OBRAZEK DNIA: Marek Raczkowski jednym obrazkiem naświetlił największy problem współczesnej Polski

Firma Gorące tematy Państwo Podatki 20.03.2017
OBRAZEK DNIA: Marek Raczkowski jednym obrazkiem naświetlił największy problem współczesnej Polski

Udostępnij

Jakub Kralka

Uwielbiam Pana Raczkowskiego. Jest to mój ulubiony spośród polskich rysowników, jego obrazki prawie zawsze wzbudzają u mnie śmiech, ale nigdy nie jest to tylko rechot. Moim zdaniem Marek Raczkowski to najwyższa forma satyry.

Co jest w sumie wielkim szczęściem (że go mamy), bo z tą satyrą wcale nie jest w Polsce aż tak kolorowo.

Jeden z najświeższych obrazków znanego rysownika opublikowany dziś na fanpage’u „Raczkowski na dziś” jest mi szczególnie bliski, ponieważ wiąże się z wyznawanymi przeze mnie wartościami liberalizmu gospodarczego. Osobiście uważam jednak – i to bardzo mnie cieszy – że tak jak zwykle się ze sobą nie zgadzamy (dobrze, po to jest Bezprawnik, żeby prowokować do dyskusji i siać pewnego rodzaju intelektualny ferment), trudno będzie o znalezienie osoby, która smutno nie westchnęłaby na widok znajomego motywu poniższej ilustracji.

raczkowski

Interpretacja tego obrazka jest oczywista, ale nauczony doświadczeniem na wszelki wypadek podpowiem. Odwołuje się ona do znanego dylematu, czy pomagając komuś lepiej podarować mu wędkę czy rybę. Ryba wprawdzie krótkoterminowo rozwiąże jego problemy, ale wędka pozwoli na samowystarczalność w dłuższej perspektywie. Możemy latami wysyłać pomoc humanitarną do Afryki i pewnie nawet powinniśmy to robić, ale równocześnie konieczna jest pomoc tamtym społeczeństwom w osiąganiu wyższego poziomu cywilizacyjnego.

Obrazek Raczkowskiego przedstawia jednak problem z innej perspektywy. Wędkarzem zostaje (jak zakładam) polski przedsiębiorca. Osoba ambitna, która chce wziąć los w swoje ręce. Dla kontrastu pokazany jest pozbawiony podobnych aspiracji obywatel, może nawet – w skrajnym wypadku – osoba bezrobotna, opierająca się na pomocy socjalnej państwa. Obrazek w swojej prostej formie nie porusza już kwestii tego, że w pierwszej kolejności nawet rozdawane ryby ktoś musiał złowić – najczęściej facet z wędką.

Dalsza część obrazka jest już uniwersalna

Pojawia się w niej państwo i pewnie nawet jeśli wybierasz rybę, również masz jakieś swoje, zwykle niemiłe doświadczenia w tym zakresie. Ale pewnie mniejsze, niż przedsiębiorca. Wierz mi – mniejsze.

Nie jest lekko być przedsiębiorcą, a już przedsiębiorcą w Polsce szczególnie. Fajnie jest, kiedy się uda, ale lista najbogatszych Polaków Wprost ma się do bycia przedsiębiorcą jak Real Madryt do grania w piłkę. Warto nadmienić, że u Raczkowskiego człowiek biznesu występuje jako osoba, która łowi ryby – które zjadamy wszyscy. W mniejszym lub większym uproszczeniu wygląda to też w podobny sposób w rzeczywistości.

A mimo to w Polsce przedsiębiorca nie jest bohaterem. Pomijam już epitety adresowane w jego kierunku przez różne środowiska polityczne… Nie jest bohaterem nawet dla swoich współobywateli i dla państwa jako instytucji. W swojej nieograniczonej podejrzliwości zasypuje przedsiębiorcę toną papierków, biurokracji, pozwoleń, zezwoleń czy koncesji. Kontroluje, sprawdza, węszy, szuka dziury w całym. Nie potrafię zrozumieć tej relacji.

Wydawałoby się, że przedsiębiorca i jego państwo grają do jednej bramki.

Co zarobi przedsiębiorca, to odda państwu. W interesie państwa jest, by przedsiębiorca mógł, miał czas i możliwości zarabiać jak najwięcej. A jednak zwykle prowadzenie działalności gospodarczej to nieustanna walka z aparatem.

Tak właśnie widzą to przedsiębiorcy, tak widzi to też Marek Raczkowski. Wątpliwości podatkowe niby miały być interpretowane na korzyść podatnika, a wcale nie są. Ale ten proces zwalczania przedsiębiorczości trwa od lat, nie bez przyczyny przez ostatnich 20 lat komentarz do ustawy o podatku od towarów i usług rósł wprost proporcjonalnie do objętości historii o przygodach Harry’ego Pottera.

Jak ma za tym nadążyć facet, który prowadzi warsztat samochodowy, bo świetnie zna się na samochodach i to jest właśnie jego konikiem?

I wiecie co? To, że przedsiębiorcy w Polsce jest trudno, że ma za wroga nieprzychylne urzędy i na głowie mnóstwo mało istotnych dyrdymałów, o których bezustannie musi pamiętać, to jedno.

Ale wtedy patrzymy w lewy górny róg obrazka Raczkowskiego i widzimy obywatela, który wybrał inną, mniej ambitną drogę. Żadnych urzędów, żadnych kontroli, żadnej biurokracji. 8 godzin w pracy. Albo mniej. Albo wcale. A rybka jest na talerzu.

To jest duży problem współczesnej Polski. Niech te podatki nawet będą aż tak wysokie, jak dziś. Nie do końca rozumiem czemu, ponieważ w mojej ocenie pieniądz publiczne mają w sobie pewien taki imperatyw bycia wydawanymi bezmyślnie, ale…

Ale działania na rzecz swobody działalności gospodarczej to rzecz, która w największym stopniu może przyczynić się do… jeszcze większego wzrostu budżetu państwa, na skutek wzrostu dochodów jego obywateli. Osobiście uważam, że te właśnie działania powinny być priorytetem zarówno rządów prawicowych (jak przez moment za Leszka Millera), centrowych (jak w ostatnich latach), jak i lewicowych gospodarczo (jak obecnie). A wtedy rybek będzie jeszcze więcej. Wilk (z Wall Street) syty i owca cała.