Na rynku było i jest wiele firm, które pod przykrywką koncertów, wycieczek, pielgrzymek, a także darmowych badań, starają się naciągnąć głównie starsze osoby na zakup super garnków, leczniczych materaców, kołder, poduszek, masażerów, foteli, a wszystko w horrendalnie wysokich cenach i tylko i wyłącznie na raty. Strzeżcie swoich bliskich przed takimi firmami!

Media od lat donoszą o coraz to nowych pomysłach naciągaczy, którzy pod pozorem darmowych badań wzroku, składu ciała, koncertu z udziałem znanych celebrytów, pielgrzymek, niemal darmowych wycieczek, etc., dokonują prezentacji (są one nieodzownym punktem programu) różnorakich produktów. Zwykle są to różnego rodzaju garnki, pościel z wełny egzotycznych zwierząt, robotów kuchennych, „sprzyjających zdrowiu” masażerów, materaców, poduszek, mat do kąpieli perełkowych z ozonem, etc.

O takich spotkaniach można się często dowiedzieć z ulotek wrzucanych do skrzynek pocztowych, wysyłanych poprzez pocztę, a także telefonicznie – za pomocą „infolinii”. Co ciekawe, najczęściej zaproszenia dostają osoby w podeszłym wieku, emeryci i renciści.

Prezentacji dokonuje zwykle osoba elokwentna, dobrze ubrana, niejednokrotnie w kitel, który ma sugerować, że mamy do czynienia z osobą z kręgu służby zdrowia. Często sugerują one, że mają wykształcenie medyczne, pracują jako rehabilitanci, doradcy, dietetycy, praktykują w znanych lub wyimaginowanych ośrodkach, których nazwy nawiązują do znanych osób i instytucji. Jest to sposób na „uwiarygodnienie się” prezentera. Zwykle padają nazwy uzdrowisk, klinik rehabilitacyjnych czy instytucji związanych z osobami takimi jak choćby dr. Religa. Nikt podczas prezentacji nie jest w stanie zweryfikować, czy to, co twierdzi prowadzący pokaz, jest prawdą, a nawet gdyby próbował za pomocą smartfona lub tabletu, zajmie mu to sporo czasu.

Ktoś z sali rzuca „teatralnym szeptem”, że jeśli pokaz potrwa długo, to może nie wytrzymać, bo ma problemy z biodrem, kręgosłupem, mięśniami, szyją, czymś, co dziwnym trafem dotyczy prezentowanych cudownych produktów.

A prezentacja trwa. Prezenter zadaje publiczności pytania, na które zwykle odpowiedzi udzielane są chórem, gdyż dzięki wypracowanym technikom manipulacyjnym, publiczność naprowadzana jest na odpowiedź. Dialog z publicznością może wyglądać tak:

Prezenter: Co może się nam przytrafić najgorszego w życiu?

Publiczność: Śmierć.

Prezenter: To grozi każdemu, ale co jeszcze?

Publiczność: Wypadek!

Prezenter: Oczywiście, a co jest jego kosekwencją?

Publiczność: Kalectwo, rehabilitacja, niedowład, itp.

Prezenter: Doskonale, a coś jeszcze?

Ta sama osoba, która narzekała: Choroba!

Prezenter: Otóż to! Czy ktoś lubi być chory? Czy chciałby być ciężarem dla swoich bliskich? Narażać ich na stratę czasu nad opieką nad nami? Po co kończyć na wózkach inwalidzkich, hospicjach, z pieluchami, tracić godność i chęć do życia. Lepiej chyba cieszyć się zdrowiem, bawić z wnukami, spotykać ze znajomymi, czuć się doskonale i dotrwać sędziwego wieku bez narzekania na dolegliwości!

Kontynuując psychologiczne podejście do publiczności, wspomina on o chorobach cywilizacyjnych, w tym nadwadze, cukrzycy, nadciśnieniu, chorobach stawów, kręgosłupa, wieńcówce, zwyrodnieniach, problemach z nerkami, żołądkiem, górnymi drogami oddechowymi i co tam jeszcze przyjdzie mu do głowy.

Pyta zwykle co jest remedium na takie przypadłości? Odpowiedzi zwykle bywają różne, chyba, że naprowadzi publiczność lub wspomniana wcześniej osoba nagle „trafi w odpowiednie hasło”, typu masaże, kąpiele lecznicze, dobry sen, zdrowe gotowanie.

Wtedy zaczyna wykład na temat właśnie tego sposobu na uniknięcie problemów. Asystent w tym czasie uruchamia fotele, masażery, odsłania materace, poduszki, odpowiednio ułożone garnki, etc. Prowadzący zachęca po kolei osoby z widowni, by skorzystały z możliwości i same sprawdziły, jak działają urządzenia, czy produkty. Większość się nieco krępuje, ale osoba, która wcześniej głośno narzekała na schorzenia, decyduje się jako pierwsza. Za jej przykładem idą inni.

Prezenter w tym czasie sypie cenami zabiegów, za które trzeba płacić w centrach rehabilitacyjnych, prywatnych gabinetach, szpitalach uzdrowiskowych. Gdy ktoś z sali zasugeruje, że są przecież możliwości uczestnictwa w darmowych rehabilitacjach i wyjazdach do szpitali, uzdrowisk i sanatoriów, odpowiedź jest zwykle podobna do tej:

Oczywiście, ma pan/pani rację, ale na tego typu zabiegi czy turnusy trzeba czekać miesiącami, a nawet latami i trwają one zazwyczaj maksymalnie 2-3 tygodnie, a dostępne są tylko niektóre zabiegi z przebogatej puli oferowanych przez daną instytucję. Czy nie lepiej byłoby te kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych przeznaczyć na coś, co może pomagać nam codziennie? Dodatkowo nie tylko nam, ale także dzieciom, wnukom i znajomym? Zupełnie za darmo? Czy odłożenie 10 zł dziennie to dużo? Jeśli tak to czy 5 zł dziennie to dużo? Palacze ograniczając swój nałóg, mogą odłożyć nawet i 15 zł dziennie! A mnożąc to przez ilość dni w miesiącu, daje nam to… Sporą kwotę! To może być nawet 450-500 zł miesięcznie! Czy ułamka z tej kwoty nie można przeznaczyć na zakup urządzeń rehabilitacyjnych czy prozdrowotnych?

Potem lub wcześniej dokonuje prezentacji produktu, zachwalając jego możliwości, jakość wykonania. Podkreślane jest zazwyczaj pochodzenie produktów z krajów zachodnich – Niemiec, Szwajcarii, Francji, Austrii, Wielkiej Brytanii, a dystrybutorem jest zwykle jakaś polska firma, która w nazwie ma polskie lub angielskie określenia związane ze zdrowiem, zielenią, naturą, rehabilitacją, ekologią itp. Zadaje on pytania korzystającym z produktów, czy czują to, czy tamto, czy jest im lepiej, są rozluźnieni, czy czują ciepło, rozgrzewanie, smak jest super (w przypadku garnków), pokazują znikome wykorzystanie prądu, doskonałe wykonanie, zastosowanie niesamowitych materiałów – stali chirurgicznej, nefrytu, skał wulkanicznych, antyalergicznych produktów znanych firm, łatwości czyszczenia, montażu, przechowywania, etc.

Potem dochodzi do sedna prezentacji, sugeruje, że firma idąc na rękę uczestnikom, zamiast płacić przykładowo 9 000 zł za fotel masujaco-rozgrzewająco-relaksacyjny, można nabyć takowy tylko teraz w cenie obniżonej do 6 000 zł! Co więcej, osoby, które otrzymały pocztą ulotkę z napisem PROMOCJA, mogą go nabyć w supercenie 4500 zł! Jeśli nie chcą, mogą oddać taki kupon sąsiadowi. Zwykle jest to kilka sztuk na kilkadziesiąt osób. Inną formą promocji jest wylosowanie numerków, z których tylko kilka wygrywa – loteria, chwila emocji i jest! Można „zaoszczędzić” kilka tysięcy złotych! Jeśli ludzie się wahają, to wcześniej wspomniana osoba, która narzekała na schorzenia i pierwsza wyrwała się do testów, a potem wychwalająca działanie produktu, który sprawił, że wytrzymała te kilkadziesiąt minut siedzenia (prezentacja to około 1-3 godziny) bez problemów, zgłasza się jako pierwsza do zakupu i szybko wychodzi z sali, do sąsiedniego pomieszczenia lub na korytarz, gdzie czeka asystent prowadzącego.

Osoby chętne do nabycia produktu, namawiane gorąco przez prowadzącego, który sugeruje, że to najlepsze co ich spotkało, że mogą zrobić coś dla siebie i rodziny, chwyta się także zwykle słów:

Nie chcecie być zdrowi? Chcecie być ciężarem dla bliskich? Nie zależy Wam na szczęściu wnuków?

Psychologia robi swoje i niektórzy dają się namówić. Także wychodzą, by podpisać umowę zakupu, która zazwyczaj jest zgodą na udzielenie kredytu przez bank, którego przedstawicielem jest firma prowadzącego lub jego asystenta.

Zwracamy uwagę na fakt, że nie podpisuje się umowy ratalnej z firmą odpowiedzialną za prezentację, ani producentem sprzętu, tylko z BANKIEM, który finansuje zakup sprzętu od producenta lub firmy pośredniczącej. Dzięki takiemu zabiegowi, windykacją rat zajmuje się bank, a nie firma prezentacyjna.

Osoba, która podpisała podsunięte dokumenty, czeka niecierpliwie na produkt, który ma dostarczyć firma kurierska. Często niecierpliwa osoba może pochwalić się rodzinie lub znajomym zakupem, wtedy może okazać się, że obeznani z wyszukiwarkami internetowymi ludzie zasugerują, że produkt taki sam lub podobny można nabyć za ułamek ceny widniejącej na dokumentach. Dodatkowo zwykle nie jest to sprzęt rehabilitacyjny, a służący rekreacji, czy relaksacyjny, mający poprawić samopoczucie. Jakość tego typu produktów także nie odbiega od „chińskiej normy”, czyli nigdzie nie ma zachodniej, czy japońskiej jakości i trwałości.

Tego typu prezentacje często bywają – niestety – zmorą naszych czasów, wykorzystując zwykle naiwność starszych osób. Na szczęście prawo w wielu przypadkach pozwala uwolnić się od odpowiedzialności, w związku z tym, że tego typu pokazy zwykle organizowane są poza lokalem przedsiębiorstwa, które w rzeczywistości dokonuje sprzedaży. Sytuacja nieco komplikuje się w okolicznościach, gdy pośrednikiem zostaje bank czy też instytucja parabankowa, ale prawo konsumenckie również w tej materii przewiduje częściową ochronę naszych interesów.

– uspokaja ekspert z zakresu prawa cywilnego, reprezentujący dział prawny Bezprawnik.pl

Czy da się wyplątać z takich umów? Jeśli ktoś z Waszych bliskich, lub Wy sami podpisaliście takie umowy i chcielibyście się z nich wyplątać, to czym prędzej zgłoście się do naszych prawników, którzy są dostępni stale pod adresem kontakt@bezprawnik.pl, z chęcią Wam pomogą.

Autor artykułu był uczestnikiem kilku tego typu prezentacji – foteli masujących, materaców i poduszek zdrowotnych, garnków.

Zdjęcia pochodzą z shutterstock.com