Piratowi się upiekło. Kuzyn ZAiKS-u chciał pieniędzy, wygrał, ale okazało się, że nie jest uprawniony do tej walki…

Gorące tematy Technologie 03.07.2017
Piratowi się upiekło. Kuzyn ZAiKS-u chciał pieniędzy, wygrał, ale okazało się, że nie jest uprawniony do tej walki…

Udostępnij

Marcin Maj

„Komu mam płacić za odtwarzanie muzyki w zakładzie” – to pytanie przedsiębiorcy zadają nierzadko, bo na terenie Polski właściciele praw do muzyki reprezentowani są przez cztery różne organizacje (nie tylko ZAiKS). Ten bałagan w „krainie OZZ” właściwie nie przeszkadzał „organizacjom twórców”, ale przynajmniej w jednym przypadku pomógł piratowi, który został postawiony przed sądem. Czy to nie objaw głębszego problemu? 

Wspomniany problem widać w wyroku Sądu Okręgowego w Gliwicach z 21 kwietnia 2017 roku (VI Ka 1201/16).

Pewien mężczyzna zapisał na swoim komputerze muzykę o wartości rynkowej 3,9 tys. złotych. Następnie udostępnił ją w internecie „nieokreślonej liczbie osób”. Mężczyznę namierzył pewien związek z twórców z Warszawy i sprawa trafiła do organów ścigania. Mężczyzna został uznany za winnego wyrokiem Sądu Rejonowego w Gliwicach z dnia 29 sierpnia 2016r. (sygn. akt III K 408/14).

Sprawa wydawała się pozamiatana, ale apelację złożył obrońca mężczyzny. W wyniku tej apelacji wyrok skazujący został uchylony. Dlaczego?

Trzeba mieć wniosek pokrzywdzonego

Ściganie przestępstw z praw autorskich następuję na wniosek pokrzywdzonego, czyli sprawę musi zgłosić pokrzywdzony twórca, wydawca lub inny posiadacz praw do dzieła. W tym przypadku zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wraz z wnioskiem o ściganie jego sprawcy złożył pełnomocnik pokrzywdzonego – organizacja zbiorowego zarządzania. Organizacja twierdziła, że była uprawniona do złożenia w imieniu pokrzywdzonych firm fonograficznych oświadczenia woli w zakresie ścigania „piratów”.

Przesłała też Sądowi odpis decyzji Ministra Kultury z dnia 5marca 2003r. w sprawie udzielenia zezwolenia na zbiorowe zarządzanie prawami pokrewnymi do fonogramów i wideogramów. Sąd ujrzał też  kopie pełnomocnictw wybranych producentów fonograficznych, którzy powierzyli swoje prawa w zbiorowy zarząd.

Obrońca mężczyzny miał na to odpowiedź. Przed sądem pokazał szereg dokumentów potwierdzających, że inna organizacja zbiorowego zarządzania (OZZ) ma prawo do zarządzania utworami ujawnionymi na dysku twardym. Pojawiła się konieczność wykazania legitymacji do reprezentowania przez oskarżyciela posiłkowego każdego z poszczególnych autorów.

OZZ nieuprawniony

W sprawie pojawiły się kolejne wyjaśnienia i kolejne dokumenty, m.in. umowy zawarte przez skarżącą OZZ z innymi stowarzyszeniami. Koniec końców sąd jednak uznał, że „do tych samych utworów lub artystycznego wykonania rości sobie tytuł więcej niż jedna organizacja zbiorowego zarządzania”. To zdaniem sądu sprawia, że nie można się już powoływać na wynikające z przepisu art. 105 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych domniemanie uprawnienia organizacji zbiorowego zarządzania do zarządzania i ochrony w odniesieniu do pól eksploatacji objętych zbiorowym zarządzaniem oraz domniemanie legitymacji procesowej w tym zakresie.

Sąd doszedł do wniosku, że postępowanie trzeba umorzyć. Zacytujmy fragment uzasadnienia wyroku.

W świetle ujawnionych i nowych okoliczności, wykluczających uprawnienia (…) do reprezentowania praw części twórców, pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego został zobowiązany przez Sąd do wykazania w zakreślonym mu terminie, poprzez dołączenie stosownych dokumentów, których twórców i w zakresie jakich utworów objętych aktem oskarżenia prawa reprezentuje (…), tym niemniej, tak w tym terminie, jak i w terminie publikacji wyroku, wskazanych praw do reprezentowania twórców nie wykazał, a tym samym nie sposób uznać, by w sprawie tej złożono skutecznie wniosek o ściganie karne oskarżonego (…).. Stwierdzony z  podanych przyczyn brak wniosku o ściganie pochodzącego od osoby uprawnionej miał oczywiście charakter usuwalny, niemniej dopóki to nie nastąpiło zachodzi w sprawie negatywna przesłanka procesowa z art. 17 § 1 pkt 10 kpk, która obligowała do umorzenia postępowania.

W uzasadnieniu sąd zaznaczył, że do uchylenia omawianego domniemania nie wystarczy samo wskazanie, że istnieje inna organizacja działająca w tym samym zakresie. Kwestionujący legitymację danej organizacji w odniesieniu do konkretnych praw musi ponadto wykazać, że inna organizacja działająca w tym samym zakresie powołuje się wobec niego na swój tytuł do tych samych praw.

Bałaganik prawny nikomu nie służy

Chciałbym bardzo mocno podkreślić, że w tej sprawie nie cieszy mnie uniewinnienie osoby naruszającej prawa twórców. Chcę natomiast pokazać, że działalność OZZ w Polsce odbywa się w klimacie bałaganiku prawnego, który zazwyczaj daje się we znaki przedsiębiorcom skazanym na współpracę z tymi organizacjami. Same OZZ tolerują ten stan rzecz, bo zazwyczaj wynikające z tego problemy nie dotykają ich samych. Ten wyrok pokazuje, że jednak bałaganik utrudnia dochodzenie praw twórców.

Tak się składa, że w kwietniu br. Ministerstwo Kultury przedstawiło projekt Ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi. Wcześniej – w lutym 2014 roku –  Parlament Europejski przyjął dyrektywę w sprawie OZZ. Miała ona generalnie zdyscyplinować te organizacje – przyspieszyć wypłacanie pieniędzy i zwiększyć ich przejrzystość. Ten sam cel przyświeca polskiej ustawie, choć niektóre OZZ dość otwarcie opierają się zwiększaniu przejrzystości zbiorowego zarządzania. 

Pytanie tylko, czy reforma OZZ nie powinna być głębsza? Obecnie te organizacje funkcjonują w bardzo dziwnym układzie quasi-publicznym. Lubią podkreślać swoje szczególne znaczenie prawne, ale to się zmienia gdy zaczyna się mówić o konieczności ich kontrolowania i dyscyplinowania. Wówczas OZZ zaczynają podkreślać, że są podmiotami „prywatnymi”. Podejrzewam, że ten problem będzie jeszcze wiele razy dawał o sobie znać.