Koniec z grodzeniem osiedli w dotychczasowej formie. W ślad Warszawy mogą pójść pozostałe miasta

Nieruchomości dołącz do dyskusji (43) 20.01.2020
Koniec z grodzeniem osiedli w dotychczasowej formie. W ślad Warszawy mogą pójść pozostałe miasta

Rafał Chabasiński

Warszawscy radni mają dość nie tylko wszechobecnych billboardów reklamowych, ale także notorycznego odgradzania się części mieszkańców stolicy od swoich sąsiadów. Przyjęta niedawno uchwała krajobrazowa sprawia, że grodzone osiedla w dotychczasowej formie mogą przestać powstawać. 

Warszawscy radni postanowili zaprowadzić swego rodzaju estetyczny ład w mieście pozbywając się nadmiaru reklam i ogrodzeń

Mieszkańcy miast często bywają nadspodziewanie terytorialni. Niekiedy takie zachowania bywają całkiem zrozumiałe. Każdy lubi czuć się bezpiecznie. Stąd chęć odgrodzenia się od rozmaitych przestępców – włamywaczy, ale też rzezimieszków, zbirów czy wandali. Grodzone osiedla pozwalają także uniknąć niechcianych interakcji z sąsiedztwem.

Z drugiej jednak strony takie enklawy w miejskiej tkance mają negatywny wpływ na miejską przestrzeń. Ogrodzenia najzwyczajniej w świecie blokują innym mieszkańcom danego miasta możliwość przejścia. Konieczność obchodzenia płotu dookoła takiego osiedla zabiera przechodniom cenny czas, wymuszając wybór drogi naokoło.

Grodzone osiedla za całkiem istotny problem wymagający rozwiązania uznali stołeczni radni. Przyjęta przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy uchwała krajobrazowa ma na celu zaprowadzenie w mieście swoistego estetycznego ładu. Najbardziej głośnym założeniem tego aktu prawnego jest rozprawienie się z nadmiarem billboardów reklamowych. Zwłaszcza tych nielegalnych czy zwyczajnie szpecących krajobraz.

Warto wspomnieć, że nie jest to pierwsza uchwała krajobrazowa tego rodzaju w Polsce. Samorządy w naszym kraju coraz chętniej i coraz śmielej starają się odzyskać kontrolę nad miejską przestrzenią i jej estetyką z rąk wszelkiej maści reklamodawców.

Jednym z problemów często wskazywanych przez warszawiaków są grodzone osiedla

Uchwała krajobrazowa dość precyzyjnie reguluje kwestie związane z lokowaniem rozmaitych form reklamy przestrzennej. Chodzi o jej dozwolone formy, rozmiar, położenie. Określa także normy jakościowe, jakie muszą spełniać rozmaite obiekty małej architektury rozlokowane po mieście. Mowa chociażby o ławkach, koszach na śmieci czy stojakach na rowery.

Nic więc dziwnego, że radni uznali za stosowne zająć się także kwestią rozmaitych płotów czy ogrodzeń. Chodzi przede wszystkim nie o jakieś hale fabryczne, a właśnie o grodzone osiedla. Nawet uzasadnienie uchwały wskazuje na niechęć, jaką całe zjawisko jako takie darzą mieszkańcy Warszawy. Regulacje nie ograniczają się wyłącznie do ustalania dopuszczalnej wysokości czy wymaganego w niektórych sytuacjach prześwitu.

Uchwała krajobrazowa ma także drastycznie ograniczyć możliwość tworzenia nowych enklaw wyłączonych z normalnej miejskiej przestrzeni. Przede wszystkim, uchwała wyklucza grodzenie osiedli, których oryginalny projekt nie przewiduje tego typu instalacji. Dotyczy to przede wszystkim tych utworzonych przed 1989 r.

W przypadku nowych osiedli mieszkaniowych radni zastosowali bardziej ogólne założenia. Przyjęto zakaz wyłączania z przestrzeni miejskiej terenów o rozpiętości przestrzennej przekraczającej 200 metrów kwadratowych, lub o łącznej powierzchni większej niż 2 ha. Ponadto ogrodzenia nie będą mogły przecinać istniejących bądź przewidzianych w planach miejscowych szlaków pieszych.

Trudno byłoby doszukać się jakichś realnych wad nowej uchwały krajobrazowej

Warto przy tym pamiętać, że nowa warszawska uchwała krajobrazowa nie wymusza rozbiórki istniejących płotów i ograniczeń niespełniających wymagań. Po prostu nie będą mogły powstawać nowe. Co więcej, grodzone osiedla wciąż będą mogły powstać. Warunkiem będzie zaprojektowanie ich od początku w takiej a nie innej formie.

