1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Dzisiaj niemal wszystko można wziąć na raty. Właśnie dlatego jesteśmy biedni

Dzisiaj niemal wszystko można wziąć na raty. Właśnie dlatego jesteśmy biedni

Wchodzimy do sklepu po jedną rzecz, wychodzimy z trzema – i za żadną nie płacimy w całości od razu. Nowy model konsumpcji rozgościł się w Polsce na dobre. Raty przestały być rozwiązaniem awaryjnym, a stały się wygodnym skrótem między potrzebą a jej natychmiastowym zaspokojeniem. Problem w tym, że ten skrót ma swoją cenę rozciągniętą w czasie, często niewidoczną na pierwszy rzut oka, ale wpływającą na naszą kondycję finansową.

Miłosz Magrzyk26.04.2026 12:12
Finanse

Czym jest mechanizm, który dla wielu kończy się nie tyle wygodą, co trwałym uzależnieniem od życia na raty? W 2023 roku Polacy wzięli rekordowe 10,5 mln pożyczek ratalnych o łącznej wartości prawie 23 mld zł.

Kupowanie na raty wciąga jak scrollowanie

Skala zjawiska nie pozostawia wątpliwości. Już 90 proc. Polaków zna finansowanie ratalne, a ponad jedna czwarta korzystała z niego lub korzysta – wynika z badań przygotowanych przez Raiffeisen Digital Bank we współpracy z Ipsos.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak sukces rynku: dostępność, wygoda, swoboda. Niestety przesunięcie ciężaru finansowania życia z teraźniejszości na przyszłość nie napawa optymizmem. Przestajemy kupować za to, co mamy, a zaczynamy za to, co dopiero zarobimy. Dochód przestaje być granicą, a zaczyna być jedynie punktem odniesienia dla zaciągania kolejnych zobowiązań. Banki podsuwają nam co rusz to nowe ułatwienia w zadłużaniu się: można wziąć szybki kredyt na zdjęcie produktu.

Elektronika, AGD i meble – co najczęściej kupujemy na raty

Najczęściej finansujemy w ten sposób elektronikę i sprzęt AGD – po 60 proc. wskazań. Dalej są meble (47 proc.) i samochody (43 proc.). To nie są przypadkowe wybory – to rzeczy poprawiające komfort życia tu i teraz, ale kosztujące na tyle dużo, że trudno je kupić od razu. Tendencja ta jest też wyraźnie widoczna w sieci, gdzie zakupy internetowe na raty stały się w ostatnich latach jedną z preferowanych metod płatności.

Mechanizm jest prosty i powtarzalny. Najpierw jedna rata – „niewielka”, z symbolicznym oprocentowaniem. Potem kolejna, bo skoro pierwsza „nie bolała”, to druga też nie powinna. W końcu zamiast jednego większego wydatku mamy kilka mniejszych zobowiązań nakładających się na siebie i właśnie wtedy zaczynamy wpadać w spiralę zadłużenia. Aż w końcu bierzemy... kredyt na hot-doga – tak Żabka, PKO Bank Polski i Visa zmieniają codzienną konsumpcję.

Raty, które nie bolą… dopóki nie policzysz wszystkich

Najczęściej kupujemy na raty produkty w przedziale 1 001–5 000 zł – to ponad 66 proc. transakcji. Ponad trzy czwarte z nich to oferty bez odsetek, co brzmi idealnie – ale tylko pozornie.

Brak odsetek usuwa psychologiczną barierę, lecz nie zmienia faktu, że zobowiązanie pozostaje zobowiązaniem. 40 proc. Polaków wskazuje, że najbardziej komfortowe są zakupy w przedziale 2 501–5 000 zł. Wtedy rata jeszcze wydaje się do zniesienia. Oczywiście nawet mieszkanie można kupić na raty, choćby decydując się na raty notarialne u dewelopera, ale wówczas mówimy o dużo większym obciążeniu.

Pułapka pojedynczej raty zamiast łącznej kwoty

Jako ludzie mamy dość niekorzystną tendencję, aby nie liczyć łącznego obciążenia, tylko pojedyncze porcje. 200 zł miesięcznie za telefon, 150 zł za pralkę, 300 zł za telewizor – każda rata z osobna wydaje się akceptowalna. Dopiero razem zaczynają konsumować znaczną część dochodu, a gdy dochód nie rośnie z miesiąca na miesiąc… wiadomo – pojawia się problem. Podobny mechanizm działa zresztą przy odroczonych płatnościach. Warto pamiętać, że zakupy z odroczoną płatnością – choć z pozoru niewinne – też mogą wpływać na naszą historię kredytową, jeśli zaczniemy ich kumulować zbyt wiele.

Przez życie na raty nie rozwijamy się, tylko cofamy

Raty nie czynią nas biednymi same w sobie, jednak sporym problemem jest ich powszechność i kumulacja. Gdy większość dóbr finansujemy w ten sposób, przyszłe dochody są już z góry podzielone. Każda kolejna pensja w dużej części trafia nie na budowanie majątku, lecz na spłatę długu.

To odwraca logikę finansów osobistych. Zamiast odkładać i inwestować z głową, najpierw konsumujemy, a potem próbujemy dogonić wydatki. Wówczas tylko obsługujemy zobowiązania i blokujemy sobie możliwość wyjścia ponad poziom bieżących dochodów. Osoba obciążona zobowiązaniami ma mniejszą swobodę: trudniej jej zmienić pracę czy zaryzykować w biznesie. Woli kurczowo trzymać się tego, co ma, aby tylko móc regularnie spłacać pożyczki i nie popaść w niełaskę u komornika.

Harmonogram spłat zaczyna zarządzać tobą

Konsumpcja rośnie, ale oszczędności – niekoniecznie. A gdy pojawia się kryzys i tąpnięcie w dochodach, cały model zaczyna się chwiać, bo przecież opiera się na bezkrytycznym założeniu, że przyszłość zawsze udźwignie teraźniejsze decyzje. Właśnie dlatego życie na raty jest tak podstępne. Nie boli na początku. Daje poczucie kontroli. Ale z czasem okazuje się, że to nie my zarządzamy pieniędzmi – tylko harmonogram spłat zarządza nami.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi