1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Wziąłem auto zastępcze z ASO. Już po dwóch tygodniach wiedziałem, że to pułapka

Wziąłem auto zastępcze z ASO. Już po dwóch tygodniach wiedziałem, że to pułapka

Swego czasu byłem zmuszony dwukrotnie użytkować samochód zastępczy z ASO. Ktoś mógłby powiedzieć, że „fajna sprawa", bo w ten sposób można sobie pojeździć całkiem nowym wozem. Nic bardziej mylnego — użytkowanie takiego pojazdu może być nie lada stresujące, a jeden niefortunny manewr potrafi kosztować kierowcę kilka tysięcy złotych.

Marcin Szermański01.05.2026 9:15
Moto

Samochód zastępczy z ASO — regulamin to nie żart

Odbierając samochód z autoryzowanej stacji obsługi lub innego warsztatu, w którym naprawiasz swój samochód czy to z tytułu OC sprawcy, czy ze swojej polisy autocasco, musisz obchodzić się z nim niczym z jajkiem. W praktyce może to wyglądać tak, jakbyś dbał o niego bardziej niż o swój własny prywatny samochód.

Wszystko przez to, że ASO i inne serwisy samochodowe oferujące samochody zastępcze mają swoje własne regulaminy, których lepiej nie łamać. Mogą to być przeróżnego rodzaju regulacje, a sam np. spotkałem się z tym, że takim samochodem nie można przewozić zwierząt domowych. Nie i koniec — ASO ma do tego absolutne prawo, w końcu wypożyczany samochód jest własnością serwisu. Co więcej, serwisowanie samochodów w ASO wiąże się z określonymi standardami, których stacja musi przestrzegać, więc i od klienta oczekuje pełnej dbałości o powierzony pojazd.

Polisa AC tak, ale udział własny — niespodzianka

Wypożyczony samochód — a na pewno samochód z ASO — ma wykupioną polisę autocasco. Możesz więc być spokojny: za jego ewentualną kradzież samochodu czy uszkodzenie, a nawet całkowite zniszczenie pojazdu z twojej winy nie zapłacisz z własnej kieszeni. To znaczy zapłacisz, ale nie 100% jego wartości.

Udział własny w wypożyczonym samochodzie to standard

Mimo że wypożyczony samochód ma (a przynajmniej powinien mieć) wykupioną polisę AC, to nie znaczy, że za szkodę nie dopłacisz z własnej kieszeni. Często takie samochody mają 1000, 2000 lub nawet 5000 złotych udziału własnego. Co to oznacza?

Oznacza to, że w przypadku zaistnienia szkody pokrywasz kwotę będącą udziałem własnym. Sam jeździłem parę tygodni pojazdem z udziałem w wysokości 2500 zł i gdy parkowałem nim pod sklepem, to z dala od innych samochodów. Niestety zapłaciłbym z własnej kieszeni nie tylko w przypadku kraksy z własnej winy, ale i za szkody wyrządzone przez tzw. nieznanego sprawcę, który np. zarysowałby mój samochód na parkingu, po czym odjechał. To samo dotyczy wszelkich aktów wandalizmu — dobrze jest więc taki samochód garażować lub parkować na zamykanej posesji, o ile jest taka możliwość.

Protokół odbioru — twoja tarcza ochronna

Dlatego tak ważne jest sprawdzenie protokołu odbioru swojego egzemplarza i porównanie go do stanu faktycznego. Zauważyłeś ryskę na nadkolu, której brak w dokumencie? Zanim odbierzesz kluczyki i odjedziesz z serwisu takim samochodem, powiedz o takiej skazie. Najlepiej zrób dokładne zdjęcia, a nawet nagraj film pokazujący cały samochód, żeby nie było, że niewykryta wcześniej wada pójdzie na twoje konto i będziesz musiał za nią zapłacić.

Wynajęty samochód z wypożyczalni? Lepiej uważaj!

Jeszcze „ciekawiej" robi się w prywatnych wypożyczalniach samochodów na wynajem. Oczywiście większość z nich działa uczciwie, ale zdarzają się firmy stosujące wątpliwe praktyki, co można zobaczyć po wielu opiniach i komentarzach oburzonych klientów choćby na Google. Oczywiście nie brak też klientów, którzy również nie są fair, ale nie o nich teraz mowa.

Czytaj regulamin — albo zapłacisz

Mając wypożyczony samochód z takiej firmy, dokładniej przeczytaj i zapoznaj się z jej regulaminem. Nie muszę chyba mówić, że musisz oddać (jak w ASO) czysty i zatankowany samochód, ale czasami zdarzało się, że za przybrudzenie wycieraczki czy lekkie zakurzone rantu koła grozi kara umowna, czasami w wysokości kilkuset złotych. A może być jeszcze więcej. Co więcej, niektóre wypożyczalnie wpisują do umów postanowienia, które mogą stanowić klauzule abuzywne — takich zapisów konsument nie musi traktować jako wiążących, ale spór z wypożyczalnią potrafi być długi i męczący.

Częstą pułapką jest też kara umowna za przekroczenie prędkości, naliczana na podstawie odczytów z GPS-u zamontowanego w pojeździe — szczególnie w przypadku samochodów sportowych. O takich zapisach klient zwykle dowiaduje się dopiero przy zwrocie auta, gdy okazuje się, że kaucja została pomniejszona o kilka tysięcy złotych.

Spóźniony przegląd techniczny za granicą — 5000 zł kary

Swego czasu Maciej Samcik opisywał na subiektywnieofinansach.pl przypadek, w którym na klienta została nałożona kara w wysokości 5000 złotych za to, że... nie zadbał o wykonanie badań technicznych na czas. Oczywiście przegląd należy wykonać w Polsce, ale samochodem poruszał się na zagranicznych wczasach. Tymczasem kara za brak przeglądu technicznego to także problem dla samego użytkownika pojazdu — mandat od policji wynosi od 1500 do 5000 złotych, więc wypożyczalnia na pewno nie chce, żeby jej auto poruszało się bez ważnych badań.

Takich przykładów można mnożyć, co nie znaczy, że trzeba rezygnować z wypożyczania samochodu, jeśli nadejdzie taka potrzeba. Wręcz przeciwnie — ale lepiej jednak zachować szczególną ostrożność podczas jego użytkowania.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi