Wybory parlamentarne 2019: obowiązuje już cisza wyborcza – szansa na zastanowienie przed głosowaniem, czy zbędny przepis?

Państwo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (36) 12.10.2019
Wybory parlamentarne 2019: obowiązuje już cisza wyborcza – szansa na zastanowienie przed głosowaniem, czy zbędny przepis?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Wybory parlamentarne już w niedzielę, 13 października. W tej chwili obowiązuje tzw. cisza wyborcza. To okres, w którym obowiązuje zakaz agitacji wyborczej oraz publikacji wyborczych sondaży. Przepisy kodeksu wyborczego w tym przypadku wydają się być dość restrykcyjne, mają jednak jedną istotną lukę.

W niedzielę wybory parlamentarne 2019, na 24 godziny przed głosowaniem obowiązuje na terenie całego kraju cisza wyborcza

Już niedługo, w niedzielę, zostaną przeprowadzone wybory parlamentarne. W toku kampanii wyborczej poszczególne komitety miały okazję, by przekonać wyborców do oddania głosu na ich kandydatów. Nie można jej jednak prowadzić w nieskończoność. Zgodnie z art. 104 kodeksu wyborczego ta kończy się na 24 godziny przed rozpoczęciem głosowania. Ustawodawca postanowił dać wyborcom czas na spokojne przemyślenie swoich wyborów. Bez wszelkich możliwych nacisków ze strony osób i grup biorących udział w wyborach. Okres ten nazywa się „cisza wyborcza”. Warto zauważyć, że identyczne przepisy dotyczą przeprowadzania wszelkich rodzajów wyborów, nie tylko tych parlamentarnych.

Przepisy kodeksu wyborczego zabraniają w tym okresie wszelkiej agitacji wyborczej, oraz publikowania sondaży

Cisza wyborcza obowiązuje od momentu zakończenia kampanii i trwa aż do przeprowadzenia w pełni głosowania na terenie całego kraju. Jest to przede wszystkim okres, w którym zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej. To kluczowe pojęcie ma swoją definicję w art. 106 kodeksu wyborczego. Zgodnie z tym przepisem, chodzi o ” publiczne nakłanianie lub zachęcanie do
głosowania w określony sposób, w tym w szczególności do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego„. To, zdawałoby się, dość szerokie pojęcie. Pewne doprecyzowanie możemy znaleźć w art. 107 §1 kodeksu. Zakaz prowadzenia agitacji wyborczej przewiduje bowiem zwłaszcza „zwoływanie zgromadzeń, organizowanie pochodów i manifestacji, wygłaszanie przemówień oraz rozpowszechnianie materiałów wyborczych„.

O ile kwestia manifestacji, pochodów i zgromadzeń nie powinna budzić większych wątpliwości, o tyle warto się zastanowić, czym właściwie jest materiał wyborczy? Zgodnie z art. 109 §1, chodzi o utrwalony przekaz informacji mający związek z wyborami – ale pochodzący od komitetu wyborczego.

Cisza wyborcza to również czas, w którym – zgodnie z art. 115 kodeksu – nie wolno publikować badań opinii publicznej dotyczących wyborów. Przepis ten zabrania zarówno publikowania przewidywań zachowań wyborców, jak i sondaży wykonywanych już w dniu wyborów. Warto zauważyć, że jest to przewinienie zagrożone szczególnie surową, jak na realia kodeksu wyborczego, karą. W grę wchodzi grzywna w wysokości od 500 tysięcy do nawet 1 miliona złotych.

Złamania zakazu agitacji w trakcie ciszy wyborczej to wykroczenie – można je popełnić także nieumyślnie

Tak drakońskie przepisy nie mają zastosowania w przypadku „zwykłej” agitacji wyborczej prowadzonej, gdy obowiązuje cisza wyborcza. Art. 498 kodeksu wyborczego przewiduje za taki wybryk karę grzywny. Cisza wyborcza przede wszystkim stanowi ograniczenie dla kandydatów, komitetów wyborczych oraz rozmaitych mediów. Co jednak z politycznie zaangażowanymi wyborcami?

