Uniwersytet Warszawski jako pierwszy w Polsce przyjął Plan Równości Płci. Ordo Iuris już nazywa go… dyskryminującym

Praca Społeczeństwo dołącz do dyskusji (1685) 03.09.2020
Uniwersytet Warszawski jako pierwszy w Polsce przyjął Plan Równości Płci. Ordo Iuris już nazywa go… dyskryminującym

Maciej Bąk

Władze Uniwersytetu Warszawskiego przyjęły właśnie Plan Równości Płci. To pierwsza uczelnia w Polsce, która zdecydowała się na ten ruch. Dokument zakłada wyrównanie szans między kobietami i mężczyznami studiującymi i pracującymi na UW. Projekt, nazywający się po angielsku Gender Equality Plan, już wzbudził opór w środowiskach uczulonych na słowo „gender”.

Plan Równości Płci na UW

Plan Równości Płci niemal rzutem na taśmę przyjął pod koniec sierpnia odchodzący rektor UW profesor Marcin Pałys. 1 września zaczęła się bowiem kadencja jego następcy – profesora Alojzego Z. Nowaka. Nie będziemy tu analizować czy te terminy były przypadkowe czy też nie, ale warto zajrzeć do tego dokumentu, by sprawdzić co ów plan przewiduje.

A składa się on z kilku celów. Od wspomagania rozwoju karier naukowych kobiet, poprzez ułatwienie łączenia pracy z życiem rodzinnym, aż po zwiększenie równowagi płci na uczelni. To ostatnie miałoby obejmować zarówno rekrutację studentów, studentek, jak i zwiększenie kobiecej reprezentacji na przykład w komisjach wydziałowych. W dalszej części tekstu zobaczycie, że to właśnie ten element budzi kontrowersje wśród konserwatywnych prawników.

Stworzony na UW plan zakłada przeprowadzenie do 2023 roku 20 działań. Są wśród nich między innymi:

  • wykłady dotyczące karier kobiet w nauce
  • napisanie Kodeksu Etycznego Uniwersytetu Warszawskiego
  • stworzenie możliwości pracy zdalnej bądź przejścia na elastyczny czas pracy dla pracownic administracji
  • monitorowanie udziału kobiet i mężczyzn w konkursach grantowych i projektach
  • wprowadzenie procedury antydyskryminacyjnej, która ma przeciwdziałać między innymi molestowaniu seksualnemu
  • nowa polityka wynagrodzeń i innych świadczeń pracowniczych

Szczytne cele? Pewnie tak. Ale nie wszystkim się one podobają. Dla niektórych są one wręcz… dyskryminujące.

Ordo Iuris: To dyskryminacja

Przyjęty przez UW Plan Równości Płci błyskawicznie skrytykował wiceprezes Ordo Iuris Tymoteusz Zych. „Dokument wydany przez rektora UW doprowadzi do dyskryminacji zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Każe kierować się kryterium płci nie tylko przy rekrutacji pracowników, ale też kandydatów do szkół doktorskich. Ogranicza wolność decydowania o własnej ścieżce kształcenia i karierze”, napisał na Twitterze dr Zych.

Kolejna światopoglądowa różnica zdań? Nie inaczej. Na początku roku w tekście „Dyskryminacja pozytywna a prawo” bardzo szeroko pisał o tym na Bezprawniku Rafał Chabasiński, na przykładzie sprawy z województwa świętokrzyskiego. Planowane przez UW „faworyzowanie” kobiet przy rekrutacjach jest bowiem reakcją na to, że przez lata miały one do nauki czy pracy utrudniony dostęp. Jednak taki sposób wyrównywania szans budzi sprzeciw u osób, dla których „stary” porządek był bez zarzutu. Ich zdaniem na uczelni nie powinno się „sztucznie” generować równości płci.

Z jednej strony mamy zatem ludzi, którzy twierdzą że dyskryminacja kobiet wciąż istnieje i że trzeba ją wszelkimi możliwymi sposobami niwelować. Z drugiej – osoby po przeciwnej stronie światopoglądowego sporu twierdzą wręcz, że przez takie ruchy jak Plan Równości Płci zaczyna się dyskryminowanie… mężczyzn. Warto też pamiętać o jeszcze szerszym, politycznym tle takiej dyskusji. Ta bardziej radykalna część polskiej prawicy tuż po wyborach zapowiadała, że za uczelnie „trzeba się wziąć”, bo – ich zdaniem – hodują oni nieprawych, lewicowo ukierunkowanych obywateli. Uniwersytecki dokument ze słowem „gender” w nazwie może więc zostać wykorzystany jako kolejny ring do światopoglądowej naparzanki.

Walka o równość trwa

Tymczasem przypomnijmy, że na początku lipca to Prawo i Sprawiedliwość złożyło w Sejmie projekt regulujący ustawowo równe płace kobiet i mężczyzn. Tak, to był najbardziej gorący moment kampanii wyborczej, podczas której politycy są w stanie obiecać wszystko. Ale miejmy nadzieję, że w tym wypadku ustawa nie trafi do sejmowej zamrażarki. Tym bardziej, że to jest realny problem do załatwienia. Jak już pisaliśmy w lipcu, według GUS przeciętne zarobki kobiet to 4000 złotych na miesiąc przy 4700 złotych za miesiąc w przypadku mężczyzn.

1 685 odpowiedzi na “Uniwersytet Warszawski jako pierwszy w Polsce przyjął Plan Równości Płci. Ordo Iuris już nazywa go… dyskryminującym”

  1. Kolejny „nawiedzony”. Od kiedy jest dyskryminacja jeśli każdy ma po równo? Jeszcze jakby tam pracował to pomyślałbym, że się boi o własną posadę czy coś ale mieć pretensje o to, że gdzieś tam wszyscy będą mieli tak samo…

  2. Dyskryminacja kobiet jest właśnie dodawanie „dodatkowych punktów” za płeć przy rekrutacji. Przez te dodatkowe punkty sugeruje się ze bez nich nie byłyby w stanie same się dostać na tą uczelnię. Dziwne jakoś gdy lata temu studiowałem na PWR reprezentacja kobiet zwłaszcza na wydziałach chemicznych i biologicznych była sporo, na interii sanitarnej (potem inżynierii środowiska było ich sporo jakoś nie potrzebowały dodatkowych punktów by się dostać na studia techniczne.

  3. Sytuacja: 2 wakaty. Zgłosiło się 4 kandydatów: 3 kobiety, jeden mężczyzna. Kobiety są w każdym calu lepsze od kandydata płci męskiej. Zgodnie z regułą nie można zatrudnić 2 świetnych kobiet tylko należy jedno miejsce przyznać mężczyźnie. Bzdura…

  4. „Efekt Yule’a i Simpsona
    Na początku lat 70. ubiegłego wieku sławna sprawa sądowa przeniosła mało znany fenomen
    statystyczny na pierwsze strony gazet — przynajmniej na pierwsze strony gazet studenckich w Berkeley. Wydano pozew przeciwko Uniwersytetowi Kalifornijskiemu, zarzucając,
    że w kampusie Berkeley ma miejsce dyskryminacja kobiet podczas procesu rekrutacji. (…)
    Sprawą zajęli się wybrani pracownicy Berkeley (Bickel, Hammel i O’Connell, 1975), którzy,
    korzystając z pracy Karla Pearsona (…) i Szkota (…) Udny Yule, zagłębili się w liczby. Odkryli, że gdy informacje o rekrutacji odniesiono do konkretnych wydziałów, oczywista dyskryminacja znikała. Co więcej, kobiety częściej cieszyły się wysokimi odsetkami przyjęć niż mężczyźni.
    Dotyczyło to 101 wydziałów magisterskich. Autorzy studium odkryli, że kobiety nieproporcjonalnie częściej składały podania na wydziały, na które było ogólnie trudniej się dostać. (…)
    To odwrócenie wzorca było tak zadziwiające, że niektórzy nazwali je „paradoksem”, dokładnie paradoksem Simpsona, na cześć statystyka, który opisał go pół wieku po oryginalnej pracy Yule’a i Pearsona. Jednak w rzeczywistości nie jest to paradoks.”

  5. Tam gdzie liczą się kompetencje nie powinno być mowy o parytetach. Powinna liczyć się wiedza. Jednak teraz w modzie „równość” – krew człowieka zalewa. Na moje mogą być tam same kobiety – nie mam z tym problemu, ALE TYLKO wtedy gdy mają lepsze umiejętności/wiedzę.

    • Bo ta równość powinna być na poziomie wymagań, kompetencji, umiejętności czy wynagrodzenia niezależnie od mężczyzna czy kobieta, czy może niebinarny(a), rudy lub łysy, czarny, biały, czy mocno opalony, albo azjata, czy indianin lub hindus. Dodawanie komukolwiek „punktów za ……” to dyskryminacja pozytywna dla otrzymującego, ale też oznaczająca że bez niej jest gorszy, a negatywna dla pozostałych bo oznacza wyższe wymagania dla nich.

  6. Równość jest wtedy, gdy wszyscy startują razem i każdy ma taki sam dystans do przebiegnięcia, a nie kiedy wszyscy razem dobiegają do mety. Rozumiem, że w ramach walki o równość, na kierunkach zdominowanych przez kobiety będziemy odrzucać panie z lepszymi wynikami, żeby zrobić miejsce dla słabszych panów?

    Zgadzam się, że należy walczyć z seksizmem, molestowaniem czy ułatwiać godzenie macierzyństwa z pracą czy studiami, ale faworyzowanie jednej płci podczas przyjęcia na studia czy do pracy ze względu na płeć to jest dyskryminacja wobec tej drugiej płci. Bo naprawdę nie ma różnicy czy dodamy paniom punkty za płeć czy odejmiemy panom, efekt jest dokładnie identyczny. Teraz ułatwiamy paniom dostanie się na studia zdominowane przez mężczyzn, zaraz jakiś mądrala zauważy, że część z nich sobie nie radzi, więc trzeba będzie wprowadzić program, który ułatwia im ukończenie studiów. A potem będzie jak na policji, gdzie słaby wynik ze sprawnościówki nadrabiają psychologicznym i policjant zamiast partnerki ma podopieczną.

    • Już teraz Polskie studia mają mizerny poziom, jesteśmy we wszelakich rankingach za uczelniami nawet z Afryki i to nie z tych bogatych państw. Matura w Polsce została całkowicie zniszczona przez coroczne biadoleni ze ileś tam % jej nie zdało bo była za trudna.

    • Z tą policją nawet nie wiedziałem że jest taka możliwość. Dla mnie żartem z służb są różne wymogi względem płci. Wymogi z na to samo stanowisko z tymi samymi obowiązkami zawsze powinny być takie same. Jeśli policja odnosi korzyści z zatrudniania osób z wyższymi wynikami z testów psychologicznych kosztem sprawnościowych. To powinna być taka rekrutacja do której może podejść każdy niezależnie od płci. Ponieważ jeśli taki pracownik jest przydatny to jego płeć ponownie nie powinna być istotna.

      • Nie ma takiej możliwości, kolega wyżej jest niedoinformowany. Normy czasowe są aktualnie takie same dla obu płci. Zaś punkty:
        40 punktów to za test wiedzy
        60 punktów za sprawność, minimum to 43 punkty
        60 punktów za test psychologiczny, ale tam są zupełnie inne zasady i tym się nie da niczego nadrobić. Taki test albo zdajesz – w sensie nadajesz się, albo go nie zdajesz – nie nadajesz się.
        60 punktów za rozmowę kwalifikacyjną, minimum to 36 punktów. I tutaj można sobie coś nadrobić.

