Zwlekanie z dochodzeniem swoich praw może spowodować, że dłużnik skutecznie uchyli się od spłaty długu. Wystarczy, że powoła się na przedawnienie roszczeń

Codzienne Prawo dołącz do dyskusji (3) 22.11.2021
Zwlekanie z dochodzeniem swoich praw może spowodować, że dłużnik skutecznie uchyli się od spłaty długu. Wystarczy, że powoła się na przedawnienie roszczeń

Joanna Majkowska

Zaciągnięte długi trzeba płacić. Jeśli natomiast nie robi się tego w terminie, wierzyciel ma do dyspozycji sporo możliwości – od tzw. windykacji miękkiej aż po pozew i egzekucję. Zdarza się jednak, że zbyt długo zwleka z odzyskaniem swoich pieniędzy i choć dług wciąż istnieje i wciąż jest zasadny, to można uchylić się od zapłaty. Wszystko ze względu na przedawnienie roszczeń.

Przedawnienie – co to jest i czym skutkuje?

Dla roszczeń pieniężnych przewidziano konkretne terminy na skuteczne dochodzenie zapłaty. Po ich upływie będzie to już natomiast znacznie utrudnione, choć nie niemożliwe. Najprościej rzecz biorąc, można bowiem powiedzieć, że przedawnienie roszczeń pozwala dłużnikowi skutecznie uchronić się przed obowiązkiem spłaty długu (zaspokojenia roszczenia).

Nie sprawia więc, że dane zobowiązanie nie istnieje albo że jest bezzasadne. Przykładowo, załóżmy, że osoba mająca prawo do zachowku została pominięta w testamencie. Może żądać zapłaty odpowiedniej kwoty od osoby, która otrzymała spadek. Jeśli jednak upomni się o pieniądze dopiero po 5 latach, termin przedawnienia upłynie. Nie oznacza to jednak, że taka osoba nigdy nie miała prawa do zachowku albo że spadkobierca nie jest jej dłużnikiem. Jednocześnie jednak spadkobierca (dłużnik) ma szansę uniknąć zapłaty, jeśli powoła się na upływ terminu przedawnienia.

Z punktu widzenia wierzyciela może się to wprawdzie wydawać niesprawiedliwe. Z drugiej strony trudno przecież, by mógł zgłosić swoje roszczenie przez całe życie, np. po 10 czy nawet 50 latach.

Co do zasady 3 lub 6 lat

Zgodnie z Kodeksem cywilnym przedawnieniu ulegają roszczenia majątkowe. Chodzi tu więc o wszystkie te roszczenia, które da się wyrazić w pieniądzu. Inaczej sprawa wygląda natomiast chociażby w przypadku ochrony dóbr osobistych, czyli roszczeń niepieniężnych.

Termin przedawnienia co do zasady wynosi 3 lata dla roszczeń o świadczenia okresowe (np. o zapłatę czynszu) czy związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, a 6 lat dla pozostałych. Jest to jednak ogólna zasad, od której istnieje wiele wyjątków przewidzianych przez przepisy szczególne. Przykładowo, roszczenie o zachowek przedawnia się z upływem 5 lat od śmierci spadkodawcy, a w przypadku umowy o dzieło – 2 lata od oddania dzieła.

Strony nie mogą natomiast dowolnie skracać czy wydłużać terminów przedawnienia np. w zawieranej umowie.

Konieczne aktywne działanie dłużnika

Co jednak ważne, to, że w danej sprawie istnieje przedawnienie, nie powoduje automatycznie, że sąd oddali powództwo. Jeśli więc wierzyciel wnosi pozew do sądu, to sąd nie uzna sam z siebie, że oddala pozew ze względu na upływ terminu przedawnienia.

Wszystko zależy tu od dłużnika. To on musi aktywnie działać i podnieść zarzut przedawnienia (np. wskazać w piśmie czy w trakcie rozprawy, że roszczenie jest przedawnione). Dopiero wtedy sąd będzie mógł z tej przyczyny oddalić pozew.

Oznacza to więc, że sam upływ terminu nie przesądza jeszcze o tym, że wierzyciel nie otrzyma swoich pieniędzy. Jeśli dłużnik będzie np. działał bez pomocy pełnomocnika i nie pomyśli, by sprawdzić ewentualne przedawnienie roszczeń, może nawet nie zdawać sobie sprawy, że wcale nie musiałby płacić i po prostu ureguluje dług. Zawsze też może uznać, że choć mógłby uchylić się od płacenia, z własnej woli chce spłacić zobowiązanie.

Termin przedawnienia można przerwać

Bieg przedawnienia można też przerwać, co oznacza, że zacznie on biec na nowo. Jeśli więc np. upłynie 5 lat z 6-letniego terminu przedawnienia i w tym momencie wierzyciel przerwie jego bieg, będzie mieć jeszcze kolejne 6 lat na skuteczne dochodzenie swoich praw.

Przerywając bieg przedawnienia, można więc znacznie wydłużyć sobie czas na działanie. Najprostszym sposobem, by to zrobić, będzie złożenie ważnego pisma do sądu. Zgodnie z przepisami bieg przedawnienia przerywa bowiem m.in. „każda czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym”. Warunek jest jednak taki, że tego typu działanie ma być podjęte bezpośrednio w celu dochodzenia roszczenia. Do tej kategorii – wbrew dość powszechnemu błędnemu przekonaniu – nie zalicza się jednak wezwanie do zapłaty. W końcu wysłanie takiego pisma trudno uznać za czynność podjętą przed sądem czy innym organem.

Kolejna możliwość to wszczęcie mediacji. Pozostaje też ostatnia opcja – uznanie długu. Może ono polegać na podpisaniu przez dłużnika konkretnej formułki. Równie dobrze sprawdzi się jednak tzw. „oświadczenie wiedzy”. Chodzi tu więc o takie zachowanie, z którego wynika, że dłużnik zdaje sobie sprawę z istnienia długu. Może to być np. spełnienie części świadczenia czy wystąpienie do wierzyciela o odroczenie terminu płatności albo rozłożenie długu na raty.