Czy karta rowerowa powinna być obowiązkowa także dla dorosłych?

Codzienne Moto dołącz do dyskusji (88) 30.05.2019
Czy karta rowerowa powinna być obowiązkowa także dla dorosłych?

Udostępnij

Paweł Szydłowski

Wiosna jest już w pełni. Dla mnie – i zapewne wielu z Was – co roku oznacza to przesiadkę na rower jako główny środek transportu po mieście. Od kwietnia do października spotykam się z jego siodełka z wieloma osobami i sytuacjami. Zarówno na ulicach, ścieżkach rowerowych, jak i chodnikach mam jednak wrażenie, że rowerzyści, piesi i kierowcy samochodów nie bardzo wiedzą, jak się zachować w ruchu. Czy zatem warto byłoby wprowadzić obowiązek wyrabiania karty rowerowej również dla osób dorosłych? Stworzyć kursy doszkalające dla kierowców i edukować pieszych? Zastanówmy się.

Sytuacja sprzed kilku dni. Jadę przez niewielką ulicę na warszawskich Bielanach. Koło niej nie ma ścieżki rowerowej, jedynie wąski chodnik, po którym chodzą piesi. Uprzejmy starszy pan z samochodu radzi mi, abym czym prędzej w… na tenże. Domyślam się, że zdawał on egzamin na prawo jazdy dobre 40 lat temu. Sytuacja wówczas wyglądała nieco inaczej. Dzisiaj jednak przepisy ruchu drogowego jasno mówią, że jeśli w pobliżu nie ma ścieżki rowerowej, jezdnia jest właściwym pasem poruszania się na rowerze. Innego dnia przejeżdżałem przez skrzyżowanie mając pierwszeństwo.

Niestety, kierowca wyjeżdżający z drogi podporządkowanej nie zgodził się z interpretacją kodeksu ruchu drogowego i o mały włos nie wylądowałem na jego masce. Czy rozumiem ich irytację? Oczywiście – jednak nie mając w danym miejscu ścieżki rowerowej i nie chcąc się przeciskać przez 1,5 metra niezastawionego samochodami chodnika nie mam innego wyjścia. Sam zaś niejednokrotnie werbalnie lub w myślach wyrażam swoją dezaprobatę względem osób stojących lub idących środkiem ścieżki rowerowej. Przykłady mógłbym mnożyć, ale podejrzewam, że każdy zna i rozumie problem.

Karta rowerowa – czy w czymkolwiek pomoże?

Przede wszystkim warto przypomnieć, że karta rowerowa nadal obowiązuje. W przypadku osób poniżej 18 roku życia, chcących się poruszać na rowerze po drogach publicznych (czyli również chodnikach) jest ona obowiązkowym dokumentem. W momencie osiągnięcia pełnoletności nabywamy jednak uprawnień do kierowania rowerem. Co to oznacza? Że osoba nie posiadająca prawa jazdy, a często nie znająca przepisów ruchu drogowego może – a w niektórych przypadkach wręcz ma obowiązek – poruszać się po drodze publicznej. To z kolei prowadzi do zrozumiałej niechęci kierowców samochodów wobec rowerzystów. Kilka lat temu planowane było wprowadzenie obowiązkowej karty rowerowej dla dorosłych.

Pomysł spotkał się z szeroką krytyką. Jej główną osią była konwencja wiedeńska, której zapisy nie pozwalają teoretycznie na wymaganie od dorosłych dodatkowych uprawnień przy kierowaniu rowerami. Jednak zarówno przedstawiciele Policji, jak i środowisk miłośników jazdy na rowerze odnosiły się do niej z reguły przychylnie. Z jej zdobywania mieli być oczywiście zwolnieni posiadacze prawa jazdy, jako dokumentu gwarantującego znajomość przepisów ruchu drogowego. Tutaj jednak osobiście proponowałbym zwiększenie nacisku podczas kursów prawa jazdy na rolę rowerów w ruchu ulicznym. Natomiast dla kierowców posiadających prawo jazdy od co najmniej 20 lat wprowadził dodatkowe szkolenia. Odzwierciedlałoby to fakt zwiększania się roli rowerzystów w ruchu publicznym w ostatnim czasie. W ten sposób przynajmniej na drogach można byłoby zwiększyć bezpieczeństwo obu grup ich użytkowników.

Czy jest to magiczne rozwiązanie wszystkich problemów?

Oczywiście, że nie. Po pierwsze, jak mówi stare przysłowie – głupich nie sieją, sami się rodzą. Jeśli ktoś postanowi iść środkiem ścieżki rowerowej mając tuż obok chodnik i krzyczeć na rowerzystę, który próbuje go wyminąć – żadne przepisy tego nie zmienią. Tak samo w przypadku rowerzystów jadących środkowym pasem Wisłostrady, gdy obok biegnie ścieżka rowerowa. Sankcje teoretycznie istnieją w obu przypadkach. Rzadko kiedy możemy trafić na straż miejską lub policję, które mogłyby je wyegzekwować na miejscu. Najlepszym sposobem nadal wydaje się zatem uświadamianie i prowadzenie kampanii społecznych. Czy jednak dojdziemy – bądź dojedziemy – do poziomu względnej harmonii, jaki panuje w krajach takich jak Belgia, Holandia czy Dania? Być może, ale patrząc z perspektywy siodełka – jeszcze wiele czasu musi minąć.