Zmniejszyć wynagrodzenie na zwolnieniu lekarskim do 60%? No litości, epoka przemysłowa już dawno się skończyła

Gorące tematy Praca Zdrowie dołącz do dyskusji (101) 10.12.2017
Zmniejszyć wynagrodzenie na zwolnieniu lekarskim do 60%? No litości, epoka przemysłowa już dawno się skończyła

Tomasz Laba

Zwolnienie lekarskie w pracy to takie usprawiedliwienie nieobecności w szkole, z tym że wystawia je lekarz, a nie rodzic. Odpoczywanie w domu jest zdecydowanie najprzyjemniejsze z całego chorowania. Mniej przyjemne, choć uzasadnione, jest niższe wynagrodzenie na zwolnieniu lekarskim, które wynosi 80% podstawowego wynagrodzenia. Pojawiają się jednak pomysły, aby obniżyć je do 60%.

Wszystkiemu winny jest, a jakże, dziurawy budżet Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. To nie jest żadna tajemnica, chociaż rządzący nie kwapią się do naprawiania tej sytuacji, ani tym bardziej reformowania całego systemu. Zamiast tego stawia na jednorazowe działania, takie jak zniesienie limitu składek ZUS. Jeszcze inne, jak obniżenie wieku emerytalnego, będą miały katastrofalne skutki. Tym będą musiały się przejmować ekipy rządzące za kilka lat.

Wynagrodzenie na zwolnieniu lekarskim

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wynagrodzenie na zwolnieniu lekarskim ulega obniżeniu do 80%. Koszty przebywania pracownika na zwolnieniu lekarskim przez pierwsze 33 dni ponosi pracodawca. W sytuacji, gdy zwolnienie jest dłuższe, zasiłek chorobowy wypłaca ZUS. To oczywiste, że środki na ich wypłatę są pokrywane ze składek ZUS, które odprowadza każdy z nas. Członkowie Rady Nadzorczej ZUS mówią, że deficyt Funduszu Chorobowego ZUS wynosi aż 9 miliardów złotych. To właśnie z tej kasy wypłacane są zasiłki chorobowe i macierzyńskie. Skoro kasa jest na minusie, to pojawiają się pomysły na jej zapełnienie. Jeremi Mordasiewicz, członek Rady Nadzorczej ZUS oraz ekspert konfederacji Lewiatan proponuje obniżenie zasiłku chorobowego do 60% wynagrodzenia.

Pytanie więc, jak wypełnić lukę: podnosząc składki dla wszystkich pracowników czy obniżyć zasiłki dla chorych na zwolnieniu lekarskim z 80 do 60 procent wynagrodzenia. Ten model świetnie sprawdza się choćby w Czechach, gdzie również trzy pierwsze dni na zwolnieniu są całkowicie bezpłatne. Przypomnę, że na chorowanie jednych płacą ci wszyscy, którzy w tym czasie pracują. Jestem przekonany, że po takich zmianach liczba osób na L-4 od razu by się skurczyła. Wiadomo też, że w Polsce wiele osób nadużywa tego prawa. Poza tym bardzo trudno skontrolować zasadność L-4 w pierwszych dniach, skoro pracownik ma siedem dni na dostarczenie go do kadr swojej firmy.

Obniżenie wynagrodzenia na zwolnieniu lekarskim do 60%? Wolne żarty!

Nie mam wątpliwości, że ten pomysł jest żywcem wyjęty z podręczników polskiej szkoły przedsiębiorczości. To jasne, że na chorowanie jednych płacą ci, którzy w tym czasie pracują. Tak samo, jak na emerytury, renty, zasiłki z opieki społecznej, 500 plus czy chociażby wynagrodzenie członków Rady Nadzorczej ZUS. To nie oznacza jeszcze, że z tego powodu zasiłki powinny być śmiesznie niskie. Wystarczy, aby ich zasadność była odpowiednio kontrolowana, a nadużycia surowo karane. Przypomnę, że ZUS bardzo skrupulatnie podchodzi do kontroli wypłacania zasiłków. Wielokrotnie opisywaliśmy na Bezprawniku historie z tym związane.

Również samo obniżenie wysokości wynagrodzenia na zwolnieniu do 60% jest tragicznym pomysłem. Tak drastyczne obniżenie pensji z pewnością spowoduje ogromne spustoszenie w domowych budżetach, zwłaszcza wśród najmniej zarabiających pracowników. Odejmijcie od minimalnego wynagrodzenia 40% i spróbujcie wtedy spiąć budżet. W jednym trzeba jednak przyznać rację Jeremiemu Mordasiewiczowi. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że po takich zmianach liczba osób na l-4 od razu by się skurczyła i to z bardzo prostego sposobu. Na zwolnienie przechodziliby pracownicy, którzy zwyczajnie nie mieliby siły do dalszej pracy. Życzę powodzenia w liczeniu zysków firmy, w której wszyscy pracownicy nagle pójdą na zwolnienie lekarskie, bo jedna osoba zaraziła pozostałych grypą.

Poza tym wypadałoby też wspomnieć o tym, że od 1 stycznia 2018 roku zwolnienie lekarskie będzie dostarczane do zakładu pracy w formie elektronicznej, niemal w chwili wizyty w gabinecie lekarza. Pracownicy nie będą już mieli obowiązku dostarczania l-4 do zakładu pracy. Chyba odpada argument o braku zasadności zwolnienia w pierwszych dniach.

101 odpowiedzi na “Zmniejszyć wynagrodzenie na zwolnieniu lekarskim do 60%? No litości, epoka przemysłowa już dawno się skończyła”

  1. No to Panie Autorze Socjalisto, skoro nie tak, to jak zrobić żeby i były pieniądze na świadczenia i żeby były świadczenia.

    Słucham z zapartym tchem konstruktywnych pomysłów.

      • Postarałem, to że będą pieniądze na świadczenia nie znaczy zaraz że będą i świadczenia.

        A merytorycznie masz coś do powiedzenia?

    • Ja wiem, chociaż autorem nie jestem.
      Uszczelnić zus i przejadanie naszych pieniędzy. Wprowadzić limity emerytur i rent. Żadnych 10 czy 20 tys. Nie mówię że wszyscy mają dostawać po równo, ale na pewnej kwocie powinny się zatrzymać. Powiedzmy na 2x średniej krajowej.

      • Ależ oczywiście że wszyscy powinni dostawać tyle samo – emerytura obywatelska to się nazywa.

  2. Przez prawie trzy tygodnie byłem na zwolnieniu chorobowym. Kiedy dostałem wypłatę byłem
    zszokowany, bo dostałem jej o jakieś 40% mniej. Dlaczego tak się stało??

  3. Moje wynagrodzenie na L4 wynosi 0%, co skutecznie motywuje mnie to tego, żeby nie chorować. Od 2009 roku nigdy nie korzystałem z L4. Zauważyłem za to, że zachorowalność rośnie wprost proporcjonalnie do wysokości odetka wynagrodzenia na L4 i jest szczególnie zauważalne w zawodach, w których na zwolnieniu otrzymuje się 100% wynagrodzenia.

    • Poczekamy i zobaczymy co napiszesz jak się „zestarzejesz”, i zaczniesz chorować. Co jest tak pewne, jak nic innego.
      Jesteś analitykiem, prowadzisz badania nad problematyką?
      Co to za przypadek, że „100% zasiłku chorobowego” otrzymuje grupa zawodowa?
      Jakie to zawody? :)
      100% zasiłku chorobowego może otrzymać osoba która uległa wypadkowi, chorująca kobieta w ciąży i ogólnie mówiąc dawcy organów, komórek (dla przeprowadzenia badań lub po pobraniu „.
      Nie widzę tutaj ZAWODÓW o których piszesz, które povieralyby 100% zasiłku chorobowego w przypadku „kataru”.
      Spotkałeś zawodowych dawców lub zawodowe…rodzicielki?

      • Do 2014 roku służbom mundurowym przysługiwało 100% wynagrodzenia za przebywanie na zwolnieniu lekarskim, również w przypadku, gdy to zwolnienie nie miało nic wspólnego z wykonywaną pracą. PO odebrało ten przywilej ze względu na skalę nadużyć.
        Paweł Dejko nie musi być analitykiem i prowadzić badań, wystarczy poczytać artykuły z tego okresu.
        PiS zapowiadał przywrócenie 100% wynagrodzenia, ale nie wiem co z tego wyszło.

          • 3 lata. Masz rację, to wręcz prehistoria.
            No i historii nie należy się w ogóle uczyć, bo po co, nie?
            Nauka na błędach? Zapomnij, to bzdura!

          • Cytat: „..jest szczególnie zauważalne w zawodach, w których na zwolnieniu OTRZYMUJE SIĘ się 100% wynagrodzenia.”

            Po co mieszasz naukę (!?) z nieudolną budową zdania, lub celowa manipulacją przez wysuwającego twierdzenie, które nie ma oparcia w czasie TERAŹNIEJSZYM?

            Stan rzeczywisty jest taki, że NIE OTRZYMUJE SIĘ 100% zasiłku jako grupa, tylko jeżeli są spełnione przesłanki „osobiste” wyszczególnione w zamkniętym katalogu przyczyn zachorowania.

            Żeby było UCZCIWIE POWINIEN napisać „…na zwolnieniu OTRZYMYWAŁO się 100%” ….

            BTW – zresztą na „chorobowym” nie otrzymuje się wynagrodzenia, ale co tam, wy „specjaliści” wszystko wrzucacie do jednego wora ;)

          • Bo czepiasz się bez sensu, a później jeszcze palnąłeś głupotę o tym, że historia nie ma nic do współczesności.

            Co z tego, że nie ma obecnie grupy zawodowej, której niezależnie od wszystkiego należy się pełnopłatne zasiłek, skoro to co napisał Paweł jest prawdą?
            Kiedy zachodzi przypadek, że zasiłek chorobowy jest w wysokości 100% wynagrodzenia, to ludzie chętnie to wykorzystują. Tak było w mundurówce do 2014, tak jest, gdy kobieta zachodzi w ciążę.

          • Może się czepiam, ale nie mogę przejść do porządku dziennego nad bełkotem w którym ktoś PUBLIKUJE nieprawdę, niemającą nic wspólnego Z OBOWIĄZUJĄCYM OD KILKU LAT STANEM PRAWNYM.

            A ty NADAL sam sobie zaprzeczasz pisząc „co z tego, że nie ma obecnie grupy zawodowej, której niezależnie od wszystkiego
            należy się pełnopłatne zasiłek, skoro to co napisał Paweł jest prawdą?”
            No to jest ta grupa mająca 100% zasiłek czy jej nie ma? :)

            No dobra, podejrzewam, że masz ciężki poniedziałkowy poranek ;)

          • Nie zaprzeczam sam sobie, tylko Tobie.

            Zdanie Pawła:

            Zauważyłem za to, że zachorowalność rośnie wprost proporcjonalnie do wysokości odetka wynagrodzenia na L4 i jest szczególnie zauważalne w zawodach, w których na zwolnieniu otrzymuje się 100% wynagrodzenia.

            nie jest fałszywe z tego względu, że obecnie w Polsce nie ma takich zawodów.

            Ty widzisz w tym zdaniu czas teraźniejszy i określenie bieżącej sytuacji, ale to nie jest jedyna interpretacja. To może być po prostu określenie prawidłowości, która zachodzi.
            Coś na takiej zasadzie jakbym powiedział, że obniżka ceny pomidorów powoduje wzrost ich zakupu, a Ty byś chciał to obalić twierdząc, że teraz żadne pomidory nie tanieją.

        • Pamiętam jak w radiu w 2014 leniwy komendant płakał że „już im się nie opłaca chorować” Nagle po 2014 okazało się że jest o 50% mniej chorowitych policjantów.

      • > Poczekamy i zobaczymy co napiszesz jak się „zestarzejesz”, i zaczniesz chorować.

        Zatem uważasz, że jestem jedynym człowiekiem na świecie który nie choruje? Nie? A popatrz, jakoś sobie radzę.
        Nie jestem jedynym człowiekiem na świecie który nie choruje, za to jestem jednym z nielicznych którzy nie wymagają od przedsiębiorcy aby ten płacił mi za mój katar.

        > Jesteś analitykiem, prowadzisz badania nad problematyką?

        Wystarczy, że w przeciwieństwie do niektórych mam mózg i go używam.
        Od socjalisty nie będę wymagał używania mózgu – bo jedno wyklucza drugie, natomiast wolałbym, abyś zanim zaczniesz pieprzyć i walić capslockami posprawdzał to i owo w Google.
        Jest taki „zawód” jak mundurowi, którzy otrzymywali 100% uposażenia. W 2014 roku znowelizowano ustawę, która ze 100% zrobiła 80%. Cytując Rzeczpospolitą:

        „Tak zwana ustawa L4 mundurowych zmniejszyła uposażenia za okres zwolnienia lekarskiego z powodu choroby, która nie ma związku ze służbą, ze 100 do 80 proc. I przyniosła wymierne rezultaty: w ciągu roku niemal o 30 proc. spadła liczba funkcjonariuszy przebywających na zwolnieniach. Rekordzistą było Biuro Ochrony Rządu – tam liczba osób na L4 spadła o 37 proc.”

        Dwa lata później przywrócono 100% wynagrodzenia na L4, ale tylko na łączny okres 30 dni choroby.

        Praca domowa: w Google sprawdź sobie jakie zawody kryją się pod pojęciem „mundurowi” i będziesz miał odpowiedź na swoje pytanie.

        Za to ja mam pytanie do ciebie: jak to jest, że zmniejszenie uposażenia na L4 ze 100 do 80 procent spowodowało zmniejszenie zachorowań od niemal 30 do blisko 40%? Odpowiedź uzasadnij, albo przeproś i już nie wracaj.

        • „..za to jestem jednym z nielicznych którzy..”, „..Wystarczy, że w przeciwieństwie do niektórych mam mózg i go używam…” – Krótko i na temat: twoje ego zdecydowanie cie przygniotło, masz okrutnie wysokie mniemanie o sobie. Ale są takie typki, nic się na to nie poradzi.

          „…Jest taki „zawód” jak mundurowi, którzy otrzymywali 100%…” – OOOO, TERAZ naprawiłeś swój błąd, ale to dopiero po przeczytaniu powyższej dyskusji bez twojego udziału i napisałeś o „100%” w CZASIE PRZESZŁYM.Ale nadal mieszasz uposażenie, wynagrodzenie ze zasiłkiem. Dziwne, przy twoim mniemaniu o sobie o tak ogromnie szerokiej wiedzy jaką ci się wydaje, że posiadasz – jest to nie do zaakceptowania.

          Resztę bełkotu – pozwól, że zleję ciepłym moczem ;)

          No offence – nie zniżę się do twojego poziomu, bo najpierw sprowadzisz mnie do jego poziomu, a następnie pokonasz doświadczeniem.

          • Liczyłem na jakieś konkretne argumenty merytoryczne, a ty klasycznie dla osób o zdecydowanie zbyt małym rozumku zacząłeś od jakichś psychoanaliz, o których nie masz pojęcia, pogłębiając jedynie fakt autokompromitacji.

            > OOOO, TERAZ naprawiłeś swój błąd

            Mój błąd? To twoim błędem było szydzenie z mojego komentarza bez wcześniejszego sprawdzenia stanu faktycznego w Google. Żadnej „dyskusji wyżej” nie czytałem przed napisaniem komentarza. Dostałem powiadomienie z disqus, że ktoś odpowiedział i skomentowałem. Że jesteś idiotą zorientowałem się później jak przeczytałem kolejne komentarze. Ale to już ci wykazali inni koledzy.

            > „100%” w CZASIE PRZESZŁYM.

            Jakie ma znaczenie, czy to był czas przeszły czy przyszły? W swoim komentarzu stwierdziłem, że ilość zachorowań rośnie wprost proporcjonalnie do wysokości odsetka wynagrodzenia na L4. Więc nie ma znaczenia czy to było kiedyś, czy jest teraz, czy będzie w przyszłości. Zdaniem prawdziwym, opartym na przytoczonej przeze mnie tezie będzie również zdanie, że wraz ze spadkiem odsetku wynagrodzenia przyznawanego za L4 zachorowalność spada. Ale do tego trzeba w stopniu minimalnym ogarniać logikę, a ty masz problemy z elementarnym czytaniem ze zrozumieniem.

            > Ale nadal mieszasz uposażenie, wynagrodzenie ze zasiłkiem.

            A jakie to ma znaczenie z jakiego konta wpływają pieniądze na konto osoby przebywającej na zwolnieniu? Mówimy tu o wartości procentowej w stosunku do tego co by dostał gdyby normalnie pracował. Czy to się nazywa zasiłek, czy uposażenie – nie ma w tym momencie żadnego znaczenia.

            > Resztę bełkotu – pozwól, że zleję ciepłym moczem ;)
            No offence – nie zniżę się do twojego poziomu, bo najpierw sprowadzisz mnie do jego poziomu, a następnie pokonasz doświadczeniem.

            Oczywiście, jak trzeba udowodnić swoje bzdury, to najłatwiej napisać, że nie zniżysz się do poziomu i stwierdzić, że olewasz. Bo tak trudno przyznać się do swojego błędu i swojej głupoty? Miałeś proste zadanie, odpowiedzieć na proste pytanie:
            „jak to jest, że zmniejszenie uposażenia na L4 ze 100 do 80 procent spowodowało zmniejszenie zachorowań od niemal 30 do blisko 40%?”
            Przerosło cię to. Wyraźnie napisałem: albo odpowiesz, albo przeproś i wynoś się stąd.
            Twój komentarz dowodzi, że oprócz umiejętności myślenia, masz również problemy z wykonywaniem prostych, podstawowych poleceń.

            Mówisz coś o poziomie, a popatrz na swoje wypowiedzi w tej i powyższej dyskusji. Atakujesz, obrażasz, poniżasz, a jak ktoś w końcu odpowie ci na twoim poziomie, to stwierdzasz, ze nie będziesz się zniżał…
            Wracaj do szkoły dzieciaku i nie zawracaj dupy normalnym ludziom. Kultury ani honoru cię nie nauczą, ale może dowiesz się coś z zakresu logiki, podszkolisz z czytania ze zrozumieniem, a na wiedzy o społeczeństwie wytłumaczą ci, że nie masz racji. Potem wróć do dyskusji.

            Ale to już nie ze mną. Standardowo w sytuacjach, gdy współrozmówca nie umie dyskutować na poziomie – przyłapany na braku wiedzy zaczyna wymyślać psychoanalizy i próbować obrażać, zostaje przeze mnie uznany za debila i zbanowany.

  4. w Polsce mamy PRL Bis, szkoda że Bareja tego nie dożył. A może i dobrze – zmarł ze złudnym przeświadczeniem że te czasy już nie wrócą.

  5. Jestem za obniżeniem do 60% a nawet do 0% ale wtedy nie życzę sobie zabierania mi z pensji kasy na obowiązkowe i nic nie warte ubezpieczenia. Zgoda?

      • no właśnie widzę i coraz bardziej mnie utwierdza to w przekonaniu, że to co dostaję w zamian nijak ma się do mojego wkładu. Może czas by usunąć ten relikt rodem z PRL (dzisiaj socjalistycznej Europy) i zacząć dbać o siebie we własnym zakresie a nie oczekiwać tylko wsparcia ze strony „Państwa” czyli zwyczajnie innych ludzi. Wtedy okazałoby się, że można jednak dbać o zdrowie codziennie bo inaczej daleko się nie zajedzie (jednocześnie uprzedzam, że kwestie ludzi którym nie dane było być zdrowym od początku rownież można ogarnąć w takich warunkach, ba, śmiem twierdzić, że nie trzeba by było błagać o refundacje NFZ za każdym razem żeby utrzymać się przy życiu)

          • nic nie mylę, mnogość składników do obliczenia składki na jedno i drugie i trzecie i czwarte i cholere wie na co jeszcze może przyprawić o ból głowy ale nie zmienia to faktu, że to wszystko po to chyba, żeby ludzie nie liczyli, a jak się zacznie to wtedy się człowiek zastanawia i nie wychodzi tak kolorowo. Ja jednak wolę płacić za coś co mam napisane w umowie i każdorazowa zmiana warunków przez jedną ze stron wymaga zgody drugiej, w przypadku składek ze strony Państwa, no cóż… dzisiaj jest tak jutro może być inaczej a kto się mnie pyta o zdanie? Ah, tak wybory są do tego, hmm….. to tak jak bym miał jeść codziennie kaszkę z mlekiem bo więcej niż połowa ludzi właśnie tak je… rzygać się chce i trzeba życ dalej, prawda że kolorowo?

          • dodam tylko że o „połowę” z głosujących się rozchodziło, czyli nanosząc do naszego kraju jakies maks 20-30% dorosłych ludzi, co jeszcze bardziej człowieka mdli

          • To co piszesz nie dość, że jest poskładane jak brednie, to jeszcze brzmi jak głupoty. Jeżeli masz zamiar odpowiadać na ten komentarz, to zrób to jakoś składnie, bo oczy bolą.

            Chcesz obniżenia zasiłku chorobowego do 0% i w zamian nie chcesz płacić za to składek. I jednocześnie plujesz na NFZ, bo jest wujowy. Składka na ubezpieczenie chorobowe idzie do ZUS, to po pierwsze. Ubezpieczenie zdrowotne nie ma nic do ubezpieczenia chorobowego, to po drugie. A po trzecie – załóż własną działalność gospodarczą i nie płać chorobowego, które wtedy jest dobrowolne (a więc będziesz miał owe 0%), a pozostałe składki płać od najniższej możliwej podstawy.

