Życie posła jest znacznie cięższe niż nam się wydaje. „Spróbujcie się utrzymać za 9 tys. zł”

Gorące tematy Na wesoło Państwo dołącz do dyskusji (156) 05.12.2019
Życie posła jest znacznie cięższe niż nam się wydaje. „Spróbujcie się utrzymać za 9 tys. zł”

Jerzy Wilczek

Za dawnych czasów SLD było nazywane „kawiorową lewicą”. Wyborcy jednak w pewnym momencie przestali kupować taką wersję „lewicowości”. Ostatecznie więc lewica wypadła z politycznego obiegu. Teraz jednak wróciła do Sejmu. Świeżo upieczeni posłowie Lewicy póki co o kawiorze nie mówią, ale twierdzą, że ich życie jest dużo bardziej skomplikowane, niż nam może się wydawać. Trudno im nawet podgrzać parówki. Naprawdę tak fatalne są warunki i zarobki posłów?

Do tej pory to głównie politycy prawicy narzekali na marne zarobki. Na przykład wicepremier Jarosław Gowin mówił wprost, że polityczne zarobki nie zawsze pozwalały mu dotrwać do pierwszego.

Teraz okazuje się, że i lewicowi posłowie mają kłopoty finansowe.

– Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę, plus dieta 2,5 tys. zł – narzeka Interii Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD.

Zarobki posłów to jedno. W Domu Poselskim nie można nawet… podgrzać parówek

Jak się okazuje, zarobki, które nie przekraczają nawet 10 tys. zł to tylko część problemów, z którymi muszą się zmagać posłowie.

Fatalne, jak się okazuje, są również warunki w Domu Poselskim.

– W pokoju mogę zrobić sobie jedynie herbatę, poza tym muszę stołować się na mieście. To są wszystko koszty. Gdybym chciał sobie zrobić śniadanie, to mam to utrudnione. Nie mogę sobie ani podgrzać parówki, ani usmażyć jajecznicy, bo nie ma gdzie – to kolejna część wypowiedzi świeżo upieczonego posła dla Interii.

Dom Poselski miał swego czasu opinię najbardziej rozrywkowego miejsca w stolicy – przy którym akademiki to oazy nudy i spokoju. Ponoć jednak szalone imprezy posłów odeszły już dawno do przeszłości. Okazuje się jednak, że z dawnych czasów pozostały meble, które zdaniem Kulaska, przypominają „późnego Gierka”.
I teoretycznie można posłom tylko współczuć. Jednak przecież wcale nie trzeba mieszkać obok Sejmu. Parlamentarzystom spoza stolicy przysługuje przecież ryczałt na mieszkanie. A to 2,5 tys. zł na miesiąc.
I to się jednak prominentnemu posłowi SLD nie podoba. Zauważa, że za tę kwotę można w stolicy wynająć… co najwyżej kawalerkę.

– Trzeba jednak wziąć pod uwagę nocne głosowania, liczbę posiedzeń komisji: posłowie zapisywali się do kilku, bo chcieli pracować. Nie chcemy być figurantami – dodał Kulasek. Nie do końca zrozumieliśmy co prawda tą ostatnią wypowiedź, ale i tak współczujemy.

Zarobki posłów. Może czas wybierać bogatych polityków?
Czy jest na to wszystko rada? Widzimy dwie opcje. Albo radykalnie podnieść wynagrodzenia parlamentarzystów, albo zdecydować się na bardziej „amerykański model”.
Bo w USA często się uważa, że polityka to miejsce dla osób, które już się dorobiły – i chcą się teraz przysłużyć społeczeństwu. Politolodzy często podkreślają, że osoba ze sporą fortuną jest mniej podatna na korupcję.
Oczywiście ten model nie wszystkim się podoba – również w Stanach. Ale może to dobra droga dla Polski? Bo prawda jest taka, że podwyżki dla parlamentarzystów to sprawa kłopotliwa. Prezes PiS niedawno zarządził, że trzeba wprowadzić obniżki. A nikt przecież w rządzie nie będzie chciał odwracać decyzji samego prezesa…
Więc do polskiej polityki muszą trafiać osoby już bogate, którym nie będą przeszkadzały fatalne zarobki posłów. Jeśli tak się nie stanie, to będziemy przez kolejne kadencje skazywać setki ludzi na wegetację za 9 tys. miesięcznie w Warszawie.