E-państwo to porażka. Skoro banki mogły, to może czas na technologiczne partnerstwo Polski ze startupami?

Gorące tematy Finanse Państwo Podatki Technologie dołącz do dyskusji (91) 17.01.2019
E-państwo to porażka. Skoro banki mogły, to może czas na technologiczne partnerstwo Polski ze startupami?

Jakub Kralka

Szanowni rządzący. Każdej dotychczasowej ekipy. Wasza próba budowania e-państwa nie zakończyła się sukcesem.

Powiem wprost, wygląda to dla was co najmniej niekorzystnie. Wydajecie miliony, zatrudniacie specjalistów, po czym całość albo nie działa, albo działa ledwo, albo nawet działa, ale została zaprojektowana tak idiotycznie, bez cienia znajomosci zagadnień z pogranicza UX i UI, że nie tyle gubi się w tym przeciętny Kowalski. Gubią się w tym ludzie żyjący z technologii, bo wasze systemy nadal od lat projektuje brodacz z przykładowego Comarchu, który przykuty do biurka w swojej piwnicy nie uznaje niczego, co w technologiach użytkowych wydarzyło się po premierze Windows 3.11.

Dlaczego ja, człowiek który przez internet załatwia niemalże wszystko, wolę stawić się w urzędzie zamiast użerać z ePUAP?

Dlaczego wolę zadzwonić na fantastyczną infolinię ZUS, niż przebijać się przez chaotyczny system zakładek PUE?

Owszem. To w dużej mierze wina rządzących, ze tych zakładek jest tam aż tyle. Nie mam jednak zamiaru litować się nad losami rządowych informatyków lub ich zleceniodawców, ponieważ e-państwo jest złe. Zdecentralizowane na kilka różnych systemów, rozrzucone po stronach ministerstwa finansów, CEIDG, ZUS, ePUAP, NFZ i innych. To jest właśnie ta kamieni kupa, o której naprawdę mówił Bartłomiej Sienkiewicz. Tutaj się uwydatnia państwo teoretyczne. Przyszła Anna Streżyńska, ceniona specjalistka. Nadała temu trochę PR-owej ogłady, miała kilka dobrych pomysłów, jednak organizm pod jej rządami był po prostu zepsuty.

E-Państwo teoretyczne

Doszliśmy do ściany z tego powodu, że na e-państwo poszły już miliardy wydane z publicznych pieniędzy. Miliardy. Właśnie rodzi się kolejny system informatyczny ZUS – za miliard złotych.

Więc trochę głupio przyznać się do tego, ze od strony technologicznej cały projekt ledwo działa. A jeszcze głupiej wyrzucić go do kosza i zacząć od zera. Poza tym jaka jest gwarancja tego, że jesteśmy w stanie zrobić to tym razem dobrze? Mam smutne przeczucie, że rządowi informatycy zarabiają znacząco mniej od swoich kolegów z sektora prywatnego. Wszak informatyka to jedna z lepiej rozwijających się segmentów rynku, więc nawet jeśli w szeregach rządowych organów wykształci się jakiś świetny specjalista, po chwili będzie siedział już w, daj Boże, polskiej firmie.

Mam wiele wątpliwości. Czy Polska będzie istnieć za 20 lat, czy będzie w Unii Europejskiej, jaką będziemy mieli walutę, czy warto inwestować w nieruchomości, czy Polska się otwiera, czy brunatyzuje, a może znajdzie swoją trzecią drogę ludowej mądrości. Elektroniczna państwowość, na dodatek o postępującym charakterze jest faktem, a nie dylematem. A na faktach nie da się oszczędzać. Musimy coś z tym zrobić, nie da się wiecznie udawać, ze to atrakcja resortu trzeciego sortu.

E-państwo oligarchów

Wdałem się dziś w krótką dyskusję na ten temat na łamach Twittera z mecenas Ewą Fabian. Skłoniło mnie to do refleksji na temat tego dokąd powinno zmierzać e-państwo, gdyż osobiście jestem ogromnym pesymistą w tym zakresie. Ono oczywiście działa. Karta EKUZ przychodzi w dwa dni. Można zastrzec dowód i sprawdzić stan konta ZUS. Ale to nie jest to. Nie tak to powinno wyglądać.