          • ja jednak sugeruję czytać komentarze ze zrozumieniem, nikt nie mieszał NFZ w kontekście składki chorobowej, NFZ wspomniane jedynie odnośnie ogólnego wywodu dotyczącego składek, za inwektywy o bredniach się nie obrażam, rozumiem, że to standard w przypadku gdy nie chce sie zrozumieć adwersarza w dyskusji. Pozdrawiam.

          • Nie da się przeczytać komentarzy, które napisałeś, bo są nieskładne i mieszasz w nich rzeczy.

          • To proszę nie czytać i jedynie rozpływać się w swoich tj. składnych i merytorycznie poprawnych

  6. Konfederacja Lewiatan była zawsze za przedsiębiorcami nawet przy ustalaniu corocznej podwyżki minimum zgłasza sprzeciwy. Życzę powodzenia w leczeniu ludzi którzy będą chorzy chodzić do pracy i i mieć w późniejszym wieku powikłania. Wtedy dostanie lecznictwie w Polsce. Ai tak już pracodawcy byli nauczeni za chorobowe bierze się urlop. A jak ktoś już na chorobowe to jest kilkukrotnie karany wynagrodzenie, premie, dodatki. …. wiec po co ta dyskusja oszczędności niech ZUS robi w swoich szeregach.

    • > nawet przy ustalaniu corocznej podwyżki minimum zgłasza sprzeciwy

      Nawet? Przecież to każdorazowo oznacza wzrost kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw. Nie „nawet”, a „przede wszystkim”. Lewiatan z tego co pamiętam głosi poglądy prawicowe, a dla prawicy najniższa krajowa od zawsze była solą w oku.

      > Życzę powodzenia w leczeniu ludzi którzy będą chorzy chodzić do pracy i i mieć w późniejszym wieku powikłania.

      Sformułowany wniosek nie przedstawia prawidłowej zależności przyczynowo skutkowej. Kto im karze chodzić do pracy? Po prostu zasiłek będzie niższy niż dotychczas. Duża ilość osób w ogóle nie opłaca sobie chorobowego i są to osoby najbardziej produktywne. Po prostu na L4 szło się będzie w ostateczności, a nie z powodu kaca po weekendowym weselu.

      > A jak ktoś już na chorobowe to jest kilkukrotnie karany wynagrodzenie, premie, dodatki.

      Wynagrodzenie dostaje się za pracę, a nie za chorowanie. Jeśli ktoś jest wybitnie chorowity, to musi pogodzić się z tym, że nie będzie tak wydajny i dochodowy dla pracodawcy jak osoby zdrowe. To wpływa na ich wynagrodzenie.

      > oszczędności niech ZUS robi w swoich szeregach.

      Jeśli dobrze pamiętam, koszty funkcjonowania ZUS-u nie przekraczają 1% przychodu z pobieranych składek. Nawet gdyby całkowicie zlikwidować fizycznie ZUS, oszczędność wyniosłaby 1 punkt procentowy. Wydaje mi się, że tu ni o ten jeden procent się rozchodzi.

      • A ten procent to o jakiej sumie mowa? Jeżeli ktoś do pracy chodzi z gorączka i grypą lub przeziębieniem i antybiotykiem w kieszeni no to niestety organizm dostaje w kość a nie każdy ma prawie w biurze. Ale zrozum że dostając większą wypłatę więcej ludzie wydają a nie tylko zapłacić rachunki i żyć na minimum. Taki pracodawca mając na koncie miliony nie wygeneruje tyle obrotu co miliony ludzi wydający to sól w oku. Bo dzięki tej SOLI mają to co mają.

        • > A ten procent to o jakiej sumie mowa?

          W 2016 roku to było chyba coś ponad 150 mld zł. Czyli 1% oznacza 1,5 mld zł.
          Co za różnica, jaka to kwota?! Śmieszy mnie po prostu to ciągłe „niech oszczędzają na sobie”. Rozumiem, gdyby przejadali 20%, a brakowało 10%. Zacisnąć pasa, zmniejszyć wydatki o połowę. Ale w obecnej sytuacji? Pozaskładkowe dochody to ponad 30% (w większości dotacje z budżetu państwa). Więc zwizualizujmy: FUS pozbywa się wszystkiego co ma i nie generuje żadnych kosztów. Pozostaje do uzupełnienia brakujące 29 punktów procentowych.

          > Jeżeli ktoś do pracy chodzi z gorączka i grypą lub przeziębieniem i antybiotykiem w kieszeni no to niestety organizm dostaje w kość a nie każdy ma prawie w biurze.

          Ponawiam pytanie: kto mu każe iść do pracy?!
          Co to za argument: „dostają większą wypłatę, to więcej wydają”? To niech zaczną oszczędzać.

          > Taki pracodawca mając na koncie miliony nie wygeneruje tyle obrotu co miliony ludzi wydający to sól w oku.

          Jakiego obrotu? Obrotu czego? Jakie miliony? Pomyliła ci się rzeczywistość z bajkami opowiadanymi przez lewaków. Już byli tacy politycy którzy mówili, że jak rozdać ludziom 500 zł za nic, to wpłynie to na wzrost PKB (bo więcej będą konsumować), a inflacja wcale nie wzrośnie (bo to redystrybucja jest, a ona nie wpływa). Jakie są skutki, to chyba sam widzisz.
          Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.

          • O rynku pracodawcy można było mówić 4-5 lat temu. Na dzień dzisiejszy stopa bezrobocia wynosi 4,7% i zdaniem eurostatu jest najniższe w historii. Przedsiębiorcy poszukujący pracowników do najprostszych prac mają problem, bo Polacy nie chcą już pracować za najniższą krajową. Korzystają więc z siły roboczej z Ukrainy – tak jak Niemcy czy Brytyjczycy korzystają z naszej, do prac których nie chce się wykonywać ich obywatelom.

            Więc obecnie jak najbardziej można mówić o kończącym się rynku pracodawcy i wzmacniającym rynku pracownika. Rząd od stycznia podniesie minimalne wynagrodzenie do 2 100 zł brutto. To względem 2013 roku wzrost o 24%. W tym czasie ani produkty, ani usługi nie podrożały o 24%, z czego zysk pozwoliłby pokryć wzrost wynagrodzeń. Coraz bardziej rośnie udział wynagrodzenia w kosztach prowadzenia działalności – i to w przypadku pracowników wykonujących w założeniu najprostsze prace.

          • Poziom bezrobocia jest zbyt zawodny, aby używać go jako uniwersalny wyznacznik. Wystarczy, że urzędy pracy będą bardziej zdecydowanie wyrejestrowywać bezrobotnych z przyczyn formalnych – efekt to spadek bezrobocia. Ponadto powszechny dostęp do usług medycznych, wskutek czego ludzie nie muszą rejestrować się w PUP aby korzystać z państwowej służby zdrowia. Poza tym rynek pracy w Polsce jest zbyt niejednolity, aby była to bardzo użyteczna informacja.

          • Otóż moim zdaniem nie istnieje żaden w pełni wiarygodny wskaźnik w tym względzie. Tym bardziej ciężko o taki wskaźnik w skali całego kraju – nawet w małej Polsce są powiaty o bezrobociu poniżej 3%, jak również takie z bezrobociem blisko 30%.

          • Dlatego jest coś takiego jak średnia. Nigdy nie będzie tak, że wskaźnik bezrobocia będzie taki sam bez względu na to, czy mierzony w mieście czy na zabitej dechami dziurze.

          • Ale z tego względu mówienie o rynku pracownika jest przesadą. Co najwyżej można mówić o rynku pracownika w pewnych regionach. Dlatego wyższa pensja minimalna ma rację bytu dla ludzi z biednych regionów.

          • A kiedy można mówić o rynku pracownika? Kiedy pracodawca będzie płacił mu za nic nie robienie? Jeśli w jednym regionie jest nadpodaż pracy, a w drugim bezrobocie, to najwyższa pora spakować walizki i pojechać tam, gdzie praca jest. Zawsze znajdzie się jakaś dziura w której nie będzie pracy dla człowieka z danym wykształceniem. Czy to będzie oznaczać, że trzeba w nieskończoność podwyższać świadczenia, bo ciągle jest rynek krwawego przedsiębiorcy?

            Skoro do pracy trzeba zatrudniać Ukraińców, to znaczy, że ofert pracy jest więcej niż osób które chciałyby ową pracę wykonywać, a to oznacza nadpodaż miejsc pracy i wskazuje na rynek pracownika. Czasy w których na jedno stanowisko aplikowało 200-300 osób już minęły. Ciągłe podnoszenie minimalnego wynagrodzenia doprowadzi w końcu do katastrofy gospodarczej. Największy problem jest w tym, że dominanta wynagrodzeń jest niewiele wyższa niż najniższa krajowa, co powoduje, że wraz ze wzrostem minimalnej, trzeba podnosić wynagrodzenia większości pracowników. I tak jak wspomniałem wcześniej: jeśli nie wiąże się to ze wzrostem ceny usług, doprowadza do sytuacji, że udział wynagrodzeń w kosztach prowadzenia działalności gospodarczej staje się zbyt duży, a sama działalność przez to nieopłacalna lub nieprzyszłościowa.

            Problemem polskiego rynku pracy jest przekwalifikowanie. To podobnie jak w Wojsku Polskim, gdzie niedawno mówiło się, że jest za dużo oficerów, a za mało szeregowych żołnierzy. Masa osób pokończyła na siłę studia nie dające im żadnej konkretnej wiedzy czy umiejętności, które mogliby wykorzystać w swojej przyszłej pracy. Nadto osoby te mają zawyżone ambicje i wymagania, ponieważ w związku z posiadaniem wyższego wynagrodzenia, chcą zarabiać zdecydowanie więcej niż ich nawet bardziej doświadczeni koledzy, ale nie mający mgr przed nazwiskiem. Śmiem twierdzić, że większość z tych bezrobotnych, to albo totalne nieroby i patologia, albo tacy właśnie ksero studenci po gównianym kierunku, którzy chcieliby pracować lekko, dużo zarabiać, nic przy tym nie umiejąc. Myślę, że gdyby kształcili się na kierunku stolarza, mechanika, murarza, glazurnika, elektromechanika czy elektryka, to już dawno mieliby dobrą pracę. Ale ponieważ pięć lat pierdzieli w stołek na historii sztuki, japonistyce, edukacji techniczno informatycznej, zarządzaniu i marketingu lub teologii, to teraz co miesiąc meldują się w UP i przerzucają oferty dla sprzedawców i pracowników fizycznych.
            Brak pracy to najczęściej problem psychologiczny, wynikający z podziału pracy na mniej lub bardziej godną, wygodnictwo i nierealne aspiracje.

          • Ależ oczywiście, że można się przekwalifikować czy przenieść, ale skoro w wielu powiatach bezrobocie utrzymuje się na niezmiennie wysokim poziomie, najwyraźniej te osoby nie są w stanie tego dokonać i są zmuszone do pracy na miejscu. Pensja minimalna wpływa na życie takich osób w tych regionach Polski – przeciwdziała wyzyskowi tam gdzie jest wysokie bezrobocie i rynek pracodawcy, jak postulowałeś.

          • Jak nie możesz sprzedać swojego samochodu w Bieszczadach, bo nikogo nie stać na jego zakup, to publikujesz ofertę w bogatej Warszawie, czy domagasz się od państwa minimalnych cen na używane samochody?! I jak myślisz, jeśli państwo te minimalne ceny wprowadzi, to nagle mieszkańców Bieszczad stać będzie na jego zakup? Oczywiście, jeśli nie będą mieli wyboru, to dozbierają więcej i kupią. Ale przez ten czas skazujesz wiele osób na brak możliwości zakupu pojazdu, przez narzuconą z góry cenę minimalną. A wszystko przez twoją nieporadność i lenistwo.

            Oczywiście, że im większa minimalna tym lepszy poziom życia, ale również mniejsze szanse na zdobycie posady gwarantującej nawet to minimalne wynagrodzenie. Czyli ujemne sprzężenie zwrotne.

            > najwyraźniej te osoby nie są w stanie tego dokonać i są zmuszone do pracy na miejscu.

            Kto ich zmusza? Łańcuchem ktoś ich przywiązał?
            Nikt nikogo nie zmusza. Tak jak pisałem, to kwestia psychiki, wygodnictwa i głupoty.

            Przedstawię ci pewien schemat, a ty sam sobie odpowiesz ilu masz takich znajomych:
            Jest rok 1985. Grażyna i Janusz otrzymują przydział materiałów budowlanych i dziedziczą działkę po teściach, którą przekwalifikowują na budowlaną. Budują dom. Ale nie zwykły dom, tylko typowy dla rozumowania z tamtego okresu. To dwupiętrowy dom, z osobną klatką na piętro. Tak się wtedy budowało. Na starość Grażyna z Januszem zamieszkają na parterze, a planowany Sebastianek będzie miał pięterko dla siebie, gdzie urządzi się razem ze swoją żoną i dziećmi. Same plusy: rodzice pomogą z wychowaniem dzieci, a na starość Sebastian zajmie się rodzicami.
            Ale czasy się zmieniają. Sebastian dowiaduje się, że tylko przegryw życiowy mało zarabia i mieszka z rodzicami. W wieku 20 lat najpóźniej powinien się wyprowadzić, olać starych, kupić sobie samochód i używać życia na studiach. Jakich studiach? Oczywiście łatwych. Po co męczyć się na politechnice… Są fajne wydziały, gdzie piwo pije się na śniadanie, obiad i kolację. Akademiki to miejsca seksu i biznesu. Koledzy załatwią markowe kicksy, skołują dobrą komórkę, zorganizują pracę na stacji paliw. Na akademickim FTP są pornusy, skany skryptów, pytania na zaliczenie. Studentki same nadstawiają dupy. Rodzice biorą kredycik studencki na klatę, a Seba wyrusza z miasta powiatowego do akademickiego, gdzie zaczyna nowe życie, studiując w międzyczasie jakiś nic nie warty kierunek. Perspektywy są wspaniałe. W powiatowym przecież nie takie głąby pracę dostają. A tu wyższe wykształcenie, nie byle co. Kto ma tam na wsi wyższe wykształcenie? Naczelnik urzędu gminy? Bo nawet sołtys nie ma. W razie co ziomek skombinuje pracę w firmie, gdzie jego matka jest kierownikiem. Sam się ustawił z zasadniczym zawodowym. Jeździ Honkerem i druty elektryczne poprawia. Za trzy pięćset miesięcznie na rękę. Taki cieć. To Seba po studiach go pięć razy przeskoczy.
            W trakcie studiów pojawia się Karyna i Passat B5 w TDIku. Małżeństwo, ciąża i powrót na wieś. Na razie do rodziców. Ale to wstyd. Dlatego jak tylko Karyna dostała robotę sprzedawczyni w gieesie, to Seba wziął się za szukanie pracy. Jak najszybciej trzeba wziąć kredyt, wybudować dom i się wyprowadzić. Ale Seba byle czego nie weźmie. Spawacz? Glazurnik? Murarz? No bez jaj. Nie po to studiował 5 lat, żeby teraz tyrać fizycznie. Może pracować w urzędzie, w policji, na jakimś kierowniczym stanowisku. Siedem koła na rękę minimum. No, na start niech będzie pięć. Ale po roku siedem ma być. Tylko jakoś ofert brak. Ciekawe czemu. Wiadomo… wyzysk, znajomości, kumoterstwo. To nie jest kraj dla zwykłych ludzi. Myknęło by się za granicę jak Darek i dorobiło w funtach. Ale Karyna, mały Brajanek, a i z angielskiego zna tylko „madafaka”, „fakju” i „szit”. Baba mu życie zmarnowała. A w tej piosence disco polo mówili przecież, żeby się nie żenić. No nic, to się znajdzie coś mniej ambitnego na początek. Może własny biznes? Na razie gromadzić kapitał! I etat jakiś, żeby kredyt wziąć na dom.
            Po jakimś czasie Sebastian ma już pracę jako pomocnik spawacza w lokalnym przedsiębiorstwie. Przy pomocy rodziców udaje się ogarnąć kredyt i wybudować swój wymarzony dom, oddalony o 15 metrów od domu rodzinnego, na tej samej działce. No ale na swoim. Znaczy na bankowym, bo kredyt jeszcze przez 40 lat trzeba spłacać. No i rodzice, bo oni pokrywają większość raty. Ale o tym cicho sza. Bo kumple się dowiedzą i będą śmiać w czasie spotkań piwnych. 28 lat i Sebastian ma wszystko co powinien mieć, zgodnie z wytycznymi Gazety Wyborczej i progowego przekazu w telewizji.
            Ale ponieważ jako spawacz się nie sprawdza, ciągle marudzi, ma wymagania, jego miejsce zajmuje ktoś inny, lepszy. Ten zostaje zdegradowany do roli magazyniera. Ale i to po chwili się kończy, bo prezes zwija biznes, fabryka idzie pod młotek, kupił ją jakiś Niemiec i planuje robić tam coś dziwnego. W każdym razie ma swoją ekipę.

            I co ma zrobić biedny Seba? Wyjechałby, ale ciśnie go kredyt na dom, który miał go usamodzielnić. Oszczędności nie ma, bo włożył w owy dom. Przez własną głupotę i brak perspektywicznego myślenia został sam na wsi, skąd ruszyć się nie może. Pozostaje się upić, bo ostatni zakład pracy poszedł z torbami, a bezrobocie sięga 40%. Sebastian zdał już sobie sprawę, że nie umie nic. Że zmarnował kilka lat na chlaniu z kolegami po akademikach, nie zdobył żadnej wiedzy i żadnych umiejętności, a jego papier potwierdzający wykształcenie jest nic nie warty. Przez realizację ambicji telewizyjnych władował się w kredyt, który usidlił go tu gdzie mieszka i tam już zostanie.

            Teraz wiesz skąd się bierze takie bezrobocie?

            No do cholery… Ukrainka bierze 20 zł za godzinę mycia okien. Za 50 zł to już nie znajdziesz nikogo, kto by ci za tyle trawnik skosił. Nawet ręczne umycie samochodu to co najmniej 30 zł. To więcej niż godzinna stawka biegłego sądowego, która wynosi 30 zł brutto. Problemem jest tylko to, że większość z tych nierobów jest zbyt dobra do takiej pracy, bo „oni skończyli studia”.

            Przede wszystkim trzeba skończyć z tym komunistycznym podejściem do pracy jako do czegoś co się należy i z traktowaniem przedsiębiorcy jako „pracodawcy”. Jeśli zdasz sobie sprawę, że twoje umiejętności, wiedza i doświadczenie są takim samym towarem jak dla sadownika jabłka, górnika węgiel, a zbieracza makulatury stare czasopisma, to zrozumiesz, że aby te umiejętności sprzedać, nie wystarczy rozłożyć się do góry dupą i czekać na oferty. Oczywiście można i tak, ale wtedy cały twój potencjał zgnije tak jak i jabłka tego sadownika który nie potrafił ich sprzedać.

            Przedsiębiorcy np. nikt minimalnych zysków nie gwarantuje, a jednak działają. Ale oni zanim podejmą decyzję, przekalkulują co warto robić, w jaki sposób i komu można to sprzedać. Jak się nie udaje, to zmieniają branżę, region czy zakres usług. I działają. Czemu nie miałoby to dotyczyć zwykłych pracowników?

          • > są zmuszone do pracy na miejscu.

            Są zmuszone przez kogo? Są więzieni? Podpisali jakiś cyrograf?

            > Pensja minimalna wpływa na życie takich osób w tych regionach

            Wynagrodzenie minimalne nie jest od tego aby wpływać, tylko po to, by zapewnić minimum egzystencjalne osobom o najniższej konkurencyjności na rynku pracy – a przez to zapobiec wyzyskowi takich osób. Wynagrodzenie minimalne powinno być korygowane o wskaźnik inflacji, a nie bezsensownie podwyższane z roku na rok w sytuacji, gdy przez ostatnie pare lat mieliśmy wręcz deflację.

          • Mogą być zmuszone przez wiele okoliczności. Mogą być to osoby zadłużone, niepełnosprawne, opiekujące się kimś z rodziny itp. Poza tym są to osoby bardzo mało konkurencyjne, więc ciężko im będzie znaleźć dobrze płatną pracę – np. aby wynająć mieszkanie. Skoro wynagrodzenie minimalne zapobiega wyzyskowi, to przy tym wpływa na status najuboższych, czyż nie?

            Wskaźnik inflacji jest oparty o średnią cenę produktów w koszyku inflacyjnym, co także powoduje przekłamania – ceny ulegają regionalnemu zróżnicowaniu, nadto ludzie lepiej sytuowani korzystają z innych sklepów niż biedni – co najlepiej widać w przypadku odzieży i usług medycznych. Klasyczna średnia często powoduje przekłamania, co zdajesz się sam dostrzegać – nie piszesz o pensji średniej, a o dominancie.

            Jeszcze na koniec chciałbym wrócić do kwestii „rynku pracodawcy”, który ma powodować konieczność korekty minimalnego wynagrodzenia:

            >>”Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być
            podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie
            wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.”

            W jaki sposób zamierzasz oceniać, czy już jest „rynek pracodawcy” czy jeszcze nie? Poprzestaniesz tylko na średnim poziomie bezrobocia w Polsce? Weźmiesz pod uwagę duże zróżnicowanie tego wskaźnika w zależności od powiatu? Jeśli tak duże odchylenie standardowe nie jest problemem, dlaczego nie skorzystać ze średniej stopy bezrobocia w UE?

          • > Mogą być to osoby zadłużone, niepełnosprawne, opiekujące się kimś z rodziny itp.

            I który z tych czynników uniemożliwia migrację? Zadłuża każdy się na własne życzenie. Natomiast niepełnosprawność (o ile nie jest na znaczącym poziomie) lub konieczność opieki nie powoduje braku możliwości migracji.

            > Klasyczna średnia często powoduje przekłamania, co zdajesz się sam dostrzegać

            Ale lepsza średnia powodująca przekłamania, niż ocena na zasadzie „wydaje mnie się”.

            > W jaki sposób zamierzasz oceniać, czy już jest „rynek pracodawcy” czy jeszcze nie?

            Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń, wzrost bezrobocia, mniejsza ilość poważniejszych ofert pracy, niższe oferowane wynagrodzenia, statystyki dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy itd.

            > dlaczego nie skorzystać ze średniej stopy bezrobocia w UE?

            Bo migracja do innego kraju, jest większym problemem niż znalezienie sobie pracy w mieście oddalonym o 30 km. Po pierwsze ze względu na różnice kulturowe, po drugie ze względu na nieznajomość języka, po trzecie ze względu na znaczne odległości.
            Najbiedniejszą gminą w Polsce jest gmina Niedźwiada. Jej „stolica” znajduje się 200 km od bogatej Warszawy i 30 km od wojewódzkiego Lublina. Co śmieszniejsze, najbogatsza gmina Kleszczów, jest oddalona o niecałe 300 km.

            Nadto mylisz się oceniając, że stopa bezrobocia w UE nie ma wpływu na decyzje migracyjne. Gdyby tak było, co roku tysiące Polaków nie wyjeżdżałoby do pracy za granicę.

          • Tak, każdy zadłuża się na własne życzenie, tak samo jak często jest niepełnosprawny na własne życzenie czy opiekuje się kimś chorym z własnej winy. Nie zmienia to faktu, że może nie być w stanie opuścić miejsca zamieszkania, nie cofnie się w czasie i nie naprawi własnych błędów.

            Jeśli średnia arytmetyczna jest tak dobra, można argumentować, że należy podnosić pensję minimalną, gdyż jest znacznie niższa niż średnia. Zgadzasz się z tym? W takim razie dlaczego nie użyłeś średniej w tym:

            >>”Największy problem jest w tym, że dominanta wynagrodzeń jest niewiele
            wyższa niż najniższa krajowa, co powoduje, że wraz ze wzrostem
            minimalnej, trzeba podnosić wynagrodzenia większości pracowników.”

            Równie dobrze można napisać, że średnia jest znacznie wyższa niż najniższa, co pociąga za sobą konieczność podniesienia pensji minimalnej.

            >>”Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń, wzrost bezrobocia, mniejsza ilość
            poważniejszych ofert pracy, niższe oferowane wynagrodzenia, statystyki
            dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy itd.”

            Dobrze, że dostrzegasz ułomność samej tylko stopy bezrobocia, jednak jednocześnie piszesz:

            >>”Największy problem jest w tym, że dominanta wynagrodzeń jest niewiele
            wyższa niż najniższa krajowa, co powoduje, że wraz ze wzrostem
            minimalnej, trzeba podnosić wynagrodzenia większości pracowników.”

            Zgodnie z tym, brak podniesienia pensji minimalnej spowoduje spadek dynamiki wzrostu średniej (lub dominanty/mediany) co i tak spowoduje konieczność jej podniesienia. Wyjdzie na to samo.

            Jeśli chodzi o kwestie migracji, to zgadzam się, że z wielu względów migracja krajowa jest łatwiejsza niż emigracja, jednakże niekiedy ciężko będzie znaleźć pracę w innym mieście, ażeby pieniędzy wystarczyło na wynajem. Za granicą jest to często łatwiejsze. Zgadzam się, że stopa bezrobocia wpływa na decyzje migracyjne, ale mimo wszystko nadal w wielu gminach wysokie bezrobocie nie spada. W znacznej mierze podział na Polskę A i B (czy nawet C) się zacementował, nierówności dochodowe są bardzo wysokie, dlatego wszelkie wskaźniki odnoszące się do całego kraju mają coraz mniejszą wartość.

          • > Nie zmienia to faktu, że może nie być w stanie opuścić miejsca zamieszkania, nie cofnie się w czasie i nie naprawi własnych błędów.

            Ale to już jest problem tych konkretnych osób. Przypominam: komuna się skończyła. Niech każdy sam płaci za swoje błędy.

            > Jeśli średnia arytmetyczna jest tak dobra, można argumentować, że należy podnosić pensję minimalną, gdyż jest znacznie niższa niż średnia.

            To ty ciągle upierasz się, że ktoś tak twierdzi. Ja przytaczam ją ponieważ jest lepsza od twoich argumentów anegdotycznych i stwierdzeń na zasadzie „zdaje mi się”. Zrozum, że ile wad by ta średnia nie miała to jest póki co jedynym argumentem merytorycznym w dyskusji, którą prowadzimy. Ty ciągle stosujesz argumenty niemerytoryczne.

            > Równie dobrze można napisać, że średnia jest znacznie wyższa niż najniższa, co pociąga za sobą konieczność podniesienia pensji minimalnej.

            Można napisać dowolną bzdurę, tylko co z tego? Przecież skoro minimalne wynagrodzenie nie jest wyłączone ze średniej krajowej, to jego stałe podnoszenie wpływać będzie na wzrost średniego wynagrodzenia. Poza tym kto powiedział, że minimalne wynagrodzenie ma wzrastać wraz ze średnią? Przypomnę co pisałem wyżej: minimalne wynagrodzenie ma za zadanie zaspokoić podstawowe potrzeby egzystencjalne danego pracownika. I tyle – a nie budować sztuczną klasę średnią. Jedynym czynnikiem który mógłby wpływać na jego wielkość, jest wskaźnik poziomu inflacji, a nie to jaka jest średnia krajowa.

            > Zgodnie z tym, brak podniesienia pensji minimalnej spowoduje spadek dynamiki wzrostu średniej (lub dominanty/mediany) co i tak spowoduje konieczność jej podniesienia. Wyjdzie na to samo.

            Średnia krajowa czy dominanta w pojęciu ogólnym nie ma żadnego znaczenia. Problematyczne jest jedynie wynagrodzenie minimalne, gdyż ZMUSZA ono do wypłacania wynagrodzenia na określonym poziomie osobom, których praca nie jest tego warta. Celem nie jest poprawa wskaźników dotyczących średnich wynagrodzeń, bo one mają się nijak do niczego i w niczym nie rywalizujemy pod tym względem.

            > ażeby pieniędzy wystarczyło na wynajem.

            Dlatego zamiast pompować miliardy w patologię i nierobów, budować im mieszkania socjalne które zaraz zdemolują i wypłacać nagrody za urodzenie dziecka, państwo powinno budować mieszkania dla migrujących. Mieszkania czynszowe, którego miesięczna opłata wynosiłaby ok. 500 zł. Te mieszkania powinny być budowane w dużych miastach (pow. 100 000 mieszkańców). Pozwoliłoby to na zwiększenie konkurencyjności na rynku pracy ludzi najmniej zamożnych, a jednocześnie przebiło nadmuchaną bańkę rynku wynajmu mieszkań.

            > ale mimo wszystko nadal w wielu gminach wysokie bezrobocie nie spada.

            A jak ma nie spadać, skoro z roku na rok rosną koszty pracy, samozatrudnienia, a w zamian państwo rozpieszcza socjalem nierobów i nieudaczników?

            > wskaźniki odnoszące się do całego kraju mają coraz mniejszą wartość.

            Dlaczego więc bronisz minimalnej krajowej, która w Warszawie nie wystarczy nawet na wynajem mieszkania, a w biednej gminie pozwoli na w miarę sensowne życie i jeszcze odłożenie paru groszy?!

          • >>Ale to już jest problem tych konkretnych osób. Przypominam: komuna się skończyła. Niech każdy sam płaci za swoje błędy.

            Chyba niezupełnie tylko problem tych osób, skoro chwilę później piszesz, że „minimalne wynagrodzenie ma za zadanie zaspokoić podstawowe potrzeby egzystencjalne danego pracownika” (swoją drogą wynika to z definicji). Widzę tu pewien brak zdecydowania – jeśli te osoby mają płacić za swoje błędy, dlaczego w ogóle nie zlikwidować pensji minimalnej? Będą wtedy zarabiać tyle, na ile wyceni ich pracę „rynek”. Wtedy tym bardziej będzie można napisać: „komuna się skończyła”.

            >>To ty ciągle upierasz się, że ktoś tak twierdzi. Ja przytaczam ją
            ponieważ jest lepsza od twoich argumentów anegdotycznych i stwierdzeń na
            zasadzie „zdaje mi się”. Zrozum, że ile wad by ta średnia nie miała to
            jest póki co jedynym argumentem merytorycznym w dyskusji, którą
            prowadzimy. Ty ciągle stosujesz argumenty niemerytoryczne.

            Bez wątpienia średnie bezrobocie jest wartością merytoryczną, ale inną kwestią jest skąd się wzięło. Pisałem już, że bezrobocie znacząco się różni w zależności od powiatu, więc ogłaszam: w powiecie szydłowieckim bezrobocie wynosi 29,3%, a w powiecie kępińskim – 2,3%. Średnia krajowa, którą aprobujesz („Na dzień dzisiejszy stopa bezrobocia wynosi 4,7% i zdaniem eurostatu jest najniższe w historii”), nie będzie dobrym wskaźnikiem ani dla jednego, ani dla drugiego. Na pewno nie świadczy o „rynku pracownika”, który może mieć miejsce w powiecie kępińskim, z pewnością nie w szydłowieckim. Poza tym spadek bezrobocia w znaczącym stopniu wynika np. z bezpłatnej opieki medycznej dla każdego czy obniżenia wieku emerytalnego:
            http://forsal pl/praca/bezrobocie/artykuly/1093842,trend-spadajacego-bezrobocia-wynika-m-in-z-obnizenia-wieku-emerytalnego.html
            Zgodnie z twoimi wymaganiami można więc ciągle podnosić pensję minimalną („Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być
            podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie
            wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.) – spadek bezrobocia jest wywołany sztucznie.

            >>Poza tym kto powiedział, że minimalne wynagrodzenie ma wzrastać wraz ze
            średnią? Przypomnę co pisałem wyżej: minimalne wynagrodzenie ma za
            zadanie zaspokoić podstawowe potrzeby egzystencjalne danego pracownika. I
            tyle – a nie budować sztuczną klasę średnią. Jedynym czynnikiem który
            mógłby wpływać na jego wielkość, jest wskaźnik poziomu inflacji, a nie
            to jaka jest średnia krajowa.

            Jednak mała dynamika wzrostu wynagrodzeń ma być twoim zdaniem przesłanką do wzrostu minimalnej. Jeśli więc jednego roku nie podniesie się pensji minimalnej, trzeba będzie to zrobić i tak w kolejnym – pensje wzrosną nieznacznie. Jeszcze raz przypomnę twoje przesłanki powodujące konieczność wzrostu minimalnej – świadczące o rynku pracodawcy (pomijając na razie wysokość podwyżki):
            „Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń, wzrost bezrobocia, mniejsza ilość poważniejszych ofert pracy, niższe oferowane wynagrodzenia, statystyki
            dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy itd.”

            >>Dlatego zamiast pompować miliardy w patologię i nierobów, budować im
            mieszkania socjalne które zaraz zdemolują i wypłacać nagrody za
            urodzenie dziecka, państwo powinno budować mieszkania dla migrujących.
            Mieszkania czynszowe, którego miesięczna opłata wynosiłaby ok. 500 zł.
            Te mieszkania powinny być budowane w dużych miastach (pow. 100 000
            mieszkańców). Pozwoliłoby to na zwiększenie konkurencyjności na rynku
            pracy ludzi najmniej zamożnych, a jednocześnie przebiło nadmuchaną bańkę
            rynku wynajmu mieszkań.

            Jak najbardziej pomogłoby to wielu biednym osobom – w dużych miastach, gdzie są atrakcyjniejsze wynagrodzenia, są przy okazji duże koszta wynajmu. Taki czynsz umożliwiłby opuszczenie biednych regionów, dodatkowo wymusiłby wzrost wynagrodzeń i w tamtych regionach, aby zatrzymać odpływ pracowników. Pensja minimalna stałaby się mniej potrzebna, rynek pracy uległby uzdrowieniu. Niestety, póki co jest to tylko teoretyczne.

            >>Kolejne firmy na zadupiach idą z torbami, bo nie są w stanie wygenerować
            zysków pozwalających na utrzymanie pracowników, którym trzeba płacić
            coraz więcej.

            Jeśli jest problem z symbolicznym podniesieniem pensji minimalnej o 5%, to mam wątpliwości czy w ogóle ktoś powinien prowadzić firmę. Przypomnę tylko, że od pensja minimalna MUSIAŁA od 2018 wynosić przynajmniej 2050 zł (stawka proponowana przez pracodawców), ostatecznie stanęło na 2100 zł brutto – uznano, że skoro jest rynek pracownika, taka podwyżka powinna być nieodczuwalna (pracodawcy i tak powinni płacić więcej). Inna sprawa, że dyskutowałbym, czy i gdzie jest rynek pracownika.

            >>Jak wspomniałem na początku, minimalne wynagrodzenie idzie jak burza, a ceny usług i towarów zmieniły się nieznacznie.

            Średnia inflacja, mierzona na podstawie koszyka CPI to trochę mało, aby pisać, że ceny towarów wzrosły nieznacznie. Znów napiszę – w różnych powiatach była różna dynamika cen, poza tym procentowo niewielka zmiana cen produktów drogich spowoduje znacznie większą zmianę inflacji, niż choćby procentowo duża zmiana w produktach tanich [np. marchewka tania kosztuje 2 zł/kg, droga – 20 zł/kg, średnio – 11 zł/kg; cena drogiej marchewki spadła o 5% (do 19 zł/kg), taniej wzrosła o 40% (do 2,8 zł/kg); nowa średnia – 10,9 zł/kg – inflacja -0,9 % (deflacja)]
            Średnie ceny w gospodarce w skali całego kraju to zbyt szerokie ujęcie sprawy. Nadto na inflację nakłada się niskie oprocentowanie lokat i kont, co powoduje, że sytuacja materialna pracowników ulega pogorszeniu.

            >>Dlaczego więc bronisz minimalnej krajowej, która w Warszawie nie
            wystarczy nawet na wynajem mieszkania, a w biednej gminie pozwoli na w
            miarę sensowne życie i jeszcze odłożenie paru groszy?!

            Istotnie, pensja minimalna ustalana lokalnie byłaby rozsądniejsza. Niestety, władze lokalne często są zbyt niekompetentne, by ją odpowiednio wyznaczyć.
            PS. Dosłownie „paru groszy”.

          • >>Ale to już jest problem tych konkretnych osób. Przypominam: komuna się skończyła. Niech każdy sam płaci za swoje błędy.

            Niby komuna się skończyła i każdy ma płacić za własne błędy, a jednocześnie piszesz ” minimalne wynagrodzenie ma za zadanie zaspokoić podstawowe potrzeby egzystencjalne danego pracownika”. Widzę tu pewną niekonsekwencję. Jeśli każdy ma płacić za własne błędy, dlaczego w ogóle nie zlikwidować płacy minimalnej? Każdy będzie zarabiać tyle, na ile wyceni to rynek.

            >>To ty ciągle upierasz się, że ktoś tak twierdzi. Ja przytaczam ją
            ponieważ jest lepsza od twoich argumentów anegdotycznych i stwierdzeń na
            zasadzie „zdaje mi się”. Zrozum, że ile wad by ta średnia nie miała to
            jest póki co jedynym argumentem merytorycznym w dyskusji, którą
            prowadzimy. Ty ciągle stosujesz argumenty niemerytoryczne.

            Chyba nie jest takim dobrym argumentem, skoro argumenty anegdotyczne mogą ją podważyć. Inne bezrobocie jest w powiecie szydłowieckim, a inne w kępińskim. Średnia krajowa mocno fałszuje obraz. Poza tym bezrobocie wcale nie musi spadać przez dobrą sytuację na rynku pracy:
            http://forsal pl/praca/bezrobocie/artykuly/1093842,trend-spadajacego-bezrobocia-wynika-m-in-z-obnizenia-wieku-emerytalnego.html

          • > Jeśli każdy ma płacić za własne błędy, dlaczego w ogóle nie zlikwidować płacy minimalnej?

            Ale ja jestem jak najbardziej za! Wymagania dotyczące minimalnej krajowej, to z mojej strony kompromis między tym co chciałbym aby było, a realiami rynku. A realia rynku nie wpasowują się 1:1 ani w czysto prawicowe, ani czysto lewicowe idee, dlatego czasem trzeba iść na kompromis.
            Pamiętaj, że posolenie zupy szczyptą soli może poprawić jej smak, ale wsypanie do garnka pół kilogramowego jej opakowania uczyni zupę niejadalną. Nasza „zupa” jest już przesolona, a co roku soli się ją coraz bardziej.

            > Chyba nie jest takim dobrym argumentem, skoro argumenty anegdotyczne mogą ją podważyć.

            Argumenty anegdotyczne nigdy nie mogą niczego podważyć, bo są nieweryfikowalne. Nie jesteś w stanie mi udowodnić, że duże bezrobocie w danym powiecie jest wynikiem wciąż trwającego „rynku pracodawcy”, czy po prostu niedoboru miejsc pracy wynikającego z upadku największego w rejonie zakładu pracy, nieodpowiedniego wykształcenia przeciętnego pracownika, czy niechęci do migracji.
            Zdajesz się nie rozumieć podstawowych pojęć, więc na wszelki wypadek wytłumaczę na przykładach:
            – jeśli jest jedno miejsce pracy i dwóch pracowników, to mówimy o rynku pracodawcy, ponieważ to on w takim wypadku dyktuje warunki, a pracować będzie ten, kto zgodzi się na niższe wynagrodzenie. W najlepszym wypadku bezrobocie sięgnie 50%, a płaca minimalna jest konieczna aby zapobiec wyzyskowi zatrudnionego pracownika i w ten sposób zapewnić mu jakąś ochronę.
            – jeśli są dwa miejsca pracy i jeden pracownik, to mówimy o rynku pracownika, ponieważ w takim wypadku to pracodawcy będą o niego zabiegać, a on wybierze lepszą ofertę. Płaca minimalna nie jest nikomu do niczego potrzebna.
            – jeśli jest jedno miejsce pracy i dwóch pracowników, ALE żaden z nich nie spełnia wymagań pracodawcy, to nadal mówimy o rynku pracownika. Bezrobocie jest nie dlatego, że brakuje miejsc pracy, tylko dlatego, że pracownicy decydują, że nie chcą jej wykonywać (nawet jeśli bezrobocie wynosi 100%). W takim przypadku najniższa krajowa również na nic się nie zdaje.

            > Średnia krajowa mocno fałszuje obraz. Poza tym bezrobocie wcale nie musi spadać przez dobrą sytuację na rynku pracy:

            Nikt nie powiedział, ze spadek bezrobocia wynika z dobrej sytuacji na rynku pracy. Przecież PiS przez ostatnie lata nie zrobił nic co by ten stan poprawiło, a jeszcze dołożyli kosztów pracodawcy. Spadek bezrobocia wynika z wielu czynników – w tym wypłaty 500+, które spowodowało, że w niektórych scenariuszach bardziej opłacalne było, by kobieta nie szła do pracy, odpuściła przedszkola i żłobki, i by została w domu wychowując piątkę swoich dzieci – otrzymując za to 2 500 zł netto. To jednak nic nie zmienia w dyskusji.
            W serwisie biznes.radiozet pojawił się wczoraj artykuł na temat niedoboru pracowników w podstawowych zawodach (kierowcy, kucharze, przedstawiciele handlowi, sprzedawcy). O czym to świadczy, jak nie o rynku pracownika? Jeśli ktoś nie chce wykonywać danego zawodu, bo woli robić coś innego, to jest to jego wybór i świadczy o rynku pracownika. Na rynku pracodawcy musi się dostosować inaczej umrze z głodu. Jeśli ktoś rezygnuje z pracy dla socjalu, to świadczy to o rynku pracownika. Na rynku pracodawcy nie miałby wyboru.
            Jeśli rząd wprowadza socjal, to wzmacnia rynek pracownika, bo coraz mniejszej ilości osób opłaca się pracować, co powoduje niedobory pracownicze i konieczność podniesienia wynagrodzenia – a dla pracownika łatwiejsze znalezienie pracy.

            Teraz pewnie walniesz, że skoro socjal wzmacnia rynek pracownika, to powinien być jeszcze większy. I nie będziesz miał racji. Na gospodarkę pozytywnie wpływa sytuacja określana jako „rynek pracodawcy”. Wahania koniunkturalne powinny być efektem działania niewidzialnej ręki wolnego rynku, a rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których dochodzi do patologii.

          • >> Ale ja jestem jak najbardziej za! Wymagania dotyczące minimalnej
            krajowej, to z mojej strony kompromis między tym co chciałbym aby było, a
            realiami rynku. A realia rynku nie wpasowują się 1:1 ani w czysto
            prawicowe, ani czysto lewicowe idee, dlatego czasem trzeba iść na
            kompromis.
            Pamiętaj, że posolenie zupy szczyptą soli może poprawić
            jej smak, ale wsypanie do garnka pół kilogramowego jej opakowania uczyni
            zupę niejadalną. Nasza „zupa” jest już przesolona, a co roku soli się
            ją coraz bardziej.

            Czyli jesteś za, a nawet przeciw? Ten twój kompromis jest czysto absurdalny, skoro nawet nie jesteś w stanie podać twardych danych powodujących konieczność podniesienia płacy minimalnej. „Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń” czy „niższe oferowane wynagrodzenia” wystąpią samoczynnie w momencie nie podniesienia pensji minimalnej – twoje warunki zostaną wyczerpane, najniższą pensję trzeba będzie podnieść. Inną kwestią jest kwota podwyżki, jednak sama podwyżka (wg ciebie) będzie musiała nastąpić. Czyż nie tak jest?

            >>Argumenty anegdotyczne nigdy nie mogą niczego podważyć, bo są
            nieweryfikowalne. Nie jesteś w stanie mi udowodnić, że duże bezrobocie w
            danym powiecie jest wynikiem wciąż trwającego „rynku pracodawcy”, czy
            po prostu niedoboru miejsc pracy wynikającego z upadku największego w
            rejonie zakładu pracy, nieodpowiedniego wykształcenia przeciętnego
            pracownika, czy niechęci do migracji.

            Dokładnie tak! Napisałeś dokładnie to, co oczekiwałem. Nie jestem w stanie udowodnić, że duże bezrobocie w danym powiecie jest wynikiem rynku pracodawcy, tak samo jak ty nie jesteś w stanie udowodnić, że bezrobocie małe świadczy o rynku pracownika. Wróćmy do początku dyskusji. Przecież: „Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być
            podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie
            wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”. Skoro nie można nawet dokładnie określić, kiedy jest rynek pracownika, a kiedy pracodawcy, to pensję minimalną trzeba podnosić ciągle lub nie podnosić jej wcale. Wydaje się to w miarę oczywiste, chyba, że nagle znajdziesz uniwersalny wskaźnik stanu rynku pracy.

            >>- jeśli jest jedno miejsce pracy i dwóch pracowników, to mówimy o rynku
            pracodawcy, ponieważ to on w takim wypadku dyktuje warunki, a pracować
            będzie ten, kto zgodzi się na niższe wynagrodzenie. W najlepszym wypadku
            bezrobocie sięgnie 50%, a płaca minimalna jest konieczna aby zapobiec
            wyzyskowi zatrudnionego pracownika i w ten sposób zapewnić mu jakąś
            ochronę.

            Mocno uproszczony obraz, pomijający kompletnie kompetencje pracowników, jednak jestem skłonny zgodzić się z tą wizją. Tym bardziej, że bardzo mała skala będzie znacznie bliżej gminy/powiatu niż całego kraju. Pokazuje to również bezsensowność średniej w skali całego kraju – w tym miejscu jest 1 miejsce pracy i 2 pracowników, kilkaset km dalej – 2 miejsca pracy i 1 pracownik. Jak rozumiem chciałbyś lokalnego ustalania pensji minimalnej?

            >>Bezrobocie jest nie dlatego, że brakuje miejsc pracy, tylko dlatego, że
            pracownicy decydują, że nie chcą jej wykonywać (nawet jeśli bezrobocie
            wynosi 100%). W takim przypadku najniższa krajowa również na nic się nie
            zdaje.

            Chyba jednak na coś się zdaje. Wszak wg Polaków w pracy najważniejsza jest wysokość wynagrodzenia:
            https://rynekpracy pl/artykuly/oczekiwania-wobec-pracodawcy-podsumowanie-wynikow-badania
            Skoro tak można domniemywać, że wyższy poziom wynagrodzenia skłoni więcej bezrobotnych do podjęcia zatrudnienia, w tym te osoby, co nie szukały intensywnie zatrudnienia.

            >>W serwisie biznes.radiozet pojawił się wczoraj artykuł na temat
            niedoboru pracowników w podstawowych zawodach (kierowcy, kucharze,
            przedstawiciele handlowi, sprzedawcy). O czym to świadczy, jak nie o
            rynku pracownika?

            Mogą być to co najwyżej przesłanki świadczące o rynku pracownika – i to tylko w konkretnym regionie, wątpię żeby artykuł dotyczył całej Polski, w tym powiatów z rekordowym bezrobociem. Nie można też wykluczyć problemów z dotarciem do bezrobotnych – często są to osoby o niskich kompetencjach, niepotrafiące skutecznie szukać pracy. Nie wiadomo nic również o wynagrodzeniach – często czyta się o próbach obchodzenia płacy minimalnej.

            >>Teraz pewnie walniesz, że skoro socjal wzmacnia rynek pracownika, to
            powinien być jeszcze większy. I nie będziesz miał racji. Na gospodarkę
            pozytywnie wpływa sytuacja określana jako „rynek pracodawcy”. Wahania
            koniunkturalne powinny być efektem działania niewidzialnej ręki wolnego
            rynku, a rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których
            dochodzi do patologii.

            Ależ nie, mógłbym dać wiele argumentów za i przeciw. Po prostu dziwi mnie twoje swoiste dwójmyślenie – z jednej strony „Na gospodarkę
            pozytywnie wpływa sytuacja określana jako „rynek pracodawcy”, z drugiej „rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których
            dochodzi do patologii”. Skoro rynek pracodawcy jest korzystny, powinniśmy akceptować wszelkie tego następstwa, a nie o pomoc wołać rząd. Swoją drogą w czasie rynku pracodawcy wszelkie działania rządu będą nieskuteczne – pracodawca zatrudni osobę, która zgodzi się na łamanie jej praw, np. wynagrodzenie poniżej minimalnej. Ciekawe jest również szafowanie pojęciami typu „wyzysk” czy „patologia” tak typowymi dla miłośników socjalu i komuny, którymi podobno tak bardzo pogardzasz.

          • >> Ale ja jestem jak najbardziej za! Wymagania dotyczące minimalnej krajowej, to z mojej strony kompromis między tym co chciałbym aby było, a realiami rynku. A realia rynku nie wpasowują się 1:1 ani w czysto prawicowe, ani czysto lewicowe idee, dlatego czasem trzeba iść na kompromis.
            Pamiętaj, że posolenie zupy szczyptą soli może poprawić jej smak, ale wsypanie do garnka pół kilogramowego jej opakowania uczyni zupę niejadalną. Nasza „zupa” jest już przesolona, a co roku soli się ją coraz bardziej.

            Czyli jesteś za, a nawet przeciw? Ten twój kompromis jest czysto absurdalny, skoro nawet nie jesteś w stanie podać twardych danych powodujących konieczność podniesienia płacy minimalnej. „Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń” czy „niższe oferowane wynagrodzenia” wystąpią samoczynnie w momencie nie podniesienia pensji minimalnej – twoje warunki zostaną wyczerpane, najniższą pensję trzeba będzie podnieść. Inną kwestią jest kwota podwyżki, jednak sama podwyżka (wg ciebie) będzie musiała nastąpić. Czyż nie tak jest?

            >>Argumenty anegdotyczne nigdy nie mogą niczego podważyć, bo są nieweryfikowalne. Nie jesteś w stanie mi udowodnić, że duże bezrobocie w danym powiecie jest wynikiem wciąż trwającego „rynku pracodawcy”, czy po prostu niedoboru miejsc pracy wynikającego z upadku największego w rejonie zakładu pracy, nieodpowiedniego wykształcenia przeciętnego pracownika, czy niechęci do migracji.

            Dokładnie tak! Napisałeś dokładnie to, co oczekiwałem. Nie jestem w stanie udowodnić, że duże bezrobocie w danym powiecie jest wynikiem rynku pracodawcy, tak samo jak ty nie jesteś w stanie udowodnić, że bezrobocie małe świadczy o rynku pracownika. Wróćmy do początku dyskusji. Przecież: „Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”. Skoro nie można nawet dokładnie określić, kiedy jest rynek pracownika, a kiedy pracodawcy, to pensję minimalną trzeba podnosić ciągle lub nie podnosić jej wcale. Wydaje się to w miarę oczywiste, chyba, że nagle znajdziesz uniwersalny wskaźnik stanu rynku pracy.

            >>- jeśli jest jedno miejsce pracy i dwóch pracowników, to mówimy o rynku pracodawcy, ponieważ to on w takim wypadku dyktuje warunki, a pracować będzie ten, kto zgodzi się na niższe wynagrodzenie. W najlepszym wypadku bezrobocie sięgnie 50%, a płaca minimalna jest konieczna aby zapobiec wyzyskowi zatrudnionego pracownika i w ten sposób zapewnić mu jakąś ochronę.

            Mocno uproszczony obraz, pomijający kompletnie kompetencje pracowników, jednak jestem skłonny zgodzić się z tą wizją. Tym bardziej, że bardzo mała skala będzie znacznie bliżej gminy/powiatu niż całego kraju. Pokazuje to również bezsensowność średniej w skali całego kraju – w tym miejscu jest 1 miejsce pracy i 2 pracowników, kilkaset km dalej – 2 miejsca pracy i 1 pracownik. Jak rozumiem chciałbyś lokalnego ustalania pensji minimalnej?

            >>Bezrobocie jest nie dlatego, że brakuje miejsc pracy, tylko dlatego, że pracownicy decydują, że nie chcą jej wykonywać (nawet jeśli bezrobocie wynosi 100%). W takim przypadku najniższa krajowa również na nic się nie zdaje.

            Chyba jednak na coś się zdaje. Wszak wg Polaków w pracy najważniejsza jest wysokość wynagrodzenia:
            https://rynekpracy pl/artykuly/oczekiwania-wobec-pracodawcy-podsumowanie-wynikow-badania
            Skoro tak można domniemywać, że wyższy poziom wynagrodzenia skłoni więcej bezrobotnych do podjęcia zatrudnienia, w tym te osoby, co nie szukały intensywnie zatrudnienia.

            >>W serwisie biznes.radiozet pojawił się wczoraj artykuł na temat niedoboru pracowników w podstawowych zawodach (kierowcy, kucharze, przedstawiciele handlowi, sprzedawcy). O czym to świadczy, jak nie o rynku pracownika?

            Mogą być to co najwyżej przesłanki świadczące o rynku pracownika – i to tylko w konkretnym regionie, wątpię żeby artykuł dotyczył całej Polski, w tym powiatów z rekordowym bezrobociem. Nie można też wykluczyć problemów z dotarciem do bezrobotnych – często są to osoby o niskich kompetencjach, niepotrafiące skutecznie szukać pracy. Nie wiadomo nic również o wynagrodzeniach – często czyta się o próbach obchodzenia płacy minimalnej.

            >>Teraz pewnie walniesz, że skoro socjal wzmacnia rynek pracownika, to powinien być jeszcze większy. I nie będziesz miał racji. Na gospodarkę pozytywnie wpływa sytuacja określana jako „rynek pracodawcy”. Wahania koniunkturalne powinny być efektem działania niewidzialnej ręki wolnego rynku, a rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których dochodzi do patologii.

            Ależ nie, mógłbym dać wiele argumentów za i przeciw. Po prostu dziwi mnie twoje swoiste dwójmyślenie – z jednej strony „Na gospodarkę pozytywnie wpływa sytuacja określana jako „rynek pracodawcy”, z drugiej „rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których dochodzi do patologii”. Skoro rynek pracodawcy jest korzystny, powinniśmy akceptować wszelkie tego następstwa, a nie o pomoc wołać rząd. Swoją drogą w czasie rynku pracodawcy wszelkie działania rządu będą nieskuteczne – pracodawca zatrudni osobę, która zgodzi się na łamanie jej praw, np. wynagrodzenie poniżej minimalnej. Ciekawe jest również szafowanie pojęciami typu „wyzysk” czy „patologia” tak typowymi dla miłośników socjalu i komuny, którymi podobno tak bardzo pogardzasz.

          • > Czyli jesteś za, a nawet przeciw? Ten twój kompromis jest czysto absurdalny, skoro nawet nie jesteś w stanie podać twardych danych powodujących konieczność podniesienia płacy minimalnej.

            Nie, po prostu poza skrajnymi rozwiązaniami widzę również jakieś inne. Jeśli masz ochotę na przerzucanie się argumentami z betonowymi eksternistami, to źle trafiłeś.
            Co to znaczy „twardych danych powodujących”? Mówiłem chyba na samym początku, że minimalna krajowa powinna być korygowana o wartość inflacji. Zacznij może czytać ze zrozumieniem, bo ta dyskusja zaczyna mnie już drażnić. Marnuję prąd, klawiaturę i czas, żeby w kółko powtarzać coś, co zostało napisane wcześniej.

            Popatrz sobie jak wygląda rozkład wynagrodzeń i ile osób tak naprawdę zarabia minimalne wynagrodzenie. Mimo twardych danych statystycznych ty lansujesz jakieś kuriozalne tezy tak, jakby 100% społeczeństwa zarabiało najniższą krajową.

            > Skoro nie można nawet dokładnie określić

            To, że ty nie możesz czegoś określić, nie znaczy, że nie można. Uczepiłeś się jednego wskaźnika który próbujesz obalić tym, że w Pcimiu Dolnym może być większe bezrobocie niż średnie. Kogo to obchodzi? Na tym właśnie polega średnia. Gdzieś jest bezrobocie większe, a w innym rejonie mniejsze. Ważna jest linia trendu, która jest spadająca.
            Poza samym wskaźnikiem bezrobocia wymieniłem też kilka innych. Może bądź łaskaw odnieść do każdego z osobna i wszystkich razem.

            > Jak rozumiem chciałbyś lokalnego ustalania pensji minimalnej?

            Nie. To wynika z twojego podważania sensowności wskaźników ogólnych dla całego kraju. Jeśli bezrobocie jest różne w różnych regionach, koszty utrzymania są różne w różnych regionach, to po co wprowadzać najniższą krajową wszędzie taką samą? Widzę tu po prostu brak konsekwencji.

            > Skoro tak można domniemywać, że wyższy poziom wynagrodzenia skłoni więcej bezrobotnych do podjęcia zatrudnienia, w tym te osoby, co nie szukały intensywnie zatrudnienia.

            To czemu nie ustalić najniższej krajowej na 20 000 zł? Wszyscy będą bogaci, każdy będzie chciał pracować, zmobilizuje to bezrobotnych…

            Bezrobotnych powinien do pracy i do rozwoju mobilizować fakt, że jak nie zarobią pieniędzy, to umrą z głodu. Sytuacja w której bezrobotny nie podejmuje pracy bo i tak ma przez socjalne państwo zabezpieczone wszelkie potrzeby, jest sytuacją patologiczną. Dlatego też ciągle powtarzam, że najniższe wynagrodzenie powinno zabezpieczać jedynie podstawowe potrzeby egzystencjalne. Jeśli ktoś chce więcej, to niech się bierze za robotę.

            > i to tylko w konkretnym regionie, wątpię żeby artykuł dotyczył całej Polski, w tym powiatów z rekordowym bezrobociem.

            Wątpisz, czy przeczytałeś artykuł?
            Chyba nie ma nic prostszego niż zarejestrować się w lokalnym UP. Tam zwykle jest spora lista ofert pracy do wykonania i zwykle są to właśnie te proste zawody. Wystarczy wejść na pierwszą lepszą stronę www UP. Jeśli negujesz rynek pracownika, to jak wytłumaczysz fakt takiej ilości ofert pracy, której nikt nie chce podjąć? Przecież praca oferowana w UP jest obwarowana określonymi wymaganiami.

            Niski wskaźnik bezrobocia na pewno świadczy o jednym: mniej ludzi rejestruje się jako bezrobotni.
            I teraz dwa pytania:
            1. Jaką pracę jest zdolna wykonać osoba która nie potrafi znaleźć drogi do UP?
            2. Dlaczego mam takiej osobie płacić 2 100 zł brutto + koszty pracodawcy, czyli tyle samo ile osobie znacznie od niej lepiej wykształconej, obrotnej i zaradnej? Wszak w UP nie rejestrują się osoby tylko o najgorszym wykształceniu.

            > Skoro rynek pracodawcy jest korzystny, powinniśmy akceptować wszelkie tego następstwa, a nie o pomoc wołać rząd.

            A niby dlaczego tak?
            Twój problem polega na tym, że starasz się znaleźć jedno uniwersalne rozwiązanie wszystkich problemów. To rozwiązanie ma być ponadto albo skrajnie kapitalistyczne, albo skrajnie socjalistyczne. Takie rozwiązanie nie istnieje. Każde ma pewne zalety i pewne wady, a reagować należy wraz z rozwojem sytuacji, regulować lub deregulować w razie konieczności – zamiast upierać się, że system jest słuszny mimo ofiar.

            > Swoją drogą w czasie rynku pracodawcy wszelkie działania rządu będą nieskuteczne – pracodawca zatrudni osobę, która zgodzi się na łamanie jej praw, np. wynagrodzenie poniżej minimalnej.

            Po 1. Od tego są odpowiednie służby, które mogą temu przeciwdziałać.
            Po 2. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś ma wolę pracować za wynagrodzenie poniżej minimalnego, to osobom trzecim nic do tego.

            > Ciekawe jest również szafowanie pojęciami typu „wyzysk” czy „patologia” tak typowymi dla miłośników socjalu i komuny, którymi podobno tak bardzo pogardzasz.

            A co w tym ciekawego? Mam wyłączyć ze słownika określona słowa, bo pewnym grupom kojarzą się one z socjalizmem i komunizmem? To jakieś chore. Ani wyzysk (art. 304 k.k.), ani patologia (pochodzenie z języka greckiego) nie należą do nowomowy komunistycznej, więc jak coś ci się nie tak kojarzy, to jest to tylko i wyłącznie twój problem. Ba – nawet gdyby były, to co z tego? Komunistyczne to mogą być idee, a nie zasób słownictwa którymi się te idee opisuje.

            Jeśli masz zamiar czepiać się słówek i udowadniać tym samym… hmm… sam nie wiem co, to lepiej znajdź innego rozmówcę. Zapamiętaj sobie, że jestem człowiekiem który słowem „tęcza” opisuje określone zjawisko optyczne. Jest ono przeważnie ładne. I nie obchodzi mnie to, że symbol tęczy używany jest przez środowiska homoseksualne z którymi nie sympatyzuję. Tęcza, to tęcza, a jak komuś się ona nie podoba, to jego problem – i nie mam zamiaru wyrzucać jej z tego powodu ze swojego słownika.

          • >>Nie, po prostu poza skrajnymi rozwiązaniami widzę również jakieś inne. Jeśli masz ochotę na przerzucanie się argumentami z betonowymi eksternistami, to źle trafiłeś.
            Co to znaczy „twardych danych powodujących”? Mówiłem chyba na samym początku, że minimalna krajowa powinna być korygowana o wartość inflacji. Zacznij może czytać ze zrozumieniem, bo ta dyskusja zaczyna mnie już drażnić. Marnuję prąd, klawiaturę i czas, żeby w kółko powtarzać coś, co zostało napisane wcześniej.

            Nie, na początku napisałeś, że minimalna krajowa nie powinna być w ogóle podwyższana w czasie „rynku pracownika”, a tylko w czasie „rynku pracodawcy”: „Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.

            Potem się zapytałem, jak chcesz określać kiedy jest rynek pracodawcy, a kiedy nie – ty zaproponowałeś niepewne wskaźniki, o dużej zmienności w skali kraju – „Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń, wzrost bezrobocia, mniejsza ilość poważniejszych ofert pracy, niższe oferowane wynagrodzenia, statystyki dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy itd.”. Jednocześnie nie dostrzegłeś, że nie podnosząc pensji minimalnej, twoje wskaźniki (głównie dotyczące wynagrodzeń), automatycznie zostaną spełnione.

            Nie powinieneś chyba pisać o czytaniu ze zrozumieniem, skoro sam uczepiłeś się dynamiki podnoszenia minimalnej – co nie było jeszcze w ogóle poruszane. W istocie, skoro nie wiesz nawet jaki rynek teraz panuje, jak możesz wiedzieć czy minimalną należy podnosić.

            >>Popatrz sobie jak wygląda rozkład wynagrodzeń i ile osób tak naprawdę zarabia minimalne wynagrodzenie. Mimo twardych danych statystycznych ty lansujesz jakieś kuriozalne tezy tak, jakby 100% społeczeństwa zarabiało najniższą krajową.

            Nikt nigdy nie pisał, że wszyscy zarabiają minimalną. Wiadomo natomiast, że nie należy opierać się na wszelkich średnich i orzekać o stanie rynku pracy. Tyczy się to zarówno średniej płacy, jak i średniego bezrobocia:

            http://www.pulshr pl/wynagrodzenia/przecietne-a-typowe-wynagrodzenie-to-nie-to-samo,46709.html
            „Do publikowanych co kwartał informacji GUS nt. wynagrodzeń musimy podchodzić z dużą rezerwą. Obecnie podaje on dane dotyczące zaledwie 4 proc.przedsiębiorstw – firm dużych i średnich. Pomija natomiast mikroprzedsiębiorstwa, w których przeciętne zarobki są prawie dwukrotnie niższe.
            Po drugie sama średnia jest wartością zwodniczą. „Przykładowo w zeszłym roku według GUS przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wynosiło w przybliżeniu 4200 zł. Natomiast mediana, czyli wartość środkowa – już 3200 zł. Ale jeśli weźmiemy wartość najczęściej występującą, czyli dominantę, okaże się, że typowe wynagrodzenie w gospodarce wynosiło 2400 zł. Między 4200 a 2400 jest bardzo duża różnica” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire Katarzyna Lorenc, ekspert ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy z Business Centre Club”

            >>To, że ty nie możesz czegoś określić, nie znaczy, że nie można. Uczepiłeś się jednego wskaźnika który próbujesz obalić tym, że w Pcimiu Dolnym może być większe bezrobocie niż średnie. Kogo to obchodzi? Na tym właśnie polega średnia. Gdzieś jest bezrobocie większe, a w innym rejonie mniejsze. Ważna jest linia trendu, która jest spadająca.
            Poza samym wskaźnikiem bezrobocia wymieniłem też kilka innych. Może bądź łaskaw odnieść do każdego z osobna i wszystkich razem.

            Kłopot w tym, że niewiele więcej niż ten jeden wskaźnik masz. Na pewno za istotne nie można uznać informacji z gazety. Wskaźniki oparte o wynagrodzenia już omówiłem. Pora więc ostatecznie podważyć wskaźnik średniego bezrobocia:

            http://forsal pl/artykuly/1045673,niskie-bezrobocie-to-nie-wszystko-pod-wzgledem-zatrudnienia-jestesmy-w-ogonie-ue.html
            „Europejski Urząd Statystyczny, posługując się inną metodą, wyliczył, że stopa bezrobocia w Polsce wynosi 5,3 proc., co przekłada się na miejsce w ścisłej czołówce Unii Europejskiej i oznacza wartość niemal 3 pkt proc. niższą niż średnia dla wszystkich unijnych krajów.
            Jednak stopa bezrobocia sama w sobie nie jest dobrym miernikiem kondycji rynku pracy. Ten sam Europejski Urząd Statystyczny klasyfikuje Polskę w ogonie państw UE pod względem o wiele istotniejszego wskaźnika, czyli odsetka ludzi zatrudnionych, który w Polsce dla wieku 20-64 lata wynosi 69,9 proc., przy unijnej średniej – 71,5 proc. i np. 77,8 proc. w Czechach oraz 79,1 proc. w Niemczech.
            – Szczególnie jeżeli chodzi o zatrudnienie osób z najniższym wykształceniem, ich odsetek w Polsce jest jednym z najniższych w całej Europie, wynosi niecałe 40 proc. w przedziale wiekowym 20-64 lata, podczas gdy średnia dla Unii jest o blisko 15 pkt. proc. wyższa, a np. dla Niemiec czy Wielkiej Brytanii o połowę wyższa. Dodatkowe słabości polskiego rynku pracy wynikają ze: zbyt niskiego współczynnika wakatów, stosunkowo dużej dysproporcji w wynagrodzeniach oraz różnic w liczbach oferowanych miejsc pracy pomiędzy poszczególnymi regionami. Współczynnik wakatów może odzwierciedlać niezaspokojony popyt na pracę oraz potencjalnie dysproporcje pomiędzy umiejętnościami osób gotowych do pracy, a profilem osób, jakich szukają pracodawcy. Wakaty skupione są w największych ośrodkach, ale nadal relatywnie niska mobilność pracowników może powodować większy poziom bezrobocia w niektórych regionach – wyjaśnia Bartosz Grejner.”

            Aczkolwiek pragnę podkreślić, że to ty stawiasz jakieś egzotyczne tezy o „rynku pracownika” czy wyzysku. Wypadałoby, abyś umiał je udowodnić. Inaczej będą to tylko hipotezy, łatwe do obalenia nawet na gruncie anegdotycznym. Bądź co bądź ufam, że twarde dane pomogą wejrzeć ci głębiej w specyfikę rynku pracy, a twój ogląd stanie się szerszy.

            >>Nie. To wynika z twojego podważania sensowności wskaźników ogólnych dla całego kraju. Jeśli bezrobocie jest różne w różnych regionach, koszty utrzymania są różne w różnych regionach, to po co wprowadzać najniższą krajową wszędzie taką samą? Widzę tu po prostu brak konsekwencji.

            W istocie, także widzę tu brak konsekwencji. Dlatego po prostu zapytałem się, jak wyobrażasz sobie ustalanie najniższej płacy. Przypomnijmy, że wg ciebie nim w ogóle zajmiemy się ustalaniem wartości podwyżki pensji minimalnej, powinniśmy sprawdzić stan rynku pracy, czy czasem nie dochodzi w nim do „wyzysku” czy „patologii”. Wskaźniki, które proponujesz, różnią się znacznie w różnych regionach. Jak wg ciebie należy wybrnąć z tych problemów?

            >>To czemu nie ustalić najniższej krajowej na 20 000 zł? Wszyscy będą bogaci, każdy będzie chciał pracować, zmobilizuje to bezrobotnych…
            Bezrobotnych powinien do pracy i do rozwoju mobilizować fakt, że jak nie zarobią pieniędzy, to umrą z głodu. Sytuacja w której bezrobotny nie podejmuje pracy bo i tak ma przez socjalne państwo zabezpieczone wszelkie potrzeby, jest sytuacją patologiczną. Dlatego też ciągle powtarzam, że najniższe wynagrodzenie powinno zabezpieczać jedynie podstawowe potrzeby egzystencjalne. Jeśli ktoś chce więcej, to niech się bierze za robotę.

            Tak gwałtowny wzrost, znacznie powyżej wzrostu PKB, spowodował by gwałtowną inflację, czy wręcz wpędziłby gospodarkę w recesję. Bez wątpienia trzeba mądrze podnosić tę pensję i dokładnie zastanowić się, na jakich wskaźnikach się opierać – lokalnych czy ogólnokrajowych. Trudne to zagadnienie, jednak ciebie przerosło nawet określenie odpowiednich ku temu podnoszeniu sposobności.

            >>Chyba nie ma nic prostszego niż zarejestrować się w lokalnym UP. Tam zwykle jest spora lista ofert pracy do wykonania i zwykle są to właśnie te proste zawody. Wystarczy wejść na pierwszą lepszą stronę www UP. Jeśli negujesz rynek pracownika, to jak wytłumaczysz fakt takiej ilości ofert pracy, której nikt nie chce podjąć? Przecież praca oferowana w UP jest obwarowana określonymi wymaganiami.

            Nie powiedziałbym, że neguję rynek pracownika, tylko się pytam – gdzie? Również w powiecie szydłowieckim, gdzie bezrobocie jest blisko 30-procentowe? Zresztą przytoczyłem wyżej artykuł na owy temat, więc nie muszę zbyt wiele dodawać.

            >>Niski wskaźnik bezrobocia na pewno świadczy o jednym: mniej ludzi rejestruje się jako bezrobotni.
            I teraz dwa pytania:
            1. Jaką pracę jest zdolna wykonać osoba która nie potrafi znaleźć drogi do UP?
            2. Dlaczego mam takiej osobie płacić 2 100 zł brutto + koszty pracodawcy, czyli tyle samo ile osobie znacznie od niej lepiej wykształconej, obrotnej i zaradnej? Wszak w UP nie rejestrują się osoby tylko o najgorszym wykształceniu.

            Osobie lepiej wykształconej zawsze możesz płacić więcej. Jeśli zamierzasz płacić jej tylko minimum, nie zatrzymasz jej zbyt długo na stanowisku – wszak jest również obrotna i zaradna, wkrótce znajdzie sobie mniej skąpego pracodawcę.

            >>Po 1. Od tego są odpowiednie służby, które mogą temu przeciwdziałać.

            W czasie rynku pracodawcy nadużycia będą zbyt masowe, aby mało wydolne służby mogły je skontrolować.

            >>Po 2. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś ma wolę pracować za wynagrodzenie poniżej minimalnego, to osobom trzecim nic do tego.

            Skoro osobom trzecim nic do tego, że ktoś ma wolę pracować za mniej niż pensja minimalna, po co w ogóle podnosić pensję minimalną. Pisałeś:

            „To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.”
            „Wynagrodzenie minimalne nie jest od tego aby wpływać, tylko po to, by zapewnić minimum egzystencjalne osobom o najniższej konkurencyjności na rynku pracy – a przez to zapobiec wyzyskowi takich osób.”
            „minimalne wynagrodzenie ma za zadanie zaspokoić podstawowe potrzeby egzystencjalne danego pracownika”
            „płaca minimalna jest konieczna aby zapobiec wyzyskowi zatrudnionego pracownika i w ten sposób zapewnić mu jakąś ochronę.”
            „Dlatego też ciągle powtarzam, że najniższe wynagrodzenie powinno zabezpieczać jedynie podstawowe potrzeby egzystencjalne.”
            „rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których dochodzi do patologii.”

            Jeśli w ostatecznym rozrachunku „osobom trzecim (w tym urzędnikom – przyp.) nic do tego” po co w ogóle podnosić pensję minimalną? Nagle twoje elaboraty o „patologii” czy „wyzysku” straciły rację bytu.

          • >>Nie, po prostu poza skrajnymi rozwiązaniami widzę również jakieś inne. Jeśli masz ochotę na przerzucanie się argumentami z betonowymi eksternistami, to źle trafiłeś.
            Co to znaczy „twardych danych powodujących”? Mówiłem chyba na samym początku, że minimalna krajowa powinna być korygowana o wartość inflacji. Zacznij może czytać ze zrozumieniem, bo ta dyskusja zaczyna mnie już drażnić. Marnuję prąd, klawiaturę i czas, żeby w kółko powtarzać coś, co zostało napisane wcześniej.
            Popatrz sobie jak wygląda rozkład wynagrodzeń i ile osób tak naprawdę zarabia minimalne wynagrodzenie. Mimo twardych danych statystycznych ty lansujesz jakieś kuriozalne tezy tak, jakby 100% społeczeństwa zarabiało najniższą krajową.

            Nie, na początku napisałeś, że minimalna krajowa nie powinna być w ogóle podwyższana w czasie „rynku pracownika”, a tylko w czasie „rynku pracodawcy”: „Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.

            Potem się zapytałem, jak chcesz określać kiedy jest rynek pracodawcy, a kiedy nie – ty zaproponowałeś niepewne wskaźniki, o dużej zmienności w skali kraju – „Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń, wzrost bezrobocia, mniejsza ilość poważniejszych ofert pracy, niższe oferowane wynagrodzenia, statystyki dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy itd.”. Jednocześnie nie dostrzegłeś, że nie podnosząc pensji minimalnej, twoje wskaźniki (głównie dotyczące wynagrodzeń), automatycznie zostaną spełnione.

            Nie powinieneś chyba pisać o czytaniu ze zrozumieniem, skoro sam uczepiłeś się dynamiki podnoszenia minimalnej – co nie było jeszcze w ogóle poruszane. W istocie, skoro nie wiesz nawet jaki rynek teraz panuje, jak możesz wiedzieć czy minimalną należy podnosić.

            >>Popatrz sobie jak wygląda rozkład wynagrodzeń i ile osób tak naprawdę zarabia minimalne wynagrodzenie. Mimo twardych danych statystycznych ty lansujesz jakieś kuriozalne tezy tak, jakby 100% społeczeństwa zarabiało najniższą krajową.

            Nikt nigdy nie pisał, że wszyscy zarabiają minimalną. Wiadomo natomiast, że nie należy opierać się na wszelkich średnich i orzekać o stanie rynku pracy. Tyczy się to zarówno średniej płacy, jak i średniego bezrobocia:

            http://www.pulshr pl/wynagrodzenia/przecietne-a-typowe-wynagrodzenie-to-nie-to-samo,46709.html
            „Do publikowanych co kwartał informacji GUS nt. wynagrodzeń musimy podchodzić z dużą rezerwą. Obecnie podaje on dane dotyczące zaledwie 4 proc.przedsiębiorstw – firm dużych i średnich. Pomija natomiast mikroprzedsiębiorstwa, w których przeciętne zarobki są prawie dwukrotnie niższe.
            Po drugie sama średnia jest wartością zwodniczą. „Przykładowo w zeszłym roku według GUS przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wynosiło w przybliżeniu 4200 zł. Natomiast mediana, czyli wartość środkowa – już 3200 zł. Ale jeśli weźmiemy wartość najczęściej występującą, czyli dominantę, okaże się, że typowe wynagrodzenie w gospodarce wynosiło 2400 zł. Między 4200 a 2400 jest bardzo duża różnica” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire Katarzyna Lorenc, ekspert ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy z Business Centre Club”

            >>To, że ty nie możesz czegoś określić, nie znaczy, że nie można. Uczepiłeś się jednego wskaźnika który próbujesz obalić tym, że w Pcimiu Dolnym może być większe bezrobocie niż średnie. Kogo to obchodzi? Na tym właśnie polega średnia. Gdzieś jest bezrobocie większe, a w innym rejonie mniejsze. Ważna jest linia trendu, która jest spadająca.
            Poza samym wskaźnikiem bezrobocia wymieniłem też kilka innych. Może bądź łaskaw odnieść do każdego z osobna i wszystkich razem.

            Kłopot w tym, że niewiele więcej niż ten jeden wskaźnik masz. Na pewno za istotne nie można uznać informacji z gazety. Wskaźniki oparte o wynagrodzenia już omówiłem. Pora więc ostatecznie podważyć wskaźnik średniego bezrobocia:

            http://forsal pl/artykuly/1045673,niskie-bezrobocie-to-nie-wszystko-pod-wzgledem-zatrudnienia-jestesmy-w-ogonie-ue.html
            „Europejski Urząd Statystyczny, posługując się inną metodą, wyliczył, że stopa bezrobocia w Polsce wynosi 5,3 proc., co przekłada się na miejsce w ścisłej czołówce Unii Europejskiej i oznacza wartość niemal 3 pkt proc. niższą niż średnia dla wszystkich unijnych krajów.
            Jednak stopa bezrobocia sama w sobie nie jest dobrym miernikiem kondycji rynku pracy. Ten sam Europejski Urząd Statystyczny klasyfikuje Polskę w ogonie państw UE pod względem o wiele istotniejszego wskaźnika, czyli odsetka ludzi zatrudnionych, który w Polsce dla wieku 20-64 lata wynosi 69,9 proc., przy unijnej średniej – 71,5 proc. i np. 77,8 proc. w Czechach oraz 79,1 proc. w Niemczech.
            – Szczególnie jeżeli chodzi o zatrudnienie osób z najniższym wykształceniem, ich odsetek w Polsce jest jednym z najniższych w całej Europie, wynosi niecałe 40 proc. w przedziale wiekowym 20-64 lata, podczas gdy średnia dla Unii jest o blisko 15 pkt. proc. wyższa, a np. dla Niemiec czy Wielkiej Brytanii o połowę wyższa. Dodatkowe słabości polskiego rynku pracy wynikają ze: zbyt niskiego współczynnika wakatów, stosunkowo dużej dysproporcji w wynagrodzeniach oraz różnic w liczbach oferowanych miejsc pracy pomiędzy poszczególnymi regionami. Współczynnik wakatów może odzwierciedlać niezaspokojony popyt na pracę oraz potencjalnie dysproporcje pomiędzy umiejętnościami osób gotowych do pracy, a profilem osób, jakich szukają pracodawcy. Wakaty skupione są w największych ośrodkach, ale nadal relatywnie niska mobilność pracowników może powodować większy poziom bezrobocia w niektórych regionach – wyjaśnia Bartosz Grejner.”

            Aczkolwiek pragnę podkreślić, że to ty stawiasz jakieś egzotyczne tezy o „rynku pracownika” czy wyzysku. Wypadałoby, abyś umiał je udowodnić. Inaczej będą to tylko hipotezy, łatwe do obalenia nawet na gruncie anegdotycznym. Bądź co bądź ufam, że twarde dane pomogą wejrzeć ci głębiej w specyfikę rynku pracy, a twój ogląd stanie się szerszy.

            >>Nie. To wynika z twojego podważania sensowności wskaźników ogólnych dla całego kraju. Jeśli bezrobocie jest różne w różnych regionach, koszty utrzymania są różne w różnych regionach, to po co wprowadzać najniższą krajową wszędzie taką samą? Widzę tu po prostu brak konsekwencji.

            W istocie, także widzę tu brak konsekwencji. Dlatego po prostu zapytałem się, jak wyobrażasz sobie ustalanie najniższej płacy. Przypomnijmy, że wg ciebie nim w ogóle zajmiemy się ustalaniem wartości podwyżki pensji minimalnej, powinniśmy sprawdzić stan rynku pracy, czy czasem nie dochodzi w nim do „wyzysku” czy „patologii”. Wskaźniki, które proponujesz, różnią się znacznie w różnych regionach. Jak wg ciebie należy wybrnąć z tych problemów?

            >>To czemu nie ustalić najniższej krajowej na 20 000 zł? Wszyscy będą bogaci, każdy będzie chciał pracować, zmobilizuje to bezrobotnych…
            Bezrobotnych powinien do pracy i do rozwoju mobilizować fakt, że jak nie zarobią pieniędzy, to umrą z głodu. Sytuacja w której bezrobotny nie podejmuje pracy bo i tak ma przez socjalne państwo zabezpieczone wszelkie potrzeby, jest sytuacją patologiczną. Dlatego też ciągle powtarzam, że najniższe wynagrodzenie powinno zabezpieczać jedynie podstawowe potrzeby egzystencjalne. Jeśli ktoś chce więcej, to niech się bierze za robotę.

            Tak gwałtowny wzrost, znacznie powyżej wzrostu PKB, spowodował by gwałtowną inflację, czy wręcz wpędziłby gospodarkę w recesję. Bez wątpienia trzeba mądrze podnosić tę pensję i dokładnie zastanowić się, na jakich wskaźnikach się opierać – lokalnych czy ogólnokrajowych. Trudne to zagadnienie, jednak ciebie przerosło nawet określenie odpowiednich ku temu sposobności.

            >>Chyba nie ma nic prostszego niż zarejestrować się w lokalnym UP. Tam zwykle jest spora lista ofert pracy do wykonania i zwykle są to właśnie te proste zawody. Wystarczy wejść na pierwszą lepszą stronę www UP. Jeśli negujesz rynek pracownika, to jak wytłumaczysz fakt takiej ilości ofert pracy, której nikt nie chce podjąć? Przecież praca oferowana w UP jest obwarowana określonymi wymaganiami.

            Nie powiedziałbym, że neguję rynek pracownika, tylko się pytam – gdzie? Również w powiecie szydłowieckim, gdzie bezrobocie jest blisko 30-procentowe? Zresztą przytoczyłem wyżej artykuł na owy temat, więc nie muszę zbyt wiele dodawać.

            >>Niski wskaźnik bezrobocia na pewno świadczy o jednym: mniej ludzi rejestruje się jako bezrobotni.
            I teraz dwa pytania:
            1. Jaką pracę jest zdolna wykonać osoba która nie potrafi znaleźć drogi do UP?
            2. Dlaczego mam takiej osobie płacić 2 100 zł brutto + koszty pracodawcy, czyli tyle samo ile osobie znacznie od niej lepiej wykształconej, obrotnej i zaradnej? Wszak w UP nie rejestrują się osoby tylko o najgorszym wykształceniu.

            Osobie lepiej wykształconej zawsze możesz płacić więcej. Jeśli zamierzasz płacić jej tylko minimum, nie zatrzymasz jej zbyt długo na stanowisku – wszak jest również obrotna i zaradna, wkrótce znajdzie sobie mniej skąpego pracodawcę.

            >>Po 1. Od tego są odpowiednie służby, które mogą temu przeciwdziałać.

            W czasie rynku pracodawcy nadużycia będą zbyt masowe, aby mało wydolne służby mogły je skontrolować.

            >>Po 2. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś ma wolę pracować za wynagrodzenie poniżej minimalnego, to osobom trzecim nic do tego.

            Skoro osobom trzecim nic do tego, że ktoś ma wolę pracować za mniej niż pensja minimalna, po co w ogóle podnosić pensję minimalną. Pisałeś:

            „To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.”
            „Wynagrodzenie minimalne nie jest od tego aby wpływać, tylko po to, by zapewnić minimum egzystencjalne osobom o najniższej konkurencyjności na rynku pracy – a przez to zapobiec wyzyskowi takich osób.”
            „minimalne wynagrodzenie ma za zadanie zaspokoić podstawowe potrzeby egzystencjalne danego pracownika”
            „płaca minimalna jest konieczna aby zapobiec wyzyskowi zatrudnionego pracownika i w ten sposób zapewnić mu jakąś ochronę.”
            „Dlatego też ciągle powtarzam, że najniższe wynagrodzenie powinno zabezpieczać jedynie podstawowe potrzeby egzystencjalne.”
            „rząd powinien wtrącać się tylko w sytuacjach, w których dochodzi do patologii.”

            Jeśli w ostatecznym rozrachunku „osobom trzecim (w tym urzędnikom – przyp.) nic do tego” po co w ogóle podnosić pensję minimalną? Nagle twoje elaboraty o „patologii” czy „wyzysku” straciły rację bytu.

          • PS. Mam dziwne problemy z dodaniem tego komentarza. Mam nadzieję, że tym razem nie zniknie.

          • > Nie, na początku napisałeś, że minimalna krajowa nie powinna być w ogóle podwyższana w czasie „rynku pracownika”, a tylko w czasie „rynku pracodawcy”: „Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa krajowa nie powinna być podwyższana. To jest narzędzie przeciwdziałania wyzyskowi w momencie wysokiego bezrobocia i sytuacji tzw. „rynku pracodawcy”.

            No i jak z tego co zacytowałeś, wynika wniosek który wyciągnąłeś? Padają tu dwa stwierdzenia: o narzędziu minimalnej krajowej przeciwdziałającemu wyzyskowi w okresie „rynku pracodawcy” oraz o braku konieczności jej wzrostu w momencie widocznego, znaczącego spadku bezrobocia (choć tak naprawdę nałożyło się tu wiele czynników, o których rozmawialiśmy później).
            Weź pod uwagę, że komentowałem sytuację zastaną, a nie sytuację idealną. Najniższe wynagrodzenie jest blisko 3x wyższe od minimum egzystencji i do tego się odnosiłem.

