Nie możesz wyłączyć charakterystycznego odgłosu migawki aparatu w swoim smartfonie? Być może taka właśnie była wola producenta systemu operacyjnego lub nakładki. Niewykluczone jednak, że jest to pokłosie azjatyckich systemów prawnych, w których odgłos towarzyszący robieniu zdjęcia jest wymagany przepisami stosownych ustaw.

Różne były technologie montowania aparatów w telefonach komórkowych, obecnie wszystko jest już zelektronizowane do tego stopnia, że ewentualny odgłos migawki aparatu to efekt działania oprogramowania. Spora część smartfonów umożliwia wyłączenie tego dźwięku, definitywne lub przez przyciszenie stosownych ustawień głośności. Ale nie wszystkie. Pomijając sytuacje, w których producent oprogramowania (lub stosownej wersji oprogramowania – co jest istotne w dobie wszelkiej maści nakładek, ROM-ów i wariantów) świadomie decyduje się na taki zabieg na rynku europejskim lub amerykańskim, bardzo często jest to konsekwencja wpływu Dalekiego Wschodu na używane przez nas urządzenia.

Przekonali się o tym m.in. bardziej zaawansowani technologicznie posiadacze popularnego Samsunga Galaxy S III, których zauważalna grupa lubiła bawić się wariacjami wgranego na pokład Androida. Pewnego razu okazało się, że nie są w stanie w żaden sposób wyciszyć dźwięku aparatu i dopiero dochodzenie przeprowadzone przez najbardziej zaawansowanych technologicznie użytkowników ujawniło, że ich ostatnia aktualizacja oprogramowania prawdopodobnie docelowo była dedykowana na rynek Singapuru.

Korea wprowadziła ustawę

Może oczywiście to być tylko miejska legenda, ale w każdym prawie dotyczącym nowych technologii jest ziarnko praktyki i zachowań społecznych, które prowadzą do powstania stosownych przepisów. Jak można wyczytać na amerykańskich i azjatyckich forach internetowych, Azjaci po pojawieniu się pierwszych telefonów (okolice 1999) z aparatami padli ofiarą plagi tzw. „upskirt photos”, panowie dyskretnie zaglądali aparatami swoim koleżankom, pasażerkom w metrze, itd. w miejsca, które raczej nie przeszłyby cenzury obyczajowej nawet na Instagramie. Był to zresztą poważny problem w Tokio, gdzie ponoć stosowne ostrzeżenia przed podglądaczami były normalnym elementem wystroju środków transportu publicznego, a kobiety mogły jeździć specjalnymi przedziałami, zarezerwowanymi tylko dla nich.

Zdjęcia z ukrycia zostały uznane w kilku państwach odległej Azji jako poważne zagrożenie dla prywatności. Wedle różnych źródeł w Japonii jest to albo powszechnie stosowany zwyczaj producentów (nie tylko telefonów, ale i tabletów, konsol, etc.), albo jednak uchwalone prawo. Z całą pewnością od 2004 stosowne przepisy istnieją natomiast w Korei Południowej wymuszającej odgłosu na poziomie 64 decybeli. Doprowadzono do odpowiedniej procedury legislacyjnej i w ten oto sposób na producentach sprzętu i/lub oprogramowania wymuszono blokowanie możliwości wyłączenia dźwięku aparatu. Dostosowało się nawet Apple ze swoim iPhonem, choć wiele innych standardów (może nie tyle wynikających z prawa, co z warunków rynkowych Japonii) koncern Tima Cooka zupełnie zignorował.

Świat zachodni zastanawia się

Dyskusja na temat prawnej regulacji odgłosów elektronicznych aparatów trwa od dłuższego czasu także w społeczeństwach bliższych naszej kulturze – wszak zdjęcia z ukrycia są nieprzyjemną sprawą nie tylko dla uczennic w szkolnych mundurkach. Amerykanie w 2009 rozważali Camera Phone Predator Alert Act, który utknął gdzieś w Kongresie.

SEC. 2. FINDING. 
Congress finds that children and adolescents have been exploited by photographs taken in dressing rooms and public places with the use of a camera phone. 

SEC. 3. AUDIBLE SOUND STANDARD. 
(a) Requirement- Beginning 1 year after the date of enactment of this Act, any mobile phone containing a digital camera that is manufactured for sale in the United States shall sound a tone or other sound audible within a reasonable radius of the phone whenever a photograph is taken with the camera in such phone. A mobile phone manufactured after such date shall not be equipped with a means of disabling or silencing such tone or sound. 

Podobne rozwiązania rozważała m.in. Australia. W sieci można trafić na liczne wypowiedzi na forach internetowych związane z obowiązywaniem tego typu prawa na terenie krajów Unii Europejskiej (na przykład Niemiec) w związku z Dyrektywą 95/46, jednakże wedle mojej wiedzy i po konsultacji z zaprzyjaźnionym niemieckim prawnikiem zalecałbym ograniczone zaufanie do tego typu pogłosek i interpretacji. W istocie, w krajach Europy Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych często można trafić na urządzenia z obligatoryjnym dźwiękiem migawki, jednak jest to raczej inwencja samych producentów oprogramowania.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Tego typu zabezpieczenia wynikające z oprogramowania można oczywiście obejść, wgrywając inną jego wersję, a nawet przy użyciu aplikacji. Sami Azjaci w Google Play mają kilkaset wariantów tego typu „wyciszaczy”, a lokalne prawo nie jest już w stanie w ten stan rzeczy ingerować.

Prawo konieczne w erze „wearables”?

Zapraszam do dyskusji na temat tego co myślicie o takim rozwiązaniu oraz do ponownego przemyślenia go szczególnie w kontekście Google Glass i technologii „ubieralnych”, w których nasz rozmówca bardzo łatwo może rejestrować cały przebieg naszej na przykład rozmowy, podczas gdy my nie mamy nawet świadomości tego faktu, nie wspominając już o możliwości szpiegostwa korporacyjnego i innych zagrożeń.

Ps. Wpis pierwotnie opublikowałem na łamach mojego bloga Techlaw