Namówiła chłopaka na samobójstwo, teraz broni się wolnością słowa

Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (42) 12.07.2018
Namówiła chłopaka na samobójstwo, teraz broni się wolnością słowa

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Czy ktoś, kto namówił chłopaka do samobójstwa może powołać się na wolność słowa? W Stanach Zjednoczonych, owszem. Tak właśnie będzie w sprawie Michelle Carter, słynnej w USA za sprawą texting suicide case.

Jest trzynasty lipca 2014 roku w Fairhaven, sto kilometrów od Bostonu. Conrad Roy wsiada do samochodu, parkuje go na zamkniętym parkingu w Kmarcie, włącza silnik, umiera od zatrucia tlenkiem węgla. Tego samego dnia sms-ował ze swoją dziewczyną, Michelle Carter. Tego feralnego dnia napisała mu ona „Musisz to zrobić, Conrad” oraz „Wszystko co musisz zrobić, to włączyć generator, a zostaniesz uwolniony i będziesz szczęśliwy”. To właśnie przenośny generator był przedmiotem ich ożywionych dyskusji przez ostatni czas. Jeszcze w czerwcu Carter starała się namówić Roya na leczenie, później zaś razem planowali, jak popełnić jego samobójstwo. Tlenek węgla wydawał się najmniej bolesną opcją. Po dwóch miesiącach dziewczyna przyznaje się jednemu z przyjaciół, że w połowie aktu samobójczego, Roy spanikował, ale kazała mu ona „wracać, k…wa, do tego auta”.

Siedemnastoletnia wówczas Michelle Carter zostaje zaprowadzona przez sąd i uznana winną nieumyślnego spowodowania śmierci. Groziło jej do dwudziestu lat więzienia, ale w 2017 roku zmniejszono tę karę do 2,5 roku – ze względu na chorobę psychiczną zarówno Roya, jak i samej Carter.

Sprawa zaczyna być opisywana w USA jako texting suicide case.

Michelle Carter a wolność słowa

Od wyroku odwołują się teraz obrońcy Michelle Carter, powołując się na 1. poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, zakazującą ograniczania wolności słowa. Jak powiedział jeden z obrońców dziewczyny:

Ponieważ sąd skazał Carter za to co powiedziała – lub czego nie udało jej się powiedzieć – a nie za to, co z robiła, w tę sprawę wciągnięta zostaje kwestia wolności słowa będąca częścią pierwszej poprawki [do Konstytucji Stanów Zjednoczonych].

Oprócz tego, są oni zdania, że tekst „wracaj, k…wa, do tego auta” jest tylko częścią dłuższego ciągu wiadomości i nie może być rozpatrywany osobno jako dowód, ponieważ nie pasuje on do całej reszty zgromadzonego materiału. Nie jest też wiadome do końca, o czym ta dwójka rozmawiała przez telefon – w normalnej konwersacji.

Washington Post powołuje się jednak na słowa Claya Calverta, dyrektora Marion B. Brechner First Amendment Project (organizacji zajmującej się sprawami, w której wolność słowa zostaje naruszona). Calvert twierdzi, że pierwsza poprawka nie chroni osoby, która przekonuje kogoś do popełnienia czynu uznanego za nielegalny. Innego zdania jest jeden z obrońców Carter, Joseph Cataldo. Według niego, w stanie Massachussets, nigdy nie skazywano osoby, która samymi tylko słowami (bez fizycznej obecności) doprowadziła kogoś do samobójstwa – aż do teraz. I, że jeśli chce się teraz zmienić prawo, to nie należy go – rzecz jasna – stosować wstecz.

Wiemy już, że sąd w Massachussets zgodził się wysłuchać obrońców dziewczyny.

Trudna sprawa

Wszyscy oskarżają Michelle Carter o doprowadzenie do śmierci Conrada Roya. Chłopak cierpiał na depresję oraz zaburzenia lękowe, wcześniej podejmował już próby samobójcze. Jego ojciec znęcał się nad nim fizycznie, jego dziadek z kolei – psychicznie. Ten sam ojciec powiedział na procesie Michelle Carter, że teraz jego rodzinę czekają trudne czasy i że chcą wyroku, który ich usatysfakcjonuje.

Bardzo słusznie. Sprawiedliwości musiało stać się przecież zadość.