Nie słuchajcie rozpaczliwych apeli ZAiKS i ZPAV w sprawie tzw. „ACTA 2”. Każdy ciągnie w stronę swojego koryta

Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (516) 06.09.2018
Nie słuchajcie rozpaczliwych apeli ZAiKS i ZPAV w sprawie tzw. „ACTA 2”. Każdy ciągnie w stronę swojego koryta

Jakub Kralka

ZAiKS i ZPAV nie są niezależnymi ekspertami od prawa autorskiego. Są jego beneficjentami i w interesie tych instytucji leży, by prawo autorskie obejmowało swoimi wpływami jak najszerszy krąg podmiotów, w jak najszerszym zakresie.

To jest bardzo ważne, by zrozumieć ideę Organizacji Zbiorowego Zarządzania. Są trochę jak Urząd Skarbowy – tam bardzo dobrze znają się na podatkach, ale pod żadnym pozorem nie można im ufać, a w razie problemów nie idziemy do pani z okienka, która mówi „trzeba płacić”, tylko do doradcy podatkowego.

OZZ-y przypuściły w ostatnim czasie szturm medialny, który jest niczym innym, jak formą lobbingu za dyrektywą w klasycznym jego znaczeniu. Jakiś czas temu miałem zaproszenie do jednej z OZZ, na które szczęśliwie – z powodu kontuzji – nie dotarłem. Mieliśmy porozmawiać o dyrektywie, której słusznie obawiają się internauci. Teraz widzę, że miałem być sprowadzony do roli trybiku, który najpierw z przekonaniem przyjmie, a następnie pokornie powtórzy stanowisko lobbystów.

Widzę to, ponieważ od kilku dni obserwuję skoordynowane ruchy w zwłaszcza państwowych mediach albo wypowiedzi artystów zrzeszonych w ZPAV czy ZAiKS, którzy później przyznają, że w sumie tak do końca nie wiedzą za czym postulowali. Tak oto odpowiadała jedna z twarzy kampanii ZPAV, Muniek Staszczyk, gdy internauta dopytał z niedowierzaniem czy naprawdę się pod postulatami podpisuje:

Swoją rozmowę z Polskim Radiem ZAiKS zajawia tweetem o treści „Teraz dyskutujemy już nie tylko o dobrym prawie autorskim w Europie, ale o tym, czy politycy ulegną szantażowi tech-gigantów.” Bardzo jednostronny sposób przedstawienia problemu, biorąc pod uwagę, że po drugiej stronie sporu jest szantaż Organizacji Zbiorowego Zarządzania.

Prawo autorskie a rozwój mediów i technologii

Jak wiecie, jestem prawnikiem, którego podstawową specjalizacją jest właśnie prawo autorskie. Nie toleruję plagiatów, przywłaszczania własności intelektualnej czy piractwa, za co wielokrotnie obrywało mi się od bardzo krótkowzrocznej grupy czytelników. Ale nie toleruję też na przykład copyright trollingu, czyli wykorzystywania prawa autorskiego „w drugą stronę”. Nadużywania go do osiągania korzyści finansowych oderwanych od rzeczywistej próby ochrony twórcy i utworu.

Organizacje Zarządzania Zbiorowego nie czują się za dobrze w internecie. To nie jest „ich” medium, nie zarabiają w nim tak sprawnie i pewnie, jak w wypracowanych przez lata profesjonalnymi partnerami w radiu czy telewizji. Nieefektywność OZZ-ów fantastycznie rekompensuje jednak rozwój technologii, który przez lata musiał się dostosować. Zauważcie jak bardzo przez ostatnie lata nierozłączny duet Winamp + mp3 wypchnęły z rynku usługi strumieniujące, Spotify i YouTube, z których artyści czerpią zyski. Naprawdę bezczelni są ci tech-giganci, że stworzyli artystom technologię, która zabiła mp3…

W kampanii lobbingowej OZZ-ów wymachuje się na przykład Piotrem Rubikiem, ale to nie muzycy stanowią istotę dyrektywy (mocno na wyrost, ale publicystycznie) określonej przez internautów jako „ACTA 2„. Od bardzo problematycznego Artykułu 13, który zamienia w piekło życie internautów i serwisów internetowych, jeszcze bardziej martwi mnie Artykuł 11, który może nawet doprowadzić do redefinicji rynku medialnego na świecie. Dyrektywa wywodzi swój początek z wielokrotnie przeze mnie opisywanej sytuacji, w której wydawcy prasy z Niemiec i Hiszpanii chcieli, żeby Google płacił im za wykorzystywanie nagłówków ich tekstów w swoich usługach newsowych/wyszukiwarce.