Skutki nowych rozwiązań są łatwe do przewidzenia. Deweloperzy czy spółdzielnie mieszkaniowe nie będą mogli wyłączać z miejskiej przestrzeni sporej części istniejącej zabudowy. Ogrodzenie nawet względnie niedawno powstałego osiedla będzie dużo trudniejsze niż do tej pory. Z pewnością skorzystają na tym piesi – przepisy uchwały będą chronić ścieżki, którymi się poruszają.

Uchwała krajobrazowa nie spowoduje najpewniej żadnego wzmożonego przypływu przestępczości. Utrudnienie powstawiania nowych ogrodzeń raczej nie jest w stanie czegokolwiek w tej kwestii zmienić. Nie sposób także zmusić mieszkańców do interakcji z sąsiadami, jeśli ci sami nie będą tego chcieli. Zamknięte, grodzone osiedla to nie tylko płoty. To także budynki, w których wciąż można się zamknąć.

43 odpowiedzi na “Koniec z grodzeniem osiedli w dotychczasowej formie. W ślad Warszawy mogą pójść pozostałe miasta”


  1. Konieczność obchodzenia płotu dookoła takiego osiedla zabiera przechodniom cenny czas, wymuszając wybór drogi naokoło”- a czy przechodzeń zapłaci za mnie podatek od nieruchomości, pokryje koszty firmy dbającej o zieleń, firmy sprzątającej teren, firmy ochroniarskiej i finalnie, zapłaci za mnie różnice w ubezpieczeniu mieszkania która będę musiał pokryć za brak ogrodzenia?

    • Zbieram minusy ale jakoś Panowie nie mają argumentów mi odpisać na ponoszone opłaty i kwestie bezpieczeństwa/dbania o nie swoją własność.Przyponem tylko że to tereny prywatne a nie Wasz ogródek działkowy.

      • Zawsze można wyprowadzić się na wieś, gdzie nie ma tylu przechodniów. W mieście trzeba dostosować się do panujących reguł.

        • W mieście to się szanuje cudzą własność zapisaną prawnie w akcie notarialnym, czyli udział w części wspólnej jaką są chodniki, parking naziemny etc. każdy mieszkaniec ma jakiś % udziałów gruntu wspólnego za który płaci podatek i jego utrzymanie. To nie należy do miasta. Radzę zapoznać się z terminem „własność prywatna”.

      • Przepraszam bardzo, ale czy CAŁE osiedle to Twój teren prywatny? Włącznie z uliczkami i chodnikami? Trawniki dookoła budynków można sobie ogrodzić niskim płotkiem. Pozostałe argumenty tez łatwo podważyć. Zwłaszcza, że utrzymanie porządku na terenie posesji należy zdaje się do właściciela posesji, niezależnie od tego czy teren jest grodzony czy nie. Podatek od nieruchomości? O ile się orientuję, to podatek od nieruchomości przypada na cały teren osiedla włącznie z chodnikami i uliczkami. I to niezależnie od tego czy osiedle jest w pełni ogrodzone czy ciągi komunikacyjne są wyłączone z ogrodzenia. A ostatnie to już problem Twój i ubezpieczyciela. Mnie, za mieszkanie w nieogrodzonej kamienicy ubezpieczyciel daje stawkę taką samą jak gdyby była ogrodzona. Ubezpieczyciela w tym wypadku interesuje zabezpieczenie samego mieszkania a nie całego budynku w którym to mieszkanie się znajduje. Zwłaszcza jeśli jest to kamienica lub blok a nie dom jednorodzinny.

        • No całe jest własnością, szczególnie od zniesienia użytkowania wieczystego. Te „chodniki i uliczki” ktoś wybudował za swoje pieniądze. Zważywszy na to że ludzie na osiedlach nie szanują części wspólnych (rowerki na klatkach, deptanie zieleni przez bachory, itd) to brakuje do tego żeby dokładać jeszcze cholotę z zewnątrz.

        • Mam głupie 10% zniżki za płot:)

          I tak, odpowiadając na Twoje pierwsze pytanie, teren osiedla jest własnością wspólnoty, mamy własność gruntu, zależnie od metrażu mieszkania w akcie notarialnym, więc każdy mieszkaniec ma zapisane udziały w części wspólnej (jedni większe, drudzy mniejsze),w tym naziemnego parkingu, chodników etc.ogólnie całego terenu. Do miasta nalewy trawa i ulica za ogrodzeniem. Nadal chcesz komuś wchodzić na prywatny teren bo tak Ci się podoba?

          • masz racje teren prywatny rzecz swieta na miejscu miasta po prostu stawialbym wam ploty w bramkach i bramach wyjazdowych duzo nie trzeba wystarczyloby 1, 2 przesla reszte ogrodzenia przeciez postawiliscie sobie sami.

