Koniec z niehumanitarnym przechowywaniem i sprzedażą karpi. Wiemy, czy pracownicy E. Leclerc znęcali się nad rybami

Środowisko Zakupy Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (13) 03.12.2020
Koniec z niehumanitarnym przechowywaniem i sprzedażą karpi. Wiemy, czy pracownicy E. Leclerc znęcali się nad rybami

Mariusz Lewandowski

W zbliżającym się wielkimi krokami sezonie świątecznym, sprzedawcy będą musieli szczególnie uważać na sposób, w jaki przechowują i sprzedają nam tradycyjny wigilijny przysmak – karpie. W zapadłym po trwającym blisko 10 lat postępowaniu wyroku Sąd Rejonowy dla Warszawy – Mokotowa w Warszawie uznał w środę trzech pracowników hipermarketu E.Leclerc winnymi znęcania się nad zwierzętami poprzez przechowywanie i sprzedaż ryb w niehumanitarny sposób oraz wymierzył im kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok zapadł w I instancji i nie jest prawomocny. 

Skazani pracownicy zajmowali stanowiska: kierownika działu rybnego (kara roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata) oraz dwóch sprzedawców (10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata). Proceder miał polegać na przetrzymywaniu żywych karpi w skrzynkach bez wody oraz ich pakowaniu przy zakupie do plastikowych toreb. Tak potraktowane karpie rzecz jasna powoli umierały z uduszenia.

Takie postępowanie pracowników hipermarketu w ocenie sądu wypełniało znamiona przepisu art. 35 ust. 1 Ustawy o ochronie zwierząt, co jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat trzech. Od popełnienia czynu w grudniu 2010 r. do środowego, wciąż nieprawomocnego wyroku minęło niemalże 10 lat. Pierwszy etap postępowania zakończył się dwukrotnym umorzeniem sprawy przez prokuraturę w 2011 r. , co skutkowało wniesieniem do sądu przez Fundację „Noga w Łapę” posiłkowego aktu oskarżenia przeciwko oskarżonym. Następnie sądy obu instancji nie dopatrzyły się popełnienia czynu zabronionego i uniewinniły pracowników sklepu. Na skutek wniesionej przez pełnomocników Fundacji kasacji, Sąd Najwyższy uchylił w 2016 r. wyrok sądu II instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez pierwszoinstancyjny Sąd Rejonowy dla Warszawy – Mokotowa w Warszawie. Ten dopiero wydał w środę wyrok skazujący.

Karp a sprawa polska:

Wyrok komentowała w mediach zaangażowana w ochronę praw zwierząt posłanka Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Piekarska, wskazując, iż w praktyce zamyka on możliwość przechowywania ryb w pozbawionych tlenu specjalnych kadziach, a także transportowania żywych ryb w torebkach foliowych bez wody. Zdaniem posłanki wyrok wymusi, jeszcze przed nadchodzącym sezonem świątecznym, zmianę sposobu sprzedaży karpi i innych ryb na bardziej humanitarny.

Pracownicy E. Leclerc a traktowanie karpi

Absolutnie nie lekceważę problemu należytego, humanitarnego traktowania zwierząt. Popieram również wszelkie przemiany w świadomości społecznej, a także zmiany stanu prawnego, zmierzające do poprawy dobrostanu zwierząt i to nawet jeśli niejednokrotnie musi się to odbyć kosztem pewnych utrudnień w prowadzeniu działalności gospodarczej. Nie można jednak nie odczuwać daleko idących wątpliwości co do zapadłego wyroku.

W pierwszej kolejności wskazać należy, iż zapadły wyrok oceniał stan faktyczny sprzed równo dziesięciu lat, tj. z grudnia 2010 r. Inna była wówczas świadomość społeczna w kwestii praw zwierząt, nieco inne praktyki handlowe. Na sprzedaż karpi w taki sposób, jak w przedmiotowym przypadku istniało bez wątpienia dość szerokie przyzwolenie społeczne. Znalazło to zresztą odbicie w decyzjach organów postępowania, które, raz jeszcze podkreślmy, najpierw dwukrotnie odmówiły wniesienia aktu oskarżenia (prokuratura), a następnie dwukrotnie oskarżonych uniewinniły (sądy I i II instancji).

Kolejna sprawa, to brak jakiegokolwiek rozporządzenia, które określałoby w sposób wiążący i niebudzący wątpliwości, w jaki sposób przetrzymywać ryby a następnie przenosić do domów, by nie narażać się na zarzut znęcania nad zwierzętami. Na ten problem wskazywała również w swoim komentarzu posłanka Katarzyna Piekarska kierując postulat wydania rozporządzenia pod adresem ministra rolnictwa i rozwoju wsi Grzegorza Pudy. W tym miejscu malutki kamyczek do ogródka posłanki – formacja polityczna której szeregi aktualnie zasila, aż przez pięć lat trwania omawianej sprawy, tj. w okresie 2010 – 2015 r. miała pełnię możliwości politycznych, by coś w tym kierunku zrobić.

Karp – co wolno, a czego nie. Może czas na nowelizację?

Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy w pierwszej kolejności nie należałoby doprecyzować prawa powszechnie obowiązującego, tak, aby jasnym było, mówiąc potocznie – co wolno, a co nie wolno – a dopiero potem egzekwować to prawo w odniesieniu do poszczególnych obywateli. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której mechanizm zmiany wiąże się z napiętnowaniem szeregowych pracowników dużej sieci handlowej, których być może wpływ na procedury przechowywania i sprzedaży ryb był niewielki. Również bez wątpienia – wielu obywateli nie widziałoby w 2010 r. nic nagannego w takim a nie innym procesie sprzedaży karpi. Myślę również, że skazani zdecydowanie nie byli jedynymi sprzedawcami w Polsce, którzy w tamtym czasie w taki sposób sprzedawali karpie.

Również wymiar orzeczonej kary tj. pozbawienie wolności w zawieszeniu, wydaje się surowy. Sami aktywiści z fundacji Noga w Łapę podkreślili, że „nie chcieli surowej kary, nie chcieli w ogóle żadnej kary”, a ich intencją było jedynie potępienie nagannej praktyki w celu jej szeroko zakrojonej zmiany.

Jak widać, wątpliwości jest, przynajmniej w mojej ocenie, dużo. Wyrok nie jest prawomocny, a skazanym przysługuje apelacja, w której jak się wydaje – nie są pozbawieni szans.