Jako właściciel medium internetowego chętnie wam to wytłumaczę na prostym przykładzie. Każdego dnia przychodzi do mnie do mieszkania sprzątać pani Googlina, wszystko na błysk, robi to za darmo, a ja po pewnym czasie wystawiam jej wezwanie do zapłaty za to, że korzystała z mojego Ludwika i Domestosa.

Za „ACTA 2” stoi pazerność

Co więcej – większość podmiotów lobbujących za dyrektywą nie jest w stanie bez tego przykładowego Google przeżyć. Piszę o Google, ponieważ choć trafnie podnosi się, że nie będzie żadnego „podatku za linkowanie”, to jednak dyrektywa de facto prowadzi właśnie do opłat za tego typu elementy sieci, jak wiele usług technologicznego (to prawda) giganta. Lobbyści uspokajają, że „to nie tak, to tak nie będzie”. Ale to nieprawda, bo z treści dyrektywy ani my, ani ci lobbyści nie mogą wyczytać treści przyszłych przepisów. I na tę chwilę, pomimo swojego spokoju, wiedzą w tym temacie dokładnie tyle co my. Treść dyrektywy zaś, w swojej nieostrej formie, jak najbardziej prowadzi do scenariusza, w którym wprowadza się dodatkowe opłaty za naturalne mechanizmy sieci, wykorzystywane każdego dnia przez miliony, które już teraz służą, a nie szkodzą wydawcom.

Z ich punktu widzenia nie chodzi więc o to, że np. Google w jakiś sposób odbiera prasie pieniądze, bo to nie prawda – niepozbawione wielu wad Google przynosi prasie pieniądze na zasadzie wzajemnych korzyści. Cała koncepcja dyrektywy przywodzi raczej na myśl gangsterski film, w którym nagle jakaś organizacja decyduje, że Google będzie płacić część swoich przychodów za „ochronę”, niezależnie od tego czy tej ochrony potrzebuje, czy nie. Jak restauracja, która jest za duża by z tego powodu upaść, ale płacić będzie musiał. Problem w tym, że pewnego dnia Google czy inne miejsca w sieci mogą stwierdzić, że płacić nie będą i zamykają restaurację.

W odniesieniu do podmiotów innych od Google, nie wiem czy dyskusja warta jest większej uwagi. Niektórzy będą uciekali od płacenia poprzez tworzenie utworów inspirowanych w sposób ukryty. Inni będą płacić, ale takie grosze, że realne korzyści będzie można zarobić co najwyżej na obrocie większymi masami tych pieniędzy. Kto miałby to robić? Niespodzianka – OZZ-y!

Jest jeszcze jedna rzecz, o której ZAiKS i ZPAV powinni pamiętać. Nawet jeśli macie swoje częściowo słuszne racje, to istnieje jeszcze coś takiego jak interes społeczny. Prawnoautorska krzywa Laffera. Jeśli będziecie wszystko tratować jak ten słoń w składzie porcelany, ciągnąć linkę tylko w swoją stronę, to nie będziecie pod ani jednym względem lepsi od tych z rządu, TKM, co to właśnie po trupach robią nam sądownictwo swoich marzeń.

516 odpowiedzi na “Nie słuchajcie rozpaczliwych apeli ZAiKS i ZPAV w sprawie tzw. „ACTA 2”. Każdy ciągnie w stronę swojego koryta”

      • To wcale nie jest głupie pytanie. Jak już ktoś pisze artykuł to oprócz „dyrektywy, która internauci nazywają ACTA2” warto by było podać co za dyrektywa, kto ją przyjmuje, jak się oficjalnie nazywa, kiedy miałaby wejść w życie, itd. Bo trochę słabe jest, ze tych podstawowych informacji w tekście nie ma i pytanie „o czym to jest” niestety jest tu na miejscu.

