ecommerce

Subiektywna lista błędów sklepów internetowych. To naprawdę irytuje zwykłych konsumentów

Subiektywna lista błędów sklepów internetowych. To naprawdę irytuje zwykłych konsumentów
Subiektywna lista błędów sklepów internetowych. To naprawdę irytuje zwykłych konsumentów
 

Prowadząc sklep internetowy, często patrzymy na swoją działalność dość jednostronnie, przez co nie zwracamy uwagi na rzeczy, które są istotne dla konsumentów. A w efekcie mogą one zachęcać lub odstraszać od zakupów na każdym etapie. Poniżej lista kilku rzeczy, na które zwraca uwagę przeciętny konsument robiący zakupy w sieci.

Błędy sklepów internetowych, które definitywnie zniechęcają mnie do zakupu

Gromadząc przykłady irytujących rozwiązań, w pierwszej kolejności sięgnęłam po własne doświadczenia. Jest kilka rzeczy, których jako konsument nie znoszę i nie akceptuję. Ich napotkanie w czasie robienia zakupów właściwie od razu decyduje o kliknięciu krzyżyka w górnym rogu ekranu. Pierwszym z takich przykładów jest konieczność zakładania konta. Wymóg jego założenia nie zmusi mnie ani do większych zakupów, ani do powrotu do sklepu. Dla mnie nawet kiedy mam już produkty w koszyku, decyduje jedynie o zakończeniu zakupów. Jeżeli więc macie nadzieję, że to zatrzyma konsumenta na dłużej – jesteście prawdopodobnie w błędzie. Jeżeli ktoś będzie chciał wrócić, wróci ze względu na wasze produkty, nie maila w bazie. Właściwie od tej kwestii możemy od razu przejść do kolejnej. Newsletter – może nie wszystkich – ale mnie naprawdę irytuje. Nie cierpię przychodzących na pocztę wiadomości o promocjach czy nowych produktach. Do newslettera zapisuję się naprawdę rzadko, głównie jeżeli wiąże się z nim zniżka, której akurat potrzebuję. Wyjątek robię tylko dla ultra ciekawych i interesujących treści, niezwiązanych z nawoływaniem do zakupu.

Skoro mowa o nachalnym nawoływaniu do zakupu, na stronach sklepów internetowych denerwują mnie również reklamy zajmujące cały ekran (oraz ich zbyt duża liczba). Nic nie zniechęca mnie do zakupu bardziej niż konieczność przebijania się przez liczne okienka, oferujące promocję, którą i tak za chwilę zobaczę na stronie, czy zajmująca pół ekranu informacja o polityce prywatności i plikach cookie oraz okienko czatu zachęcające do zadania pytania konsultantowi, któremu towarzyszy dźwięk tak głośny, że właściwie nie zdarzyło się, żebym nie podskoczyła.

Ciche pomyłki sklepów internetowych

Prowadząc sklep internetowy, warto zwrócić szczególną uwagę na opcje wyszukiwania. Im są bardziej rozbudowane, tym lepiej. Nikt nie lubi tracić czasu na oglądanie rzeczy, które go nie interesują. Warto również przyłożyć się do umieszczania zdjęć. Im bardziej szczegółowe, tym lepiej. Dotyczy to zwłaszcza ubrań – nie znoszę oglądać dziwnych póz modelek, które w efekcie zasłaniają całe ubranie albo pokazują je w korzystniejszy sposób. Do zakupów zniechęca również ubogi opis produktu – na przykład brak parametrów technicznych, które często wystarczy przekopiować ze strony producenta. Mała rzecz, a zdecydowanie oszczędza czasu przy szukaniu.

Jeśli nie chcecie zniechęcić konsumentów, warto również zadbać o porządek w sklepie i systematyczne usuwanie produktów, których nie ma już w ofercie. Opcja powiadomienia o dostępności jest fajna, ale gdy realnie spełnia swoje zadania. Jeżeli zapasy się wyczerpały, szkoda robić nadzieję swoim klientom. W kwestii porządku na stronie istotny dla mnie jest sposób wyświetlania produktów. Lubię, gdy oferowane rzeczy wyświetlają się w przejrzysty sposób. Nie lubię zbyt dużych zdjęć. Patrząc na stronę, chcę dokonać szybkiej selekcji rzeczy, które mi się podobają i są mi potrzebne. Aby tego dokonać, muszę najważniejsze rzeczy odczytać bez konieczności wchodzenia na stronę produktu. Małe zdjęcia i przynajmniej nazwa przedmiotu to absolutne minimum.

Drobne błędy sklepów internetowych

Z drobnych rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, jest jeszcze opcja rabatów. Kody zniżkowe są fajne, ale jeżeli nie wiążą się ze specjalnymi przywilejami, to może warto pomyśleć po prostu o obniżeniu ceny. W moim odczuciu bez sensu podawać kod zniżkowy, który jest dostępny dla wszystkich, tylko po to, żeby każdy z kupujących wpisywał go samodzielnie przy zamówieniu. Chyba że sklep liczy, że klient skuszony promocją, na finalnym etapie zapomni o wpisaniu kodu.

Pozostając przy kwestii finansów, zamówienie powinno mieć jasno wskazane koszty wysyłki, które każdy bez przekopywania się przez podstrony może odnaleźć. Nad kosztami wysyłki zresztą dobrze jest się zastanowić. Myślę, że to właśnie one bardzo często odstraszają od zakupu. Nie znoszę płacić wysokich kosztów za wysłanie rzeczy, która jest tania i mała. Zawsze mam świadomość, że taką rzecz da się wysłać za połowę ceny. Dobrze byłoby, gdyby koszty wysyłki były zróżnicowane ze względu na wielkość zamówienia.

Niezależnie od tego, jak duży jest wasz sklep internetowy, w miarę możliwości powinien być on maksymalnie przejrzysty, a robienie zakupów zaprojektowane w jak najszybszy sposób. Mam wrażenie, że błędy sklepów internetowych powtarzają się z dwóch powodów. Właściciele chcą na siłę zatrzymać klienta i szybko przekazać mu dużo informacji. W świecie coraz bardziej świadomych konsumentów odchodzą dawne triki marketingowe. Jeżeli klient robi zakupy w waszym sklepie, to najprawdopodobniej ze względu na oferowane produkty. I właśnie od ich dobrej prezentacji warto zacząć. Zwłaszcza że najnowsze badania wieszczą koniec sklepów internetowych. Przynajmniej w takim wydaniu, jakie znamy do tej pory.