        Kiedyś przez moment faktycznie były różnice, ale no kobiety słusznie uznały że to jest głupie, że to sugeruje że kobiety są jakieś upośledzone.

        • Dzięki za sprostowanie, to pewnie wiedza zdobyta na zasadzie „kolega kiedyś mówił że gdzieś czytał”, więc nie dość że głuchy telefon to jeszcze z niepewnego źródła, ale siedziało w głowie od dawna to nawet nie przyszło mi do głowy tego weryfikować.

          Kiedyś przez moment faktycznie były różnice, ale no kobiety słusznie uznały że to jest głupie, że to sugeruje że kobiety są jakieś upośledzone.

          I to jest zdrowe podejście, tak samo należy podchodzić do idei parytetów.

    • No to bardziej bezpośredni przykład właśnie z biegaczkami uważasz że postawienie na starcie biegu na 800 m pan(i) Mokgadi Caster Semenya (mistrz (yni) olimpijski(a) w 2016r ) i np. Natalii Krol (Ukrainka mistrzyni Europy na 800 m to równe szanse ( zobacz zdjęcia obu zawodniczek ) Nawet IAAF miała problem.

      Oczywiście generalnie się zgadzam i nie powinno być sztucznego wyrównywania szans parytetami , bo są kierunki i zawody bardziej sfeminizowane i też bardziej męskie , jak choćby opiekunki w przedszkolach, pielęgniarstwo, wykształcenie pedagogiczne vs górnictwo (zwłaszcza dołowe) czy kierunki techniczne,czy bardziej mechaniczne elektroniczne, , choć są i kierunki techniczne gdzie jest więcej kobiet i bywa około 50/50 procent

      • Z transseksualnymi sportowcami to w ogóle jest temat na osobną dyskusję, tutaj chyba nie ma dobrego rozwiązania, bo albo dyskryminujemy zawodniczki, które urodziły się kobietami i mają kobiece warunki fizyczne, albo dyskryminujemy osoby transseksualne co gryzie się z narracją o tolerancji, która jest dość silna w sporcie. Być może jakimś rozwiązaniem byłoby oddzielenie transpłciowych sportowców od binarnych, ale obawiam się, że zaraz by się odezwały kolejne grupy, które chcą swoich kategorii bo w tych, do których są przypisane sobie nie radzą i odbierają to jako dyskryminację.

  7. A ile kobiet górników znacie? Bo ja nie słyszałem o takowych, może walczmy o równość płci również w górnictwie.

  8. Dyskryminacja pozytywna to nadal dyskryminacja. Równe powinny być szanse a nie wyniki. Płeć pracownika powinna być zupełnie ignorowana podczas rekrutacji. To jest brak dyskryminacji. Sytuacja w której kandydat lub kandydatka nie zostanie zatrudniony lub zatrudniona z powodu zestawu genitaliów jest w oczywisty sposób dyskryminująca. Takie praktyki powodują zniechęcenie osób które popierają równouprawnienie.

  9. Raczej mijamy się z Ordo Iuris jeśli chodzi o nasze postrzeganie świata, ale tutaj nawet mogę się częściowo zgodzić. Wszelkie programy zachęcające kobiety do studiów, pracy na uczelni, nawet ułatwienia jeśli chodzi o macierzyństwo (które zresztą nawet teraz są) jak najbardziej popieram, ale parytety czyli zatrudnianie czy przyjmowanie osób tylko ze względu na płeć to moim zdaniem zbyt dużo.

  10. Nienawidzę ordo i uważam, że powinno się ich zdelegalizować i zamknąć u czubków, ale tutaj akurat mają rację, że to dyskryminacja – bo faworyzowanie kobiet, to właśnie dyskryminacja mężczyzn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *