Oto, co musi zrobić opozycja, by wygrać wybory

Państwo 11.01.2018
Oto, co musi zrobić opozycja, by wygrać wybory

Udostępnij

Jakub Kralka

”Because you’d be in jail”. Wiele analiz ekspertów powstało na temat 2016 roku w Stanach Zjednoczonych, ale moim zdaniem te 6 słów wygrało Donaldowi Trumpowi wybory. Gdyby nie ten, mówiąc językiem młodzieży, punchline, 45. Prezydentem Stanów Zjednoczonych byłaby dziś Hillary Clinton. 

Eksperci nad Wisłą prześcigają się w prognozach na temat tego, dlaczego Platforma Obywatelska przegrała wybory w 2015 roku, kogo zignorowała, o kim zapomniała. Padają mocne słowa: arogancja, buta, odrealnienie władzy. Jest to zdecydowane schlebianie suwerenowi, który w ocenie ekspertów kierował się powodami merytorycznymi.

Suweren do patrzenia na politykę w sposób merytoryczny jest częściowo intelektualnie niezdolny, a częściowo słusznie niechętny, przez lata oszukiwany przez polityków nierealizujących swoich obietnic programowych. Polityka w Polsce jest pewną formą flirtu z wyborcą, sprowadza się do dawania bukietów kwiatów na przemian z urządzaniem spektakularnych scen zazdrości. Huśtawka emocjonalna jako sposób sprawowania polityki jest gwarancją politycznego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński jest wybitnym znawcą mentalności suwerena i przez lata zrozumiał, że nie na fakty czekają wyborcy, a na emocje. I on im je daje. Jak na kolejce górskiej. Jak w dobrej, toksycznej relacji, gdzie jest przemoc domowa i narkotyki. To nie jest tak, że suweren nagle zgłupiał, zmądrzał lub drastycznie zrewidował poglądy. Jeszcze lepszy dostarczyciel jeszcze fajniejszych emocji wyjechał realizować się w Brukseli.

Polityka jako problem mentalny, a nie intelektualny

Sympatie polityczne suwerena często są błędnie kojarzone z predyspozycjami intelektualnymi. W rzeczywistości są jednak problemem mentalnym. To czasem jest jedna cecha, lecz jej powszechność zupełnie wystarczy, by oprzeć na niej całe swoje polityczne modus operandi: umiejętność delegowania winy. Niezależnie od posiadanego wykształcenia.

Na podstawie oceny własnych życiowych wyborów i osiągnięć, komentarzy do sytuacji na drodze w trakcie prowadzenia samochodu lub stosunku do decyzji sędziego prowadzącego spotkanie ulubionej drużyny, można z dużą dozą prawdopodobieństwa wywnioskować sympatie polityczne danej osoby.

No bo skoro w szkole nie szło nam „średnio”, tylko nauczycielka się na nas uwzięła, pracy nie mamy kiepskiej, tylko po prostu „brak nam znajomości”, nie podpisaliśmy bez czytania umowy, tylko „bank nas okrada”, Gerard Pique nie zagrał piłki ręką w polu karnym, ale sędzia jest „kaloszem”, a na drodze roi się od „baranów”, którzy uniemożliwiają nam wejść w rolę takiego polskiego Kubicy, to czy tak wiele potrzeba, by schlebić naszej wizji świata?

Pewne wytłumaczenia są łatwe, przyjemne i poprawiają humor. W wielu wychowuje się nas już od szkolnej ławki. Nie jesteśmy imperium upadłym przez warcholstwo, tylko przez spisek okrutnych zaborców. Nie przegraliśmy II Wojny Światowej, my zostaliśmy podstępnie zaatakowani z dwóch stron. Czy nie lepiej się żyje w świecie, w którym ktoś tłumaczy nam, że to wszystko, co nam się w życiu nie udało, to nie nasza wina? W którym wiele niepowodzeń można wyjaśnić nazwiskami, etnicznością, przynależnością społeczną, a nawet tymi, pewnymi, nimi, onymi, a nawet innymi szatanami, którzy też przecież są tam czynni?

Oto, co musi zrobić opozycja, by wygrać wybory

Opozycja ma wiele problemów, jednak podstawowym jest nachalna negacja, która kompensuje całkowitą nieumiejętność kreowania własnych emocji politycznych. Nie dość, że nie potrafią stworzyć niczego we własnym zakresie, to jeszcze bezustannie karmią emocję pisowską, nadając jej nowy wymiar, sens i znaczenie.

Nie wierzę, że Mateusz Kijowski jest najwierniejszym współpracownikiem Jarosława Kaczyńskiego wyłącznie z tego powodu, że nawet PiS nie umiałby go zrobić aż tak dobrze.

Opozycja to określenie przegranych

Marcin Luter i Solidarność nie maszerowali pod hasłem „Precz”, tylko na starcie zaprezentowali swoje bardzo konkretne postulaty na temat tego, jak zmieniać świat na lepsze. Posiadanie wizji politycznej i programu pozytywnego (czyli takiego, który da się opisać słowami innymi, niż „nie-PiS”) to świetny początek.

Jeśli chcesz wygrać Turniej Czterech Skoczni, nie zgłaszaj się do niego jako przedskoczek. Nie myśl jak przedskoczek. Opozycja to określenie przegranych. Do wyborów zostały dwa lata. Jeśli idziesz po władzę, nie startuj w nich leksykalnie i mentalnie jako opozycja.

Przede wszystkim jednak, klamrą kompozycyjną wracając do drugiego akapitu tego tekstu – znajdź swoją emocję polityczną. Ja wiem, że to nie jest takie proste, skoro być może nawet z twoją pomocą suweren po 2004 roku wyleczył się z wielu kompleksów. Nie dość, że trzeba szukać, to jeszcze znaleźć, a potem wykonać. No Schetyna się do tego nie nadaje. Pielęgnuj emocję, na której grasz. Hoduj ją latami, dokarmiaj. Misiek Kamiński nie stworzy jej na trzy miesiące przed wyborami. Obserwuj sąsiada, którym na co dzień gardzisz. Dowiedz się jak patrzy na świat. Sprawdź kogo lubi i przede wszystkim sprawdź kogo nienawidzi.

Znalazł swoją emocję Andrzej Duda, po dekadzie obciachu prezentując w kampanii europejskiego, obamowskiego prezydenta. Wspierany rdzenną emocją partyjną wygrał wybory, których zresztą w racjonalnych warunkach nie miał prawa wygrać. Wybory parlamentarne to już był tylko efekt kuli śnieżnej i samospełniająca się przepowiednia. Nie 500+, nie brak reform, nie godność, nie Smoleńsk, nie oderwanie elit i nawet nie ośmiorniczki. Jeśli brakiem ciepła jest zimno, a brakiem światła ciemność, to brakiem emocji jest Bronisław Komorowski.

Oczywiście można czytać chińskich strategów i czekać na brzegu rzeki. Obawiam się jednak, że ciało rywala może nie dopłynąć, bo w międzyczasie wyschnie koryto. Tak zwana opozycja zaczytuje się troszkę w Konstytucji i dużo w swoich własnych złotych myślach w serwisie Twitter. Jarosław Kaczyński w tym czasie wertuje Szkołę uwodzenia.

Fot. tytułowa: House of Cards // Netflix