- Bezprawnik -
- Prawo -
- Rewolucja na rynku suplementów. Polacy łykają je garściami, ale Sejm chce z tym skończyć
Rewolucja na rynku suplementów. Polacy łykają je garściami, ale Sejm chce z tym skończyć
W Sejmie został złożony projekt ustawy dotyczący suplementów diety. Jeśli zmiany wejdą w życie, rynek ten czeka rewolucja. Przykładowo zakazane będzie sugerowanie właściwości leczniczych tego rodzaju produktów. Konsumenci zyskają też znacznie większą pewność co do tego, co kupują.
Polacy uwielbiają suplementy diety
Szacuje się, że zgłoszonych do Głównego Inspektoratu Sanitarnego produktów może być nawet 100 tysięcy. Rzecz jasna, nie wszystkie z nich są w obrocie. Wskazuje to jednak na skalę całego przedsięwzięcia.
Jako społeczeństwo kupujemy je bardzo chętnie. Warto jednak na wstępie zaznaczyć, czym są suplementy diety i co należy o nich wiedzieć — bo nie każdy konsument zdaje sobie z tego sprawę. Masowość tego zjawiska niesie za sobą liczne ryzyka. Planowane zmiany w przepisach przedstawiła „Gazeta Prawna". Jest ich bardzo dużo. Tu zrelacjonujemy więc jedynie wybrane z nich.
Ograniczenia dotyczące reklamy suplementów
Obecnie suplementy diety często są przedstawiane w materiałach promocyjnych przy pomocy języka właściwego dla leków. Planowane przepisy mają to zmienić. W świetle prawa suplementy diety są bowiem środkami spożywczymi.
Zgodnie z przedłożonym projektem ustawy zakazane ma być np. wskazywanie w reklamach, że zbilansowana dieta jest dla człowieka niewystarczająca.
Koniec z obietnicami zdrowotnymi
Wśród niedozwolonych praktyk umieszczono także obietnice zdrowotne. Konsument zapoznający się z materiałami promocyjnymi nie może odnosić wrażenia, że tabletki o statusie żywności wyleczą np. jego chorobę zwyrodnieniową bądź inną dolegliwość.
Na takie deklaracje są podatni zwłaszcza seniorzy. Umieszczanie w materiałach promocyjnych tego rodzaju sugestii może grozić karą w wysokości do stukrotności średniego wynagrodzenia za poprzedni rok (obecnie nieco ponad 890 tys. zł).
Koniec z suplementami bez dokumentacji
Do tej pory wprowadzenie na rynek takich tabletek (lub środków w innej formie) było bardzo łatwe. Wystarczyło zgłosić preparat do GIS, by móc zacząć sprzedaż. Tymczasem każdego roku GIS wycofuje ze sklepów dziesiątki niebezpiecznych produktów, o połowie pewnie nie macie pojęcia.
W międzyczasie dystrybutorzy musieli dopełnić formalności. Jeśli urząd wyrażał zastrzeżenia, mogli zarejestrować produkt od nowa. Stanowiło to lukę w prawie pozwalającą nadal go oferować.
Zgodnie z projektem ustawy badania i opinie będą musiały zostać przedłożone na początku. Jeśli GIS ich nie zatwierdzi, preparat nie pojawi się w sprzedaży.
Intencją ustawy jest dowartościowanie leków
Ogromny segment środków dosłownie na wszystko (oczy, słuch, stawy, krążenie itp.) sprawia, że przebadane farmaceutyki nieraz schodzą na dalszy plan. Tymczasem w przeciwieństwie do suplementów muszą one mieć udokumentowane właściwości zdrowotne. Także reklamy leków podlegają znacznie surowszym wymogom — niejednokrotnie pisaliśmy o tym, czy w reklamach występują prawdziwi lekarze i jakie są tego konsekwencje.
Kiedy warto zasięgnąć porady specjalisty
Warto w tym miejscu podkreślić, że jeśli zależy nam na suplementacji, mamy pełne prawo poradzić się w tej sprawie lekarza. Nie powinniśmy kupować reklamowanych produktów w ciemno. Badania i wywiad lekarski mogą bowiem dać nam informację, czego tak naprawdę potrzebujemy.
Ciekawostkę może stanowić to, że te same substancje czasem jednocześnie sprzedawane są jako suplementy diety i jako leki (np. popularna witamina D3 czy żelazo). Dokonanie takiego zakupu zamiast środków spożywczych stawia nas na dużo bezpieczniejszej pozycji.
