Cnoty niewieście czy prawo szariatu? W szkołach na Pomorzu dziewczynki mają być zmuszone do zakrywania rąk i nóg, by nie kusiły chłopców

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (478) 20.10.2021
Cnoty niewieście czy prawo szariatu? W szkołach na Pomorzu dziewczynki mają być zmuszone do zakrywania rąk i nóg, by nie kusiły chłopców

Rafał Chabasiński

Dyrekcja kilku gdańskich szkół podstawowych miała wymyślić sobie, że dziewczynki muszą zakrywać ręce i nogi. Nawet na zajęciach wychowania fizycznego strojem obowiązkowym stały się stroje dresowe. Wszystko po to, by nie kusiły chłopców wyzywającym strojem.

W pomorskich szkołach dziewczynki muszą podobno zakrywać ręce i nogi. Może jeszcze dyrekcja każe im zakładać hidżaby?

Podobno nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Z pewnością wykazali się nią dyrektorzy kilku pomorskich szkół podstawowych. Jak podaje Gazeta Wyborcza, mieli wprowadzić w swoich placówkach bardzo niepokojącą zasadę. Podobno dziewczynki muszą zakrywać ręce i nogi po to, by nie kusiły chłopców „wyzywającym strojem”.

Surowe zasady obowiązują w Szkole Podstawowej nr 16 im. Władysława Broniewskiego w Gdańsku. Uczennice miały zostać w trakcie szkolnego apelu poinstruowane, że nie mogą odsłaniać zbyt wiele, żeby „nie zachęcać chłopaków”. Nawet na zajęciach wychowania fizycznego obowiązkowym strojem stały się spodnie dresowe. Wyborcza zwróciła również uwagę na to, że jednej z uczennic zabroniono przychodzić do szkoły z tęczową torbą.

Podobne wymogi miała wprowadzić Szkoła Podstawowa im. Bohaterów Ziemi Gdańskiej w Pszczółkach w powiecie gdańskim. W tym przypadku ręce muszą być zasłonięte aż do dłoni a nogi do kostek. Odpadają więc nie tylko krótkie spódniczki i koszulki na ramiączkach. Restrykcje nie obejmują za to chłopców. Tym nie wolno jedynie nosić zbyt krótkich spodenek.

W szkole podstawowej nr 23 w Gdyni wychowawczyni jednej z klas przekazała natomiast rodzicom, że dziewczynki muszą ubierać się „schludnie i skromnie”. Kwestia ubioru chłopców nie została poruszona w ogóle.

Wszystkie te przypadki nasuwają bardzo smutną refleksję. Krzewienie „cnót niewieścich” w polskich szkołach idzie stanowczo zbyt daleko, skoro dyrektorzy niektórych placówek inspirują się regułami islamskiego prawa szariatu. Do kompletu brakuje chyba tylko wymogu noszenia chust na głowie.

Szkoły nie mogą ingerować w życie uczniów bardziej, niż wprost zezwalają im na to ustawy

Dyrektorzy szkół mają oczywiście prawo, zgodnie z art. 100 prawa oświatowego, wprowadzić na terenie szkoły zasady jednolitego stroju uczniów – czyli tak zwanych mundurków. Jeśli dana szkoła nie zdecyduje się na takie rozwiązanie, to kwestię uczniowskiego ubioru reguluje statut szkoły. Uczniowie zaś są ustawowo zobowiązani do przestrzegania takich reguł.

Jeśli jednak tylko dziewczynki muszą zakrywać ręce i nogi, to mamy do czynienia z ewidentnym przejawem dyskryminacji ze względu na płeć. Co więcej, wprowadzanie tak daleko idących ograniczeń w wyborze stroju przez uczniów, z tak idiotycznego powodu jak „kuszenie chłopców”, stoi w sprzeczności z przynajmniej kilkoma prawami i wolnościami gwarantowanymi przez Konstytucję RP. W tym także z prawem rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Decyzje dyrekcji szkół nie mają, warto dodać, rangi ustawowej.

Gazeta Wyborcza wiąże oczywiście decyzje dyrektorów pomorskich szkół z osobą obecnego ministra edukacji. Nazywa je wręcz „efektem Czarnka”. To właśnie Przemysław Czarnek akcentował w swoich wypowiedziach nacisk na wychowawczą rolę systemu edukacji. Ze szczególnym uwzględnieniem dziewcząt. Przy czym słowa o „cnotach niewieścich” wypowiedział doradca ministra, dr hab. Paweł Skrzydlewski. Warto wspomnieć: w nieco innym, pozaszkolnym kontekście.

Co więcej, nic na razie nie wiadomo o tym, jakoby tego typu regulacje miały zostać wprowadzone w całej Polsce. Dlatego właśnie najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest zwyczajna nadgorliwość ze strony dyrektorów poszczególnych szkół. Osobną kwestią jest to, czy takie decyzje wynikają wyłącznie z ich przekonań, czy chęci przypodobania się przełożonym.

Szkoły w całej Polsce – także te publiczne – bardzo często uzurpują sobie prawo do regulowania swoim uczniom życia w dużo większym stopniu, niż pozwalają im na to ustawy. Niektóre próbują wręcz ingerować w to, co uczniowie robią poza szkołą. Jeżeli obecne kierownictwo resortu edukacji tak bardzo chce sprawić, by to głos rodziców stał się decydujący, to powinno wreszcie ukrócić raz na zawsze tego typu skandaliczne praktyki.

Aktualizacja

Monika Chabior, zastępczyni prezydent Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania, wystosowała oświadczenie w sprawie Szkoły Podstawowej nr 16. Kategorycznie zaprzeczyła informacjom podanym przez Gazetę Wyborczą. Dotyczy to zarówno opisanej sytuacji z tęczową torbą, jak i wprowadzeniu obowiązku zakrywania nóg i rąk przez uczennice. Z informacji przekazanych przez dyrekcję szkoły wynika, że jest wręcz odwrotnie:

Nie było mowy o zakazie noszenia koszulek na ramiączkach, kolorowych torebek czy krótkich spodenek. Dodatkowo, nauczyciele wychowania fizycznego zachęcają, aby dzieci podczas lekcji zrezygnowały z długich spodni i dresów na rzecz krótkich spodenek, ze względu na swobodę i higienę osobistą

Chabior zapewniła również, że nie wpłynęła do niej żadna skarga od osób zaangażowanych w sytuację w Szkole Podstawowej nr 16 w Gdańsku. Potwierdziła równocześnie, że zgodnie z obowiązującymi przepisami, wewnątrzszkolne regulacje dotyczące stroju uczniów nie mogą nikogo dyskryminować.