Co tam 500, dadzą aż 1000 plus – i to niedługo. Ale tylko na „przyszłe” dzieci

Codzienne Rodzina Społeczeństwo dołącz do dyskusji (105) 12.07.2021
Co tam 500, dadzą aż 1000 plus – i to niedługo. Ale tylko na „przyszłe” dzieci

Paweł Mering

1000 plus – dla kogo i kiedy? Polityka prorodzinna w postaci typowo socjalnej to klucz do wygrania wyborów, o czym Prawo i Sprawiedliwość doskonale wie. Po sukcesie 500 plus nadejść ma 1000 plus. Niestety, nie dla każdego będzie ono dostępne, co może być przekleństwem tego programu.

1000 plus – dla kogo i kiedy?

Portal „Radia ZET” wskazuje, że świadczenie 1000 plus może nadejść szybciej, niż było to planowane. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez ministrę rodziny i polityki społecznej Marlenę Maląg, świadczenie miałoby wejść w życie nie od 1 stycznia 2023 roku – jak pierwotnie planowano – a od 1 stycznia 2022 roku.

Sam program 1000 plus ma być de facto programem „500+ plus”, bo także stanowić ma świadczenie wychowawcze, jednak na drugie i następne dzieci. Na każde dziecko  – „spełniające kryteria” – będzie można otrzymać w sumie 12 000 złotych, czyli przez rok po 1000 złotych miesięcznie.

Program ma być jednym z elementów Nowego Ładu/Polskiego Ładu, a zarazem jednym z pierwszych, który wejdzie w życie. Celem zmian jest wsparcie polityki prorodzinnej (choć sam program 500 plus jest w tym zakresie kompletną porażką), a ministra Maląg powołuje się na enigmatyczne badania, zgodnie z którymi 98% młodych ludzi chce mieć dzieci.

Rząd miał uznać, że problemem są pieniądze (no wcale nie jest to problem z dostępnością mieszkań, sytuacja ekonomiczna, czy też niepewność co do przyszłości, zarówno w zakresie bezpieczeństwa ekologicznego, jak i tego powszechnego), więc po prostu je „da”.

Rodzinny kapitał opiekuńczy

Oczywiście samo stwierdzenie, że 1000 plus jest „jak 500 plus” nie wystarczy. Rzeczone świadczenie w istocie nazywane jest tzw. rodzinnym/rodzicielskim kapitałem opiekuńczym. Przewiduje ono 12 tys. zł na drugie i kolejne dziecko, pomiędzy 12. a 36. miesiącem życia dziecka, wypłacane w perspektywie roku (po 500 zł) lub dwóch lat (po 1000 zł). Program ma na celu wsparcie rodziców przy powrocie do pracy, co jawi się – w przeciwieństwie do niczym nieobwarowanego rozdawnictwa – jako naprawdę rozsądna idea, choć rząd wskazuje, że rodzice będą mogli wydać te środki w dowolny sposób.

Istotne jest też to, że zgodnie ze wstępnymi założeniami program będzie dotyczyć jedynie dzieci urodzonych po wejściu w życie nowego programu. Jest to na tyle kontrowersyjna kwestia, że – jeżeli społeczeństwo da wyraz swojemu oburzeniu – w ostatecznej wersji przepisów problematyka ta zostanie zapewne uregulowana inaczej. Tak, by jak najwięcej rodzin mogło otrzymać wsparcie.

Polityka prorodzinna jest konieczna we współczesnym państwie, chociaż stanowić może także solidną płaszczyznę do prowadzenia działań o charakterze typowo i jedynie politycznym. W obliczu faktu, że życie w Polsce – w kwestii zarobków i poziomu życia – to nie jest droga usłana różami, każde „rozdawnictwo” może przesądzić o wyniku wyborów.

Wystarczy w zasadzie wylicytować się co do tego, kto da więcej, a jakiś polityczny sukces z pewnością z tego wyniknie. Liczę więc – oprócz bezpośrednich przepływów pieniężnych – na rozwój w zakresie polityki mieszkaniowej, wsparcia rozwoju, a nawet jakiegoś rodzaju ulg, czy też świadczeń rzeczowych. Sama złotówka – w obliczu inflacji, a także faktu, że programy nie są waloryzowane – to nie jest dobra droga.