        • Tyle się o tym trąbiło, że jak ktoś nie wie co to, to w ogóle po co wchodził w ten artykuł.
          Po drugie nawet jeśli taka osoba się tu znalazła. W tekście są co najmniej 2 odnośniki (te podkreślone wyrazy), do innych artykułów na bezprawniku, które również prawią o tym „acta 2”.
          Nie widzę potrzeby, żeby jakakolwiek redakcja musiała w każdym artykule dotyczącym jednego problemu, wszystko opisywać od podstaw, kiedy to zostało opisane już w innych artykułach. Wtedy to każdy kolejny artykuł by miał kilka stron A4 więcej i byłoby jeszcze mniej chętnych do przebrnięcia przez taką lekturę. :)

  1. Jeśli dobrze rozumiem to wielkim graczom medialnym, tłumacząc na życie analogowe, marzy się sytuacja w której naganiacze (popularna np. w Krakowie praca) płacą knajpom za każdego nagonionego do tej knajpy klienta.

    • Prawie; Google to raczej linia lotnicza, dowożąca tam turystów, która, jeśli ją wqrwić, zawiezie ich gdzie indziej; albo np. sama wejdzie w restauracyjny biznes i jednym ruchem nakryje go czapką (ze szkodą dla klienta, który straci możliwość wyboru).

    • albo sytuacja, w której wydawca przewodnika płaci hotelowi za możliwość umieszczenia go w spisie hoteli w danej miejscowości.

      • To chyba nie jest takie zerojedynkowe. Spotkałem się z takim wyjaśnieniem, że wydawcy tracili ruch, ponieważ ich zdaniem Google cytowało tyle, że części internautów nie chciało się wchodzić na zrodlowa stronę. W takim wypadku Google nie napędza, a odpędza czytelników.

  2. A za którą wersją dyrektywy są artyści a przeciwko której wersji jesteś Ty, autorze tekstu?
    Wersji jest w tej chwili kilka – komisji PE, KE, teraz będzie kolejna wersja od PE.

  3. Powinno w takim przypadku być prawnie umożliwienie wystawienia flagi przez stronę internetową „nie indeksuj w wyszukiwarkach”. Co byłoby strzałem w stopę. Lub dodanie listy wyszukiwarek dozwolonych/zabronionych. Jeśli ktoś życzyłby sobie nie wystąpić w konkretnych wynikach wyszukiwania.

    Dzięki za ten artykuł i liczę na głębsze poruszenie tematu – bo to może być jedna z najważniejszych w historii zmian w internecie.
    Gdzie można przeczytać całość tego projektu?

    • przepraszam ale możesz użyć tagi noindex oraz nofollow umieszczone w meta podstrony i lub dodać plik robot.txt gdzie opisujesz gdzie może parsować.
      Oczywiście to kwestia stosowania tego standardu przez scrawlery ale poważni gracze crawlerów (szczególnie google) przestrzegają tego standardu.

      To tak tylko informacyjnie

    • No właśnie nie chodzi o to, żeby to zablokować, te strony (dla uproszczenia wydawcy) nie chcą żeby Google ich nie indeksowało lub żeby inne agregatory treści nie przekierowywały do ich artykułów. Oni tego chcą jak najbardziej, tylko chcą by wyszukiwarki i agregatory im za to płaciły :D Podany jest przykład Niemiec gdzie wprowadzili takie prawo i Google stwierdził, że im się ten biznes już nie opłaca, więc sami wyłączyli tych „płatnych” z Google News, żeby nie płacić. Wydawcy wcale nie byli zadowoleni i ugięli się udzielając Google bezpłatnej licencji, bo ruch im tak spadł, że dochody z reklam spadły nawet kilkukrotnie.

        • Nie ma,ale wg. idiotów z organizacji typu ZAiKS i ZPAV ma tylko zastosowano w za małej skali i „eksperyment trzeba powtórzyć” bo „na pewno następnym razem się uda”

          Myślenie identyczne jak różnych komunistów,że niby „co z tego że socjalizm z ZSRR i państw satelickich zbankrutował – to nie wina socjalizmu tylko zastosowania go w zbyt małej liczbie krajów/kultury europejskiej/ itd itp i następnym razem na pewno się uda” (a jak się nie uda to będą chcieli spróbować znowu).

  4. ︀Th︀a︀n︀k︀s︀ ︀B︀r︀o︀!︀! I︀︀’︀v︀e f︀o︀︀u︀n︀d t︀h︀︀er︀e︀ m︀︀y T︀e︀a︀c︀h︀er N︀a︀︀k︀e︀d ! m︀w︀a︀h︀h︀a︀h︀

  5. Zablokować internetu (przesyłu danych) się nie da, co najwyżej penalizować można,utrudniać, ograniczać.

    Natomiast zasadniczo bojkotować.

    Listy poparcia dla ACTA2 są. To je popularyzować, niech ludzie wiedzą i nie zapominają kto i jak intensywnie lobbował.

    Portfel konsumenta to w kapitalizmie broń atomowa.

  6. Jako członek #stopACTA wiem o co chodzi ale tutaj faktycznie mało jest informacji poza hasłem ACTA2 o czym to jest.

    Kolejna sprawa, że artykuł dotyczy wojny gigantów ale w tym wszystim jesteśmy jescze MY zwykli użytkownicy i nikt nie bierze naszego zdania pod uwagę, a przecież to my tworzymy w dużej części content i trendy.

    Nikt nie przejmuje się jak będzie wyglądało życie zwykłego użytkownika po wejściu w życie tego potworka.

    Ostatnia sprawa – 12.09 ACTA2 przejdzie niczym Frankenstein poskładana z różnych poprawel i wersji – następnie zostanie skierowana do „obróbki”, by finalnie wrócić na przełomie roku do PE pod ostateczne głosowanie ZA / PRZECIW. – i to wielka szkoda, że do dyrektywy OZZ nie podeszły z wyczuciem bo byliśmy otwarci na dyrektywę bez wspomnianych art 11 i 13 ale chciwość i krótkowzroczność uniemożliwiły faktyczną ochronę twórców bo teraz nie będziemy mieli wyboru i przez protesty nie dopuścimy aby ta dyrektywa weszła w życie.

  7. Prawda jest taka, że 99% użytkowników w sieci ma w poważaniu prawa autorskie i myśli, że wszystko w sieci jest darmowe. Mało to jest przypadków kradzieży zdjęć, filmów, bez podawania autora? To dziwne zjawisko, że każdy kto chce chronić prawo do zysków ze swojej twórczości jest od razu atakowany, no bo jak to, mamy płacić za to, że słuchamy, oglądamy? Skandal. Janusz z Grażyną tego nigdy nie zaakceptują.

    • Panie ten kto kradł, kradł będzie dalej. Nie łudźcie się, że Janusz z Grażynką kupią coś jak nie znajdą tego w sieci za darmo, po prostu kupią piwo.

  8. Lobbyści Googla i innych gigantów już postarają się aby ta dyrektywa nie przeszła. Ich wpływ na decydentów politycznych się o wiele większy niż innych organizacji. W końcu lwia część kampanii politycznych odbywa się dzisiaj w sieci. Politycy nie podskoczą, a szkoda bo możemy mówić o wolnośći itd, ale finalnie obecne prawo nie jest dostosowane do panujących realiów i to jest fakt.

  9. Należy znaleźć wpisy w sieci na profilach tych osób, które (nie)świadomie popierają te zapisy i pod każdym takim wpisem umieszczać obywatelską prośbę o usunięcie takiego wpisu, jako sprzecznego z prawem, które „pan/pani postuluje”.

  10. Jak widać, do uczciwego płacenia za korzystanie z czyjejś twórczości trzeba dojrzeć. Spotify to robi i nikt nie ma do nich pretensji. Google przez bycie monopolistą na rynku ma inne podejście i to należy zmienić.Wśród przeciętnych użytkowników już widać zmiany. Jeszcze kilka lat temu taki netflix nie miałby racji bytu, a dzisiaj? Ogrom ludzi go używa i uczciwie za niego płaci. Każdemu za jego pracę należy się wynagrodzenie i to jest fakt.

  11. Fajnie, wszyscy wiemy że w Niemczech przegięto pałkę. Tyle że tematu to chyba nie wyczerpuje. Wydaje mi się logiczne, że właściciel praw autorskich może decydować o tym, kto i na jakich warunkach dysponuje dziełem. Jeśli np. Onet wymyśli sobie, że chce milion złotych za cytowanie swoich artykułów, to powinien mieć takie prawo, czy jak z Acta, internety wiedzą lepiej, co się komu opłaca?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *