Wpatrywanie się w czyjś biust czy pośladki nie jest komplementem (do licha)

Codzienne Społeczeństwo dołącz do dyskusji (49) 11.08.2018
Wpatrywanie się w czyjś biust czy pośladki nie jest komplementem (do licha)

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Dziewczyna poskarżyła się na jednym fanpage, że pewien mężczyzna uporczywie przyglądał się jej piersiom i pośladkom, a do tego okrutnie się ślinił. Fala hejtu, która ją zalała sprawia, że martwię się o to, jak jeszcze wiele pracy przed nami. 

Nie ma tygodnia (czasem nawet dnia), żeby szambo nie wybiło gdzieś w Internecie. Na fanpage Hejted Spotted: Września jedna dziewczyna poskarżyła się, że jakiś nachał uporczywie wpatrywał się w jej biust i pośladki, śliniąc się przy tym. Są to sytuacje życia codziennego, bardzo skądinąd przykre. Jednak to, co stało się w komentarzach pod tym postem, przerosło wszelkie moje oczekiwania. Przynajmniej kilkunastu mężczyzn (a i parę kobiet) skrytykowało dziewczynę za to, że nie zrozumiała, jak wielki zaszczyt ją kopnął. Ktoś się nią interesuje! To znaczy, że jest ładna! Pewnie feministka! Cnotka niewydymka! Założyła coś z głębokim dekoltem i się dziwi! Sprowokowała!

Doprawdy. Sprawdźcie sami, ale uprzedzam, komentarze są obrzydliwe.

Postawy wobec molestowania

Wpatrywanie się w czyjś biust w świetle polskiego prawa nie jest molestowaniem. Nie jest nielegalne. Ale nie jest tym też puszczenie głośnego bąka w towarzystwie, zwymiotowanie na kolegę z pracy, opowiadanie o narośli w miejscu intymnym przy rodzinnym stole. Mimo to jest to taki typ zachowań, po którym spotykamy się z lekkim ostracyzmem czy zwróceniem uwagi. Uporczywe gapienie się na czyjeś narządy płciowe również powinno do tego należeć, ale nie należy. Gdzieś tam jeszcze pokutuje przekonanie, że mężczyźnie wolno więcej, bo jest jak duże dziecko. A dzieciom można wybaczyć gafę czy nieodpowiednie zachowanie. Tyle tylko, że naszym pociechom tłumaczymy potem, co jest dobre, a co złe. Jeśli ta sama dziewczyna napisałaby, że mężczyzna klepnął ją w pośladek, złapał za pierś, wsunął jej rękę pod spódnicę – sądzicie, że komentarze byłyby inne? Poniżej wyjaśnię zaraz, dlaczego nie.

Faktycznie, to nie jest molestowanie. Ale wystarczy przejść się pod jakiegoś newsa, gdzie mamy opis sytuacji, w której – przykładowo – dziewczyna zostaje zgwałcona, gdy wraca z dyskoteki. A kto jej tam kazał iść? Ubrała się jak lala i się dziwi? Jakby nie prowokowała strojem, to krzywda by się nie stała! Nie wierzycie? Popatrzcie sobie na komentarze pod tą wiadomością. Mało? To sprawdźmy w tym miejscu. Oczywiście, pod wieloma takimi newsami pojawiają się również pełne oburzenia komentarze i żądanie kary dla sprawców, ale często widzimy teksty w rodzaju „baba pijana, d*pa sprzedana”. Beczka śmiechu.

To komplementować też nie można?!

Z jakichś powodów niektórzy martwią się, że komplementowanie dziewczyny zostanie uznane za molestowanie. Może najpierw zastanówmy się, jakie to mają być pochlebstwa. Czy osoba je wypowiadająca chciałaby sama je usłyszeć od przedstawiciela swojej płci? Dla przykładu „masz fajny tyłek” wydaje się brzmieć dobrze dla samego wypowiadającego, ale gdyby to samo zdanie skierował pod jego adresem dwumetrowy, silny mężczyzna, nagle ten sam wypowiadający poczułby się bardzo niezręcznie. Tak właśnie czują się kobiety, które słyszą podobne „komplementy”. Jeśli podoba się nam koleżanka z pracy, może po prostu warto poznać jej zainteresowania, znaleźć z nią wspólne tematy, wreszcie zaprosić na kawę?

Ktoś zapyta: to co można mówić? Można powiedzieć, że ładnie się dzisiaj ubrała, zapytać, jak jej mija dzień, pochwalić, że dobrze wygląda. Uśmiechnąć się, pożyczyć wszystkiego dobrego w danym dniu. To nie jest dziewiętnasty wiek i wiktoriański purytanizm, to zwyczajna kultura. Śliniący się nachał z Wrześni też mógł to zrobić. Zamiast wpatrywać się w jej biust, mógł przecież wysilić się na miły uśmiech, powiedzieć „dzień dobry”, jeśli faktycznie dziewczyna zwróciła jego uwagę. Na pewno nie publikowałaby wtedy posta o obleśnym człowieku, który widział w niej jedynie obiekt seksualny. A potraktowanie bliźniego swego z odrobiną elementarnego szacunku jeszcze nie sprawiło, żeby komukolwiek spadł poziom testosteronu w gonadach. Powiedziałabym, że wprost przeciwnie.