            > Jednocześnie nie dostrzegłeś, że nie podnosząc pensji minimalnej, twoje wskaźniki (głównie dotyczące wynagrodzeń), automatycznie zostaną spełnione.

            Bo jest to nieprawdą.

            Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń: bzdura. Najniższa krajowa stanowi niecałe 9% wynagrodzeń. Cała reszta wynagrodzeń (91%) utrzymałaby dotychczasowy wzrost. A i z tych 9%, nie zawsze najniższą krajową zarabiają osoby najmniej konkurencyjne na rynku pracy. Spora część z nich w miarę zdobywania doświadczenia otrzymywałaby wyższe niż najniższa wynagrodzenie. Zatem w przypadku jedynie kilku procent nastąpiłby brak zmiany, a w pozostałych przypadkach wzrost zostałby zachowany. Pisząc o spowolnieniu, miałem na myśli całość wynagrodzeń, a nie tylko pracowników najmniej konkurencyjnych zawodowo – nadto wynagrodzeń prawdziwych, a nie tych których wysokość podtrzymywana jest przez socjal.

            Wzrost bezrobocia: bzdura. Skąd taka zależność? Im mniejsze koszty pracy, tym wyższa skłonność do ich tworzenia.

            Mniejsza ilość poważniejszych ofert pracy: kolejna bzdura. Obniżenie minimalnej krajowej w żaden sposób na to nie wpłynie.

            Niższe oferowane wynagrodzenia: tylko w przypadku osób o najmniejszej konkurencyjności. I nie tyle niższe, co niezmienne w stosunku do roku poprzedniego. Cała reszta miałaby oferowane takie same lub wyższe.

            Statystyki dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy: – i jeszcze jedna bzdura. Obniżenie minimalnej obniża koszty i zachęca do tworzenia nowych miejsc pracy. Im więcej miejsc pracy, tym mniejsza ilość odpowiedzi na oferty.

            Więc o czym my tu rozmawiamy, skoro ty wierzysz w zależności które nastąpić nie mogą?

            > Kłopot w tym, że niewiele więcej niż ten jeden wskaźnik masz.

            Dobrze, więc odwrotnie. Udowodnij mi, że mamy rynek pracodawcy. Udowodnij, że bezrobocie rośnie, jest coraz mniej miejsc pracy, coraz większa konkurencyjność, coraz niższe wynagrodzenia i tak dalej. Ogólnie – udowodnij, że z roku na rok coraz trudniej znaleźć pracę. Ciągle narzekasz na moje dowody, a nie podałeś na obronę swojej tezy ani jednego. Za mną przynajmniej stoją liczby, za tobą tylko i wyłącznie narzekanie.

            Podajesz parametr w postaci ilości zatrudnienia, a nie bierzesz pod uwagę choćby samozatrudnienia, które w Polsce jest przeważnie nieopłacalne, ze względu na ryczałtowy ZUS w wysokości zaporowej. Porównaj warunki samozatrudnienia w Polsce do tych samych warunków w Czachach czy UK. Odkryłeś jedynie fakt, że znaczna część osób działa w szarej strefie i w związku z tym nie rejestruje się jako bezrobotna.
            Pomijam również to, że fakt ten nadal świadczy o rynku pracownika. Jeśli pracownik pracować nie musi, to znaczy, że to on stawia warunki pracodawcy, a nie odwrotnie. Powód dla którego nie musi pracować jest naprawdę drugo czy nawet trzeciorzędny…

            Fakty są, jakie są:
            – bezrobocie spada,
            – wynagrodzenia rosną,
            – zwiększa się ilość ofert pracy, w tym ofert pracy na sensownych warunkach. Aż zerknąłem w oferty pracy w PUP Lubartów. Praca na etacie dla 30 czy tam 40 osób. Jako górnicy, elektrycy, kierowcy. Wynagrodzenie w widełkach 3 500 – 5 500 zł. Praca dla kierowcy na pełen etat z wynagrodzeniem, jeśli dobrze pamiętam, 3 500 – 6 500 zł. Wiesz gdzie jest Lubartów? Leży 10 km od najbiedniejszej gminy w Polsce, Gminy Niedźwiada.
            – zmniejsza się ilość odpowiedzi na oferty pracy. Argument anegdotyczny: u mnie w firmie na ofertę pracy 5 lat temu odpowiadało ponad 300 aplikujących, obecnie jest to 30-40.
            – problemy ze znalezieniem fachowców w konkretnych zawodach, o czym świadczą oferty pracy w dowolnym PUP.

            > Dlatego po prostu zapytałem się, jak wyobrażasz sobie ustalanie najniższej płacy. Przypomnijmy, że wg ciebie nim w ogóle zajmiemy się ustalaniem wartości podwyżki pensji minimalnej

            To zdecyduj się, czy chodzi ci o ustalenie wysokości wynagrodzenia minimalnego jako takiego czy ustalenie dynamiki jego wzrostu. Komentując, wypowiadałem się co do faktu dynamiki jego wzrostu. Ustalenie wysokości wymaga dłuższego zastanowienia, na które obecnie nie mam specjalnie ochoty. Trzeba by było brać pod uwagę kwotę minimalnej egzystencji i skorygować o koszty utrzymania pracy + przyjąć jakiś wskaźnik zabezpieczający, wyrażony w procentach od całej reszty.

            > Trudne to zagadnienie, jednak ciebie przerosło nawet określenie odpowiednich ku temu sposobności.

            Ja napisałem wyraźnie. Problem w tym, że niewygodne dla siebie fragmenty pomijasz lub nie przyjmujesz do wiadomości. Tu gdzie ci to wygodne wydajesz się być bardzo inteligentny, a tu gdzie niewygodne, nie rozumiesz podstawowych wskaźników.

            Powtórzę chyba po raz dziesiąty: minimalna krajowa powinna powodować, by w czasie rynku pracodawcy (czyli wtedy gdy pracownik nie ma wyboru), osoba uczciwie pracująca nie zarabiała mniej niż wynosi minimum egzystencji. Co oczywiście nie znaczy, że musi zarabiać kwotę stanowiącą minimum egzystencji. Ile to powinno być, należałoby się zastanowić. Ale chyba nie mówiliśmy od początku o wysokości, tylko o wskaźniku wzrostu tego wynagrodzenia, który jak już napisałem, jest niczym nieuzasadniony. Kwota stanowiąca minimum egzystencji wzrosła przez 4 lata o 2%. Minimalne wynagrodzenie o 25%.

            > Również w powiecie szydłowieckim, gdzie bezrobocie jest blisko 30-procentowe?

            Przecież z Szydłowca, bardzo blisko jest do Kielc czy Radomia. W Kielcach natomiast chwalą się rekordowym spadkiem bezrobocia. W Radomiu twierdzą, że brakuje im rąk do pracy… No to jak to jest? Dochodzę do wniosku, że praca jest, tylko nie dla ludzi którzy chcieliby leżeć przed telewizorem i pieniądze zarabiać.
            Patrzę na oferty pracy w powiecie… jest ich 24. Zbrojarz, spawacz, fryzjer, kucharz… Fakt, wynagrodzenie marne, max 2 200 brutto. Reszta za dwa tysiące, czyli na poziomie minimalnym. Gdyby nie to, byłaby jeszcze niższa.

            Ale już w oddalonych o 50 km Kielcach… choćby „pakowacz wyrobów gotowych” – 2,5 – 2,6 brutto. Glazurnik – 2 700 zł, spawacz – 2 700 zł, pracownik ogólnobudowlany – 3 000 zł.
            50 km to można sobie do pracy dojeżdżać. W 2011 dojeżdżałem własnym samochodem, paliwo było po prawie 6 zł, a mi się opłacało jeździć 37 km w jedną stronę. Zarabiałem wtedy 2 200 zł brutto.
            Więc jak widzisz praca jest, na wyciągnięcie ręki, trzeba tylko coś umieć. Praca wynagradzana wyraźnie powyżej najniższej krajowej, czyli jej brak nic by tu nie zmienił. Zatem w czym problem jak się pytam?! Czyżby w tym, że brak jest lekkiej, łatwej i przyjemnej pracy za 4 000 netto dla absolwentów zarządzania i marketingu?

            > Osobie lepiej wykształconej zawsze możesz płacić więcej.

            Tu nie chodzi o to komu mogę płacić więcej, tylko komu MUSZĘ płacić więcej. Nie rozmawiamy tu o wzroście wymagań osób wykształconych, wynikającym z wzrostu ich konkurencyjności na rynku pracy, tylko o konieczności zapewnienia wzrostu wynagrodzenia osobom najmniej konkurencyjnym i niewykształconym. Bez względu na to jak wykonują swoją pracę.

            > W czasie rynku pracodawcy nadużycia będą zbyt masowe, aby mało wydolne służby mogły je skontrolować.

            Jeśli zachodzi taka potrzeba, trzeba zwiększyć wydolność i uprawnienia służb.

            > po co w ogóle podnosić pensję minimalną.

            Aby chronić tych którzy nie chcą, a są zmuszani w związku z niekorzystną sytuacją na rynku. To co zacytowałeś idealnie uzupełnia moje ostatnie zdanie i nie wiem czego nie rozumiesz…
            Słowo klucz: chcącemu. Jeśli mam ochotę pracować za 500 zł brutto, to mam w tym jakiś cel, robię to świadomie, to urzędnikom nic do tego. Ale jeśli nie chcę, ale muszę – bo lepsze 500 zł niż nic, to tu zasada „chcącemu nie dzieje się krzywda” nie działa – bo nie jestem wtedy chcącym. I wtedy jest miejsce do działania urzędników.
            Więc nic tu nie traci racji bytu, po prostu znów nie rozumiesz co czytasz.

            Przez ustalenie minimalnej kwoty godzinowej, wielu cieciów dorabiających do emerytury potraciło źródło utrzymania. Konieczność wypłaty wynagrodzenia przekraczającego nawet minimalną krajową spowodowała, że zamiast ledwo ruszających się dziadków, bardziej sensowne okazało się zatrudniać ich młodszych kolegów – którzy są od nich lepsi, ale byli drożsi, a teraz skoro praca obu wyceniona została przez państwo tak samo, emeryci stali się mniej konkurencyjni i potracili posady.

          • >>No i jak z tego co zacytowałeś, wynika wniosek który wyciągnąłeś? Padają
            tu dwa stwierdzenia: o narzędziu minimalnej krajowej
            przeciwdziałającemu wyzyskowi w okresie „rynku pracodawcy” oraz o braku
            konieczności jej wzrostu w momencie widocznego, znaczącego spadku
            bezrobocia (choć tak naprawdę nałożyło się tu wiele czynników, o których
            rozmawialiśmy później).
            Weź pod uwagę, że komentowałem sytuację
            zastaną, a nie sytuację idealną. Najniższe wynagrodzenie jest blisko 3x
            wyższe od minimum egzystencji i do tego się odnosiłem.

            Dlaczego używasz minimum egzystencji, a nie np. minimum socjalnego, które zapewnia zaspokojenie w minimalnym stopniu wszystkich potrzeb człowieka? Pewnie dlatego, że wtedy nie byłoby tak łatwo twierdzić, że minimalna pensja wystarczy do wszystkiego. Minimum egzystencjalne dotyczy tylko podtrzymania funkcji życiowych, podczas gdy pracownik musi ponieść dodatkowe koszty, np. koszty dojazdu. Tego także nie wziąłeś pod uwagę.

            >>Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń: bzdura. Najniższa krajowa stanowi
            niecałe 9% wynagrodzeń. Cała reszta wynagrodzeń (91%) utrzymałaby
            dotychczasowy wzrost. A i z tych 9%, nie zawsze najniższą krajową
            zarabiają osoby najmniej konkurencyjne na rynku pracy. Spora część z
            nich w miarę zdobywania doświadczenia otrzymywałaby wyższe niż najniższa
            wynagrodzenie. Zatem w przypadku jedynie kilku procent nastąpiłby brak
            zmiany, a w pozostałych przypadkach wzrost zostałby zachowany. Pisząc o
            spowolnieniu, miałem na myśli całość wynagrodzeń, a nie tylko
            pracowników najmniej konkurencyjnych zawodowo – nadto wynagrodzeń
            prawdziwych, a nie tych których wysokość podtrzymywana jest przez
            socjal.

            Przeczysz sam sobie. Jeszcze niedawno pisałeś:
            „Największy problem jest w tym, że dominanta wynagrodzeń jest niewiele
            wyższa niż najniższa krajowa, co powoduje, że wraz ze wzrostem
            minimalnej, trzeba podnosić wynagrodzenia większości pracowników. I tak
            jak wspomniałem wcześniej: jeśli nie wiąże się to ze wzrostem ceny
            usług, doprowadza do sytuacji, że udział wynagrodzeń w kosztach
            prowadzenia działalności gospodarczej staje się zbyt duży, a sama
            działalność przez to nieopłacalna lub nieprzyszłościowa.”

            Twierdziłeś, że podnoszenie pensji minimalnej powoduje również wzrost innych wynagrodzeń, teraz twierdzisz, że wzrost innych pensji zostałby zachowany. Zmieniłeś zdanie? Poza tym, skoro wzrost pensji minimalnej rzekomo dotyczy tylko 9% ludności, dlaczego tak bardzo ubolewasz nad kosztami prowadzenia działalności gospodarczej i tym, że wszędzie trzeba pracownikom płacić minimalną?

            >>Dobrze, więc odwrotnie. Udowodnij mi, że mamy rynek pracodawcy.
            Udowodnij, że bezrobocie rośnie, jest coraz mniej miejsc pracy, coraz
            większa konkurencyjność, coraz niższe wynagrodzenia i tak dalej. Ogólnie
            – udowodnij, że z roku na rok coraz trudniej znaleźć pracę. Ciągle
            narzekasz na moje dowody, a nie podałeś na obronę swojej tezy ani
            jednego. Za mną przynajmniej stoją liczby, za tobą tylko i wyłącznie
            narzekanie.

            Ależ ja nie muszę tego udowadniać, bo wcale tak nie twierdziłem. Żeby obalić twoje twierdzenie o rynku pracownika, wcale nie muszę udowadniać twierdzenia przeciwnego. Wystarczy, że pokażę nieużyteczność wskaźnika na którym się opierasz i duże dysproporcje między regionami Polski. Spadek bezrobocia czy wzrost wynagrodzeń, którymi tak szafujesz, mogą świadczyć tylko o pozytywnym trendzie, który co więcej może być chwilowy. Co więcej bezrobocie rejestrowane nie zależy tylko od stanu rynku pracy, ale też np. wieku emerytalnego czy warunków korzystania z bezpłatnej służby zdrowia – w obu zaszły ostatnio zmiany. W gruncie rzeczy stan rynku pracy może być więc podobny, jak wcześniej.

            >>Odkryłeś jedynie fakt, że znaczna część osób działa w szarej strefie i w związku z tym nie rejestruje się jako bezrobotna.

            Pomijam również to, że fakt ten nadal świadczy o rynku pracownika.

            Czy aby na pewno świadczy o rynku pracownika? Nawet jeżeli pracują w szarej strefie tylko dlatego, aby obejść regulacje dotyczące pensji minimalnej czy czasu pracy? Rozbudowana szara strefa prawie zawsze świadczy o rynku pracodawcy.

            >>Fakty są, jakie są:
            – bezrobocie spada,
            – wynagrodzenia rosną,
            – zwiększa się ilość ofert pracy, w tym ofert pracy na sensownych warunkach.(…)
            – zmniejsza się ilość odpowiedzi na oferty pracy. Argument anegdotyczny:
            u mnie w firmie na ofertę pracy 5 lat temu odpowiadało ponad 300
            aplikujących, obecnie jest to 30-40.
            – problemy ze znalezieniem fachowców w konkretnych zawodach, o czym świadczą oferty pracy w dowolnym PUP.

            1. Spada z wielu przyczyn, niekoniecznie powiązanych z rynkiem pracy, jak np. niższy wiek emerytalny czy powszechna służba zdrowia. Bezrobocie rejestrowane jest wskaźnikiem mylącym, zależnym od wielu czynników poza stanem rynku pracy. Np. odsetek ludzi zatrudnionych prezentuje zupełnie inny obraz sytuacji. Przypomnę:
            „Europejski Urząd Statystyczny, posługując się inną metodą, wyliczył, że
            stopa bezrobocia w Polsce wynosi 5,3 proc., co przekłada się na miejsce w
            ścisłej czołówce Unii Europejskiej i oznacza wartość niemal 3 pkt proc.
            niższą niż średnia dla wszystkich unijnych krajów.
            Jednak stopa
            bezrobocia sama w sobie nie jest dobrym miernikiem kondycji rynku pracy.
            Ten sam Europejski Urząd Statystyczny klasyfikuje Polskę w ogonie
            państw UE pod względem o wiele istotniejszego wskaźnika, czyli odsetka
            ludzi zatrudnionych, który w Polsce dla wieku 20-64 lata wynosi 69,9
            proc., przy unijnej średniej – 71,5 proc. i np. 77,8 proc. w Czechach
            oraz 79,1 proc. w Niemczech.
            – Szczególnie jeżeli chodzi o
            zatrudnienie osób z najniższym wykształceniem, ich odsetek w Polsce jest
            jednym z najniższych w całej Europie, wynosi niecałe 40 proc. w
            przedziale wiekowym 20-64 lata, podczas gdy średnia dla Unii jest o
            blisko 15 pkt. proc. wyższa, a np. dla Niemiec czy Wielkiej Brytanii o
            połowę wyższa.”
            To także są fakty.

            2. Twierdziłeś, „że wraz ze wzrostem
            minimalnej, trzeba podnosić wynagrodzenia większości pracowników”. W związku z tym, gdy jej nie podniesiemy wynagrodzenia rosnąć przestaną lub wzrost okaże się symboliczny. Wtedy trzeba będzie zainterweniować – podnieść pensję minimalną, zgodnie z twoimi przesłankami. Chyba, że nagle zmieniłeś zdanie.

            3. Może i rośnie ilość ofert pracy, ale może po prostu brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach do wykonywania tych zawodów, biorąc pod uwagę upadek szkolnictwa zawodowego w Polsce. Przypomnę znów artykuł:
            „Współczynnik wakatów może odzwierciedlać niezaspokojony popyt na pracę
            oraz potencjalnie dysproporcje pomiędzy umiejętnościami osób gotowych do
            pracy, a profilem osób, jakich szukają pracodawcy.”

            4. Może po prostu brakuje bezrobotnych z odpowiednimi kwalifikacjami, nie bezrobotnych w ogóle?

            5. Jw. Nie wspominając, że 3 ostanie punkty mówią praktycznie o tym samym.

            >>To zdecyduj się, czy chodzi ci o ustalenie wysokości wynagrodzenia
            minimalnego jako takiego czy ustalenie dynamiki jego wzrostu.
            Komentując, wypowiadałem się co do faktu dynamiki jego wzrostu.

            Chodzi mi o precyzyjne określenie ram w jakich okolicznościach i gdzie podnosić pensję minimalną (lokalnie/krajowo).

            >>Trzeba by było brać pod uwagę kwotę minimalnej egzystencji

            Dlaczego akurat ten wskaźnik, a nie minimum socjalne, które znacząco lepiej zaspokaja potrzeby życiowe człowieka (a i to w stopniu niskim)? Minimum egzystencjalne pozwala tylko przeżyć, poniżej tego poziomu jest już powolna śmierć z wyniszczenia – jak w łagrach.

            >>Powtórzę chyba po raz dziesiąty: minimalna krajowa powinna powodować, by
            w czasie rynku pracodawcy (czyli wtedy gdy pracownik nie ma wyboru),
            osoba uczciwie pracująca nie zarabiała mniej niż wynosi minimum
            egzystencji.

            Kłopot w tym, że nie jesteś w stanie wykazać, że obecnie panuje rynek pracownika (lub pracodawcy). Bezrobocie rejestrowane jest wskaźnikiem wątpliwym, a nawet jakby się na nim opierać jest bardzo zróżnicowane w skali kraju. Inne wskaźniki nie są już tak optymistyczne, np. procent osób zatrudnionych. Nawiasem mówiąc z definicji nie istnieje osoba, która zarabia mniej niż minimum egzystencji – w przeciwnym wypadku umarłaby z głodu i wyniszczenia.

            >>Przecież z Szydłowca, bardzo blisko jest do Kielc czy Radomia. W
            Kielcach natomiast chwalą się rekordowym spadkiem bezrobocia. W Radomiu
            twierdzą, że brakuje im rąk do pracy… No to jak to jest? Dochodzę do
            wniosku, że praca jest, tylko nie dla ludzi którzy chcieliby leżeć przed
            telewizorem i pieniądze zarabiać.

            Jednakowoż do
            tej pory w tym powiecie jest bezrobocie 30-procentowe. W powiecie
            kępińskim dla porównania bezrobocie wynosi 3%. Różnica jest kolosalna.
            Najwyraźniej tamtejsza ludność ma problem z dojazdem, więc musi szukać
            pracy na miejscu – po to się rejestrowali w UP. Dzięki pensji minimalnej
            nie są wyzyskiwani w sytuacji rynku pracodawcy, który zgodnie z twoim
            wyobrażeniem niechybnie tam jest. Poza tym cytowałem już, że średnie
            bezrobocie nie jest najszczęśliwszym wskaźnikiem. Dlaczego nie zwrócisz
            uwagi np. na odsetek ludzi zatrudnionych, który w Polsce jest poniżej
            średniej unijnej?

            >>Tu nie chodzi o to komu mogę płacić więcej, tylko komu MUSZĘ płacić
            więcej. Nie rozmawiamy tu o wzroście wymagań osób wykształconych,
            wynikającym z wzrostu ich konkurencyjności na rynku pracy, tylko o
            konieczności zapewnienia wzrostu wynagrodzenia osobom najmniej
            konkurencyjnym i niewykształconym. Bez względu na to jak wykonują swoją
            pracę.

            Pisałeś, że płaca minimalna dotyczy tylko ok. 9% zatrudnionych oraz, że nawet osoby o najniższych kwalifikacjach często zarabiają więcej niż minimalna („Najniższa krajowa stanowi niecałe 9% wynagrodzeń. Cała reszta
            wynagrodzeń (91%) utrzymałaby dotychczasowy wzrost. A i z tych 9%, nie
            zawsze najniższą krajową zarabiają osoby najmniej konkurencyjne na rynku
            pracy.”). W związku z tym można wnioskować, że nie będzie to stanowić dużego problemu dla pracodawców, przecież dotyczy to nielicznych pracowników, a „Spora część z nich w miarę zdobywania doświadczenia otrzymywałaby wyższe niż najniższa wynagrodzenie”. Jeśli te „najmniej konkurencyjne i niewykształcone osoby” są tak tragiczne, zawsze można je zwolnić. Przypomnę, że pensja minimalna wzrosła niewiele ponad ustawowe minimum – musiało być co najmniej 2050 zł brutto, jest 2100 zł brutto.

            >>Jeśli zachodzi taka potrzeba, trzeba zwiększyć wydolność i uprawnienia służb.

            Tylko jak zwiększyć tę wydolność? Uprawnienia rosną, a i tak nadal wykrywanych jest sporo nadużyć – nawet zmiana ustaw i sporo kontroli tego nie ukróciły.

            >>Aby chronić tych którzy nie chcą, a są zmuszani w związku z niekorzystną
            sytuacją na rynku. To co zacytowałeś idealnie uzupełnia moje ostatnie
            zdanie i nie wiem czego nie rozumiesz…
            Słowo klucz: chcącemu.
            Jeśli mam ochotę pracować za 500 zł brutto, to mam w tym jakiś cel,
            robię to świadomie, to urzędnikom nic do tego. Ale jeśli nie chcę, ale
            muszę – bo lepsze 500 zł niż nic, to tu zasada „chcącemu nie dzieje się
            krzywda” nie działa – bo nie jestem wtedy chcącym. I wtedy jest miejsce
            do działania urzędników.

            Jeśli tak to napiszę po raz kolejny – po co pensja minimalna? Skoro tak czy siak jest tylko dla chętnych? Skoro w praktyce można płacić i 500 zł, a innym ludziom „nic do tego”. Takie podejście spowoduje „wyzysk” i „patologie” w biednych regionach, gdzie ludzie będą musieli „chcieć”, inaczej pracodawca ich zwolni. Podobno byłeś temu bardzo przeciwny? Nie należy zapominać, że niemal zawsze pracodawca jest stroną silniejszą. Jak rozumiem, jeśli tylko ktoś miałby taką ochotę, mógłby oddać się komuś w niewolę – jest wiele osób zadłużonych czy wręcz bezdomnych, które mogłyby się na coś takiego zgodzić. Może po prostu należy wprowadzić niskie płace dla chętnych i niewolnictwo dla chętnych, a zamiast pensji minimalnej – pensję zalecaną – skoro wszystko i tak jest tylko kwestią chęci (pracownika i przede wszystkim pracodawcy).
            Jeśli dopuszczamy możliwość pracy poniżej pensji minimalnej czy wręcz minimum egzystencji, dopuszczamy też możliwość wyzysku osób najmniej świadomych swoich praw czy najbardziej zdesperowanych, wszelka ochrona jest więc iluzoryczna, więc równie dobrze możemy znieść pensję minimalną, jak zapewne bardzo byś chciał, tylko nie umiesz tego przyznać.

          • PS. Z góry przepraszam za wszelkie przeszłe i przyszłe opóźnienia w zamieszczaniu komentarzy. Widzę, że ktoś zaraportował moje ostatnie komentarze, co jest tym dziwniejsze, że ani nie kliknął strzałki w dół u mnie, ani strzałki w górę u ciebie. Rzecz jasna ciebie bym o to nie podejrzewał, wyglądasz na osobę głodną wiedzy. To zapewne jakiś troll, który nawet nie rozumie o czym mowa.

          • Nikt nie zaraportował twoich komentarzy. Jeśli w treści komentarza znajduje się łącze do jakiejś strony to automatycznie publikacja jest blokowana i trafia do moderatora. Tam przeważnie zostaje na długie godziny, dni, albo lata – jeśli moderatorowi nie chce się kliknąć. Następnie ani ty nie zostajesz powiadomiony o akceptacji/odrzuceniu, ani ja o pojawieniu się odpowiedzi na mój komentarz.
            Co ciekawe widzę, że komentarz oczekuje na moderację, ale mogę zobaczyć jego treść. Dlatego odpisałem.

            Na poprzedni odpiszę później jak tylko go przeczytam.

          • Ależ oczywiście, wiem jak działa tutaj system komentarzy. Tyle, że w moich komentarzach żadnych łączy nie było – przynajmniej bezpośrednio podanych. W związku z tym komentarz został dodany poprawnie, a dopiero po kilku-kilkunastu godzinach znikał. Bardzo to podejrzane.

          • > Dlaczego używasz minimum egzystencji, a nie np. minimum socjalnego, które zapewnia zaspokojenie w minimalnym stopniu wszystkich potrzeb człowieka? (…) Tego także nie wziąłeś pod uwagę.

            Po raz kolejny dałeś się przyłapać na braku czytania ze zrozumieniem. A może to lenistwo? Ile razy mam cytować sam siebie, bo tobie nie chce się czytać to co komentujesz?
            „Trzeba by było brać pod uwagę kwotę minimalnej egzystencji i skorygować o koszty utrzymania pracy + przyjąć jakiś wskaźnik zabezpieczający, wyrażony w procentach od całej reszty.”

            Może być i minimum socjalne. Jak wspomniałem wcześniej komentarz dotyczył tempa wzrostu płacy minimalnej, a nie określania jej wysokości. Nie więc czemu uparcie każesz mi określać wysokość minimalnej krajowej.
            Ale wróćmy do minimum socjalnego: w grudniu 2012 roku zostało ono określona na 1 032 zł. W grudniu 2016 roku na 1 101 zł. Czyli na przełomie 4 lat wzrost o 6,7 %. Minimalna krajowa, wzrosła w tym czasie o 25%. Tak więc zarówno minimum socjalne jak i minimum egzystencji wzrasta dużo wolniej niż minimalne wynagrodzenie. Więc co za różnica, jakim wskaźnikiem się posługujemy?!

            > Twierdziłeś, że podnoszenie pensji minimalnej powoduje również wzrost innych wynagrodzeń, teraz twierdzisz, że wzrost innych pensji zostałby zachowany.

            A widzisz, bo tu się nie zrozumieliśmy. Dla mnie dynamika wzrostu wynagrodzeń tylko wtedy jest pozytywna, jeśli wynika ze zwiększenia konkurencyjności pracownika na rynku pracy. Jeśli zmiana jest wynikiem działań socjalnych państwa, to jest to zmiana destruktywna dla gospodarki i samych obywateli. Inaczej mówiąc kreatywna księgowość. I tutaj oczywiście, przyznaję ci rację. Koniec pompowania socjalu i sztucznego nabijania wysokości wynagrodzeń, zmniejszy w jakimś stopniu tempo ich wzrostu.

            > Poza tym, skoro wzrost pensji minimalnej rzekomo dotyczy tylko 9% ludności, dlaczego tak bardzo ubolewasz nad kosztami prowadzenia działalności gospodarczej i tym, że wszędzie trzeba pracownikom płacić minimalną?

            Nie rzekomo, tylko właśnie tyle dotyczy. Precyzyjnie, to chyba 8,7% jak wynika ze statystyk GUS. Jeśli uważasz, że 9% kosztów to mało i nic nie znaczy, to możemy się umówić, że co miesiąc będziesz mi przelewał 9% swojego wynagrodzenia. Podać numer konta?
            Te 9% to co najmniej o kilka procent wzrost kosztów zatrudnienia średnio w każdej firmie. A wiesz jak to jest średnio… że u jednych to będzie 2% u innych 15%. Tak się składa, że to 15% dotyczyć będzie przeważnie małych przedsiębiorstw.

            > Wystarczy, że pokażę nieużyteczność wskaźnika na którym się opierasz i duże dysproporcje między regionami Polski.

            Dlaczego założyłeś, że to ty będziesz decydował co wystarczy? Otóż nie kolego. W gospodarce są dwa stany: albo rynek pracodawcy, albo pracownika. Jeśli negujesz rynek pracownika, udowodnij, że mamy rynek pracodawcy.

            > W gruncie rzeczy stan rynku pracy może być więc podobny, jak wcześniej.

            Ale co mnie obchodzi stan rynku pracy i po co ciągle to wplatasz w dyskusję?
            Przedstawiasz kuriozalną tezę, że wystarczy danej osobie dać dostęp do nieodpłatnej służby zdrowia i ten przestaje już potrzebować pieniędzy. W związku z tym może olać pracodawcę i nie pracować w ogóle, a żyć będzie z powietrza i miłości do ojczyzny. Skoro jest tak jak mówisz, to znaczy, że wcześniejsze bezrobocie było fikcyjne. Ludzie działając w szarej strefie osiągali konkretne zyski, a rejestrowali się tylko celem zabezpieczenia opieki medycznej. Jeśli tak jest faktycznie, to było lepiej, niż nam się wydawało.

            > Rozbudowana szara strefa prawie zawsze świadczy o rynku pracodawcy.

            Doprawdy? A co ma jedno do drugiego?
            Szara strefa świadczy tylko i wyłącznie o tym, że są zbyt wysokie koszty zatrudnienia. Znów wyskakujesz z kuriozalną tezą, że pracownik zamiast pracować na umowę o pracę za minimalną krajową, nadstawia karku i pracuje za mniejsze wynagrodzenie, bo jest rzekomo zmuszany. Otóż szara strefa wynika z tego, że pracownik woli dostać na rękę swoje wypracowane 2 500 zł, niż w ramach umowy o pracę, prawie połowę oddać państwu w podatkach i składkach socjalnych.

            > 1. Spada z wielu przyczyn,

            Jak już pisałem: nie ma żadnego znaczenia z jakich powodów spada. Jeśli spada, to jest mniejsze, a jeśli jest mniejsze, to zmniejsza się popyt, a zwiększa podaż. To wskazuje na rynek pracownika. Jeśli są dwa miejsca pracy i 10 chętnych, to ośmiu pozostaje bezrobotnymi. Jeśli dziewięciu dostanie socjal i przestanie im się opłacać pracować, to bezrobocie będzie zerowe i w dodatku zacznie brakować rąk do pracy. Sytuacja na rynku pracy zatem nie zmienia się ani trochę, natomiast zmienia się ilość chętnych do pracy, przez co pracodawca musi rywalizować z innym pracodawcą o tego jedynego pracownika.

            > Wtedy trzeba będzie zainterweniować – podnieść pensję minimalną, zgodnie z twoimi przesłankami. Chyba, że nagle zmieniłeś zdanie.

            Już to wyjaśniałem. Albo to pojmiesz, albo nie. Mam to gdzieś.

            > 3. Może i rośnie ilość ofert pracy, ale może po prostu brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach do wykonywania tych zawodów, biorąc pod uwagę upadek szkolnictwa zawodowego w Polsce.

            I co mnie to obchodzi z jakiego powodu rośnie ilość miejsc pracy? Nikt ci nie każe studiować. Możesz iść na przyuczenie do zawodu i zostać doskonałym cieślą. Jeśli stać cię na grymaszenie, że tego nie będę robił a to mogę, to znaczy, że ty podejmujesz decyzje i sam wybierasz, a to wskazuje na rynek pracownika. Żydowscy profesorowie, którzy uciekli z ZSRR do Izraela, zajmowali się zamiataniem ulic. Bo nie mieli wyjścia.

            > 4. Może po prostu brakuje bezrobotnych z odpowiednimi kwalifikacjami, nie bezrobotnych w ogóle?

            Gdyby tak było, bezrobocie by rosło nie malało. Tworzysz z tych bezrobotnych jakąś uprzywilejowaną kastę ludzi – jedynych którzy nie muszą się kształcić, albo przebranżawiać. W dodatku jakby to jeszcze były oferty pracy dla cybernetyków, fizyków itp. A tu nie… ślusarz, spawacz, murarz… W trzy miesiące się można nauczyć, ale ty sugerujesz problem nie do rozwiązania, za który musimy płacić my wszyscy.

            > 5. Jw. Nie wspominając, że 3 ostanie punkty mówią praktycznie o tym samym.

            Wszystkie punkty mówią o tym samym, bo prowadzą do tego samego wniosku.

            > Chodzi mi o precyzyjne określenie ram w jakich okolicznościach i gdzie podnosić pensję minimalną (lokalnie/krajowo).

            No to odpowiedź już dostałeś. Jeśli cię nie satysfakcjonuje, no to sorry, ale to nie mój problem.
            Dla mnie wystarczającym czynnikiem mógłby być np. wzrost sumy minimum socjalnego. A skoro minimum socjalne można określać dla całego kraju, to można i wysokość minimalnego wynagrodzenia.

            > Kłopot w tym, że nie jesteś w stanie wykazać, że obecnie panuje rynek pracownika (lub pracodawcy).

            Ja już wykazałem. Problem z tym, że nie chcesz przyjąć tego do wiadomości, negując wszelkie wskaźniki, zastępując je argumentami anegdotycznymi i lansując nierealne, i nielogiczne tezy. To ty nie potrafisz wykazać, ze mamy rynek pracodawcy, wmawiając sam sobie, że wcale nie musisz.

            > Jednakowoż do tej pory w tym powiecie jest bezrobocie 30-procentowe.

            Tak jak już wspomniałem, chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś nie chce pracować, to co ja mu na to poradzę?

            > Dzięki pensji minimalnej nie są wyzyskiwani w sytuacji rynku pracodawcy, który zgodnie z twoim wyobrażeniem niechybnie tam jest.

            Co za pieprzenie… w Niemczech do dopiero musi być silny rynek pracodawcy. W obozie dla imigrantów, bezrobocie stanowi 100%! Powinni podnieść minimalną krajową do 10 000 euro, bo dzięki temu imigranci nie będą wyzyskiwani przez okolicznych przedsiębiorców :D

            > W związku z tym można wnioskować, że nie będzie to stanowić dużego problemu dla pracodawców

            Udowodnisz słuszność swoich tez, przelewając mi te 9% swojego wynagrodzenia co miesiąc. Chyba, że rzucasz słowa na wiatr i lubisz obciążenia, ale tylko takie które dotyczą innych, a nie ciebie. To co, mam podać numer konta? Udowodnisz, że te 9% to jest nic…

            > Uprawnienia rosną, a i tak nadal wykrywanych jest sporo nadużyć

            No więc jeśli są wykrywane, to znaczy, że działa. Problem, gdyby nie były wykrywane.

            > Jeśli tak to napiszę po raz kolejny – po co pensja minimalna? Skoro tak czy siak jest tylko dla chętnych?

            Kto napisał, że jest tylko dla chętnych? Po raz trzeci, w tym samym komentarzu, dajesz się przyłapać na nieumiejętności czytania ze zrozumieniem. Pisałem w każdym komentarzu od czego jest wynagrodzenie minimalne.

            > Jak rozumiem, jeśli tylko ktoś miałby taką ochotę, mógłby oddać się komuś w niewolę – jest wiele osób zadłużonych czy wręcz bezdomnych, które mogłyby się na coś takiego zgodzić.

            No jeśli jest taka ich wola, to masz z tym jakiś problem? Jeśli ktoś chce się oddać w niewolę, to jest to jego sprawa. Co mnie to obchodzi? A mało to osób demoluje witrynę sklepową tylko po to, żeby spędzić zimę w cieple, z dobrym wyżywieniem i mieć zapewnioną solidną opiekę lekarską? Widzę jesteś jednym z tych, którzy chcieliby ludzi uszczęśliwiać na siłę, wbrew ich woli.

            > więc równie dobrze możemy znieść pensję minimalną, jak zapewne bardzo byś chciał, tylko nie umiesz tego przyznać.

            Jedną z wielu rzeczy których nie lubię w czasie prowadzenia dyskusji, to zabawy w psychologa i wmawianie drugiej stronie co by chciała. O wynagrodzeniu minimalnym napisałem co chciałem napisać. Nie przyjmujesz tego do wiadomości? Twój problem.

            W dupie mam, czy wynagrodzenie minimalne jest czy go nie ma. Nie jestem już przedsiębiorcą, a nawet jak byłem płaciłem stawki znacznie wyższe. Nie jestem też nieudacznikiem życiowym, którego egzystencja zależy od socjalu państwowego. Naprawdę – czy ona będzie czy nie, jest mi to absolutnie bez znaczenia. Kraje jak Szwajcaria pokazują, że jednak się da i najniższa krajowa nie powoduje wyzysku na krajową skalę.

            Co do minimalnej:
            – uważam, że jest konieczna, ponieważ chroni osoby najmniej konkurencyjne na rynku pracy. Mimo widocznego przechylenia szali rynkowej na stronę pracownika, dominanta wynagrodzeń nadal jest zbyt blisko minimalnej krajowej, by mówić o jej całkowitej likwidacji. To jeszcze nie jest ten czas, gdy nie spełnia ona żadnej funkcji.
            – uważam, że wzrost minimalnej krajowej jest zbyt dynamiczny i w obecnej sytuacji taka dynamika jest nieuzasadniona (od czego zaczął się cały wywód). Tak dynamiczny wzrost nie jest uzasadniony ani wzrostem kosztów utrzymania, ani negatywną sytuacją na rynku pracy. Mimo tego, mimo poprawy na rynku pracy i jedynie śladowym wzroście minimum socjalnego, minimalne wynagrodzenie jest i będzie podnoszone.
            I tyle w tym temacie.

            Na tym dyskusję kończę, bo przestała być ona merytoryczna. Nie chce mi się czytać tych elaboratów i w odpowiedzi cytować sam siebie. Po raz któryś z kolei definiować minimalną krajową, prostować nielogiczne wnioski które wyciągasz z tekstu czytanego z niezrozumieniem, czy dyskutować o tym, czy spadek bezrobocia oznacza, że pracy jest mniej czy więcej. Wszystkie wskaźniki masz, znaleźć je było dość łatwo. Różnica między nami jest taka, że ty uważasz wszystkich za bezdennych debili którzy muszą być prowadzeni za rękę przez opiekuńcze państwo, które gdyby nie wprowadziło minimalnej to nikt nie zarabiałby nic, a ja uważam, że w większości przypadków ludziom wystarczy nie przeszkadzać, a jak już pomagać gdy ta mniejszość sobie nie radzi, to jedynie w minimalnym zakresie. Lekko podsadzić, zamiast ciągnąć za uszy przez rynek pracy.

          • >>Po raz kolejny dałeś się przyłapać na braku czytania ze zrozumieniem. A
            może to lenistwo? Ile razy mam cytować sam siebie, bo tobie nie chce się
            czytać to co komentujesz?
            „Trzeba by było brać pod uwagę kwotę
            minimalnej egzystencji i skorygować o koszty utrzymania pracy + przyjąć
            jakiś wskaźnik zabezpieczający, wyrażony w procentach od całej reszty.”

            W
            przeciwieństwie do Ciebie doskonale wiem co czytałem – a także co z
            tego wynika. Inaczej mówiąc proponujesz do kwoty minimum egzystencji (co
            wystarcza tylko na żywność), dodać koszty „utrzymania pracy”, a nawet w
            wielkiej łaskawości uwzględniasz „wskaźnik zabezpieczający” jako
            procent reszty. Pokrętna to logika – po co stosować minimum
            egzystencjalne, które świadczy o skrajnym ubóstwie („Z kolei min­i­mum egzys­tencji,
            zwane także min­i­mum
            bio­log­icznym, wyz­nacza poziom zaspoko­je­nia potrzeb
            kon­sump­cyjnych, poniżej którego wys­tępuje bio­log­iczne zagroże­nie
            życia i roz­woju psy­chofizy­cznego człowieka. Zas­paka­janie potrzeb na
            tym poziomie i zakre­sie rzec­zowym umożli­wia jedynie przeży­cie.
            Oznacza to, że kat­e­go­ria ta może być uznana za dolną granicę obszaru
            ubóstwa.” https://www.ipiss com
            pl/?zaklady=minimum-socjalne-oraz-minimum-egzystencji) skoro mamy
            znacząco lepsze minimum socjalne („Zakres i poziom zas­paka­janych
            potrzeb na poziomie min­i­mum soc­jal­nego winny
            zapewnić takie warunki, aby umożli­wić repro­dukcję jego sił życiowych
            człowieka, wychowanie potomstwa oraz utrzy­manie więzi społecznych w
            cza­sie pracy, nauki i wypoczynku. Min­i­mum soc­jalne oznacza
            zaspoka­janie potrzeb kon­sump­cyjnych na relaty­wnie niskim poziomie,
            ale uwzględ­ni­a­ją­cym zalece­nia nauki (np. w zakre­sie wyży­wienia),
            odpowiada­ją­cym powszech­nie przyj­mowanym nor­mom oby­cza­jowym i
            kul­tur­owym (rekreacja, uczest­nictwo w kul­turze) oraz
            obow­iązu­ją­cym nor­mom prawnym (w zakre­sie oświaty, ochrony
            zdrowia). Min­i­mum soc­jalne jest kat­e­gorią wyz­nacza­jącą próg,
            poniżej którego ist­nieje obszar niedostatku czy ubóstwa: stanowi górną
            granicę tego obszaru.”). Wydaje mi się, że znacznie prościej użyć
            odpowiedniejszego wskaźnika, który bierze pod uwagę szereg potrzeb
            człowieka, niż używać minimum egzystencji i próbować je łatać jakimś
            arbitralnym wskaźnikiem. „Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć,
            tłumaczyć fakty jak najprościej” – jak by napisał William Ockham. Poza
            tym interesujący jest również koszt „utrzymania pracy” – jak chcesz go
            obliczać? Czy bierzesz pod uwagę np. więcej żywności dla pracownika
            fizycznego? Ciekawe co z osobami przewlekle chorymi – pisałeś o minimum
            egzystencji + „koszty utrzymania pracy” + wskaźnik. Co jeśli wskaźnik
            nie wystarczy na zakup leków – dana osoba ma nie jeść, nie „utrzymać
            pracy” czy nie kupić leków. A może masz zamiar dla tej jednej osoby
            zrobić wyjątek i do minimum egzystencji doliczyć koszt leków? Tak to
            bywa, jak używa się wskaźników niedopasowanych do sytuacji. Jakież to
            rozczarowujące.

            >>Ale wróćmy do minimum socjalnego: w grudniu 2012 roku zostało ono
            określona na 1 032 zł. W grudniu 2016 roku na 1 101 zł. Czyli na
            przełomie 4 lat wzrost o 6,7 %. Minimalna krajowa, wzrosła w tym czasie o
            25%. Tak więc zarówno minimum socjalne jak i minimum egzystencji
            wzrasta dużo wolniej niż minimalne wynagrodzenie. Więc co za różnica,
            jakim wskaźnikiem się posługujemy?!

            A dlaczego podwyższać
            minimalną na podstawie wzrostu minimum socjalnego, a nie na podstawie
            wzrostu PKB czy wzrostu wydajności pracy? Bo tak ci wygodniej?

            >>A widzisz, bo tu się nie zrozumieliśmy. Dla mnie dynamika wzrostu
            wynagrodzeń tylko wtedy jest pozytywna, jeśli wynika ze zwiększenia
            konkurencyjności pracownika na rynku pracy. Jeśli zmiana jest wynikiem
            działań socjalnych państwa, to jest to zmiana destruktywna dla
            gospodarki i samych obywateli. Inaczej mówiąc kreatywna księgowość. I
            tutaj oczywiście, przyznaję ci rację. Koniec pompowania socjalu i
            sztucznego nabijania wysokości wynagrodzeń, zmniejszy w jakimś stopniu
            tempo ich wzrostu.

            Jak miło, że w końcu zrozumiałeś. Chociaż
            długo trzeba było na to czekać. W zasadzie dopiero teraz można przejść
            do meritum. A więc proponujesz podnosić pensję minimalną w czasie rynku
            pracodawcy („Spowolnienie wzrostu wynagrodzeń, wzrost bezrobocia,
            mniejsza ilość
            poważniejszych ofert pracy, niższe oferowane wynagrodzenia, statystyki
            dotyczące ilości odpowiedzi na oferty pracy itd.”), a nie podnosić w
            czasie rynku pracownika. W zasadzie nawet nie tyle proponujesz podnosić
            pensję minimalną co ją waloryzować o wskaźnik inflacji. Najwyraźniej
            zupełnie zapomniałeś, że wysoka inflacja będzie miała miejsce w czasie
            rynku pracownika (wzrost wynagrodzeń, wyższe oferowane wynagrodzenia) –
            wtedy, gdy absolutnie (wg ciebie) pensji nie należy podnosić.
            Jednocześnie proponujesz waloryzować o inflację pensję minimalną w
            czasie rynku pracodawcy (spadek/stagnacja wynagrodzeń, niższe oferowane
            wynagrodzenia), a więc wtedy gdy inflacja będzie niewielka, będzie
            stagnacja cen, czy nawet deflacja. W istocie, bardzo to rozsądne i
            absolutnie pomoże to mniej konkurencyjnym jednostkom – rzecz jasna o ile
            tylko nie uznają, że warto pracować poniżej pensji minimalnej
            (przypomnijmy – panuje rynek pracodawcy, pracy brakuje). Jeżeli będzie
            deflacja, może nawet lekko obniżysz pensję minimalną – przecież ceny
            spadły!

            >>Nie rzekomo, tylko właśnie tyle dotyczy. Precyzyjnie, to chyba 8,7% jak
            wynika ze statystyk GUS. Jeśli uważasz, że 9% kosztów to mało i nic nie
            znaczy, to możemy się umówić, że co miesiąc będziesz mi przelewał 9%
            swojego wynagrodzenia. Podać numer konta?
            Te 9% to co najmniej o
            kilka procent wzrost kosztów zatrudnienia średnio w każdej firmie. A
            wiesz jak to jest średnio… że u jednych to będzie 2% u innych 15%. Tak
            się składa, że to 15% dotyczyć będzie przeważnie małych
            przedsiębiorstw.

            Jak widać po raz kolejny potwierdza się, że z
            matematyką jesteś na bakier. A więc policzmy – akurat tutaj wyjątkowo
            użyteczna będzie średnia. Średnia pensja obecnie wynosi ok. 4600 zł
            brutto – znaczy to, że średnio każdy pracownik (a więc 100% pracowników)
            tyle zarabia. 9% pracowników a tą pensją to będzie 9% kosztów pracy.
            Pensja minimalna wynosi obecnie 2000 zł brutto – 2,3 raza mniej. Oznacza
            to, że 9% pracowników z tą pensją będzie stanowiło proporcjonalnie
            mniej kosztów pracy – ok. 3,9%. Poza tym ja pisałem tylko o niskiej
            uciążliwości podniesienia pensji minimalnej – nie o samej pensji, którą
            przecież proponujesz zachować. wzrost o 5% minimalnej oznacza, że od
            nowego roku procent kosztów „minimalnych” będzie stanowił ok. 4,1% –
            faktycznie, zatrważający wzrost. A i to tylko przy założeniu, że nie
            wzrośnie średnia.

            >>Dlaczego założyłeś, że to ty będziesz decydował co wystarczy? Otóż nie
            kolego. W gospodarce są dwa stany: albo rynek pracodawcy, albo
            pracownika. Jeśli negujesz rynek pracownika, udowodnij, że mamy rynek
            pracodawcy.

            Tak samo, jak na giełdzie jest tylko hossa lub bessa,
            a konsolidację (trend horyzontalny) wymyślili kosmici. Cóż za piękne,
            naiwne myślenie, że istnieją wyłącznie 2 stany – i nic pomiędzy nimi.
            Niczym z bajek Disneya, gdzie mamy tylko czyste dobro lub czyste zło.

            >>Doprawdy? A co ma jedno do drugiego?
            Szara strefa świadczy tylko i
            wyłącznie o tym, że są zbyt wysokie koszty zatrudnienia. Znów
            wyskakujesz z kuriozalną tezą, że pracownik zamiast pracować na umowę o
            pracę za minimalną krajową, nadstawia karku i pracuje za mniejsze
            wynagrodzenie, bo jest rzekomo zmuszany. Otóż szara strefa wynika z
            tego, że pracownik woli dostać na rękę swoje wypracowane 2 500 zł, niż w
            ramach umowy o pracę, prawie połowę oddać państwu w podatkach i
            składkach socjalnych.

            Równie często może świadczyć o chęci
            obchodzenia pensji minimalnej czy maksymalnego czasu pracy. Masz jakieś
            statystyki o tym, że niemal zawsze dzieje się to na korzyść pracownika, a
            nie pracodawcy?

            >>Jak już pisałem: nie ma żadnego znaczenia z jakich powodów spada. Jeśli
            spada, to jest mniejsze, a jeśli jest mniejsze, to zmniejsza się popyt, a
            zwiększa podaż. To wskazuje na rynek pracownika. Jeśli są dwa miejsca
            pracy i 10 chętnych, to ośmiu pozostaje bezrobotnymi. Jeśli dziewięciu
            dostanie socjal i przestanie im się opłacać pracować, to bezrobocie
            będzie zerowe i w dodatku zacznie brakować rąk do pracy. Sytuacja na
            rynku pracy zatem nie zmienia się ani trochę, natomiast zmienia się
            ilość chętnych do pracy, przez co pracodawca musi rywalizować z innym
            pracodawcą o tego jedynego pracownika.

            Chyba jednak ma jakieś
            znaczenie. Może po prostu wielu ludzi nie rejestruje się w UP, bo brak
            tam ofert pracy dopasowanych do ich kwalifikacji? Interesujące, że
            piszesz działalność socjalna państwa psuje rynek pracy, a potem tak
            ochoczo ufasz wskaźnikom z tego wynikłym. Sam pisałeś, że część osób
            może nie pracować ze względu na 500+. Nie ma to żadnego znaczenia?

            >>I co mnie to obchodzi z jakiego powodu rośnie ilość miejsc pracy? Nikt
            ci nie każe studiować. Możesz iść na przyuczenie do zawodu i zostać
            doskonałym cieślą. Jeśli stać cię na grymaszenie, że tego nie będę robił
            a to mogę, to znaczy, że ty podejmujesz decyzje i sam wybierasz, a to
            wskazuje na rynek pracownika. Żydowscy profesorowie, którzy uciekli z
            ZSRR do Izraela, zajmowali się zamiataniem ulic. Bo nie mieli wyjścia.

            Praca
            poniżej kwalifikacji świadczy o rynku pracodawcy – są dostępne tylko
            najmniej płatne oferty pracy – poziom minimalnej czy nawet niższy, brak
            lepiej płatnych posad – rynek pracy się nie rozwija. Sama ilość ofert
            pracy to za mało, żeby precyzyjnie tu wyrokować – nie wspominając już o
            dużym zróżnicowaniu ilości wakatów w powiatach.

            >>Dla mnie wystarczającym czynnikiem mógłby być np. wzrost sumy minimum
            socjalnego. A skoro minimum socjalne można określać dla całego kraju, to
            można i wysokość minimalnego wynagrodzenia.

            Niedawno pisałeś:
            „W bogatszych regionach, gdzie ludzie dysponują wyższą siłą nabywczą, są
            w stanie więcej zapłacić. Wymiana rozrządu w tym samym silniku kosztuje
            od 400 do 1 800 zł w zależności od warsztatu. A pomocnikowi mechanika
            trzeba wypłacić tę samą minimalną krajową. Głupia wymiana opon to 30 zł w
            biedniejszym mieście i 120 w mieście bogatym. A pomocnik wulkanizatora i
            tu i tu musi zarabiać 2 000 zł brutto.”
            „Dlaczego więc bronisz minimalnej krajowej, która w Warszawie nie
            wystarczy nawet na wynajem mieszkania, a w biednej gminie pozwoli na w
            miarę sensowne życie i jeszcze odłożenie paru groszy?!”

            To jak w końcu jest – można określać krajowo czy nie można? Bardzo to miłe, że sam dostarczasz dowodów na swoją niekorzyść.

            >>To ty nie potrafisz wykazać, ze mamy rynek pracodawcy, wmawiając sam sobie, że wcale nie musisz.

            Bo
            nie muszę. To, że zdołałeś pokazać pozytywny trend w niektórych
            regionach – i to oparty na omylnych przesłankach jak bezrobocie
            rejestrowane – nie świadczy jeszcze o rynku pracownika. Może to być
            dopiero początek drogi w tym kierunku w niektórych regionach.

            >>Tak jak już wspomniałem, chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś nie chce pracować, to co ja mu na to poradzę?

            A jeśli chce, a nie ma ofert pracy na jego kwalifikacje?

            >>Co za pieprzenie… w Niemczech do dopiero musi być silny rynek
            pracodawcy. W obozie dla imigrantów, bezrobocie stanowi 100%! Powinni
            podnieść minimalną krajową do 10 000 euro, bo dzięki temu imigranci nie
            będą wyzyskiwani przez okolicznych przedsiębiorców :D

            W istocie,
            obóz dla imigrantów powinien rzutować na cały kraj. To już wiesz, jak
            należy ustalać minimalną – lokalnie, krajowo, unijnie, a może globalnie?

            >>Udowodnisz słuszność swoich tez, przelewając mi te 9% swojego
            wynagrodzenia co miesiąc. Chyba, że rzucasz słowa na wiatr i lubisz
            obciążenia, ale tylko takie które dotyczą innych, a nie ciebie. To co,
            mam podać numer konta? Udowodnisz, że te 9% to jest nic…

            Udowodniłem już wcześniej. Plus jeszcze to:
            https://pl.tradingeconomics com/poland/labour-costs
            Gdzie tutaj ten wzrost kosztów pracy?

            >>Kto napisał, że jest tylko dla chętnych? Po raz trzeci, w tym samym
            komentarzu, dajesz się przyłapać na nieumiejętności czytania ze
            zrozumieniem. Pisałem w każdym komentarzu od czego jest wynagrodzenie
            minimalne.

            Od tego, żeby nie było „wyzysku” osób mało
            konkurencyjnych, ale tylko w czasie rynku pracodawcy i jeżeli czasem
            same się na to nie godzą. Jeśli się godzą na wyzysk to w porządku. Jeśli
            się nie godzą, muszą wyrazić chęć wyższych zarobków w PIP. Czyż nie?

            >>No jeśli jest taka ich wola, to masz z tym jakiś problem? Jeśli ktoś chce się oddać w niewolę, to jest to jego sprawa.

            Niecodzienny
            widok – obrońca uciśnionych, który godzi się z uprzedmiotowieniem
            człowieka – to przecież nie jest „wyzysk” czy „patologia”.

            >>A mało to osób demoluje witrynę sklepową tylko po to, żeby spędzić zimę w
            cieple, z dobrym wyżywieniem i mieć zapewnioną solidną opiekę lekarską?

            To chyba nie jest jeszcze niewolnictwo, prawda?

            >>W dupie mam, czy wynagrodzenie minimalne jest czy go nie ma. Nie jestem
            już przedsiębiorcą, a nawet jak byłem płaciłem stawki znacznie wyższe.
            Nie jestem też nieudacznikiem życiowym, którego egzystencja zależy od
            socjalu państwowego. Naprawdę – czy ona będzie czy nie, jest mi to
            absolutnie bez znaczenia. Kraje jak Szwajcaria pokazują, że jednak się
            da i najniższa krajowa nie powoduje wyzysku na krajową skalę.

            Skoro
            tak bardzo masz to w dupie, to po co to uświadamianie, że minimalna nie
            powinna być podnoszona? „Przy obecnym spadku bezrobocia, najniższa
            krajowa nie powinna być podwyższana.”, chociaż to i tak bez znaczenia.

            https://pl.wikipedia org/wiki/P%C5%82aca_minimalna
            Wielka Brytania
            „Płacę
            minimalną wprowadzono w 1999 roku , gdzie początkowo, w obawie przed
            negatywnymi efektami, wynosiła 3,60 funta za godzinę pracy, a następnie
            wzrastała do 5,05 w 2005. Powołana w celu monitorowania efektów decyzji
            Low Pay Commission nie stwierdziła negatywnego wpływu decyzji na
            inflację i zatrudnienie i zalecała dalsze podwyższanie płacy, nawet
            powyżej średniego wzrostu wynagrodzeń. Nie doszło także do zmniejszenia
            ilości miejsc pracy – w czasie od wprowadzenia regulacji w życie
            przybyło ich 1,75 miliona. W przeprowadzonym w 2004 roku sondażu wśród
            brytyjskich pracodawców 90% z nich odpowiedziało, że wzrost płac z
            tytułu płacy minimalnej jest dla nich bez znaczenia. Wskazuje się także,
            że wprowadzenie tej instytucji wpływa pozytywnie na zmniejszenie się
            współczynnika Giniego i na zmniejszenie różnic w płacach między
            kobietami a mężczyznami (1998 – kobieta zarabiała tam średnio 78,8%
            płacy mężczyzny, w 2004 – 81,8%). W 2005 r. najniższe ustawowe
            wynagrodzenie pobierało w tym kraju jedynie 1,8% zatrudnionych.”
            Niemcy
            „Do
            2015 wynagrodzenie minimalne było ustalane przez branżowe układy
            zbiorowe, których zasięg systematycznie spadał z 90% pracowników
            Niemczech Zachodnich w 1990 do 52% w 2013 i 38% na obszarze dawnej NRD.
            Wprowadzenie płacy minimalnej stało się częścią umowy wielkiej koalicji
            SPD i CDU po wyborach 2013. W 2015 rząd wprowadził płacę minimalną 8,5
            euro za godzinę. Nie dotyczyła ona długotrwale bezrobotnych, części
            praktykantów i młodzieży poniżej 18 roku życia. 8,5 euro było połową
            mediany płac.

            Prezes instytutu Ifo i profesor Uniwersytetu w
            Monachium Hans-Werner Sinn porównał płacę minimalną do diabła i zabawy z
            ogniem i twierdził, że jej wprowadzenie może kosztować 1,9 mln miejsc
            pracy. Instytut Badań nad Przyszłością Pracy (Forschungsinstitut Für
            Zukunft der Arbeit / IZA) ostrzegał przed utratą 600 tysięcy miejsc
            pracy, Rada Ekspertów w sprawach rozwoju gospodarczego
            (Sachverständigenrat zur Begutachtung der gesamtwirtschaftlichen
            Entwicklung) obawiała się o 140 tysięcy miejsc pracy. Podnoszono też
            groźbę przeniesienie miejsc pracy za granicę z powodu wprowadzenia płacy
            minimalnej, co było nieuzasadnione ponieważ zdecydowana większość tych
            stanowisk była w usługach których nie da się przenieść za granicę:
            hotelarstwie, gastronomii i ogrodnictwie.

            Wprowadzenie płacy
            minimalnej w Niemczech zwiększyło płace 3,6 mln. pracowników. Zarobki
            pracowników niewykwalifikowanych wzrosły o 3,3%, a na obszarze byłego
            NRD o 10%. Ogólna wielkość płac wzrosła o 0,5 – 1%. Spowodowała to
            wzrost cen niektórych produktów i usług szczególnie przejazdów taksówką,
            usług fryzjerskich, hotelarskich i gastronomicznych, jednak ogólnie
            inflacja pozostała na rekordowo niskim poziomie. W 2015 przybyło 400
            tys. miejsc pracy, także w branżach najgłośniej wyrażających swe obawy –
            w gastronomii i w hotelarstwie. Przybyło także 700 tys. osób objętych
            ubezpieczeniem społecznym w skutek zmniejszenia się o ok. 200 tys.
            stanowisk pracy zwanych MiniJob, czyli z wynagrodzeniem poniżej 450
            euro, które są zwolnione ze składek. W styczniu 2016 stopa bezrobocia
            wyniosła 6,2% osiągając najniższy poziom od zjednoczenia kraju.”

            >>Co do minimalnej:
            – uważam, że jest konieczna, ponieważ chroni osoby
            najmniej konkurencyjne na rynku pracy. Mimo widocznego przechylenia
            szali rynkowej na stronę pracownika, dominanta wynagrodzeń nadal jest
            zbyt blisko minimalnej krajowej, by mówić o jej całkowitej likwidacji.
            To jeszcze nie jest ten czas, gdy nie spełnia ona żadnej funkcji.

            uważam, że wzrost minimalnej krajowej jest zbyt dynamiczny i w obecnej
            sytuacji taka dynamika jest nieuzasadniona (od czego zaczął się cały
            wywód). Tak dynamiczny wzrost nie jest uzasadniony ani wzrostem kosztów
            utrzymania, ani negatywną sytuacją na rynku pracy. Mimo tego, mimo
            poprawy na rynku pracy i jedynie śladowym wzroście minimum socjalnego,
            minimalne wynagrodzenie jest i będzie podnoszone.

            Przecież to i tak dla ciebie bez znaczenia – nawet nie wiem, czy jest sens to komentować.

            >>Na tym dyskusję kończę, bo przestała być ona merytoryczna. Nie chce mi
            się czytać tych elaboratów i w odpowiedzi cytować sam siebie. Po raz
            któryś z kolei definiować minimalną krajową, prostować nielogiczne
            wnioski które wyciągasz z tekstu czytanego z niezrozumieniem, czy
            dyskutować o tym, czy spadek bezrobocia oznacza, że pracy jest mniej czy
            więcej. Wszystkie wskaźniki masz, znaleźć je było dość łatwo. Różnica
            między nami jest taka, że ty uważasz wszystkich za bezdennych debili
            którzy muszą być prowadzeni za rękę przez opiekuńcze państwo, które
            gdyby nie wprowadziło minimalnej to nikt nie zarabiałby nic, a ja
            uważam, że w większości przypadków ludziom wystarczy nie przeszkadzać, a
            jak już pomagać gdy ta mniejszość sobie nie radzi, to jedynie w
            minimalnym zakresie. Lekko podsadzić, zamiast ciągnąć za uszy przez
            rynek pracy.

            Ufam, że ty również znajdziesz tu wiele wskaźników –
            i to bardziej merytorycznych niż twoje. Ufam również, że twoja
            znajomość matematyki będzie ku temu wystarczająca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *