Czy obecny kryzys między Koreami może doprowadzić do wojny? Wbrew pozorom największym zagrożeniem dla Korei Południowej nie jest broń jądrowa

Zagranica dołącz do dyskusji (7) 19.06.2020
Czy obecny kryzys między Koreami może doprowadzić do wojny? Wbrew pozorom największym zagrożeniem dla Korei Południowej nie jest broń jądrowa

Rafał Chabasiński

Korea Północna wysadziła w powietrze biuro łącznikowe służące do kontaktów z Południem. Reżim Kim Dzong Una rozważa także wkroczenie wojskiem do strefy zdemilitaryzowanej. Wszystko przez ulotki szkalujące władze Północy. Ot, kryzys pomiędzy Koreami jakich było już wiele – i będzie jeszcze więcej.

Kryzys pomiędzy Koreami wywołali uchodźcy z Północy wysyłający do swojej ojczyzny materiały propagandowe

Sytuacja na półwyspie koreańskim, po krótkiej odwilży, znowu się zaogniła. Siostra Kim Dzong Una, Kim Jo Dzong, najwyraźniej wróciła do łask brata. Obecnie wydała rozkaz  zniszczenia biura łącznikowego w pobliżu przygranicznego miasta Kaesong. Budynek służył do kontaktów pomiędzy Północą a Południem, do których siłą rzeczy od czasu do czasu musi dochodzić.

Do zdarzenia, jak podaje agencja Reutersa, miało dojść we wtorek. Wcześniej Północ zawiesiła wszelkie kontakty pomiędzy państwami. Dotyczy to także likwidacji bezpośredniego połączenia telefonicznego pomiędzy komitetem centralnym północnokoreańskiej partii komunistycznej z pałacem prezydenckim w Seulu.

Przyczyną podjęcia przez państwo Kim Dzong Una takich kroków były działania uciekinierów z Północy. Ci mieli wysyłać w balonach na drugą stronę granicy materiały propagandowe. Między innymi ulotki, zagraniczne seriale, wydrukowane notki encyklopedyczne, czy żywność i dolary. Korea Północna oskarża przy tym południe o bezczynność i tolerowanie takiego procederu.

Siostra północnokoreańskiego przywódcy nakazała wysadzenie w powietrze biura łącznikowego

Jakby tego było mało, Korea Północna przebąkuje o wkroczeniu wojskiem do strefy zmilitaryzowanej pomiędzy granicami obydwu państw. Kryzys pomiędzy Koreami na pierwszy rzut oka wygląda na dość poważny incydent mogący prowadzić nawet do wojny.

Warto jednak zauważyć, że nowy kryzys pomiędzy Koreami wpisuje się w dokładnie ten sam schemat, co poprzednie. Po krótszym lub dłuższym okresie względnego spokoju, lub nawet odwilży czy poprawy relacji między państwami, Północ pod byle pretekstem drastycznie zaostrza kurs. Na przykład przeprowadza próbę jądrową, rakietową, czy po prostu duże manewry. Zrywa też relacje z Koreą Południową, często także Stanami Zjednoczonymi.

Najczęściej jest to po sprawdzony sposób dynastii Kimów na wymuszanie rozmaitych ustępstw ze strony adwersarzy. W tym przypadku Korea Północna może niecierpliwić się brakiem postępów przy znoszeniem sankcji na tamtejszy reżim.

Izolacja Korei Północnej utrudnia ustalenie o co Pjongjangowi tak naprawdę może tym razem chodzić

Nie sposób również lekceważyć trudnej sytuacji Północy związanej z epidemią koronawirusa. O ile oficjalnie to państwo nie ma problemu z tą chorobą, o tyle nieoficjalne pogłoski sugerują scenariusz dość przeciwny. I bez tego sytuacja gospodarcza Korei Północnej była zła. W 2019 r. pojawiły się nawet doniesienia, że w tym kraju wybuchła klęska głodu.

Pewne pytania budzi aktywna rola Kim Jo Dzong zaraz po tajemniczym zniknięciu samego dyktatora w kwietniu tego roku. Plotki mówiły nawet, że Kim Dzong Un nie żyje – z powodu nieudanej operacji albo nawet koronawirusa. Siostra dyktatora została odsunięta od spraw publicznych po fiasku negocjacji z Donaldem Trumpem w 2018 r. Trudno byłoby odpowiedzieć, czy świadczy to jednak jakichś przetasowaniach na szczytach władzy w Korei Północnej.

Niestety, specyficzny ustrój Korei Północnej i izolacja tego państwa względem reszty świata utrudnia ustalenie o co tak naprawdę mu chodzi. Trzeba również zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie świat przejmuje się posunięciami reżimu w Pjongjangu? Wbrew pozorom, są ku temu dość solidne powody.

To Południe jest silniejszym krajem, pod każdym względem – zwycięstwo militarne okupiłoby jednak potwornymi stratami w cywilach

Pod względem militarnym to Korea Południowa wydaje się być państwem silniejszym. Posiada liczną, dobrze wyszkoloną i znakomicie wyposażoną armię. Reżim z Północy z kolei może liczyć na niemalże antyczny, postsowiecki sprzęt. Pewien atut stanowi oczywiście broń jądrowa i rakietowa Pjongjangu – ta ostatnia nawet od czasu do czasu działa zgodnie z planem. Zbrojny konflikt pomiędzy Koreami prawdopodobnie zakończyłby się zwycięstwem Południa.

Tyle tylko, że kluczową kwestią pozostaje kwestia ceny. Największe zagrożenie dla Południa nie stanowi broń jądrowa Północna. Jest nim konwencjonalna artyleria rozmieszczona wzdłuż granicy pomiędzy państwami. Stolica Korei Południowej, Seul, leży raptem 45 kilometrów od niej. Leży więc w zasięgu najcięższej północnokoreańskiej artylerii. Wojna może oznaczać ogromne ofiary w cywilach.

Warto także pamiętać, że protektorem Pjongjangu są Chiny. W 1950 r. to Państwo Środka uratowało Północ w trakcie Wojny Koreańskiej przed całkowitą klęską z rąk sił ONZ. Korea Północna istnieje w obecnej formie właściwie przede wszystkim dlatego, że pozwalają na to Chiny. I tak najprawdopodobniej pozostanie, dopóki Państwo Środka będzie miało w tym interes.