Więzienie za używanie telefonu w samolocie dla osób, które z rozmysłem narażają bezpieczeństwo pasażerów

Zagranica Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (28) 27.04.2019
Więzienie za używanie telefonu w samolocie dla osób, które z rozmysłem narażają bezpieczeństwo pasażerów

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

W samolocie można korzystać z telefonu, ale pod kilkoma warunkami. Za ich nieprzestrzeganie niesforny pasażer naraża się na karę – najczęściej w postaci grzywny. Okazuje się jednak, że nie takie nieprawdopodobne jest… więzienie za używanie telefonu w samolocie. 

Więzienie za używanie telefonu w samolocie

Co do zasady urządzenia elektroniczne, w tym telefony, należy wyłączyć przed startem maszyny, a także w momencie podchodzenia do lądowania. Pasażerowie są informowani, kiedy należy wyłączyć telefon, a kiedy można go z powrotem aktywować. Przy włączonym telefonie konieczne jest wybranie trybu samolotowego. Tyle, jeśli chodzi o teorię. Co może grozić za złamanie tych zasad? W niektórych przypadkach grzywna, jednak możliwe jest również… więzienie za używanie telefonu.

Transmisja live ze startu

Niektórzy jednak nie przejmują się zbyt mocno obowiązującymi zasadami. Jak donosi portal Fly4Free, doskonałym przykładem jest w tym wypadku mężczyzna, który 18 kwietnia transmitował na żywo start i lądowanie samolotu linii Mandarin Airlines. Rejs odbywał się na trasie Tajpej-Penghu. Vloger (bo to właśnie vloger jest głównym bohaterem historii) złamał lokalne przepisy i zrobił to z pełną premedytacją. Podczas prowadzonej transmisji miał podobno otrzymywać od fanów komentarze sugerujące mu, że za całą akcję mogą go spotkać surowe konsekwencje. Mężczyzna podszedł jednak do całej sprawy zupełnie beztrosko. Miał nawet stwierdzić, że niestraszne mu ewentualne 80 tys. dolarów tajwańskich kary. W przeliczeniu na złotówki to ok. 10 tys. zł. Widocznie uznał, że jest to wydatek, który szybko mu się zwróci. Vloger jednak nieco się przeliczył, bo nie przewidział tego, że internauci jednak niezbyt entuzjastycznie podejdą do jego pomysłu. Część z nich postanowiła nawet donieść na mężczyznę do tajwańskiego urzędu lotniczego CAA. W rezultacie sprawa trafiła również do prokuratury.

Urząd lotniczy, prawdopodobnie ze względu na niezwykłą arogancję mężczyzny i jego celowe działanie, rekomenduje, by vloger dostał wyższą karę niż 80 tys. dolarów tajwańskich. Zgodnie z lokalnym prawem mężczyzna może nawet zostać skazany na 5 lat pozbawienia wolności (i dodatkowo 150 tys. TDW kary).

Wyświetlenia ważniejsze niż bezpieczeństwo

Oczywiście zachowanie vlogera jest skrajnie nieodpowiedzialnie. I nie chodzi tylko o ewentualne zakłócenia w pracy przyrządów nawigacyjnych. Mężczyzna wysyłał swoim obserwatorom prosty komunikat – łamanie prawa jest fajne i łatwe. Ile osób mogłoby podchwycić pomysł vlogera? Albo ile z nich stwierdzić, że zrobi coś innego, co również nie jest dozwolone przez prawo, ale zawsze wydawało się ekscytujące? Z tego względu dobrze, że jednak internauci wykazali się rozsądkiem i szybko zgłosili sprawę urzędnikom. To także dobra nauczka na przyszłość dla innych potencjalnych „gwiazd sieci”. Wyświetlenia i popularność w Internecie nie uchronią bowiem przed karą.