„Zbieram pieniądze, bo przehulałam wszystko na kosmetyki i przyszedł komornik. Aha, no i mam córkę”

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (180) 12.01.2019
„Zbieram pieniądze, bo przehulałam wszystko na kosmetyki i przyszedł komornik. Aha, no i mam córkę”

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Przehulałam wszystko na kosmetyki oraz ubrania, to teraz zrzutka na spłatę pożyczki, 30 000 złotych. Taki poziom bezczelności absolutnie nie mieści się w głowie, a jednak – pewna madka postanowiła jakoś wybrnąć z kłopotów finansowych poprzez internetowe żebractwo.

Trzeba mieć naprawdę spory tupet, fantazję oraz dezynwolturę, żeby wziąć kredyt oraz pożyczkę, kupić za to ubrania i kosmetyki, a potem uniżenie błagać o pomoc na zrzutce. Tak jest w przypadku pewnej dziewczyny, która najwyraźniej lubi żyć ponad stan. Kiedy jednak okazało się, że zobowiązania finansowe trzeba spłacić, to stabat mater dolorosa i błaganie o dorzucenie się do spłaty kredytu. Z obowiązkowymi dziećmi w tle, rzecz jasna, bo przecież one teraz nie będą miały za co jeść.

Potrafię zrozumieć, że główna bohaterka naszego dramatu chciała żyć na pewnym poziomie i w związku z tym przeszacowała fundusze. Ale jest różnica w wydrenowaniu karty kredytowej na rzeczy materialne, po którym to drenażu każdego z nas nachodzi myśl, że po co mi to było, a jest różnica we wzięciu kredytów na trzydzieści tysięcy złotych, bo chcę żyć jak koleżanki.

Adres zrzutki macie tutaj.

Zrzutka na spłatę pożyczki

Taka piętrowa bezczelność i niewypowiedziany tupet to tylko wynik myślenia życzeniowego. Bohaterka naszej zrzutki chciała bowiem żyć pełnią życia, ale zapomniała, że za owo życie trzeba jeszcze zapłacić. I że czasami rachunki są ważniejsze niż nowy eyeliner. Dlaczego tak myślę? Trzeba się naprawdę postarać, żeby już komornik zaczął komuś grozić, toteż można przyjąć, że nasza princessa ignorowała przychodzące od banku żądania zapłaty. Co jest jednocześnie smutne i stanowi pewien znak czasów. Bank da, a że trzeba oddać? Lepiej wyciągnąć rękę i powiedzieć „dajcie, ludzie, bo sama sobie nie poradzę”. Stawiam stówę, że po spłacenie długów ze zrzutki, pannica nadal brałaby kredyty. Jakby tego było mało, postanowiła zostać mamą już wtedy, kiedy pojawiły się długi. Co za rozsądne podejście do życia: samej nie ma się z czego utrzymać, więc dołoży jeszcze innym.

To, wydaje mi się, kolejny poziom i odblokowane osiągnięcie w byciu madką. Dodajmy do tego łzawą historyjkę o zagrożonych ciążach, żeby ludzie chętniej wykładali zarobiony grosz. Kiedy na zrzutce ważą się losy kolejnego chorego dziecka, jakaś rozpuszczona dziewczyna pojawia się zrzutka na spłatę pożyczki, bo „błędy młodości”. Pokazuje to tylko, że nasza dramatyczna bohaterka niczego się jeszcze nie nauczyła. Ciągle myśli, że pieniądze spadną z nieba.