Zajęcia dodatkowe – choćby to było garncarstwo – determinują wyższe alimenty na dziecko. I słusznie, bo to nie ma być jałmużna, a pokrycie środków utrzymania

Prawo Rodzina dołącz do dyskusji (92) 20.02.2020
Zajęcia dodatkowe – choćby to było garncarstwo – determinują wyższe alimenty na dziecko. I słusznie, bo to nie ma być jałmużna, a pokrycie środków utrzymania

Paweł Mering

Obowiązek alimentacyjny to szczególna i doniosła instytucja w polskim prawie rodzinnym. Nie każdy jednak jest w stanie rozumieć, że alimenty mają być niejako substytutem, a nie jałmużną. Z tego też powodu zajęcia dodatkowe, z których korzysta dziecko, mają bezpośredni wpływ na ich wysokość.

Zajęcia dodatkowe a alimenty

Obowiązek alimentacyjny jako taki nie dotyczy jedynie przymusu łożenia na dziecko – może dotyczyć rodzeństwa, a także rodziców. Określa to art. 128 ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy (KRiO):

Obowiązek dostarczania środków utrzymania, a w miarę potrzeby także środków wychowania (obowiązek alimentacyjny) obciąża krewnych w linii prostej oraz rodzeństwo.

Alimenty względem dzieci dookreśla artykuł 133 KRiO par. 1

§ 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.

Z kolei ich zakres precyzuje art. 135 KRiO par. 1, który stanowi, iż:

Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.

Zakładając, że nie będzie miał zastosowania par. 2 powyższego przepisu i alimenty będą wyrażone w jednostkach pieniężnych, ustalenie ich wysokości składa się z kilku aspektów. Warto też zaznaczyć, że pewnym „hamulcem” jest konieczność wyliczenia wysokości alimentów na podstawie możliwości finansowych obowiązanego.

Co składa się na alimenty na dziecko?

Uprawniony, czyli w tym wypadku dziecko, ma swoje potrzeby, które należy rozumieć bardziej obiektywnie (z uwagi na fakt, że ustawodawca mówi o usprawiedliwionych potrzebach). Owe potrzeby, ujmując nieco generalnie, to:

  • potrzeby fizyczne
  • potrzeby duchowe
  • potrzeby wynikające z konieczności utrzymania

Dla lepszej interpretacji powyższego katalogu warto przypomnieć tezę IV wytycznych SN z 1987 r., art. 133 Nb, gdzie SN wyjaśnił, iż:

przez usprawiedliwione potrzeby [uprawnionego] rozumie się nie tylko te elementarne, polegające na zapewnieniu minimum egzystencji; chodzi bowiem o stworzenie uprawnionemu normalnych warunków bytowania, odpowiadających jego wiekowi, stanowi zdrowia i innym okolicznościom konkretnej sprawy.

Szerokie orzecznictwo sądów powszechnych i Sądu Najwyższego pokazuje, że zakres alimentów na dziecko jest bardziej lustrzanym odbiciem faktycznych wydatków, związanych z utrzymaniem, które nie ograniczają się bynajmniej do – kolokwialnie rzecz ujmując – zapewnienia jak najmniejszym kosztem warunków niezbędnych do przeżycia.

Zajęcia dodatkowe mają wpływ na wysokość alimentów na dziecko

Ustalenie wysokości alimentów na dziecko w wypadku – na przykład – rozwodu, ma ponadto na celu realizację zasady ochrony dobra dziecka, by nie odczuło ono – jeżeli chodzi o standard życia – zawirowań w zakresie życia rodzinnego. Jeżeli dziecko chodziło do prywatnej szkoły, uczestniczyło w zajęciach dodatkowych, uprawiało jakiś sport, czy regularnie jeździło na wakacje – alimenty mają na celu spowodować, by tak nieprzerwanie pozostało.

Pisanie o ustalaniu wysokości alimentów jest dosyć problematyczne z dwóch powodów. Po pierwsze – są sytuacje, w których ich wysokość nie przekracza kilkuset złotych, ale też takie, gdy rodzic przelewa na jedno dziecko nawet i kilka tysięcy złotych. Nie jest to przejaw niesprawiedliwości społecznej (co by przecież zahaczało o komunizm), a fakt, że równość społeczna nie istnieje. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie zarabiać lepiej, więc dzieci – rzeczonego „kogoś” – bytować będą na wyższym poziomie, który nie powinien drastycznie spadać z tytułu – chociażby – rozwodu. Po drugie, dyrektywy wyliczeń wysokości alimentów są bardzo ogólne, a stan faktyczny zawsze jest różny.

Warto też podkreślić, że fakt, że orzeczono pewną wysokość alimentów, nie oznacza, że nie zostaną one podwyższone – w Polsce nie tylko dzieci rosną (co może oznaczać wyższe wydatki), ale rośnie też inflacja i ceny. No i nie muszę chyba dodawać, że celowe zapisywanie dziecka na najróżniejsze zajęcia dodatkowe – w tym tytułowe garncarstwo – służyć będzie obejściu prawa, a nawet może oznaczać przestępstwo oszustwa z art. 286 Kodeksu karnego.

92 odpowiedzi na “Zajęcia dodatkowe – choćby to było garncarstwo – determinują wyższe alimenty na dziecko. I słusznie, bo to nie ma być jałmużna, a pokrycie środków utrzymania”

  1. W Danii płaci się grosze w alimentach. Nieszczęśliwszy kraj kilka lat z rzędu?
    Baby nie robią się łase na kase, bo im się to nie opłaca. W Polsce rozwód to biznes dla kobiet i nie opłaca się wyjaśniać niczego w małżeństwie, wystarczy iść do prawnika i golić frajera na hajs przez 18 lat. Wymyślają potem zajęcia dodatkowe, z których rezygnują zaraz po zasądzeniu alimentów haha. Ciekaw jestem, że ta męska feministka, która pisała artykuł, nie ma problemu z kobietami, które wbrew postanowieniom sądów utrudniają widzenia.
    Dla mnie to jasne, że ta męska feministka, która pisała artykuł, pracuje w tzw. „biznesie okołorozwodowym”, na którym prawnicy, sądy, adwokaci zbierają hajsy, bo zamist ugody to ciągną sprawy sądowe latami. Najlepiej jak się klienci po 10 latach batalii sądowej pozabijają nawzajem. Ważne, że przez 10 lat płacili becel za rozprawy.

    • W pełni się zgadzam. W Polsce ojciec nie ma prawa do wychowania własnego dziecka, a zawyzonymi alimentami sądy prowadzą do krzywdy na dziecku jaką jest alienacja rodzicielska. Matce nadzwyczajniej opłaca się tworzyć sztuczny konflikt, bo z tego są hajsy.

  2. Problematyczne jest to, że o wysokości alimentów decyduje sąd, kierowany przez wyłącznie jedną stronę (w 99% matkę dziecka). Ojciec z reguły nie ma wpływu na to, co jego dziecko je, gdzie się uczy i czego, jak jest ubierane, leczone, rehabilitowane. Na koniec dostaje tylko rachunki (często gęsto naciągane, faktury ze wszystkich niezamiecionych paragonów w markecie, itd.) z wyrokiem sądu o podwyższeniu alimentów, bo z czegoś trzeba opłacić 100h zajęć dodatkowych, dwadzieścia kilo leków i suplementów diety, itd. Dochodzi do absurdów, gdzie o zakupie usługi/produktu decyduje mama, ale koszt pokrywa tata. Nie jestem pewien, czy to dobre dla dziecka. Wydaje mi się, że dobre relacje z rodzicami (szczególnie tym rzadziej widywanym, najczęściej ojcem) są ważniejsze niż ta grubsza warstwa masła czy godziny zajęć skrzypcowych, językowych, piłkarskich i plastycznych. Natomiast naciąganie ojca na kasę na dziecko, które widzi raz na jakiś czas raczej nigdy nie wpływa pozytywnie na relacje między nim a dzieckiem. Mamusia wypisze dziecko z zajęć, przestanie zbierać cudze paragony, będzie karmiła dzieciaka sucharami z pasztetową, ale oczywiście „nadwyżki” nie odda, tylko kupi sobie kieckę, czy perfumy. I to jest zgroza, że to też nie jest kontrolowane, czy te pieniądze są wydawane zgodnie z przeznaczeniem i uzasadnieniem potrzeb. Teoretycznie, każdy może uczynić sobie z alimentów stałe i pewne źródło dochodu, nawet początkowo biorąc pożyczki na nazbieranie rachunków i faktur imiennych. A sąd tego nie weryfikuje, więc proceder kwitnie. Tylko od sprytu ex-małżonka, który ma większe prawa do opieki zależy, ile miesięcznie zarobi.

    • To co opisałeś, to już patologia – podobnie jak fakt, że rodzic po rozwodzie utrzymuje z alimentów nie tylko siebie i dziecko, ale także mamę, tatę czy (o zgrozo) konkubinę/konkubenta

      Im wyższe alimenty, tym większa szansa wystąpienia takiej patologii.

      Ja bym tutaj wprowadził przepis, że utrudnianie kontaktu z dzieckiem automatycznie pozbawia prawa do alimentów.

      • Pełna zgoda.
        Plus ograniczenie wysokości alimentów do jakiegoś standardu rzędu 25-30% pensji minimalnej. To milionom ludzi wystarcza na wychowanie dziecka, więc nie można narzekać. Alimenty są DOKŁADANIEM SIĘ, a nie ZASTĘPOWANIEM innych w wykonywaniu ich obowiązków i powinny pokrywać STANDARDOWE potrzeby.
        A jeśli druga strona chce wysyłać dziecko na drogie i niestandardowe zajęcia dodatkowe, to powinna to robić wyłącznie na własny koszt.
        Pozdrawiam.

        • Dokładnie tak. W ogóle nie rozumiem, jak ustawodawca mógł doprowadzić do sytuacji, w której Zenek Gąsienica z Limanowej płaci na swoje dziecko powiedzmy 400 zł, a taki np. Zamachowski czy Lis powiedzmy 6 000 zł. Za karę, że czasami zarobił trochę więcej.

        • A w przypadku konieczności leczenia? Moim zdaniem tutaj można wnioskować o podniesienie alimentów… oczywiście o ile utrata zdrowia nie jest wynikiem niekompetencji jednego z rodziców…

      • Patologia, ale codzienność. Słusznie zresztą zauważyłeś, im wyższe alimenty, tym większa pokusa. A ponieważ wystarczy tylko naznosić faktur imiennych, sprawa jest dziecinnie prosta.

        Co do ograniczeń, zgadzam się. Mało tego, uważam że podwyższenie alimentów powinno następować za zgodą ex-malzonka, o ile nie chodzi o jakiś ewidentnie niezbędny cel typu ratowanie życia dziecka, terapia, itd. Jeśli z dzieciakiem jest wszystko ok, a mama chce na niego np. 2000 miesięcznie, bo sushi, pływanie z delfinami i kursy japońskiej kaligrafii nie tanieją, to czemu ojciec nie może tego zabronić, a MUSI się do tego dokładać?

        • Drugi rodzic ma takie samo prawo decydować o zajęciach dodatkowych dziecka, jak ten u którego dziecko mieszka, o ile sąd nie zdecyduje inaczej.

          • Znam wyłącznie takie przypadki, więc nie wiem – albo chodzi tu o możliwość wrzucenia dziecku „swoich” zajęć dodatkowych, albo akurat tak wyszło, że te małżeństwa, które znałem kończyły w modelu, gdzie pan ex-mąż robi wyłącznie za bankomat.

  3. Powiem tak – gdyby nie pomoc fantastycznej prawniczki z Krakowa, Pani Mec. Justyny Węgrzynowicz-Cichońskiej to naprawdę nie wiem w którym miejscu bym teraz byla. Niestety, nasz system prawny jest tak skomplikowany, że jeżeli ktoś nie jest w nim zorientowany to podąża niczym ślepiec w labiryncie. Wydaje mi się, że nie tak powinno prawo być konstruowane, ale skoro już jest, to dobry prawnik jest po prostu nieodzowny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *