1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. Dania chce dać nauczycielom prawo do użycia siły. W Polsce taki pomysł wywołałby burzę

Dania chce dać nauczycielom prawo do użycia siły. W Polsce taki pomysł wywołałby burzę

Po ostatnich tragicznych wydarzeniach w polskich szkołach wraca pytanie, czy nauczyciele mają wystarczające narzędzia, by reagować na agresję. Dania zamierza rozszerzyć ich prawo do fizycznego powstrzymywania uczniów. Pomysł duńskich polityków skłania do refleksji o granicach wychowania, bezpieczeństwie i autorytecie dorosłych. Może również rodzić pytanie, czy nie oczekujemy od nauczycieli zbyt wiele, przerzucając na nich odpowiedzialność, z którą powinny radzić sobie również inne instytucje państwa.

Piotr Janus13.10.2026 6:59
Edukacja

W szkole nauczyciel powinien przede wszystkim uczyć. Nie może jednak skutecznie prowadzić lekcji, jeśli jeden uczeń zastrasza pozostałych, stosuje przemoc i uniemożliwia normalne funkcjonowanie całej klasy. Z drugiej strony pedagog nie jest policjantem, ochroniarzem ani specjalistą od obezwładniania agresywnych nastolatków. Granica między tymi dwiema rzeczywistościami staje się jednym z najtrudniejszych problemów współczesnej szkoły.

Dania zmienia zasady. Nauczyciel będzie mógł fizycznie interweniować wobec ucznia

Duński rząd 8 października 2026 r. przedstawił projekt przepisów, które mają wejść w życie w sierpniu 2027 r. Na razie to jedynie propozycja legislacyjna, a nie obowiązujące prawo. Jej założenia pokazują jednak zmianę podejścia do problemu przemocy i zakłócania zajęć. Po zmianach nauczyciele mają otrzymać wyraźniejszą podstawę prawną do fizycznych interwencji wobec uczniów w sytuacjach, gdy uczeń stwarza zagrożenie, niszczy wyposażenie albo tak poważnie zakłóca lekcję, że nie można jej prowadzić. W określonych okolicznościach możliwe będzie przytrzymanie ucznia lub fizyczne wyprowadzenie go z sali. Nie chodzi o przywrócenie kar cielesnych ani o przyzwolenie na bicie dzieci, lecz o możliwość zastosowania proporcjonalnych środków w celu opanowania sytuacji.

Duński rząd podkreśla również znaczenie zapobiegania takim zdarzeniom. Jeżeli problematyczne zachowanie tego samego ucznia regularnie prowadzi do fizycznych interwencji, powinno to skłaniać szkołę do poszukiwania innych rozwiązań i odpowiedniej pomocy. Nie chodzi więc wyłącznie o danie nauczycielom większej swobody, ale również o wyznaczenie granic odpowiedzialności szkoły.

Nie tylko pojedyncze incydenty. Dania reaguje na skalę przemocy w szkołach

Duńska propozycja nie pojawiła się w próżni. Jej podstawą były dane pokazujące, że przemoc w szkołach i zachowania agresywne stają się coraz większym problemem. Z badania opublikowanego przez duńskie Ministerstwo Edukacji wynika, że 55 proc. badanych klas doświadczyło przemocy między uczniami, a w 36 proc. klas dochodziło do takich zdarzeń co najmniej raz w miesiącu. Ponad jedna czwarta nauczycieli zauważyła wzrost przemocy i zachowań agresywnych w ciągu pięciu lat. Co więcej, w wielu klasach w ciągu roku szkolnego przemoc fizyczna była skierowana również przeciwko pracownikom szkoły.

Agresja w klasie często dotyczy jednego lub dwóch uczniów

Badanie wskazało też, że problem często koncentruje się wokół niewielkiej grupy uczniów. W 60 proc. klas, w których odnotowano przemoc lub zachowania agresywne, nauczyciele wskazywali jednego lub dwóch uczniów jako sprawców takich zachowań. Duńskie władze nie ograniczyły się jednak do pomysłu rozszerzenia uprawnień nauczycieli. Wskazują także na potrzebę zwiększenia liczby dorosłych w klasach, wcześniejszego udzielania pomocy uczniom wymagającym wsparcia oraz skuteczniejszego zapobiegania eskalacji konfliktów. W badaniu 78 proc. nauczycieli uznało, że większa liczba zajęć prowadzonych z udziałem dwóch dorosłych mogłaby pomóc w radzeniu sobie z przemocą i agresją.

Ataki w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach. Po tragedii w Polsce pytanie brzmi inaczej

8 października w Leszczydole-Nowinach na Mazowszu 15-letni były uczeń zaatakował ostrym narzędziem pracowników szkoły. Zginęła 37-letnia woźna, a ranni zostali również dyrektor i nauczycielka. Był to atak nożownika w kolejnej szkole na Mazowszu — dzień wcześniej w Ostrołęce 19-letni uczeń zranił dziewięć osób. W obu przypadkach interweniowały służby, a wydarzenia wywołały debatę o bezpieczeństwie w placówkach oświatowych.

Nie ma podstaw, by twierdzić, że duńskie przepisy zapobiegłyby tym tragediom. Atak z użyciem noża to inna sytuacja niż uporczywe zakłócanie lekcji. Nie można też oczekiwać, że nauczyciel będzie w stanie samodzielnie obezwładnić każdego napastnika. Warto jednak zapytać, czy polska szkoła ma wystarczające procedury reagowania na agresję i czy osoby pracujące z uczniami otrzymują odpowiednie wsparcie.

Fizyczne wyprowadzenie ucznia z klasy? W Polsce taki pomysł wywołałby burzę

W Polsce problemem pozostaje dziś praktyka: jak reagować, gdy uczeń ignoruje polecenia, jest agresywny i nie daje się uspokoić, a każda kolejna próba rozmowy tylko pogarsza sytuację?