Pierwszym rozwiązaniem, które przyszło mi do głowy, było powierzenie przygotowania części zadań firmom prywatnym w zamian za, jeśli nie wynagrodzenie, ulgi podatkowe oraz możliwość stworzenia dość daleko idącego partnerstwa, pozwalającego na promowanie danej instytucji. Moim zdaniem byłby to łakomy kąsek dla paru firm informatycznych działających w naszym kraju. Wcale nie dla przetargowych dinozaurów, tylko młodych wilków.

Od paru dni media krajowe podbija Jarosław Królewski. Jest to właściciel firmy informatycznej, który zbudował wokół siebie niezwykle intrygujący wizerunek inteligenta-filantropa, który ze świata IT, bezkompromisowo pozostając w schematach tego świata, idzie z odsieczą polegającą na wyciąganiu Wisły Kraków z bardzo poważnej choroby bandytyzmu i kibolstwa. Nie wiem jeszcze co tam jest grane, bardzo jestem tego ciekawy, faktem jest natomiast, ze szef dużej firmy przyszłości stał się w ciągu kilku dni jedną z najważniejszych osób w kraju. W dobrym, a przynajmniej intrygującym stylu. Na pewno nie sposób pomyśleć, ze to kolejny Robert Gryn.

Otóż e-administrację trawi choroba nie mniejsza od tej, która trawi Wisłę Kraków. Być może to jest recepta.

Są to jednak działania doraźne i niekoniecznie mam pomysł na ich instytucjonalną realizację. Niewykluczone zresztą, że gdyby do gry ruszył system przetargowy, ponownie zostalibyśmy skazani na tych samych informatyków od flanelowej koszuli i kultu Windows 3.11. Nie sposób też pominąć fakt, ze branża startupów to wydmuszka. W 90 procentach składa się z fałszywych proroków i złudnych nadziei, nastawionych na głośne snucie swoich nierealistycznych marzeń czy fachowe wyciąganie dotacji. „Nie sztuką jest złapać króliczka” to chyba koronne guru startupów w naszym kraju.

Jest to metoda, którą sam określam modelem oligarchicznym. Ponieważ nigdy nie kryłem się ze swoimi neoliberalnymi sympatiami, nie mogę ukryć swojego (sami oceńcie czy słusznego) entuzjazmu dla możliwości rozwiązania problemów w sposób prawdziwie, cóż, wolnorynkowy.

Niech żyje wolne e-państwo

Zapewne kojarzycie dyrektywę unijną PSD2, która w ostatnim czasie przyniosła sporo zmian w sektorze bankowym (sporo z nich omawialiśmy na Bezprawniku). Nas interesuje dziś prawne otwarcie chyba najcenniejszej z punktu bezpieczeństwa instytucji na podmioty zewnętrzne – banki. Od jakiegoś czasu prywatne firmy informatyczne mogą tworzyć aplikacje w oparciu o udostępnioną infrastrukturę bankową. I nagle banki mogą robić dużo więcej, niż tylko trzymać pieniądze.

Przykładowo, korzystam z aplikacji Spendee, która pomaga mi śledzić moje wydatki. I tak oto dzięki integracji z kontem płatniczym wie ona co kupuje i stara się klasyfikować to tematycznie. Na bazie takiej informacji jestem w stanie oszacować o wiele lepiej, w których aspektach życia potrzebne są cięcia. Myślę, ze to dopiero początek dalece idącej integracji.

Moim zdaniem rząd powinien wyjść z inicjatywą w myśl której otwiera e-państwo. Niech nawet mają te swoje ledwo działające ePUAP-y i systemy ZUS za miliard złotych. Ale niech otworzą się na integracje, niech prywatni przedsiębiorcy dostaną wejście do systemów na tyle, na ile to tylko możliwe. Wystarczy przecież, ze ktoś dla ePUAP-u zbuduje swoją własną powłokę. Swoją własną wyszukiwarkę, swoją własną szatę graficzną, swoje przystępnie zbudowane i inteligentne formularze. Już dziś działa to w ten sposób w aplikacjach typu Fill UP. To jest mniej więcej przykład tego, choć tez nieidealny, co powinno być robione. Prywatny przedsiębiorca zbudował sensowne narzędzie do wypełniania druczków online, bo państwo wymaga druczków na każdą okazję, ale nadal mentalnie tkwi w erze długopisu, PDF-a i pobierania bibliotek na dysk żeby to wszystko w ogóle spróbowało zadziałać.

Widzę oczyma wyobraźni takiego np. SmartZUS

Zaprojektowałoby go, popuśćmy wodze fantazji, CD Projekt, bazując na doświadczeniach z tworzenia GOG.com. Użytkownik w dwóch kliknieciach przesyła deklarację, którą mądry program wypełnia datami, kwotami i tytułami. Po wejściu na stronę główną SmartZUS witają cztery wielkie ikonki, bo i tak tylko z tych czterech opcji się korzysta (co prosty skrypt AI doskonale wie, bo poznał swojego użytkownika i status konta). Płatnik ma jeszcze dodatkową, piątą zakładkę.

A w ogóle to SmartZUS ma dostęp do konta w banku i sam przelewa składki. Ma tez dostęp do NFZ, więc widzimy czy wszystko się swieci na zielono. I jeszcze pokazuje nam na dole wysokość naszej planowanej emerytury. Trochę złośliwie, a trochę cynicznie, bo obok oferty ubezpieczeń emerytalnych od Nationale Nederlanden, Warty i PZU. No co? Prywatna firma, musi zarabiać.

Na szczęście prowizje są fantastyczne, więc wersja konsumencka jest darmowa. Płacą tylko przedsiębiorcy, ale niewiele, dwie dychy, bo za aplikację chce płacić pół miliona Polaków. Mobilna aplikacja przypomina o terminach, choć wcale nie musi, bo ja sobie ustawiłem automatyczne składki i deklaracje. Program dobrze to ogarnia, więc nie mam z tym żadnego problemu.

Brzmi cudownie? Tak to powinno wyglądać.

E-państwo na 105-lecie niepodległości

Prezentuje tutaj pewien model, do którego powinniśmy dążyć. Niech państwo i jego informatycy, jeśli muszą, katują nas tymi swoimi systemami, których pokrętnej logiki nie rozumiem. Zakładam, ze całkowite oddelegowanie e-państwa w ręce sektora prywatnego nie ma szans. Jednak użyczenie go dla swoistego wyścigu kompanii kolejowych?

Komunikacja mojej mamy z ePUAP wygląda tak:

Moja mama to wspaniała osoba, jedna z najmądrzejszych jakie spotkałem. Ale skąd ona ma wiedzieć czym są jakieś XML-e i dlaczego państwo ją nimi bombarduje? Coś w tej materii poszło nie tak. Końcowy użytkownik nie ma prawa tego zrozumieć i tak samo nie ma prawa takich rzeczy widzieć w ogóle na oczy. To jest system administracji publicznej, a nie system programisty, który zostawia po sobie okruszki.

Ten tekst nie jest analizą prawną, zresztą prawo można w dużej materii zmienić. To bardziej rozpaczliwy manifest, próba rozpoczęcia dyskusji. Powiedzmy sobie wreszcie dobitnie i wprost, że e-administracja wygląda skrajnie nieadekwatnie do czynionych nakładów finansowych. I nie, nie jest lepiej. To co teraz dzieje się w e-administracji to raczej próby podchodzenia z optymizmem do Roberta Matei, który poprawił swój skok w Planicy o 30 metrów, skacząc na 120 metrów. Porażka.

Stąd mój apel do rządzących. Zostawcie sobie infrastrukturę końcową. Wy pilnujcie bezpieczeństwa danych obywateli, pilnujcie bezpieczeństwa instytucji i cyberbezpieczeństwa Państwa. Przerzućcie na to budżety z tych wszystkich mObywateli itd. A potem otwórzcie się tak bardzo, jak to tylko możliwe. Bo to jest gigantyczny rynek o niewyobrażalnym potencjale komercyjnym. Może nawet trzęsienie ziemi dla gospodarki i jeszcze większy pivot na usługi.

Młodzi polscy twórcy zasypią was narzędziami, o których wam się jeszcze nie śniło. I jeśli wy chcecie się grzebać w XLM-ach, to cudownie. Rujnujcie tym też życie oraz wydajność swoich urzędników. Nam pozwólcie jednak komunikować się z wami jak ludzie, a nie boty z czasów wczesnego IBM-a.

91 odpowiedzi na “E-państwo to porażka. Skoro banki mogły, to może czas na technologiczne partnerstwo Polski ze startupami?”

  1. Tylko weź i weź zrób taki system, żeby śmigał zarówno na najnowszym komputerze ze stajni nadgryzionego owoca, jak i bibliotecznym komputerze w Dobłęgniewie Średnim :(

    • No niestety. Nie tylko zresztą. Udostępnienie api do dostępu firm trzecich zakończyło by się katastrofą ze względów bezpieczeństwa.

      • Pomimo zastosowania kryptografii i filtrów u odbiorcy które i tak powinny być zastosowane ? (Ja wiem – to jest grubo ponad kompetencjami rządowych „informatyków” – bo przecież nie programistów) Poza tym udostępnić wystarczy specyfikacje związane z komunikacją i specyfikacje dokumentów jakie mają trafić do urzędów,a pełna specyfikacja tego co będzie pracować w urzędach nie jest nikomu (poza komuś,kto chciałby naruszać bezpieczeństwo systemu) do niczego potrzebna.

    • A z bankowych usług to nie korzysta Pan:
      „zarówno na najnowszym komputerze ze stajni nadgryzionego owoca, jak i bibliotecznym komputerze w Dobłęgniewie Średnim :( ”
      Ciekawe :)

  2. TL;DR: koledze redaktorowi chodzi o to, aby administracja rządowa zamiast płacić dużo za nieergonomiczne rozwiązania IT rodem z ubiegłego wieku, zapłaciła mniej za nowoczesne i przyjazne użytkownikowi rozwiązania z 21 wieku.

    Nie ma szans.

      • To nie jest fake news Panie Kralka. Pisanie kiepskich aplikacji klienckich to też jest biznes na którym można sporo ukraść czy inaczej zdefraudować. Dlatego na otwarcie tej części e-administracji dla wolnej konkurencji nie ma co liczyć tak samo jak na redukcję zbędnych przepisów i zbędnych stanowisk urzędniczych. Socjalizm biurokratyczny sam z siebie nie obumrze.

        • Mam przekonanie graniczące z pewnością, że on wyedytował ten komentarz. Wcześniej było tam rzekome streszczenie mojego artykułu na bazie tez, które tam nie padły. Niesamowite jest to, że disqus tego nijak nie oznacza. Nawet jako administrator nie mogę teraz sprawdzić historii posta.

          • Disquis może i jest gotowym systemem komentarzy,ale jeśli by Pan popatrzył na to „cudo” dokładniej od strony użytkownika to niestety blisko mu do rozwiązań Polskiej E-administracji. Niestety jak widać jest to dość popularne – jak Windows…

            Oczywiście ruch jest,ludzie reklamy oglądają i robić coś od nowa to strata pieniędzy – na komentarzach zarobku nie ma,ale szczerze: Disquis to jeden wielki blob do kórego to określenie może nie pasować tylko dlatego,że może nie jest binarny…

  3. eadministracja wygląda dokładnie adekwatnie do nakładów na nią.
    My budujemy i integrujemy szereg systemów tworzonych doraźnie by się znaleźć w nowym świecie. Budujemy je doraźnie ponieważ dalej budujemy dla nich normy systemowe i do niech dorabiamy systemy, próbując je łączyć. Późno zaczęliśmy budować te normy bo dopiero fundamenty pod nie wylano końcem zeszłego stulecia wiec góra paręnaście lat (inne kraje maja je okrzepłe od ponad pół wieku).
    Dlatego szary Kowalski jak @techlawpl:disqus możne czuć się zdezorientowany bo na razie widzi w dużej mierze buckend, a właściwie rozkopaną budowę często bezładnych obiektów przy których dopiero się zastanawia jak to połączyć komunikacyjnie, a nie międzymordzie. Zasłonienie kotarką to tylko strata kasy na kotarkę.
    By to ogarnąć powinniśmy zrezygnować z rozwijania i łączenia drutem dotychczasowych systemów tylko pozwolić im działać i zabrać się za budowanie nowego zintegrowanego systemu włącznie z wbudowaniem w niego mechanizmów migracyjnych.
    To wymaga pieniędzy. Znacznie większych niż na to przeznaczamy.

    • Raczej nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przechowywał rządowych dokumentów na chmurze Amazonu, który nawet nie ma swojego datacenter w Polsce

  4. Póki nie przyjdzie jakiś pasjonat, nie dostanie wolnej ręki i odpowiedniej władzy, póty nic się nie zmieni. Urzędnicy i pracownicy państwowi nie są chętni tego typu wymysłom – znam historię dwóch projektów dla samorządów.

    Jeden skończył się, zanim się zaczął, po tym jak w specyfikacji zostały uwzględnione „poprawki” pracowników, robiących wszystko, żeby się nie narobić zbytnio. Efekt był taki, że fajny pomysł stał się bezużyteczną karykaturą.

    Drugi kupiło kilka samorządów ale po cenie tak żałosnej, że by nie pokryło tygodnia pracy doświadczonego programisty. Więc zrobił to studencik. Dziurawe jak sito, nieskalowalne, ale jest. Plan wykonany. Chyba po roku przestano z tego korzystać.

    Inny przykład: soft do planowania posiłków dla uczniów. Jako arkusz Excela 2003 z makrami. Serio, kupiło to kuratorium, bo było najtańsze i problem z bańki.

    A jak to wygląda od zaplecza? Cóż jest projekt do zrobienia „za pół bańki”. Z czego na pracę idzie pół stówy, reszta to „wyrazy wdzięczności” dla całego łańcuszka, kończącego się na programiście. Jednym. Który ma kwartał albo i mniej na oddanie projektu. Jak na tydzień-dwa przed deadline’m dostanie „ostateczny” opis kluczowych elementów to sika po nogach z radości, bo mógł dostać tydzień po. Aha, kary umowne np. milion czy coś.

    My tutaj spoko – pasjonaci technologii, gasimy światło w pokoju, prosząc o to po angielsku Siri przez wypasiony telefon czy coś. Ale tam? Tam jest pan Janusz z wąsem, który chce umoczyć dziób i pani Bożenka, która od 35 lat robi ten papierek tak samo, zostały jej 3 lata do emerytury, a ostatnia nowinka z jaką miała styczność to grający znicz z LEDami. I politycy, którzy jak już zatrudnią taką Streżyńską zamiast jakiegoś dziada, to ja wypieprzą zaraz w zamian za faszolka z przystawki. No i pierdylion „młodych, prężnych firm IT” z sektora IDG, które są gotowe skakać przez płonące obręcze, za trzymiesięczne zlecenie warte 30000 PLN.

    • Absolutnie nie. Oddanie wladyz i wolna ręka? Mówimy o bezpieczeństwie danych milionów obywateli. Mnie się zapaliło wiele czerwonych lampek jak to przeczytałem. Przetargi IT są robione źle (zresztą nie tylko te), ale to nie jest rozwiązanie!

      • Oddanie władzy w sensie takim, że ta osoba w ministerstwie będzie mogła faktycznie coś zmienić, a nie tylko przedkładać pomysły do akceptacji.

        Musi mieć możliwość np. zmiany chorego prawa, nakazującego kryterium najniższej ceny. Musi mieć możliwość narzucenia wytycznych, czy wręcz obowiązków urzędom. Musi mieć nietykalny budżet, żeby te urzędy miały za co te wytyczne realizować. Itp. itd.

        Polecam wywiady ze Streżyńską, z okresu obecnych i poprzednich rządów – zawsze była komuś podległa, politycznie uzależniona.

    • W czym Pani Streżyńska się tak zasłużyła?
      Jakie ma doświadczenie związane z informatyką? )
      Jakie ma wykształcenie?
      Pani Strężyńska to prawnik. Ot, kwalifikacje do cyfrowej rewolucji.

      • Nie mówię, że ona jakaś bardzo wybitna była i że nie dałoby się lepszej osoby znaleźć. Ale jednocześnie IMHO była jedyną osobą w obu rządach, która ogarniała w ogóle, o co chodzi. Nie, żeby miała silną konkurencję, bo umówmy się, że wcześniejsza nominacja Boniego na to stanowisko to był jakiś ponury żart. Ponad to dawała radę z Telekomuną S.A. i operatorami komórkowymi, z tego co pamiętam.

  5. „niech otworzą się na integracje, niech prywatni przedsiębiorcy dostaną wejście do systemów na tyle, na ile to tylko możliwe”
    No i właśnie tak działają systemu skarbówki. Deklaracje można wysyłać z formularzy interaktywnych, ale także poprzez API, z dowolnego systemu, w szczególności systemów księgowych.

    • Masz przykład ostatnio, ”
      Ponad 3 000 paszportów, konkretnie ich skanów z pełnymi danymi osobowymi
      posiadacza i zdjęciami, udostępniła, w sposób niezamierzony, firma
      pośredniczącą w uzyskiwaniu wiz. Problem dotyczy osób, które starały
      się o wizę do Wietnamu od kwietnia 2015 roku. …..” – za niebezpiecznik.pl.Nadal taki otwarty na udostępnianie pewnych systemów ? , owszem ale koledzy @androidponutelli i @Vir wida ćże mieli z tym do czynienia i dośc dobrze wychwycili to co było i co trzeba zrobić, ale by to było to nie może być to Eeeeee (tam)- Państwo (teoretyczne) . Tylko zbudowanie od podstaw całego systemu co zajmie dużo czasu i pochłonie dużo więcej kasy , no i jak napisał @Vir , potrzebny jest człowiek (zespół) mający odpowiednio dużo zapału, ale też władzy i poparcia niezależnie od aktualnej władzy i widzimisię jaj przedstawicieli.
      Bo teraz jest tak że jeden p minister wyszarpie środki (kasę) na jakiś swój system, w którym oczywiście najważniejszy jest moduł sprawozdawczy, a że reszta nie tylko nie ułatwia , a wręcz utrudnia realizacje zadania na stanowisku wykonawczym mało ważne, za chwilę kolejny minister za kolejny kawałek środków zrobi kolejny swój system w swojej sieci , i żaden z nich nawet nie zastanowi się nad współpracą, wymiennością danych, czy rozwalaniem struktury sieci, zarządzania czy zabezpieczeń jednostek terenowych.
      Narazie tyle by nie powtarzać.

        • @disqus_RmGUtIo8Pq:disqus Odpowiedź tyle ile w zakresie dostępu do danych , choć akurat tutaj w przykładzie z wycieku (zobaczyłem to później ) dane nie wyciekły z Rejestrów Państwa, a w wyniku niewłaściwych zabezpieczeń firmy która wymagała obrazu (skanu) dokumentu, z jednej strony ułatwienie dla klienta-turysty, z drugiej to on udostępnia firmie dane w wyniku których narażony jest na np wzięcie na niego pożyczki w tzw parabankach, czy inne wynikające z tzw kradzieży tożsamości . Reszta wyszła przy okazji to tylko część mojej skromnej opinii o informatyzacji ( to raczej komputeryzacja poszczególnych dziedzin robiona na własną rękę przez poszczególne ministerstwa w odniesieniu do pewnych fragmentów ,a nie całości zakresu ich zadań), a najpierw należy zbudować mocne stabilne nie narażone na koniunkturalne zmiany podstawy , zarówno te formalno-prawne, organizacyjne, jak i oczywiście techniczne , włącznie z zagwarantowaniem finansowania, ale w odniesieniu do całego Państwa i E-Państwa , z możliwością odstępstw od zasad Prawa Zamówień Publicznych, przynajmniej w zakresie możliwości określenia zgodności i współpracy konkretnych z nazwy i funkcjonalności produktów tak by była wspólna podstawa standaryzacja dla wymiany danych i tzw Big Data , a dopiero później by na tym budowane były korzystające ze wspólnej infrastruktury konkretne rozwiązania sektorowe, czy użytkowe , oczywiście przy założeniu że dane rozwiązanie ma ułatwić pracę pracowników Państwa i zarządzanie (administrowanie) nim (Państwem), oraz ułatwić kontakt obywatela ze strukturami i instytucjami Państwa, również drogą elektroniczną. Takim czymś miał być już dość dawno dowód osobisty (plastik) z chipem zawierającym m in tzw podpis urzędowy (coś jak kwalifikowany podpis cyfrowy, tyle że za darmo dotyczący kontaktu elektronicznego obywatela z instytucjami Państwa i zapewniający w tych relacjach cyfrowe ID obywatela), wielkim plusem tego rozwiązania (wejdzie niedługo , w ujęciu dowód osobisty- plastik z chipem) bo inaczej UE każe oddać kupę kasy , a kiedy wejdą funkcjonalności umożliwiające jego wykorzystanie nie wiem.

          Oczywiście nie neguję a priori możliwości udostępnienia pewnych informacji , czy API tak by zewnętrzne firmy mogły przygotowywać aplikacje na urządzenia z logo czy to nadgryzionego owocu, czy zielonego robota, , albo widocznego przez okna pingwina , ale to ma być interface dla klienta umożliwiający np pobranie stosownego formularza wraz danymi dotyczącymi wnioskodawcy (na podstawie wiarygodnego cyfrowego ID) uzupełnienie o wymaganą informację w zakresie jaki klient składa wniosek i odebranie decyzji, czy do wymiany uzupełnienia informacji , gdyby było to niezbędne do realizacji wniosku. O pewnych aspektach w tym integracji standaryzacji , wspomnieli @androidponutelli:disqus i @Vir , nie chciałem powtarzać.Integracja musi być wcześniej, tak by obywatel , lub urzędnik wpisując np PESEL w formularzu lub wkładając opisywany dowód osobisty (z cyfrowym ID) nie wypełniał reszty formularza tylko robiłby to za niego system, a obywatel, czy urzędnik uzupełniałby tylko dane (informacje) w zakresie merytorycznym , by to system zadbał o przekazanie w niezbędnym zakresie do opiniowania innej instytucji , jeżeli to wymagane i odebrał opinię . Natomiast jeżeli szanujesz swoje dane i swoją tożsamość (ja tak ) to mówię nie dostępowi bliżej nieokreślonych firemek zatrudniających niesprawdzonych ludzi , Jak wspomniałem aplikacja -interfejs pomiędzy użytkownikiem a systemem tak w zakresie pobrania / wysłania danych , wniosków, formularzy itp (po weryfikacji tożsamości) , dla firm-pracodawców (a właściwie firm tworzących oprogramowanie do zarządzania firmą, Kadrowo-płacowe, FK itd ) też rodzaj API, w zakresie możliwości przekazania /pobrania wymaganych danych dla pracowników firmy w kontaktach z instytucjami Państwa, oczywiście tylko w zakresie niezbędnym do realizacji obowiązku, czy złożonych wniosków, ale nie i w żadnym zakresie dostępu do całości / dużej części systemu i danych w nim zawartych, niektóre są zbyt wrażliwe.

      • Prywatna firma zajmująca się załatwianiem WIETNAMSKICH wiz.

        Co mają do tego Polskie urzędy ? Nic.No dobra: może jakiś urząd powinien sprawdzić czy przestrzegają RODO i tej firemce dowalić solidną grzywnę.

        • W sumie to masz rację, niewiele, poza oczywiście ewentualną kontrolą i sankcjami dla tej firmy.
          Problem w tym że ktoś tutaj zaproponował by właśnie prywatne firmy miały mniej lub bardziej głęboki dostęp do rejestrów i danych w nich zawartych, a jak pokazuje przykład niekoniecznie jest to dobre, co innego możliwość tworzenia aplikacji / interfejsu pozwalającego po wiarygodnej identyfikacji cyfrowej na pobranie / wysłanie wniosku / informacji, danych, odebranie decyzji, ale tylko i wyłącznie w zakresie dotyczącym osoby ( firmy) lub ich upoważnionego przedstawiciela uprawnionego do reprezentacji , która uwiarygodniła się cyfrowym IDentyfikatorem

  6. Akurat uważam, że mimo wszystkich niedoskonałości nowych systemów jest całkiem nieźle chociaż ciężko się nie zgodzić, że mogłoby być dużo lepiej. Niestety, dopóki istnieją takie firmy jak Comarch, Asseco, czy polski IBM za dużo się nie polepszy, bo to siedliska informatycznego betonu, który żyje tylko dlatego, że wiedzą komu dać w łapę.
    Co do PSD2 to coś namieszaliście. Z tego co wiem jeszcze żaden większy bank w Polsce nie udostępnił API realizującego tą dyrektywę, a jeśli teraz jakiekolwiek API jest to jakieś ochłapy w porównaniu z tym co będzie w marcu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *