Czy złośliwe zasypywanie urzędników wnioskami o udzielenie dostępu do informacji publicznej jest legalne?

Państwo dołącz do dyskusji (27) 07.11.2019
Czy złośliwe zasypywanie urzędników wnioskami o udzielenie dostępu do informacji publicznej jest legalne?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Obywatele powinni mieć możliwość sprawowania choćby szczątkowej kontroli nad władzą. Zgodnie z obowiązującym prawem, istnieją ku temu mechanizmy. W szczególności wnioski o udzielenie dostępu do informacji publicznej. Co jednak, jeśli obywatel wykorzystuje swoje prawo do złośliwego zasypywania urzędników coraz to kolejnymi podaniami?

Zasypywanie wnioskami o udzielenie dostępu do informacji publicznej sposobem na odwet na urzędnikach PUP za niekorzystną decyzję

Serwis Money.pl informuje o całkiem ciekawym przypadku z pewnej gminy pod Kielcami. Tamtejszy Powiatowy Urząd Pracy rozwiązał umowę z matką pewnej kobiety. Chodziło o dofinansowanie na utworzenie stanowiska pracy. Córka stwierdziła więc, że odpłaci się urzędowi w dość niekonwencjonalny sposób.

Od tego momentu zaczęła zasypywać PUP wnioskami o udzielenie dostępu do informacji publicznej. Razem około siedemnastu. W ostatnim z nich domagała się udostępnienia listy obecności dyrektora, jego zastępcy i głównego księgowego oraz ewidencji wyjść służbowych i prywatnych. Dyrektor stwierdził, że wystarczy tego dobrego i odmówił udzielenia jej takiej informacji.

Kobieta zdecydowała się w takim wypadku na drogę sądową.

WSA w Kielcach zachował zdrowy rozsądek i odrzucił skargę złośliwej wnioskodawczyni

Jej skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w tej sprawie została odrzucona. Skład orzekający zgodził się z dyrektorem PUP, że tak naprawdę chodziło o nękanie urzędników wnioskami. Rozstrzygnięcie umotywowano tym, że wniosek o dostęp do informacji publicznej w tym przypadku „nie służy jakiemukolwiek dobru powszechnemu, nie prowadzi do poprawy funkcjonowania urzędu, ale ma stanowić dla niego dokuczliwość„.

Niewątpliwie dokładnie o to wnioskodawczyni chodziło. Pytanie tylko, na jakiej właściwie podstawie można odrzucić wniosek o dostęp do informacji publicznej? Motywacja sądu pozostaje tutaj pewną zagadką. Nie wiadomo chociażby w oparciu o które przepisy doszło do takiego a nie innego rozstrzygnięcia.

Problem w tym, że przepisy właściwej ustawy nie pozwalają za bardzo urzędom w takich przypadkach odmawiać obywatelom

Ustawa o dostępie do informacji publicznej nie pozostawia urzędom zbyt wielkiego pola manewru. Jej art. 14 ust. 2 przewiduje odmowę w sytuacji, gdy wniosku zwyczajnie nie można udzielić dostępu w formie wskazanej we wniosku. Co więcej, zgodnie z art. 1 ust. 1 każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną. Tymczasem na podstawie art. 6 można wyprowadzić zasadę, w myśl której informacja publiczna co do zasady podlega udostępnieniu.

Oczywiście, istnieje szereg wyjątków wprost wskazanych w ustawie. Dotyczą one jednak przede wszystkim ochrony informacji niejawnej, wrażliwej, czy po prostu danych osobowych. Próżno byłoby szukać w jej przepisach wyjątku pozwalającego wprost na odrzucenie wniosków ewidentnie złośliwych.

Udzielenie dostępu do informacji publicznej nie zawsze jest istotne dla interesu publicznego, musi być tylko w jednym przypadku

Jedynym przepisem stanowiącym cień ochrony przed takimi sytuacjami jest art. 3 ust. 1 pkt 1. Zgodnie z tym przepisem, dostęp do informacji publicznej obejmuje między innymi uprawnienia do jej uzyskania. W tym także informacji przetworzonej, „w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego„. Jeżeli więc dla tegoż interesu udzielenie dostępu do informacji nie jest istotne w ogóle, to hipotetycznie nie trzeba by tego robić.

Tyle tylko, że art. 3 ust. 1 ma także dwa inne punkty. Pkt 2 na przykład traktuje o wglądzie do dokumentów urzędowych. Tutaj już żadnych zastrzeżeń co do interesu publicznego, nie wspominając o zdrowym rozsądku, nie ma. Co gorsza, ustawa przewiduje także karę grzywny, ograniczenia wolności lub nawet do roku w więzieniu za nieudostępnienie informacji pomimo ciążącego na danej osobie obowiązku.

Ustawodawca zostawił w przepisach lukę – tylko naiwniak sądziłby, że nie znajdą się w końcu osoby, które będą chciały z niej skorzystać

Nie ułatwia sprawy fakt, że ani ustawa o dostępie do informacji publicznej, ani nawet kodeks postępowania administracyjnego nie domagają się od wnioskodawcy uzasadnienia żądania. Nie musi on także wskazać żadnego interesu prawnego ani faktycznego w uzyskaniu danej informacji.

Takie a nie inne rozwiązanie ma oczywiście swój cel. Chodzi o to, by organy administracji nie mogły pod byle pretekstem migać się od ciążącego na nim obowiązku.  W końcu dostęp do informacji publicznej ma umożliwić obywatelom patrzenie władze na ręce. Niestety, wszystko wskazuje na to, że ustawodawca stworzył przy okazji groźną lukę prawną. Bez jakiegokolwiek wentylu bezpieczeństwa, złośliwe dokuczanie urzędnikom takimi wnioskami staje się uprawnionym powodem do ich składania.

Dostęp do informacji publicznej to ważne prawo obywateli. Przepisy nie mogą jednak pozwalać na nadużywanie tego prawa. Zwłaszcza z ewidentnych, wyjątkowo niskich i złośliwych pobudek. Nawet, jeśli sam ustawodawca kierował się szczytnymi intencjami, to taka krótkowzroczność czyni z całej ustawy bubel prawny.