Można sobie wyobrazić reakcję, gdyby ktoś zaproponował w Polsce, by nauczyciel mógł fizycznie wyprowadzić z klasy ucznia, który uporczywie rozbija lekcję. Pojawiłyby się pytania o prawa dziecka, ryzyko nadużyć i granice dopuszczalnej siły. Takie obawy są uzasadnione. Nie mogą jednak przesłaniać praw pozostałych uczniów ani prowadzić do sytuacji, w której nauczyciel odpowiada za porządek, ale nie ma jasności, jak skutecznie go egzekwować.

Czy nauczycielka ma walczyć z silniejszym uczniem? Prawo do użycia siły to nie wszystko

Warto również zauważyć, że samo przyznanie prawa do użycia siły nie oznacza jeszcze, że nauczyciele będą w stanie skutecznie z niego skorzystać. Co innego zapisać w ustawie możliwość przytrzymania agresywnego ucznia, a co innego zmierzyć się z silnym, pobudzonym nastolatkiem, który nie reaguje na polecenia. Szczególnie trudna może być sytuacja nauczycielek, które fizycznie nie są w stanie obezwładnić znacznie większego od siebie ucznia.

Nie można oczekiwać, że będą ryzykować własnym zdrowiem, próbując samodzielnie opanować agresora. Dlatego ewentualne rozszerzenie uprawnień powinno iść w parze ze szkoleniami z deeskalacji konfliktów, jasnymi procedurami wzywania pomocy i możliwością szybkiego wsparcia ze strony innych pracowników lub służb. Nauczyciel nie może zostać postawiony przed wyborem, że albo sam powstrzyma agresywnego ucznia, albo będzie bezradnie patrzył na zagrożenie.

Prawo do interwencji nie może oznaczać walki z agresorem na własną rękę

Prawo do interwencji nie może stać się obowiązkiem walki z agresywnym nastolatkiem na własną rękę. Państwo musi nie tylko pozwolić nauczycielowi reagować, lecz także stworzyć warunki, w których taka reakcja będzie realnie możliwa i bezpieczna.

Czy państwo nie przerzuca odpowiedzialności za bezpieczeństwo na szkołę?

Jest jeszcze jeden problem. Czy nie oczekujemy od nauczycieli zbyt wiele? Mają uczyć, wychowywać, rozpoznawać kryzysy, przeciwdziałać przemocy i rozwiązywać konflikty. Teraz pojawia się pytanie, czy powinni również przejmować na siebie odpowiedzialność za fizyczne opanowanie agresywnych uczniów.

Szkoła nie zastąpi policji, sądu rodzinnego, pomocy społecznej ani specjalistów zajmujących się dziećmi przejawiającymi poważne problemy z zachowaniem. Jeżeli uczeń staje się realnym zagrożeniem dla otoczenia, potrzebne są nie tylko działania nauczyciela, ale również sprawna reakcja instytucji dysponujących odpowiednimi kompetencjami. Nie można oczekiwać, że problem rozwiąże się przez rozszerzenie uprawnień pedagoga, a następnie pozostawienie go samego z agresywnym nastolatkiem. Istnieje ryzyko, że po przyznaniu nowych uprawnień to właśnie nauczyciel będzie rozliczany z tego, czy zdołał powstrzymać agresora, nawet jeśli fizycznie nie miał na to szans.

Tymczasem odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie może kończyć się na szkolnych drzwiach. Potrzebna jest współpraca z rodzicami, skuteczne reagowanie na sygnały ostrzegawcze i sprawne działanie odpowiednich służb. Nie chodzi o zwolnienie szkoły z odpowiedzialności. Chodzi o to, by nie obarczać jej zadaniami, których nie jest w stanie wykonać bez wsparcia innych instytucji.

Autorytet nauczyciela to nie przemoc

Przez lata w dyskusjach o wychowaniu łatwo było pomylić szacunek dla dziecka z przyzwoleniem na zachowanie, które narusza prawa innych. Tymczasem można traktować ucznia podmiotowo, respektować jego godność i jednocześnie wymagać przestrzegania zasad. Granice nie są zaprzeczeniem wychowania, ale jego integralną częścią.

Nauczyciel nie powinien być ani policjantem, ani ochroniarzem — nawet jeśli w pracy korzysta z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. Nie może też zostać sprowadzony do roli bezradnego obserwatora, który odpowiada za przebieg lekcji, lecz nie ma skutecznych narzędzi, by reagować na agresję. Z drugiej strony samo pozwolenie na fizyczną interwencję nie rozwiąże problemów związanych z przemocą, kryzysami wychowawczymi czy brakiem wsparcia dla szkół.

Duńska propozycja to nie gotowa recepta dla polskich szkół

Duńska propozycja nie jest oczywiście gotową receptą dla Polski. Pokazuje jednak, że nawet państwo stawiające na nowoczesne podejście do edukacji uznaje potrzebę wyraźnego określenia granic. W Polsce warto przeprowadzić podobną debatę, ale bez prostych recept i wykorzystywania tragedii do uzasadniania dowolnych restrykcji.

Jeśli szkoła ma wychowywać do odpowiedzialności, musi pokazywać, że wolność jednego ucznia kończy się tam, gdzie zaczyna się prawo innych do bezpieczeństwa i nauki. A państwo, które wymaga od nauczycieli ochrony tego porządku, musi zapewnić im nie tylko odpowiednie uprawnienia, ale również realne wsparcie. W przeciwnym razie, zamiast rozwiązać problem, jedynie przeniesie odpowiedzialność na tych, którzy i tak każdego dnia ponoszą ją w szkolnych klasach.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover