27 tys. zamkniętych firm. Oto pokłosie zakazu handlu w niedzielę

Biznes Gorące tematy Państwo Zakupy dołącz do dyskusji (22789) 12.06.2019
27 tys. zamkniętych firm. Oto pokłosie zakazu handlu w niedzielę

Jerzy Wilczek

Niedzielny zakaz handlu nie jest specjalnie popularnym przepisem. Ale jak widać, nie przeszkodził on w wygrywaniu przez PiS wyborów. A jakie jest pokłosie zakazu handlu w niedziele? To tysiące zamkniętych sklepów i firm handlowych. Tych drobnych i średnich, bo handlowe giganty radzą sobie jeszcze lepiej niż kiedyś.

Pokłosie zakazu handlu? Wystarczy spojrzeć na dane GUS. Z najnowszej aktualizacji statystyk REGON wynika, że od maja 2018 do maja 2019 zniknęło w Polsce dokładnie 26712 firm, zajmujących się handlem.

Dla porównania – firm przemysłowych zniknęło „zaledwie” 4,3 tys. Jednocześnie z danych GUS wynika, że w samym tylko pierwszym kwartale tego roku zniknęło aż 26 tys. miejsc pracy w sektorze handlowym.

Ciekawe? Ale to nie wszystko…

Pokłosie zakazu handlu w niedziele. Mali tracą, duzi korzystają

Nie jest jednak tak, że sektor handlowy się kurczy. W pierwszym kwartale co prawda ubyło tych 26 tys. pracowników, ale też przybyło… 75 tys. nowych.

Sektor handlowy więc nie tylko się u nas nie zwija, ale wręcz rośnie jak na drożdżach. No dobrze, a co z tymi 27 tys. zamkniętych firm?

Cóż, to też łatwo wyjaśnić.

Otóż generalnie pokłosie zakazu handlu w niedziele jest takie, że małe firmy handlowe muszą się zwijać. Po wprowadzeniu przepisu, wielkie sieci handlowe wytoczyły gigantyczne działa. Żabka, wiadomo, stwierdziła, że jej punkty to placówki pocztowe – co pozwala wielu sklepom otwierać się w każdą niedzielę. Biedronka wprowadziła dłuższe godziny otwarcia w soboty i nowe promocje. Podobnie postąpił Lidl, dodatkowo przeprowadzając zmasowaną, trwającą już od ponad roku kampanię reklamową, wychwalającą sobotnie zakupy.

Jak się w tym wszystkim odnalazły mniejsze sklepy? Cóż, wygląda na to, że nijak – i wiele z nich musi się zamykać. Liczby przecież nie kłamią. Ale warto zwrócić uwagę, że nie tylko małe sklepy się zamykają. To też małe i średnie firmy handlujące na przykład żywnością czy chemią gospodarczą.

Rosnąca potęga wielkich sieci też nie jest im na rękę. Bo coraz częściej wygląda to tak, że kontrakt z Lidlem czy Biedronką jest dla nich być albo nie być. I naprawdę nietrudno odgadnąć, na czyich zasadach w takich warunkach odbywają się negocjacje w sprawie takiej współpracy.

Jednym słowem – zakaz handlu w niedzielę miał wspomóc polski handel. Miał umocnić małe sklepy, ale i mniejsze firmy handlowe. Jak wyszło – widać doskonale dzięki danym GUS. Być może rząd wprowadzając w porozumieniu z NSZZ „Solidarność” i Kościołem zakaz handlu, miał dobre intencje. Ale wszyscy wiemy, co jest wybrukowane dobrymi intencjami.

22 789 odpowiedzi na “27 tys. zamkniętych firm. Oto pokłosie zakazu handlu w niedzielę”

  1. „od maja 2018 do maja 2019 zniknęło w Polsce dokładnie 26712 firm, zajmujących się handlem.”

    A jaka jest liczba zamkniętych firm zajmujących się handlem w każdym z poprzednich lat?
    ile od maja 2017 do maja 2018?
    ile od maja 2016 do maja 2017?
    ile od maja 2015 do maja 2016?

    Dopiero taka informacja da jakiś w miarę sensowny obraz sprawy?

    Nigdy nie ufaj statystyce, której sam nie sfałszowałeś. – Prawda?

    • Aha, Fajnie byłoby jeszcze pokazać liczby firm zajmujących się handlem które powstały w każdym z tych okresów.
      Statystyka bywa kapryśna.

      • Dotarłem do artykułu na Money opartym o te same dane, na które powołuje się tutaj BP. I w sumie dalej nie jestem pewien :D

        Na infografice dali, że zmiana liczby firm zajmujących się handlem w rejestrze to -26712. Czyli takie byłoby saldo zamkniętych i nowych.

  2. Ale kiedy podlinkowujecie GUS w zdaniu mówiącym o tym, by spojrzeć na dane GUS, to linkujcie do tych danych a nie na własny tag.

    Tak, wiem, że dzisiaj te linki nie są po to żeby nam było wygodniej….

  3. „od maja 2018 do maja 2019 zniknęło w Polsce dokładnie 26712 firm, zajmujących się handlem.”

    Fajnie byłoby dla oddania skali pokazać takie same dane dla lat poprzedzających a nie porównując je z zupełnie inną gałęzią gospodarki.

    ile firm zajmujących się handlem zniknęło od maja 2017 do maja 2018?
    ile firm zajmujących się handlem zniknęło od maja 2016 do maja 2017?
    ile firm zajmujących się handlem zniknęło od maja 2015 do maja 2016?

    Warto też byłoby pokazać ile takich firm zostało utworzonych w każdym z tych okresów.

    Nigdy nie ufaj statystyce której sam nie sfałszowałeś… – Prawda?

  4. Takie rozważania są błędne. Otóż nie jest sprawą urzędników, kiedy i gdzie obywatele pracują. Koniec tematu. To nie PRL, nie ma obowiązku pracy w sklepie. Podobno jest rynek pracownika, więc w czym problem?

        • No tak, bo „liberałowie” i „socjaldemokraci”, nie lobbują, za ograniczaniem godzin etatów, albo kontrolą rynku.
          Nie dajmy się zwariować, kontrola rynku pracy funkcjonuje wszędzie i będzie funkcjonować. Jedyny powód, z którego kręci się cała gównoburza o „zakaz handlu”, polega na tym, że tracą zachodnie fundusze, które zainwestowały w galerie handlowe, oraz koncerny handlowe. Mówiąc krótko, chodzi o kasę liczoną w miliardach rocznie i o to, że firmy takie jak Unibail-Rodamco, nie wykażą odpowiedniego zwrotu z inwestycji.
          O nic więcej. A frajerom się wmawia, że ktoś walczy o wolny rynek i „prawa konsumenta”.
          Bullshit. Money, money, money…

  5. A ja się zapytam czy GUS gromadzi przy tchy liczbach faktyczne powody zamknięcia? Czy może jednak to nie tylko efekt niedziel niechandlowych a:
    1. Zwiększenia kontroli PiP
    2. Zwiększonych kontrolach skarbowych
    3. Przetrzymywaniu zwrotów VAT
    4. Konsolidacji rynku (Na przykład Żabka wykupuje mniejsze sklepy i włącza je we własną sieć)
    5. Podwyżkami kosztów pracy
    6. Inne

    A co do Żabki jako placówki PP negocjowały od chyba 2012 roku tak, że wiązanie tego z próbami ominięcia absurdalnego zakazu są trochę… chybione ;)

      • Kiedyś miałem duży fajny lokalny sklepik ale od 15 lat tylko supermarkety. Duże zakupy raz w tygodniu a do małego sklepu to po piwo loda lub jakieś przekąski. Niestety wygoda i niższe ceny zabijają lokalne sklepy osiedlowe i żaden zakaz handlu nie ma nic do rzeczy bo przecież szef może stanąć za kasą i widzę takie sklepiki gdzie ruch duży no ale szef musi ruszyć cztery litery i spędzić niedzielę w pracy jeśli chce zarobić.

  6. na pewno to nie jest powodem zmaknięcia firm a 27 tys to juz fikcja, wasz portal to drugi plotek haaaaa

    • Na Węgrzech to samo się działo towarzyszu tylko tam po roku potrafili się przyznać do błędu i cofnąć zakaz.

      • W innych krajach Europy też działa zakaz handlu w niedzielę i jakoś wszystko się kręci. Tylko głupek z Polski ma z tym problem. Kręcą Cię otwarte sklepy w niedzielę…To sobie otwórz taki..w czym problem…

    • Wiesz jak wyglądają galerie? To chyba też wiesz, że w niedzielę ludzie chodzili tam z dziećmi na lody, po zakupy, na obiady. Wiesz ile firm takich małych miało tam stoiska w niedzielę? Wiesz ilu studentów dorabiało w niedzielę? Fikcją jest twoje pier…. e o szopenie. bo gdzie masz zobaczyć galerie jak wszędzie gnój,brak rozumu.

  7. Zanim wprowadzili zakaz handlu to większość zakupów robiłem przez Internet. Po wprowadzaniu zakazu już tylko spożywkę kupuje analogowo – myślę że to czeka cały handel w najbliższej przyszłości.

      • Co ma robienie zakupów przez internet do bycia no lifem? :D co to za absurdalna teza? Sama tak robię zakupy i jest to absolutnie świetne rozwiązanie – zakupy raz na tydzień, z dostawą do domu, znacznie bardziej racjonalne, niż wejście do sklepu i emocjonalno-spontaniczne pakowanie do koszyka wszystkiego, co w danym momencie uznam za „super niezbędne”. Próbowałeś kiedyś? Bardzo polecam. Być może źle Cię zrozumiałam, ale jeśli Twoją intencją było stwierdzenie, że zakupy online są dla jakiegoś gorszego typu ludzi, to zaręczam, że jest wręcz przeciwnie :) to nowoczesne, wygodne i racjonalne rozwiązanie dla nieco lepiej zorientowanych w świecie i umiejących korzystać z dostępnych możliwości :)) przemyśl sprawę, bo warto!

  8. Dramat. Kolejny już artykuł czy to tutaj czy na spider, w którym na podstawie kilku liczb wyciąga się daleko idące wnioski. Nikt nie zadał sobie trudu sprawdzenia jak kształtowały się obroty małych, prywatnych sklepów od momentu wkroczenia na nasz rynek takich sieci jak Biedronka, Dino, Netto, Żabka czy Lewiatan. Ekspansja ww. rośnie więc obroty w małych sklepikach stale maleją. Rosną koszty pracy, bo rośnie socjal i minimalne wynagrodzenie. To są dodatkowe koszty, które sprawiają, że właścicielowi przestaje się opłacać prowadzić taki sklep. Ale takie czynniki zostały pominięte przez autora tego przaśnego „artykułu”.

  9. To się zgadza z obserwacjami moimi i moich znajomych. Małe sklepy czy zakłady usługowe, często istniejące jeszcze od lat 90., przetrwały kryzysy, pojawienie się hipermarketów i taniej chińszczyzny, wejście Polski do Unii i wiele innych zawirowań, aby upaść po dojściu do władzy PiS i tego sprostytuowanego banksterskiego pomiotu na literę M.

    Banksterski pomiot konsekwentnie realizuje swoją misję, jaką jest (obok spłaty ustawy 447) ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej przedsiębiorczości i oddanie całego polskiego rynku zachodnim koncernom.

    Banksterski pomiot znał doświadczenia Węgrów i dlatego zgodził się na zakaz handlu w niedzielę. Nie dla dobra pracowników, lecz przeciwko Polsce i Polakom. To zresztą nie jest jego jedyna metoda. Polskie firmy są wykańczane coraz to nowymi haraczami, utrudnieniami i szykanami, podczas gdy zachodnie koncerny dostają po kilkadziesiąt milionów dopłat w gotówce, nie licząc wieloletnich ulg w podatkach.

    Nie wiem, ile banksterski pomiot ma obiecane od swoich mocodawców za dokonanie czwartego rozbioru Polski, ale na pewno wynagrodzą mu oni z nawiązką straty poniesione w wyniku zamiany pensji prezesa banku na „marne” wynagrodzenie premiera.

  10. Jest jeszcze jedna patologia powodująca zamykanie się masowo małych firm. Obowiązkowa stawka minimalna. Rząd nakazuje Kowalskiemu, że ma tyle płacić Nowakowi i nie mniej, chodź by Nowak nic nie robił. Ma tyle samo zarabiać Nowak nic nie robiąc, co ten co rowy kopie pół dnia łopatą. Inteligentni ludzie wiedzą, że nie chodzi rządowi o dobro Nowaka, a tylko o to by Kowalski płacił jeszcze wyższe podatki. Nie jest to wykonalne w praktyce już. Bo firma Kowalskiego to malutka firma i teraz zamiast ją prowadzić i płacić ZUS i podatki jak to robił do tej pory, musiał zamknąć firmę i zaczął pobierać zasiłek państwowy, obciążając tym samym innych przedsiębiorców. To jest patologia dzięki której nigdy nie dowiemy się ile tak na prawdę powinna kosztować wykonywana praca w warunkach polskich podatków i obciążeń finansowy.

  11. Ten tekst jest bardzo nierzetelny mówiąc delikatnie i nieobiektywny. Nie ma żadnego porównania do ilości firm handlowych zamkniętych na tych samych zasadach przez poprzednie kilka lat. Jednocześnie małe sklepy zamykają się masowo od kilku lat, nie przez zakaz handlu w niedzielę, tylko przez konkurencję dużych sklepów. Tekst jest jakiś wyrwany z kosmosu, małe sklepiki które są tam opisane jako ofiary zyskują na zakazie handlu w niedzielę (a nie tracą) bardziej niż duże sklepy. Każdy osiedlowy sklepik może być otwarty w niedzielę jeżeli za kasą stoi jego właściciel, a więc w przeciwieństwie do marketów, może mieć otwarte. U mnie na osiedlu połowa sklepików jest otwarta i żaden z właścicieli nie narzeka na zakaz handlu, wręcz się cieszy bo ludzie idą do niego, zamiast do Lidla . A przytaczanie firm handlujących z Lidlem i powoływanie się na ich walę o istnienie w odniesieniu do zakazu handlu to już całkowity śmiech na sali. To nie ma żadnego związku.

  12. Mali i maluczcy są coraz mniej ważni w tym kraju. Zwykły mały człowiek traci ale dla nikogo nie jest wazny.. .zakaz handlu zaostrza sie mimo niezadowolenia i mowienia jak bardzo na tym tracimy w wielu kwestiach.. nie ma innych rozsądnych rozwiązań tego stanu rzeczy ? Pora znieść ten głupi zakaz handlu albo wprowadzić inna ustawe, która nie będzie przynosiła tyle złego co ta

  13. „Pitolenie o Chopinie”.

    Żaden zakaz handlu, lecz najzwyklejsza konsolidacja rynku.
    Trend trwa od 10-15 lat i jest wspierany przez karygodne zwolnienia podatkowe, jakie mają międzynarodowe koncerny w Polsce.
    Raptem 2-3 lata temu mówiono jasno, że taka Biedronka, płaci w Polsce 1% podatek, a była przedstawiona jako „wyjątek od reguły”, gdyż inne sieci, nie płaciły wcale.
    I tutaj jest cała tajemnica, a nie brednie o „zakazie handlu”.
    Inna rzecz jest taka, że prawo polskie – m. in. weterynaryjne – doprowadziło do takiej patologii, że małym producentom NIE OPŁACA SIĘ funkcjonować na rynku.
    Mała masarnia nie plajtuje przez „zakaz handlu”, ale przez to, że nie ma możliwości konkurować z dużym zakładem przemysłowym, który ma kontrakty na dostawy z sieciówkami.
    Podobnie rolnik z 2 krowami, nie sprzeda mleka na rynek, bo mleczarnie mają podpisane umowy z przemysłowymi farmami krów – znam tylko jedną mleczarnię, która zbiera mleko od małych gospodarzy, podczas gdy „normalnie” nikomu się to nie opłaca – wyjeżdżaone km, spalone paliwo itd.

  14. A miało być na odwrót, jak zwykle mniejszy przedsiębiorca oberwał. Rząd powinien wycofać się z tego pomysłu, nie ma z tego żadnych korzyści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *