Szwajcarzy publikują w sieci selfie, a na nich wielkimi literami swoje wynagrodzenia. Chcą porozmawiać o równości płac

Praca Technologie Zagranica dołącz do dyskusji (70) 11.09.2018
Szwajcarzy publikują w sieci selfie, a na nich wielkimi literami swoje wynagrodzenia. Chcą porozmawiać o równości płac

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Tabu płacowe w Szwajcarii do tego stopnia zirytowała pewien związek zawodowy, że postanowili opublikować w Internecie selfie, do których dokleili swoje zarobki, wiek i stanowiska. W ten sposób postanowili oni walczyć z nierównościami w płacach. Czy coś takiego faktycznie się sprawdza? Czy w Polsce moglibyśmy spróbować tego samego?

W Polsce przyjęło się, że o zarobkach nie mówi się wcale. To pewien temat tabu, wokół którego ludzie zawsze kluczą. Zresztą i pracodawcy nie ułatwiają życia – żeby dowiedzieć się, ile dana firma płaci, trzeba przejść przez pole minowe, zatańczyć na rozgrzanych nożach i wykonać pięć fikołków nad wulkanem. Zapytać nie wolno, bo od razu można zostać potraktowanym jako kandydat niechciany. W Szwajcarii jest podobny problem, nawet rodzina nie mówi sobie, kto ile zarabia (chociaż zapytajmy siebie sami, czy wiemy, ile za swoją pracę dostają nasi wujkowie lub ciocie). Chcąc przełamać to tabu – i zwiększyć transparencję płac – młodzi (i nie tylko) Szwajcarzy stworzyli stronę internetową, na której publikują swoje zarobki, stanowisko pracy i zdjęcie.

Całą akcję zorganizowała grupa o nazwie „Unia”, będąca szwajcarskim związkiem zawodowym.

Tabu płacowe w Szwajcarii

Szwajcarom przyświeca jeszcze jeden cel: chcą sprawić, żeby zapanowała równość płac w całej gospodarce ich kraju. Dzieje się tak dlatego, że – jak pisze Gazeta.pl – mężczyźni zarabiają tam średnio o dwadzieścia procent więcej niż kobiety, imigranci dostają jeszcze mniej. Na tych samych stanowiskach, rzecz jasna. Dzięki tej stronie każdy pracownik może sprawdzić, czy jego pracodawca płaci mu tyle, ile dostają osoby w podobnym miejscu pracy, mające mniej więcej tyle samo lat. W ten sposób wiemy, że pani Nadia zarabia 9,300 franków szwajcarskich jako nauczycielka, pani Julie – która jest asystentką socjalną – dostaje 5611, pan Sebastian, który jest menadżerem w digital marketingu zarabia 5600, a pani Claudie, która jest mamą i panią domu, zarabia całego jednego franka. Przykłady można mnożyć, sami możecie sprawdzić, ile zarabiają Szwajcarzy. W porównaniu z naszymi, polskimi zarobkami i tak można dostać ciężkiego szoku.

Popularność tej strony była tak duża, że w ubiegłą środę nie można się było na nią dostać ze względu na przeciążenie serwera. Najwyraźniej pomysł się przyjął, najwyraźniej tego właśnie potrzebowali ludzie – pewnej otwartości w mówieniu o płacach. Zastanówmy się jednak przez chwilę…

A gdyby zorganizować coś takiego w Polsce?

Jeśli w Polsce jakiś związek zawodowy zebrałby się do tego, by ujawnić swoje płace, byłaby – jak podejrzewam – awantura nieco mniejsza niż u Szwajcarów. Nierówność płac w Polsce wynosi „tylko” 7,7%, pod tym względem na tle Unii Europejskiej wypadamy naprawdę dobrze. Pytanie tylko, czy Polacy odważyliby się mówić o swoich płacach? Czy nie sparaliżowałby ich strach przed zwolnieniem? Wreszcie: czy ludzie nie zaczęliby skakać sobie do gardeł ze względu na swoje pensje? W Szwajcarii tak się nie stało. Co prawda nasze gospodarki się różnią, ale ludzie wszędzie mają podobną mentalność.

Może faktycznie by spróbować?