Bezpłatne prawo zwrotu generuje duże straty. Co dzieje się z kupowanymi i zwracanymi rzeczami?

Gorące tematy Zakupy dołącz do dyskusji (177) 01.01.2019
Bezpłatne prawo zwrotu generuje duże straty. Co dzieje się z kupowanymi i zwracanymi rzeczami?

Udostępnij

Justyna Bieniek

Co ósmy zakup z e-sklepu jest zwracany, informuje sondaż zrzeszenia branży cyfrowej Bitkom. To spore obciążenie dla ich właścicieli, bo zwracane rzeczy często nie nadają się do ponownej sprzedaży. Co dzieje się ze zwróconymi rzeczami?

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie tylko lubię zakupy przez internet, ale równie często korzystam z przysługującego mi prawa zwrotu. Lubie zamawiać dużo, mierzyć i odsyłać to, co z jakichś powodów nie przypadło mi do gustu. Bezpłatna wysyłka i zwrot są tylko kolejną zaletą. Dodatkowo 14-dniowy termin zagwarantowano w przepisach. Chociaż w tym przypadku coraz więcej sklepów gwarantuje dłuższy okres – 30, a czasami nawet 100-dniowe prawo do odstąpienia od umowy zakupu. Takie rozwiązania pozwalają na naprawdę wygodne zakupy internetowe.

Prawo zwrotu

Jak się okazuje, podobną praktykę przyjmuję coraz więcej klientów. Bo też popularność zakupów przez internet z roku na rok wyraźnie wzrasta. Wzrasta również wskaźnik zwrotów. Oczywiście dotyczy on najczęściej zakupionych ubrań i butów. Obecnie 12 proc. zakupionych towarów jest oddawanych do sklepu. Jak wynika z przeprowadzonego badania, częściej zwracają kobiety niż mężczyźni. Kobiety dokonują zwrotu co siódmej zamówionej rzeczy, mężczyźni co dziesiątej.

Jeśli chodzi o przedział wiekowy, to najczęściej zwracają osoby w wieku od 14 do 29 lat. Planując zakupy w internecie, co drugi ankietowany przyznał, że zamawia rzeczy z zamiarem ich odesłania. 28 proc. z nich odsyła towary stosunkowo rzadko, 17 proc. robi to czasami, a 6 proc. regularnie.

Co dzieje się ze zwracanymi ubraniami?

Niestety, ale zwracane rzeczy wiążą się z dość sporym problemem dla sprzedawców. Bardzo trudno taki towar wprowadzić ponownie do obrotu, najczęściej ze względu na dość spore koszty. By móc ponownie wystawić do sprzedaży zwracaną rzecz trzeba ponieść koszt kilkunastu złotych. Z tego powodu w przypadku większych sieci zwroty nigdy nie trafiają do ponownej sprzedaży, ale są niszczone lub w tej bardziej optymistycznej perspektywie przekazywane jako dary, rozdawane personelowi sklepu lub sprzedawane firmie skupującej tego typu rzeczy, tzw. outletom.

Podobna praktyka dotyczy również rzeczy niesprzedanych. Często są one najzwyczajniej w świecie palone. Do takich praktyk przyznają się producencie wielu marek odzieżowych w szczególności tych bardziej ekskluzywnych, którym zależy, by ubrania nie trafiały do szarej strefy i nie zaniżały wartość luksusowej marki. Do takich praktyk przyznała się np. firma Burberry i H&M.

Świadomość takiej drogi niesprzedanych bądź zwróconych rzeczy na szczęście coraz częściej nie podoba się konsumentom. Niestety, poza oburzeniem w sieci, niewiele jest praktycznych działań w kierunku zmiany tych praktyk. Najprostsze, czyli zamawianie tego, czego potrzebujemy, wciąż jest czymś nad czym, musimy pracować. Zwłaszcza w świecie darmowej dostawy i zwrotu.