Kolejny sąd kwestionuje sens egzekwowania prawa wymagającego rejestracji prasy internetowej

Technologie 15.05.2017
Kolejny sąd kwestionuje sens egzekwowania prawa wymagającego rejestracji prasy internetowej

Udostępnij

Marcin Maj

Czy można nazwać Polskę krajem demokratycznym, skoro wciąż stawia się ludzi przed sądami za wydawanie prasy bez rejestracji? Zauważcie, że to może spotkać każdego blogera albo dowolną osobę publikującą PDF-y na swojej stronie. Dziś zapadł wyrok w kolejnej tego typu sprawie i choć skończyło się uniewinnieniem, sprawa przypomina o absurdalności Prawa prasowego. 

Niewiele osób o tym pamięta, a niektórzy w ogóle nie wiedzą. Jeśli prowadzisz bloga i nie zarejestrowałeś go jako dziennik lub czasopismo, możesz być w każdej chwili oskarżony o prowadzenie prasy bez rejestracji. To nie jest tylko teoria. W Polsce ciągle obowiązuje przestarzałe Prawo prasowe z 1984 roku, które zawiera jeszcze odniesienia do konstytucji PRL. Jakoś to wszyscy znosimy bo nikt nie ma interesu w ściganiu tych wszystkich blogerów, którzy swoich blogów nie zarejestrowali. Problem pojawia się wówczas, gdy jakiś bloger nadepnie komuś na odcisk (np. burmistrzowi albo wpływowemu przedsiębiorcy). W takiej sytuacji na policję trafia odpowiedni donos, a policyjni „medioznawcy” potrafią zadziwiająco gorliwie ścigać „medialnych przestępców”. Dziwnym trafem policjanci są szczególnie gorliwi, jeśli bloger nadepnął na odcisk lokalnemu politykowi.

W ostatnich latach w Polsce było kilka głośnych spraw tego typu. Szczególnie godne przypomnienia są dwie.

Sprawa WikiDuszniki

Chodziło o serwis WikiDuszniki, który był typowym blogiem o lokalnych problemach. Tworzyły go anonimowe osoby przedstawiające się jako „grupa dobrych znajomych”. Na początku 2016 roku Sąd Rejonowy w Szamotułach uznał, że właściciel domeny wikiduszniki.pl – Andrzej Radke – jest winny niedopełnienia obowiązku rejestracji swojej strony jako dziennika (wyrok z 14 stycznia, sygn. akt II W 698/15). Dopiero sąd drugiej instancji (Sąd Okręgowy w Poznaniu) uchylił wyrok Sądu Rejonowego w Szamotułach i uniewinnił Andrzeja Radke.
Policja tak bardzo chciała ukarania twórców WikiDuszniki, że zgromadziła w sprawie dwa tomy akt i przesłuchała wiele osób. Policjanci pofatygowali się nawet do firmy Andrzeja Radke, żeby przesłuchać jego pracowników. Przy okazji przesłuchali też klienta.

Sprawa bloga Jawny Przedbórz

Ta druga sprawa dotyczyła również lokalnego bloga niewygodnego dla lokalnych władz. Zawiadomienie na policję złożyło lokalne stowarzyszenie, którego działalność była na blogu krytykowana. Samo stowarzyszenie twierdziło, że zależało mu na uzyskaniu danych autorów wpisów w celu wszczęcia postępowania o naruszenie dóbr osobistych.

Pod koniec października ub. r. Sąd Rejonowy w Radomsku uniewinnił twórcę bloga Pawła Ziębę. Niestety znów dała o sobie znać policyjna nadgorliwość. Komendant Policji osobiście napisał apelację, w której zarzucał Sądowi Rejonowemu „brak szacunku do prawa powszechnie obowiązującego”. Policjanta uraziło to, że Sąd ośmielił się stwierdzić, iż prawo z 1984 nie pasuje do współczesnych realiów(!!!). Komendant twierdził też, że wyrok skazujący jest konieczny, bo będzie miał „walor edukacyjny i wychowawczy”(!?!?).

Mimo tej policyjnej zawziętości Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim uniewinnił Pawła Ziębę (było to na początku 2017 roku). Szkoda, że dopiero w II instancji.

Najnowsza sprawa – Zwikówka

Niestety sprawa Pawła Zięby nie była ostatnią tego typu. Dzisiaj sąd w Pabianicach uniewinnił Włodzimierza Iwaszko, który w internecie wydaje Zwikówkę – gazetkę dla pracowników Zakładu Wodociągów i Kanalizacji (ZWiK) w Pabianicach.

Rozmawiałem z panem Włodzimierzem. Powiedział mi, że za wydawanie gazetki został wcześniej zwolniony z pracy. Początkowo Zwikówka była kolportowana w formie e-maili lub kserokopii. Policja z Pabianic dowiedziała się o niej od samego ZWiK-u, dla którego najwyraźniej gazetka była niewygodna. Tutaj mamy pierwszy absurd! Oto zakład wodociągowy po prostu nie mógł znieść tego, że ktoś wydaje w internecie gazetkę bez rejestracji! Trzeba było donieść na policję. Czy to nie jest historia niczym z filmów Barei?

Włodzimierz Iwaszko został uznany za winnego w wyroku nakazowym wydanym przez Sąd Rejonowy w Pabianicach w październiku 2016 roku (Sygn. akt II W 640/16). Pan Iwaszko złożył sprzeciw i sprawa trafiła ponownie do rozpoznania. Gdy doszło do pierwszej rozprawy (w lutym 2017 r.) sąd nie wyraził zgody na narywanie przebiegu rozprawy za pomocą kamer. Szkoda, bo sprawa była obserwowana m.in. przez aktywistów zainteresowanych obroną jawności. Nie stawił się natomiast oskarżyciel posiłkowy, czyli policjant sporządzający wniosek o ukaranie.

Prowadzenie prasy bez rejestracji – sądy znów się zastanawiają

Druga rozprawa odbyła się 8 maja 2017. Przedstawiciel policji znów się nie stawił. Wydanie wyroku przesunięto na dziś (15 maja 2017) i właśnie dziś Sąd Rejonowy w Pabianicach wydał wyrok uniewinniający.

Nie zgadzam się z uzasadnieniem sądu ale wyrok szanuje i nie wystąpię o jego pisemne uzasadnienie. Sędzia ustnie w swym uzasadnieniu wskazała, że działałem bez świadomości przekroczenia prawa, myśląc, że wydawanie w internecie jest zgodne z prawem i nie podlega rejestracji. Dała mi radę o wystąpienie do sądu o rejestrację. Myliła się, lecz na tle wydanego wyroku nie ma to znaczenia – stwierdził pan Włodzimierz gdy informował mnie wyniku sprawy.

Uzasadnienie jest o tyle ciekawe, że oto kolejny sąd kwestionuje sens egzekwowania prawa wymagającego rejestracji prasy internetowej. Jest to kolejny polski sąd, który mówi coś w rodzaju „takie jest prawo, ale nie będziemy karać… nie bądźmy śmieszni”. O ile takie podejście do sprawy jest zdrowe, o tyle chore jest to, że w Polsce ciągle funkcjonuje prawo prasowe z ubiegłego wieku! Były różne propozycje znowelizowania tego prawa, ale jak dotąd polscy politycy nie wykazali się… hmmm… otwartym umysłem. Nasi prawodawcy prędzej zgodzą się na prawne zdefiniowanie blogów i niewymaganie ich rejestracji, niż na ideę całkowitego porzucenia rejestracji prasy.

Po co rejestracja prasy i czym ją zastąpić

W państwach prawdziwie demokratycznych po prostu nie ma rejestracji prasy. Bo i po co? Skoro mamy wolność słowa, to niech każdy pisze co chce i jak chce, byle tylko nie naruszał praw innych osób. Tutaj dochodzimy do sensu rejestracji prasy w Polsce. Ponieważ w naszym kraju nie można pozwać kogoś, kogo się nie zna, rejestr jest potrzebny m.in. by wiedzieć kto ponosi odpowiedzialność za słowo. Tylko czy do tego naprawdę potrzebny jest rejestr? Nie.

Absolutnie wystarczający byłby wymóg umieszczania na stronie gazet tzw. impressum, czyli oświadczenia o autorstwie. Przykładowo niemieckie prawo (Telemediengesetz) wymaga by na stronach niemieckich umieszczać informacje o wydawcy, włącznie z adresem i danymi kontaktowymi. To wystarczy.

Jest też inna możliwość. Prawo mogłoby przewidywać możliwość złożenia tzw. ślepego pozwu i sąd mógłby być zaangażowany w ustalanie kto odpowiada za słowo. Propozycje wprowadzenia ślepego pozwu wychodziły już wcześniej od Rzecznika Praw Obywatelskich.

Rejestr prasy naprawdę nie jest niezbędny i niestety jest tylko reliktem państwa totalitarnego.