    • Ogrodzenie osiedla jest jak najbardziej akceptowalne jeśli działa „w obie strony”. Nikt nie wchodzi i nikt nie wychodzi.
      W zamkniętych osiedlach tez mieszkają złodzieje, oszuści, pedofile, i inne ciekawe osobniki. Samochody mieszkańców osiedla psują drogi w mieście, mieszkańcy zajmują miejsca w tramwajach, plują na chodnik i nie zawsze sprzątają za swoimi psami w parkach miejskich.
      Albo razem, albo apartheid i osobno. Ale trzeba być konsekwentnym. Musi to działać w obie strony.

    • To dlaczego jedziesz samochodem pod blokami innych osób, z osiedli nie ogradzanych? Może powinieneś jeździć tylko drogami krajowymi w takim razie? Inni też płacą czynsze. Przecież aby dostać się na osiedle zamknięte, jeździsz drogami wewnętrznymi co chwilę. Jedynie gdy droga ewidentnie nie ma już przelotu i jest to ślepa uliczka, wtedy można postawić szlaban, aby miejsca parkingowe były tylko dla mieszkańców. Ale szlaban nie zmusi pieszych itd do obejścia muru, tylko kierowców chwilowych zmusi do korzystania z parkingu płatnego lub takiego, który nie jest blisko osiedli mieszkaniowych.

          • Płacę podatek w paliwie i akcyzę. Ale popieram twoje zdanie jak ktoś nie płaci to niech nie jeździ.

          • Tak, płacimy je wszyscy w podatkach wspólnych:) tak smao utrzymujemy szpitale, publiczne placówki.

            Idac Twoim tokiem rozumowania, jak Ty mozesz mi sie wbić na teren osiedla którego udział mam notarialnie zapisany i w 100% należy do właścicieli mieszkań, to ja mogę Ci sie równie wbić na chate:) co z tego że jest Twoja.

          • Co nie zmienia faktu, że bezczelnie rozdeptujesz chodniki na niegrodzonych, nieprywatnych osiedlach utrzymywanych np. z pieniędzy za czynsze, i które – tak czy siak – utrzymują ich mieszkańcy. Idąc twoim tokiem rozumowania, jeżeli bronisz innym chodzenia po swojej własności, to powinieneś być konsekwentny i nie chodzić np. po osiedlach spółdzielczych.

    • Tu obowiązuje zasada wzajemności: on nie płaci za chodzenie po twoim osiedlu, a ty nie płacisz za chodzenie po jego osiedlu.
      Uchwała jest bardzo dobra, a jedyną jej wadą jest to, że tak późno wchodzi w życie – trzydzieści lat opóźnienia!
      Pozdrawiam.

    • Jeżeli nie chcesz mieszkać w mieście, pośród ludzi, korzystając z miejskiej infrastruktury i udostępniając chociażby chodnik pod swoim domem innym mieszkańcom, to wyprowadź się za miasto, postaw własne ranczo i wtedy możesz się odgrodzić nawet betonowym murem. Mieszkanie w mieście polega na mieszkaniu w nim razem z innymi ludźmi, współdzieląc wraz z nimi to miasto.

  2. „Ogrodzenia najzwyczajniej w świecie blokują innym mieszkańcom danego miasta możliwość przejścia.”

    Święte słowa. Grodzą wszystko, jak getta, tylko drogi trzeba nadkładać, a czasem nawet można się zgubić. To problem nie tylko w Warszawie. Takie Trójmiasto też się z tym boryka. Pamiętam, jak wracając od znajomego nie mogłem wyjść z osiedla, bo furtka otwierana na klucz (od wewnątrz!) i musiałem się wracać i prosić go, by zszedł i mnie odprowadził… Cieszę się, że ktoś z tym, coś wreszcie robi.

    Wielkie brawa dla urzędników!

  3. „Ogrodzenia najzwyczajniej w świecie blokują innym mieszkańcom danego miasta możliwość przejścia.”

    Nie zabronią ogradzać własnych domków jednorodzinnych – jak stanie takich 10-20 obok siebie, wszystkie ogrodzone to ileż to drogi trzeba nakładać zamiast przejść „na wprost” xD

    • Domki mają ogrodzenia prywatnej posesji oraz prywatnego ogrodu, które należą do właściciela tego jednego domu właśnie.
      W blokach ziemia należy czasem do spółdzielni, czasem do wszystkich na raz, czasem do miasta, czasem dzierżawiona jest przez prywatny podmiot itd. Poza tym , jeżeli między domkami jednorodzinnymi jest droga, to nikt tej drogi nie zagrodzi. A pod blokami buduje się ulice i dojazdy, a nie można z nich korzystać, bo są odgrodzone.

  4. Problem jest z już istniejącymi ogrodzeniami a nie dopiero tych w planach taka ustawa nic nie rozwiązuje, takim rozwiązaniem mógłby być zaporowy podatek od ogrodzenia w budynkach wielorodzinnych. Ale kto to przeforsuje jak wiekszosc dzialaczy samorzadowych mieszka wlasnie w takich juz ogrodzonych wspolnotach i im bylo wolno ogrodzic a tobie juz nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *