Uczniowie nagabywani są przez akwizytorów Banku Millenium, którzy za tę możliwość zapłacili szkole 1000 złotych

Finanse Społeczeństwo dołącz do dyskusji (31) 05.10.2018
Uczniowie nagabywani są przez akwizytorów Banku Millenium, którzy za tę możliwość zapłacili szkole 1000 złotych

Udostępnij

Emilia Wyciślak

W jednym z lubelskich liceów namolni akwizytorzy męczą uczniów ofertami bankowymi. Sytuacja jest na tyle napięta, że skarga poszła już do lokalnych mediów. Ale dopóki dyrektor decyduje, w szkole może siedzieć kto chce. Może poza politykami.

Szkoła powinna stwarzać warunki przyjazne do nauki i sprawiać, że uczniowie czują się bezpiecznie. Podobnie myślała jedna z uczennic III Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie. W jej szkole małe stoisko dostali przedstawiciele jednego z banków. Zaczepiali licealistów, próbowali zaoferować im swoje usługi, bywali bardzo namolni, wciskali gazetki. Dziewczyna poskarżyła się „Dziennikowi Wschodniemu”, ale niestety – działania banku są legalne. Jeśli dyrektor wyrazi zgodę, mogą oni przebywać w szkole i oferować, co zechcą. Wszystko to w świetle prawa – w szkołach nie mogą pokazać się jedynie partie polityczne. Przynajmniej teoretycznie, bo co chwila słyszymy, jak to ten czy tamten minister przyjechał do danej placówki i realizuje linię partii.

Akwizytorzy w szkole

Młodzież czuje się jednak nagabywana, do pewnego stopnia zagrożona. Wiadomo, akwizytorzy też chcą zarobić na życie i muszą w jakiś sposób wywiązać się z zadań narzuconych im przez bank. Dyrektor na wszystko przyzwolił, bo szkoła dostała za to tysiąc złotych, które zostanie przekazane na projekty społeczne realizowane przez uczniów w ramach otwartego konkursu, który zorganizowało Prezydium Samorządu Uczniowskiego. Byłabym nawet lekko oburzona, że za takie liche pieniądze można sprzedać uczniowski spokój, ale z drugiej strony się nie dziwię. Szkoły muszą wychodzić z siebie, żeby zdobyć jakiekolwiek środki od sponsorów. Wydatki na edukację nigdy nie były jakieś gigantyczne.

Za zgodą dyrektora mogą się w placówce pokazać również przedstawiciele szkół językowych, uniwersytetów i innych ośrodków edukacyjnych. To ma więcej sensu niż akwizytorzy bankowi, ale pecunia non olet. Sam mężczyzna broni się tym, że wynajął powierzchnię, by mogli oni prezentować produkty bankowe, a uczennica powinna najpierw zgłosić się z tym do niego.

Przerwa jest dla nauczy… znaczy, dla akwizytora

Kuratorium jest zdania, że wszystko jest decyzją dyrektora. Wydaje mi się, że zapominają o jednym, ważnym szczególe. Przerwa jest dla uczniów momentem odpoczynku przed następną lekcją. Chcą wtedy coś zjeść, przygotować się, zrelaksować chociaż przez chwilę. Mają dziesięć – lub dwadzieścia – minut na to, żeby dostać się pod kolejną salę. W chwili, w której ktoś natrętnie wciska im jakiś produkt, zabiera im bardzo cenny czas. Na lekcję wchodzą rozdrażnieni, z poczuciem zmitrężonej przerwy. Wyobraźmy sobie, że ktoś nam robi taki numer w pracy, kiedy akurat mamy dwa oddechy na kawę. Też bylibyśmy źli.

Dyrektor zapowiedział jednak, że będzie uczulał akwizytorów na to, by z większą wrażliwością podchodzili do uczniów. Przydałoby się – nie dość bowiem, że nie znajdą klientów, to jeszcze zepsują komuś dzień.

Stanowisko Banku Millenium:

Byliśmy obecni w szkole przez dwa dni – 1 i 2 października. Przykro nam, że uczennica w ten sposób odebrała nasze działania, nie było to naszą intencją. Prowadziliśmy je w oparciu o umowę z dyrekcją szkoły, a nasi przedstawiciele zostali uczuleni, by ich działania były maksymalnie komfortowe dla uczniów. Kontaktowaliśmy się z dyrekcją, zapewniono nas, że nie było żadnych tego typu sygnałów od uczniów, my również ich nie otrzymywaliśmy. Wręcz przeciwnie, spotykamy się z pozytywnym odbiorem.  Nasi przedstawiciele są obecni w szkołach średnich nie tylko z ofertą konta dla młodych osób, prowadzimy też dla nich bezpłatne zajęcia, ucząc ich poruszania się w świecie finansów.