Dokładnie rok temu światem na zbiegu prawa i internetu wstrząsnął wyrok Trybunału Sprawiedliwości z dnia 13 maja 2014 r. w sprawie C‑131/12 (Google vs Gonzales), który otworzył drogę do kasowania wyników z wyszukiwarek internetowych (w tym – przede wszystkim – z Google). 

Nie brakowało oczywiście ożywionej debaty. Część internautów opowiadała się za rozstrzygnięciem TSUE wskazując na to, że obecnie Google jest poza wszelką kontrolą, a pojawiające się w nim informacje często mogą być bardzo krzywdzące i nieprawdziwe. Z drugiej strony nie brakowało jednak głosów, że możliwość ingerowania w wyniki wyszukiwarek będzie tak naprawdę początkiem… cenzury.

Prawnicy sprzeczali się też w ocenie tego, jakie kompetencje Trybunał Sprawiedliwości określił w swoim wyroku po stronie administratorów wyszukiwarek. Czy też mają oni kasować wszystkie dane, o które zostaną poproszeni (przez dysponentów stosownych praw) czy też mogą być swoistymi „sędziami” w tej sprawie, oceniając czy żądanie internauty jest zasadne.

W praktyce Google zdecydowało się przyjąć ten drugi model – tłumaczy Jakub Kralka, zajmujący się w zespole bezprawnik.pl zagadnieniami z zakresu prawa nowych technologii. Sam fakt dokonania zgłoszenia nie przesądza jeszcze o tym czy wynik zostanie usunięty z rezultatów wyszukiwania. Takie rozwiązanie budzi moje wątpliwości, stawiając administratora wyszukiwarki w roli sędziego, który ostatecznie i tak autorytarnie rozstrzygnie czy jesteśmy godni ochrony naszej prywatności. Oczywiście operatorzy serwisów przeszukujących sieć zasłaniają się ochroną interesu publicznego. Jak widać brak tu więc rozwiązania, które okazałoby się satysfakcjonujące dla wszystkich.

W pierwszym roku funkcjonowania wyszukiwarka zmierzyła się z blisko 250 000 wezwań do usunięcia ok. 920 000 linków z Google. Pozytywnie zdecydowano się rozpatrzyć 41% wniosków. Posiadamy też dane odnośnie polskiej wersji serwisu. Firma z Mountain View rzadziej podzielała punkt widzenia rodzimych internautów, gdyż usunięto 38% spośród 23 000 linków składających się w sumie na 7 000 zgłoszeń.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Wśród witryn, które najczęściej wskazują internauci jako konieczne do usunięcia dominują serwisy społecznościowe – Facebook, Twitter, YouTube, Badoo. Należy jednak pamiętać, że wynika to głównie z osiąganej przez nie skali. Giganci współczesnego internetu nawet łącznie stanowili tylko 8% wezwań, których dotyczyły zgłoszenia.

prawo-do-bycia

Nawet jeśli Google odmówi nam „prawa do bycia zapomnianym”, należy mieć na uwadze, że jego stanowisko w tej kwestii nie jest ostateczne. Być może warto wówczas udać się po pomoc do prawnika? Zespół bezprawnik.pl składa się z doświadczonych prawników, wśród których nie brakuje również specjalistów od problematyki ochrony wizerunku czy prywatności w sieci. Zainteresowanych zapraszamy do kontaktu pod adresem e-mailowym kontakt@bezprawnik.pl.