalnej jest prawo w swojej obecnej postaci. Rząd Prawa i Sprawiedliwości z sobie tylko znanych powodów chciał zliberalizować ten stan rzeczy, w rezultacie tworząc przepisy może nawet bardziej niedorzeczne od dotąd istniejących. Obecnie bowiem wycinka drzew jest decyzją czysto biznesową.

Trojmiasto.pl podaje przykład sytuacji sprzed tygodnia, gdy inny deweloper wyciął 50 drzew, z czego najprawdopodobniej 27 bezprawnie. Naliczono mu za to karę w wysokości 112 000 złotych. To spore pieniądze, ale w przypadku pieniędzy przewijających się przez biznes deweloperski – to jedynie konieczna inwestycja. Zanim wyjęty rodem z polskiej komedii „Pieniądze to nie wszystko” minister Szyszko wziął się do pracy, w takiej sytuacji można było się spodziewać przynajmniej milionowej kary. Problem jest jednak, jak wspomniałem wcześniej, o wiele bardziej złożony, zaś efektem ubocznym jest nadprodukcja durnych przepisów. Które – tutaj też podkreślę swoją tezę np. z artykułów o RODO czy podatkach – znów najbardziej godzą w małych, a nie wielkich. Najlepiej to widać po przykładzie opisanym w tym artykule.