PKP zanuciły w reklamie „Wsiąść do pociągu…” i musiały zapłacić za to 100 tys. zł

Codzienne Na wesoło Prawo dołącz do dyskusji (1412) 24.11.2020
PKP zanuciły w reklamie „Wsiąść do pociągu…” i musiały zapłacić za to 100 tys. zł

Jerzy Wilczek

„Wsiąść do pociągu byle jakiego” – ten zwrot zna chyba każdy. Wydaje się, że to też idealne hasło do promowania podróży koleją. Tak, ale… wypadałoby się najpierw dogadać z autorami przeboju. Reklama PKP powstała tymczasem bez ich zgody. A wykorzystywanie przebojów „na gapę” sporo kosztuje.

Piosenka „Remedium” Maryli Rodowicz z 1978 roku z pewnością znajdzie się na każdej liście polskich przebojów wszech czasów. No bo kto choć raz  nie nucił: „Wsiąść do pociągu byle jakiego. Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet”?

Zanucić postanowiła i polska kolej. Nie dbając o tantiemy, nie dbając o prawa autorskie, jak się potem okazało. Ale po kolei.

Reklama PKP: prawa autorskie na bocznicy

Po raz pierwszy zwrot został użyty w reklamie PKP w 2009 r. Spółka Intercity ruszyła z kampanią „Wsiądź do pociągu… byle naszego”.

Autorka słów do przeboju Maryli Rodowicz, Magda Czapińska, była zaskoczona, bo nikt jej nie pytał o zgodę. Zareagował też ZAiKS.

Sześć lat później PKP postanowiły znów promować się znanym hasłem, nieco je przerabiając: „Wsiądź do pociągu byle jakiego albo… do mojego”.

Tego dla Czapińskiej było już zbyt wiele. Zaczęła się domagać od PKP 150 tys. zł odszkodowań i zadośćuczynienia.

Podczas długiego procesu, początkowo jednak sąd nie przyznał racji autorce przeboju. Sugerował, że słowa pochodzą po prostu z mowy potocznej.

Reklama PKP. Koleje jednak musiały zapłacić

Autorka słów do przeboju postanowiła się jednak odwołać. Skutecznie – sąd apelacyjny uznał, że przebój o „byle jakim pociągu” jednak jest chroniony przez prawo autorskie.

Odszkodowanie i zadośćuczynienie sąd wycenił nieco niżej niż autorka, ale doszły odsetki. Autorka otrzymała też zwrot kosztów postępowania sądowego w obu instancjach. Łącznie wyszło dokładnie 106 740 zł. Co ciekawe, pieniądze już zostały wypłacone.

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Czapińska powiedziała, że uznaje to za „cud”, że sprawa wreszcie skończyła się w taki sposób. Przyznaje jednak: dochodzenie praw autorskich w Polsce to prawdziwa droga przez mękę.

Może chociaż teraz państwowe spółki będą ostrożniejsze w kwestii podejścia do praw autorskich. Choć z drugiej strony trudno uznać 100 tys. zł za bardzo dotkliwą karę dla wielkiej spółki Skarbu Państwa…