Łatwo kogoś nakłaniać, bądź zachęcać do głosowania w określony sposób. Zarówno na rzecz określonego kandydata, jak i nawet przeciwko jakiejś konkretnej formacji politycznej. Co więcej, do interesującego nas przepisu stosuje się przepisy o postępowaniu w sprawach o wykroczenia. Taki czyn zabroniony można popełnić zarówno umyślnie, jak i nieumyślnie. Chyba że ustawa wprost przewiduje, że w grę wchodzi tylko wykroczenie umyślne. W art. 498 próżno szukać takiego zastrzeżenia. O tym, czy do złamania ciszy wyborczej doszło, w praktyce będą decydować przede wszystkim sądy. Siłą rzeczy, dużo w tym przypadku zależy od interpretacji zdarzenia przez skład orzekający.

Na szczęście, odpowiedzialność za naruszenia przepisów o ciszy wyborczej nie jest aż tak szeroka, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim, dozwolone są zachowania profrekwencyjne. Wolno zachęcać do głosowania, dopóki nie agituje się za konkretnym kandydatem. Analogicznie wydaje się, że hipotetyczne zniechęcanie do udziału w wyborach również może być zgodne z prawem, nawet jeśli takie zachowanie budziłoby spore kontrowersje. Agitacja wyborcza musi mieć publiczny charakter. To oznacza, że nie można nikogo pociągnąć z tego tytułu do odpowiedzialności za zachowania poza przestrzenią publiczną. Na przykład, za normalne rozmowy o polityce w gronie rodzinnym, czy wśród znajomych.

Cisza wyborcza obowiązuje także w internecie – chyba, że akurat korzysta się z niego będąc za granicą

Co jednak z internetem? Siłą rzeczy, aktywność w mediach społecznościowych najczęściej będzie miała mniej lub bardziej publiczny charakter. Co więcej, Państwowa Komisja Wyborcza od dawna stoi na stanowisku, że przepisy jak najbardziej obejmują także internet. Nie da się ukryć, że odmienna interpretacja prowadziłaby do absurdu – i wprost rozmontowałaby sens istnienia ciszy wyborczej.

Warto więc uważać, czy nasze komentarze, czy udostępniana zawartość, przypadkiem nie ma na celu wpłynięcie w jakiś sposób na preferencje wyborcze innych użytkowników. Pisaliśmy już na łamach Bezprawnika, czego lepiej się wystrzegać. Hipotetycznie za naruszenie ciszy wyborczej można uznać nie tylko udostępnianie materiałów wyborczych, ale nawet lajkowanie w nieodpowiednim momencie. Pod warunkiem, oczywiście, że korzystamy z internetu w Polsce.

Warto bowiem pamiętać, że cisza wyborcza obowiązuje jedynie na terytorium naszego kraju. Prowadzi to do ciekawego paradoksu. Czy przebywający za granicą polski obywatel może ją złamać aktywnością w polskojęzycznym internecie? Okazuje się, że nie. Zgodnie z art. 3 §2 kodeksu wykroczeń, odpowiedzialność za popełnienie wykroczenia za granicą musi być przewidziana przez przepis szczególny. Być może w takim razie kodeks wyborczy zawiera w tym przypadku dość poważną lukę.

W wielu państwach Unii Europejskiej przepisy pozwalają agitować aż do końca samego głosowania

Są państwa, których prawo wyborcze w ogóle nie przewiduje ciszy wyborczej. Kampania toczy się tam do samego końca. Nie mówimy bynajmniej o jakiś szczególnie egzotycznych krajach. W grę wchodzi na przykład aż 13 państw Unii Europejskiej. Cisza wyborcza nie występuje na przykład w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Finlandii, Szwecji, Austrii, Holandii czy Belgii. Także w Stanach Zjednoczonych kandydaci mogą prowadzić agitację wyborczą przez cały czas trwania wyborów. Nie wydaje się więc, by ta praktyka była jakoś niezbędna do prawidłowego funkcjonowania demokracji. Upowszechnienie internetu oraz postępująca mimo wszystko globalizacja sprawiają, że sens ciszy wyborczej nieco się zaciera. Skoro zaś staje się po prostu elementem politycznego folkloru, to czy jeszcze ma sens? Być może jako element politycznego folkloru.