Nawet bank umorzył jej dług zamordowanej mamy, więc skarbówka domaga się gigantycznego podatku. Gdzie my żyjemy?

Finanse Gorące tematy Podatki dołącz do dyskusji (265) 27.11.2018
Nawet bank umorzył jej dług zamordowanej mamy, więc skarbówka domaga się gigantycznego podatku. Gdzie my żyjemy?

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Młoda dziewczyna patrzyła, jak ojczym morduje jej matkę. Odziedziczyła po niej dom i kredyt hipoteczny, ale bank zlitował się nad jej niedolą i dług umorzył. W tym momencie wkracza jednak Urząd Skarbowy i mówi: poprosimy sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Patrycja musi teraz prosić ludzi o pomoc. 

Dotychczas sądziłam, że podobne historie zdarzają się tylko w filmach. Osierocona przez matkę dziewczyna dziedziczy dom obciążony dużym kredytem hipotecznym. Połowa kredytu ubezpieczona jest na wypadek śmierci, ale druga połowa to gigantyczna kwota. Bank okazuje się jednak bardzo ludzki i współczujący, umarza dziewczynie dług, żeby nie dokładać cierpień. Jednak urzędnicy nie śpią. Domagają się od dziewczyny podatku od wzbogacenia się. 150000 złotych. Stu pięćdziesięciu tysięcy złotych. Teraz biedna kobieta zbiera pieniądze na zrzutce, a nam pozostaje pytanie: dlaczego?

Urząd Skarbowy a dziedziczenie

Matka Patrycji zginęła w tragicznych okolicznościach. Kiedy ojczym dziewczyny znęcał się nad nimi psychicznie i fizycznie, a także wykorzystywał Patrycję seksualnie, kobieta postanowiła zabrać swoją matkę i córkę oraz uciec z piekła. Niestety, mężczyzna doścignął je, zajechał im drogę, wybił szybę młotkiem i dźgnął w serce byłą partnerkę na oczach jej najbliższych. Sąd skazał go na dwadzieścia pięć lat bezwzględnego więzienia.

Dziewczyna odziedziczyła po mamie dom. Bank umorzył dług. Jednak podczas rozliczania PIT-u Patrycja dowiedziała się, że jest dłużna naszemu państwu 130000 złotych. Składała pisma z prośbą o umorzenie tego podatku, ale bezduszny urzędnik odpowiedział: „Nie umorzymy tego Pani, bo co, jeśli ja to dzisiaj zrobię, a jutro pani wygra w Totolotka?”. Poprosiła więc o odroczenie terminu spłaty, naliczono jej w takim razie opłatę prolongacyjną w wysokości 25000 złotych. Pierwszego stycznia mija termin spłaty. Dziewczyna prosi o pomoc Internautów.

Ja się zaś zastanawiam, w jakim państwie żyjemy. Mechanik, który wymienia żarówkę po godzinach, musi chodzić po sądach, bo wszystko okazuje się perfidną intrygą urzędniczek Urzędu Skarbowego. Młoda dziewczyna, która przeżyła prawdziwą traumę, była nękana fizycznie i seksualnie, musiała poradzić sobie z depresją i żałobą, nagle dostaje taki „prezent” od państwa. Nie dość, że nie pomagają, to jeszcze przeszkadzają. Kto widział, żeby w ten sposób traktować drugiego człowieka? Oczywiście Urząd Skarbowy ma prawo to zrobić, ale znaj proporcjum, mocium panie. Nic dziwnego, że ludzie ich za to tak bardzo nienawidzą. Nie dają oni bowiem żadnego powodu, żeby traktować ich z zaufaniem. Państwo jak zwykle zdało egzamin, hurra.

Zachęcamy do pomocy w zbiórce. I do patrzenia na Urząd Skarbowy z pogardą, jaka im się za to należy.