Internetowa zbiórka pt. „Mam horom przczułkę” nie skończyła się dobrze. Pszczelarz dostał 1/3 zebranej kwoty

Codzienne Gorące tematy 13.10.2017
Internetowa zbiórka pt. „Mam horom przczułkę” nie skończyła się dobrze. Pszczelarz dostał 1/3 zebranej kwoty

Udostępnij

Krystian Matejko

Co jakiś czas w mediach pojawia się akcja charytatywna, która zatacza coraz większe i większe kręgi. Pomaga się ludziom, którzy stracili majątki z powodów sił natury, ludziom chorym, dzieciom, nawet kolegom z pracy, itd. W sumie, można to nazwać rynkiem. Rynkiem pomagania. A jak mamy rynek, to mamy też i patologie. Coś za coś. 

„Hora curka” zrobiła karierę. Bezprawnik już pisał, że ludzie „cwani inaczej” chcą na litość zarobić wielkie fortuny i próbują w sposób … czasami bardziej skuteczny, a czasami mniej, wyłudzić pieniądze.

Lecz jeszcze jest w naszym społeczeństwie ten pierwiastek pomocy bliźniemu i dalej pomagamy. Tym razem powstaje pytanie, co z fundacjami, które zorganizowały zbiórkę i zostały im jeszcze z niej pieniądze?

Zbiórka na pasieki

30 kwietnia 2017 roku, na Strachocinie we Wrocławiu, w pasiece pana Władysława Andryszczaka wybuch pożar. Podobno ogień podłożyli nieznani sprawcy, a policja wciąż prowadzi w tej sprawie postępowanie. Straty były duże. Spłonęło 18 uli, a kolejnych 15 zostało uszkodzonych w sposób poważny. Dodatkowo, zginęło 300 tysięcy pszczół. Straty zostały oszacowane na co najmniej 20 tysięcy złotych.

Pan Władysław był znany w lokalnej społeczności. Często przekazywał mód na cele charytatywne. Odwiedzał pobliskie szkoły, gdzie przekazywał swoją wiedzę dzieciom. W związku z jego tragedią do pomocy ruszyli sąsiedzi i społecznicy.

Pomoc panu Władysławowi zaoferowała także wrocławska Fundacja Centaurus, która zorganizowała zbiórkę w Internecie. W serwisie Pomagam.pl.

„Hora przczoła” – historia pewnej zbiórki

Zbiórka pieniędzy w Internecie okazała się dużym sukcesem. Tak dużym, że kwota przekroczyła starty pana Władysława – zebrano ponad 64 tysiące złotych. Fundacja za część tych pieniędzy kupiła 30 uli, kamery oraz pozostały sprzęt potrzebny do odbudowy pasieki.

Problem polegał tylko na tym, że … wartość wszystkich darów, przekazanych panu Władysławowi, wynosiła 25 tysięcy złotych. Co z pozostałą sumą?

Pierwszą sprawą jest prowizja (zgodnie z regulaminem) serwisu Pomagam.pl, który przeznacza te pieniądze na promocję serwisu i pokrycie pozostałych kosztów swojej działalności, w tym pokrycie opłat operatorów. Jest to zrozumiałe.

Szybkie przeliczenie pozostałej kwoty ze zbiórki, odejmując prowizję serwisu Pomagam.pl, mówi nam, ze pozostało jeszcze około 35 tysięcy złotych … „reszty”. Co z tymi pieniędzmi?

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie…

Reszta pieniędzy ze zbiórki jest we władaniu Fundacji Centaurus, która tą zbiórkę zorganizowała.

Do pana Władysława pojechał tir wypełniony towarami kupionymi zgodnie ze zgłaszanymi potrzebami. Pan Władysław podpisał protokół odbioru. Nie kupiliśmy jedynie przyczepy, ponieważ w naszej opinii nie była przedmiotem zbiórki powiedział Marek Pietrusiak, koordynator akcji pomocy panu Władysławowi z Fundacji Centaurus.

Dodatkowo, w uznaniu pana Marka Pietrusiaka, wszystkie pozostałe pieniądze zostaną spożytkowane zgodnie z planem i celami zbiórki. Fundacja Centaurus, zbierała nie tylko na pasieki, ale także na działania promocyjne, szkoleniowe i edukacyjne związane z pszczołami. Dodatkowo, fundacja przecież poniosła koszty promocji zbiórki.

Jeżeli Pan Władysław jest przeciwny – pieniądze mogą zostać przekazane na dom dziecka – dodał pan Marek Pierusiak.

To zdanie zabrzmiało prawie jak szantaż.

Problem z powyżej wspomnianymi celami zbiórki jest taki, że nie były one jasno zdefiniowane, a dokładniej: zbiórka nie informowała internautów, że część pieniędzy zostanie przekazana na cele szkoleniowe, promocyjne czy edukacyjne. W opisie już nieaktywnej strony zbiórki był jedynie taki oto zapis:

Jeśli uda się zebrać więcej środków, pasieka zostanie rozbudowana o większą ilość uli i jeszcze lepiej zabezpieczona.

Serwis Pomagam.pl odcina się od zbiórki, tłumacząc się, że jest tylko narzędziem umożliwiającym organizatorom zbiórek dotarcie do szerszej publiczności.

Sukces sukcesowi nie równy

W tej historii widać, że zbyt duży sukces zbiórki internetowej przysporzył jeszcze więcej kłopotów. Problem polega też na tym, jak rozliczyć pieniądze, których paradoksalnie jest zbyt dużo. Ale patrząc na to z boku, można dojść do stwierdzenia, że … większość pieniędzy, które zostały wpłacone na pomoc panu Władysławowi pójdzie na promocję i marketing. A chyba tak nie powinno być. Dodatkowo, owa „promocja i marketing” nie została jasno zdefiniowana w zbiórce, a może została wymyślona po sukcesie zbiórki?

Fundacja Centaurus powinna swoje koszty odliczyć, a pozostałą kwotę w formie rzeczowej oraz zgodnie z zapotrzebowaniem pana Władysława przekazać, aby w przyszłości nie było nieporozumień. Jest to także o tyle ważne, że nie tylko pan Władysław może czuć się oszukany, ale także społeczność internetowa, która uczestniczyła w tej zbiórce.